czwartek, 22 listopada 2018

rosół na kościach


Bulion na kościach, zwany u nas pieszczotliwie rosołem z Obcego, to rzecz bardzo wartościowa dla osób z atopią skórną, bo skórni atopicy zazwyczaj cierpią na niedobór kolagenu. A w takim rosole jest go ponoć sporo. Trzeba tylko pamiętać, że wywar z kości nie jest dla każdego. Są schorzenia, przy których lepiej się takim rosołem nie raczyć, ale ten temat musicie przegadać sobie z lekarzem. Ja tylko dorzucę to, co pewnie i tak ogólnie wiadomo - do rosołku z kości przechodzi nie tylko to, co dobre, ale też to, co niedobre. Dlatego najzdrowiej będzie zrobić bulion na kościach cielęcych albo z młodej dziczyzny, czy szczęśliwego kurczaczka. Przygotowanie rosołu jest dziecinnie łatwe, ale czasochłonne - musi się on bowiem gotować w trybie "pyrkanie" przez co najmniej trzy godziny. Ale warto.
Należy mieć:

Kości (ja robię zazwyczaj na cielęcych, na ogonku na przykład)
3-4 marchewki
1-2 pietruszki
1/2 niedużego selera
pół małego liścia kapusty
kawałek pora (ok. 10 cm)
2-3 liście laurowe
1-2 ziela angielskie
5-6 ziaren pieprzu
sól himalajska

Kości umyć, włożyć do garnka, dodać przyprawy (prócz soli), zalać zimną wodą, przykryć i na niezbyt szybkim ogniu doprowadzić do wrzenia. Odszumować, zmniejszyć płomień do minimum i gotować kości na maleńkim ogniu (żeby wywar tylko "mrugał") przez 2-3 godziny. Następnie dodać oczyszczone warzywa, zagotować i gotować jeszcze godzinę. Przed końcem gotowania bulion posolić do smaku.

sobota, 10 listopada 2018

solony sos karmelowy dla NieAlergika


Przepis wygrzebałam gdzieś w netach latem, gdy potrzebowałam czegoś do domowej mrożonej kawy, ale myślę, że w listopadzie też się przyda, choć pewnie już nie do mrożonej kawy. Niestety, jak to z przepisami w netach, trzeba customizować. Bo wychodzi różnie, na przykład sos staje się pastą, choć się człek trzymał podanych proporcji. W zależności od tego, czy chcemy bardziej sos karmelowy (toffi?), czy bardziej pastę, trzeba kombinować z ilością śmietanki. Robię na dużej patelni, wychodzi tego sosu sporo nawet (3/4 tego słoika co jest na zdjęciu, myślę, że to duży kubek mniej więcej). Solony być nie musi, jak kto lubi. Smak tego cuda symbolizuje jego zdjęcie - sos znika, zanim na dobre wystygnie...
Weźmy:

200 g cukru
100 g masła
200-250 ml śmietanki 30%
2 duże szczypty różowej soli himalajskiej

Cukier wysypać równą warstwą na dużej patelni i podgrzewać, aż się roztopi i zrobi się karmelowy w kolorze - nie może to być zbyt głęboki brąz, bo to oznacza że się karmel spalił i będzie niesmaczny. Nie mieszać! Można ewentualnie obracać patelnią, jeśli cukier nierówno się karmelizuje. Zdjąć z ognia, dodać masło, delikatnie mieszać. Gdy masło się rozpuści, dodać śmietankę oraz sól i podgrzewać, póki sos nie stanie się gładki i jednolity. Przelać do szklanego słoika, wystudzić i przechowywać w lodówce. Jak długo? Nie wiem, ale ponoć minimum tydzień-dwa można. Jeśli coś pójdzie nie tak i cukier całkowicie się nie rozpuści, należy na maleńkim ogniu podgrzewać sos, aż się grudki rozpuszczą. I nic się nie przejmować.