sobota, 31 marca 2018

Wesołych Świąt!


Drodzy Smakołykowicze! 

Życzymy Wam ciepłej, radosnej Wielkanocy i bardzo mokrego Dyngusa, zwiastującego wielkie powodzenie. Ślicznych prezentów od zajączka, szczęścia, zdrowia i miłości! 

sobota, 24 marca 2018

pieczeń wołowa wolno pieczona


Intensywna w smaku, rozpływająca się w ustach, z pysznym sosem. Można podać jako pieczeń, ale można też mięso poszarpać i wypełnić nim bułki do hamburgerów. Niezjedzony kawałek doskonale sprawdza się w roli wędliny. Podawana na ciepło, najlepsza jest pokrojona w cienkie (ok. 0,5 cm) plastry i polana sosem. Pamiętajcie, żeby plastry kroić w poprzek włókien. Wołowina nie musi być tłusta, bo wsadzamy ją do marynaty na bazie oliwy, więc nie wysycha. Tak przyrządzona pieczeń jest doskonała nie tylko na wielkanocny stół!
Należy mieć:

na ok. 1,5 kg wołowiny
marynata:
ok. 100 ml oliwy
po 2 pełne łyżeczki musztardy, syropu klonowego, rozmarynu i tymianku
po łyżeczce świeżo mielonego pieprzu i papryki słodkiej wędzonej
2-3 ząbki czosnku przeciśnięte (lub 1/2 łyżeczki suszonego)
łyżkę sosu worcester
1/2 łyżeczki ostrej pasty paprykowej
2 ziela angielskie - potłuczone
2 listki laurowe - pokruszone
małą cebulę pokrojoną w drobną koteczkę
sól - nie za dużo, bo worcester słony
ok. 100 ml śmietanki (wegańskiej, a dla NieAlergików 30-procentowej)

Wszystkie składniki marynaty wymieszać. Mięso obtłuc tłuczkiem, lekko posolić. Włożyć do żaroodpornego naczynia i posmarować z obu stron marynatą. Zamrozić. Po rozmrożeniu wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni z funkcją górnego grilla, a następnie piec przez minimum 4 godziny w 120 stopniach, pod przykryciem. Do powstałego sosu dodać śmietankę i ewentualnie zagęścić go mąką - gdyby sosu było mało, dolać wody.

czwartek, 15 marca 2018

tort węgierski dla NieAlergika


Po zrobieniu wiśniówki zostają mi mocno nasączone alkoholem wiśnie, idealne do czekoladowego tortu. Szukam wciąż smaku młodości, czyli tortu węgierskiego, jaki jadało się lata temu na randkach w cukierni warszawskiego Hotelu Europejskiego. Najgorsze jest to, że ja już nie za bardzo pamiętam, jak on wyglądał, ale wydaje mi się, że miał spód a'la brownie, mocno tłusty, maślano-czekoladowy krem i na wierzchu jeszcze warstewkę chrupiącej czekolady. Krem z tego przepisu jest już mocno zbliżony do oryginału (to już trzecia próba, co możecie zaobserować na blogu), no ale ciasto jest klasycznym kakaowym biszkoptem, więc to jednak trochę co innego. Ale pyszny, więc gorąco polecam. W następnym sezonie wiśniowym zrobię kolejną próbę - krem z tego przepisu, spód z brownie. I oczywiście dam znać, czy zbliżam się do oryginału a'la Europejski.
Trzeba mieć:

na czekoladowy biszkopt rzucany:
5 jajek
3/4 szklanki cukru
2/3 szklanki mąki
1/3 szklanki kakao

na czekoladowy krem maślany:
200 g masła
4 jajka
120 g cukru pudru
200 g gorzkiej czekolady
kilka łyżek mleka (ok. 5)
szczyptę soli

do nasączenia:
3/4 szklanki płynu: pół na pół przegotowanej wody i wiśniówki

Biszkopt: rozdzielić żółtka od białek, te ostatnie ubić na sztywną pianę, pod koniec dodając po łyżce cukru, a następnie po żółtku. Wymieszać suche składniki i dodawać stopniowo do masy jajecznej, najlepiej przesiewając i delikatnie mieszając. Ciasto wylać do tortownicy, której dno jest wyłożone papierem do pieczenia, a boki suche, nienatłuszczone. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (z termoobiegiem) i piec ok. 35 minut. Jeszcze gorące ciasto upuścić na blat z w wysokości ok. pół metra, wstawić z powrotem do piekarnika i studzić przy otwartych drzwiczkach. Wystudzony biszkopt pokroić na trzy części. Krem: masło utrzeć na puch ze szczyptą soli. Czekoladę ostrożnie, by nie zagotować, rozpuścić w mleku i zmiksować z masłem. Całe jajka ubić z cukrem na parze - masa powinna zgęstnięć i być puszysta. Gdy zgęstnieje odstawić do wystygnięcia, od czasu do czasu miksując, by nie straciła lekkości, a następnie chłodną delikatnie wymieszać szpatułą z masą maślaną. Podczas mieszania można mieć wrażenie, że krem się warzy - zazwyczaj to tylko wrażenie, więc należy nadal delikatnie mieszać, a następnie odstawić krem do lodówki, by nieco stężał. Zmontować tort każdą warstwę biszkoptu nasączając i smarując kremem. Nieco kremu pozostawić do dekoracji. Gotowy tort odstawić do lodówki na całą noc.

środa, 7 marca 2018

placki z tapioki granulowanej


Miałam trochę tapioki do zużycia, więc tak sobie przeglądałam strony i już traciłam nadzieję, gdy znalazłam to. Aż mi wstyd, że mi nigdy taka prościzna do głowy nie przyszła. W każdym razie szybko przetestowałam i całkiem całkiem jest... To znaczy nie ma smaku, ani zapachu, więc możemy zaaranżować taki placek na różną modłę, a najlepiej na słodką, z kokosem, mango, malinami, albo pieczonymi owocami i śmietanką wegańską. Doskonały jest zwłaszcza dla alergików uczulonych na przysłowiowe już wszystko. No i fajnie wygląda. Nie obawiajcie się, że granulki będą surowe czy coś - nie będą. Naprawdę wystarczy je kilka razy zamoczyć, osączyć i smażyć. Placuszki są trochę "żelkowate", ale ma to swój urok.
Weźmy (na 1 placek):

tapiokę w kulkach*
wodę
dozwolony tłuszcz (u nas olej)

Wsypać do niedużego sitka 3-4 łyżki tapioki. Sitko z tapioką kilkukrotnie zanurzyć w naczyniu z zimną wodą i na chwilę odstawić, by nadmiar wody odciekł. Na małej patelni rozgrzać nieco tłuszczu i wyłożyć cienką warstwę tapioki. Smażyć po 2-3 minuty z każdej strony. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. owocami, syropem klonowym, wegańską śmietanką, konfiturą etc.

*na jeden placek potrzeba 3-4 płaskich łyżek tapioki