poniedziałek, 10 grudnia 2018

gefilte fisz - pulpeciki z karpia w galarecie dla NieAlergika


Moja babcia robiła karpia faszerowanego, moja mama podjęła tradycję, ale ja nie mam zamiaru zszywać rybiej skóry. Nie dlatego, żebym była jaką hrabinią, tylko z tej prostej przyczyny, że igła i nożyczki, mimo najszczerszych chęci, nigdy nie były, nie są i nigdy nie zostaną mymi atrybutami. Trudno, poradziłam sobie inaczej. Ujma na smaku praktycznie żadna, a robota, to już w porównaniu z tamtą wersją, zupełnie żadna. Gorąco polecam, pyszne!
Przygotujmy:

2 niezbyt duże karpie - bez głowy i wnętrzności*
średnia cebula
2 nieduże jajka
sól i pieprz do smaku
marchewka i pietruszka
ziele angielskie
żelatyna

Karpie oskórować i wyfiletować. Ze skóry, ości, warzyw, ziela i 1-1,5 litra osolonej wody ugotować wywar (wywar gotuje się ok. 20 minut). Mięso zmielić razem z cebulą w maszynce, doprawić solą oraz pieprzem, wyrobić masę, dodając jajka. Z masy uformować nieduże pulpety (o średnicy 4-5 cm). Wywar przecedzić, postawić na ogniu i gdy tylko zacznie leciutko wrzeć, wrzucać ostrożnie do niego pulpety, po jednym, następny wtedy, gdy poprzedni zbieleje (zajmuje to kilka sekund). Przykryć i gotować na bardzo wolnym ogniu przez ok. 20 minut. Lekko przestudzić. Kulki rybne ułożyć na półmisku, a do wywaru dodać żelatynę - o 1/3 mniej niż tyle, ile należy dodać według ilości podanych na opakowaniu na ilość wywaru, która pozostała po gotowaniu pulpetów (dodałam płaską łyżkę). Pulpety zalać do połowy wysokości galaretką i wstawić do lodówki na ok. 30 minut. Po tym czasie zalać resztą wywaru z żelatyną i wstawić do lodówki. Gdy galareta stężeje, półmisek przykryć. Przechowywać w lodówce.

*po zdjęciu skóry i wyfiletowaniu zostanie ok. 700 g mięsa; głowa by się jednak do wywaru przydała, ale wnętrzności wyrzucamy

czwartek, 22 listopada 2018

rosół na kościach


Bulion na kościach, zwany u nas pieszczotliwie rosołem z Obcego, to rzecz bardzo wartościowa dla osób z atopią skórną, bo skórni atopicy zazwyczaj cierpią na niedobór kolagenu. A w takim rosole jest go ponoć sporo. Trzeba tylko pamiętać, że wywar z kości nie jest dla każdego. Są schorzenia, przy których lepiej się takim rosołem nie raczyć, ale ten temat musicie przegadać sobie z lekarzem. Ja tylko dorzucę to, co pewnie i tak ogólnie wiadomo - do rosołku z kości przechodzi nie tylko to, co dobre, ale też to, co niedobre. Dlatego najzdrowiej będzie zrobić bulion na kościach cielęcych albo z młodej dziczyzny, czy szczęśliwego kurczaczka. Przygotowanie rosołu jest dziecinnie łatwe, ale czasochłonne - musi się on bowiem gotować w trybie "pyrkanie" przez co najmniej trzy godziny. Ale warto.
Należy mieć:

Kości (ja robię zazwyczaj na cielęcych, na ogonku na przykład)
3-4 marchewki
1-2 pietruszki
1/2 niedużego selera
pół małego liścia kapusty
kawałek pora (ok. 10 cm)
2-3 liście laurowe
1-2 ziela angielskie
5-6 ziaren pieprzu
sól himalajska

Kości umyć, włożyć do garnka, dodać przyprawy (prócz soli), zalać zimną wodą, przykryć i na niezbyt szybkim ogniu doprowadzić do wrzenia. Odszumować, zmniejszyć płomień do minimum i gotować kości na maleńkim ogniu (żeby wywar tylko "mrugał") przez 2-3 godziny. Następnie dodać oczyszczone warzywa, zagotować i gotować jeszcze godzinę. Przed końcem gotowania bulion posolić do smaku.

sobota, 10 listopada 2018

solony sos karmelowy dla NieAlergika


Przepis wygrzebałam gdzieś w netach latem, gdy potrzebowałam czegoś do domowej mrożonej kawy, ale myślę, że w listopadzie też się przyda, choć pewnie już nie do mrożonej kawy. Niestety, jak to z przepisami w netach, trzeba customizować. Bo wychodzi różnie, na przykład sos staje się pastą, choć się człek trzymał podanych proporcji. W zależności od tego, czy chcemy bardziej sos karmelowy (toffi?), czy bardziej pastę, trzeba kombinować z ilością śmietanki. Robię na dużej patelni, wychodzi tego sosu sporo nawet (3/4 tego słoika co jest na zdjęciu, myślę, że to duży kubek mniej więcej). Solony być nie musi, jak kto lubi. Smak tego cuda symbolizuje jego zdjęcie - sos znika, zanim na dobre wystygnie...
Weźmy:

200 g cukru
100 g masła
200-250 ml śmietanki 30%
2 duże szczypty różowej soli himalajskiej

Cukier wysypać równą warstwą na dużej patelni i podgrzewać, aż się roztopi i zrobi się karmelowy w kolorze - nie może to być zbyt głęboki brąz, bo to oznacza że się karmel spalił i będzie niesmaczny. Nie mieszać! Można ewentualnie obracać patelnią, jeśli cukier nierówno się karmelizuje. Zdjąć z ognia, dodać masło, delikatnie mieszać. Gdy masło się rozpuści, dodać śmietankę oraz sól i podgrzewać, póki sos nie stanie się gładki i jednolity. Przelać do szklanego słoika, wystudzić i przechowywać w lodówce. Jak długo? Nie wiem, ale ponoć minimum tydzień-dwa można. Jeśli coś pójdzie nie tak i cukier całkowicie się nie rozpuści, należy na maleńkim ogniu podgrzewać sos, aż się grudki rozpuszczą. I nic się nie przejmować.

środa, 20 czerwca 2018

wegańskie lody matcha, czyli lody pistacjowe bez pistacji


Czy uczula kogoś zielona herbata matcha? Jeśli nie, to proponuję zrobić lody pistacjowe bez pisatacji, idealne dla uczulonych na orzechy. Smak matchy jest specyficzny, ale ci, którzy w niemowlęctwie zażyli pyszności preparatów typu nutramigen, z pewnością nie będą narzekać. Ha ha... No cóż, takie życie. Kolor za to do podziwiania, więc dzieci będą zachwycone na 100%. Szkoda, że nie bardzo to widać na zdjęciu.
Przygotujmy:

500 ml śmietanki wegańskiej
cukier puder* - do smaku (u nas 4 łyżki)
3-4 łyżli matchy (by uzyskać kolor)

Śmietankę podgrzać lekko z cukrem, aż cukier się rozpuści, a następnie dodać matchę i wymieszać. Masę przelać do formy i zamrozić.

*lub stewię - coś, co nie zmieni koloru matchy

piątek, 8 czerwca 2018

pieczony filet z indyka


Indyk może i jest smaczny, ale suchy taki jakiś, więc upiec go nie jest łatwo. Fajnie zamarynowany i długo pieczony w niskiej temperaturze daje radę, no ale nadal nie jest to tłuściutka, soczysta karkóweczka. Pyszną marynatę ukręciłam, naprawdę serdecznie polecam. Myślę, że będzie pasować nie tylko do indyka. Co nie zniknie w porze obiadowej studzimy i mamy smakowitą wędlinkę na kanapeczki.
Należy mieć:

filet z indyka (ok. 800-900 g)
sól do smaku (używam himalajskiej)
na marynatę:
po łyżce oliwy, worcestershire i nalewki z limonki*
po łyżeczce musztardy francuskiej, muscovado i rozmarynu
2-3 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
po 1/2 łyżeczki pieprzu i wędzonej papryki
łyżeczkę masła (alergicy pomijają)

Wymieszać składniki marynaty. Mięso umyć, osuszyć, posypać solą, włożyć do żaroodpornego naczynia i nasmarować marynatą. Przykryć i odstawić na kilka godzin.Rozgrzać piekarnik do 200 stopni i wstawić mięso bez przykrycia na 10 minut, następnie przykryć, podlać 1/3 szklanki wody, położyć na wierzch masło, zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec przez ok. 2,5 godziny.

*nalewkę dla alergika zamieniamy na naturalny ocet, np. jabłkowy

wtorek, 22 maja 2018

przyprawa do grilla - najlepsza


Mamy naszą ulubioną marynatę do grilla, ale potrzebowałam też czegoś takiego, co błyskawicznie zadziała w razie gości ante portas - czyli czekającą w szafce suchą mieszankę, którą wystarczy na chybcika wymieszać z oliwą i octem naturalnym albo sokiem z cytryny, posmarować mięcho i rzucić na grilla (wszystko jedno jakiego, może być węglowy, może być elektryczny, a nawet patelnia się sprawdzi). No to mam. Nie musicie trzymać się sztywno podanych proporcji, ani listować co do składnika - jeśli czegoś nie lubicie, pomińcie. Mieszanka jest fajna - taka z tych, co każdemu pasuje. Jeśli ma być użyta na asapie - trzeba jej dać troszeczkę więcej, bo mięso nie zdąży nią dokładnie przejść. Bardzo fajna, naprawdę polecam.
PS. Fotę miksu dorzucę, jak będę robić następnym razem, bo teraz wszystko "wyszło", jako że na próbę zrobiłam z mniejszych proporcji.
Należy wymieszać:

po łyżce: suszonego czosnku, słodkiej papryki, cukru trzcinowego, majeranku i rozmarynu
po łyżeczce: suszonej cebuli, kolendry i gorczycy
1/2 łyżeczki pieprzu
po 4 jagody jałowca i liście laurowe
2 goździki
chili - do smaku (daję sporą szczyptę)

Większe przyprawy (jałowiec, liście, goździki) rozetrzeć, najlepiej w kamiennym moździerzu, gorczycę i kolendrę roztłuc. Wszystkie składniki wymieszać i przechowywać w szklanym pojemniku, w suchym i ciemnym miejscu. Leniwi mogą wszystko jak leci wrzucić do blendera i rozdrobnić w kilka sekund.

czwartek, 10 maja 2018

wegańska spanakopita


Spanakopitę chyba wszyscy znają i lubią. No ale alergik to raczej się nią nie podelektuje, jako że w składzie straszy feta. Zamiast fety dałam ziemniaki i wyszło całkiem nieźle, aż się zdziwiłam. Trochę żałuję, że zapomniałam posypać danie sezamem. No cóż, następnym razem.
Należy posiadać:

opakowanie mrożonego ciasta filo
opakowanie mrożonego szpinaku
3 nieduże kartofle
małą cebulę
2 ząbki czosnku
oliwę
szczyptę gałki muszkatołowej
sol i pieprz do smaku

Kartofle ugotować, ostudzić, przepuścić przez praskę. Rozgrzać 2 łyżki oliwy i przesmażyć na niej posiekaną cebulkę. Wcisnąć czosnek i wrzucić szpinak. Dusić, aż szpinak odparuje (ok. 10 minut), doprawić i wymieszać z kartoflami. Rozłożyć ciasto. Posmarować jeden arkusz filo oliwą (cieniutko, za pomocą pędzla kuchennego), nałożyć drugi arkusz, też go posmarować oliwą. Wzdłuż dłuższego boku ułożyć pasek farszu i zawinąć rulon. W ten sam sposób przygotować 3 rulony. Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia, poukładać rulony "po okręgu" i posmarować je oliwą. Wstawić spanakopitę do piekarnika nagrzanego do 190 stopni (termoobieg) i piec ok. 25 minut.

niedziela, 29 kwietnia 2018

czekoladowe ciasto z wiśniami dla NieAlergika


Pyszne ciasto z wiśniami z likieru, szybkie i aromatyczne. Właściwie to po prostu murzynek z wiśniami. Jak zwał, tak zwał. Idealne o tej porze roku - jeszcze nie ma świeżych owoców, a trzeba już zużywać przetworzone. Było zrobione dla gości Niny i bardzo dzieciom smakowało. Alkoholu nie ma się co obawiać, bo w czasie pieczenie jego moc się, niestety, bezpowrotnie ulatnia. Pyszne, szkoda że nie nadaje się dla alergików.
Przygotujmy:

100 g ciemnego cukru trzcinowego
80 g cukru kryształu
150 g mąki
150 g miękkiego masła
40 g kakao
2 jajka
2-3 łyżki wiśniówki
łyżka cukru z wanilią
ok. 1/3 szklanki mleka
po 1/2 łyżeczki sody i proszku do pieczenia
2/3 szklanki wiśni z likieru

Utrzeć masło z cukrami na puszystą masę. Dodać jajka, ucierać dalej. Wymieszać mąkę z kakao, sodą i proszkiem do pieczenia i porcjami dodawać do ciasta, jednocześnie wlewając wiśniówkę i po odrobinie mleka - ciasto powinno mieć puszystą, lecz nie lejącą kosnystencję. Delikatnie wmieszać wiśnie i przełożyć masę do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą keksówki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i piec ok. 35 minut, do suchego patyczka. Wyjąć z formy po wystudzeniu.

wtorek, 24 kwietnia 2018

7 urodziny bloga i konkurs


Trudno uwierzyć, że Smakołyki mają już 7 lat. Przez ten czas przewinęło się paręset tysięcy, a może miliony gości... Pewnie ci, którzy przychodzili na początku "wyrośli" już z alergii i poszli sobie. Ci, co zaczęli nas odwiedzać ze 3 lata temu, też zapewne już o Smakołykach zapomnieli. To nawet dziwne uczucie - cieszyć się z utraty czytelników, ale cieszę się bardzo, bo to oznacza, że alergia się u nich wyciszyła lub nietolerancja minęła. Urodziny to dobry moment na przyznanie, że blog powoli i nieubłaganie zmierza ku swemu końcowi. U nas alergia już dawno się wyciszyła, weganizm nas nie interesuje, jest mi też ciężko znaleźć czas na prowadzenie Smakołyków. Jednak póki co od czasu do czasu działamy, choć wpisy są raczej już zwyczajną domową książką kucharską - zrobię coś nowego, posmakuje, to zapisuję. I póki co, z okazji urodzin, tradycyjny konkursik z tradycyjną nagrodą - moją książką "100 smakołyków dla alergików" z dedykacją. Gorąco zapraszamy!

Zadanie konkursowe
Napisz w komentarzu pod postem konkursowym na blogu, pod wpisem dotyczącym konkursu na FB lub przyślij na adres smakolykialergika@wp.pl odpowiedź na pytanie:


Który post Smakołyków cieszy się największą popularnością*?

a. naleśniki bez jajek i mleka
b. wegańska baba łaciata bez kakao
c. alergia-kompendium


 Osoba, która jako pierwsza udzieli prawdłowej odpowiedzi, otrzyma nagrodę.

Na odpowiedzi czekamy od dziś do 28.04.2018 do północy.

Wyniki zostaną opublikowane w poście na fan page'u bloga, najpóźniej 2 maja.
Życzymy powodzenia!


Nagroda zostanie wysłana tylko na adres na terenie Polski.

*od 1 stycznia 2014 roku


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

karkówka na dziko - w jałowcu i kolendrze


Oto przysmak dla miłośników jałowcowego aromatu. Czyli dla mnie, nna przykład. Uwielbiamy naszą karkówkę w rozmarynie, ale się trochę znudziła, więc postanowiłam zmienić zestaw przypraw. Bardzo smacznie wyszło, choć wolnopiecznona wołowina nadal rządzi. A w ogóle, jako że lubimy wędliny sklepowe, ale wolimy domowe - jeśli macie jakieś wypróbowane przepisy na domowe pieczenie na kanapki, to proszę podzielcie się.
Trzeba przygotować:

karkówkę - kawałek o wadze ok. 1 kilograma
1/3 szklanki oliwy lub oleju
po pełnej łyżce jałowca, kolendry, musztardy sarepskiej i sosu worcester
po pełnej łyżeczce brązowego cukru, majeranku, papryki słodkiej wędzonej i gorczycy
po 3 ziela angielskie i liście laurowe
3 ząbki czosnku - roztarte
sól i pieprz do smaku

Mięso umyć, lekko zbić tłuczkiem, posypać solą i pieprzem. Wszystkie przyprawy zmielić blenderem, dodać oliwę, musztardę, worcester i czosnek, marynatę dobrze wymieszać i nasmarować nią mięso. Przykryć i odstawić na 48 godzin - można też zamrozić i upiec po rozmrożeniu. Wstawić do piekarnika (z funkcją górnego grilla) nagrzanego do 200 stopni na 10 minut, a następnie piec pod przykryciem przez 2,5 godziny w 120 stopniach (z termoobiegiem) bez żadnych dodatkowych funkcji. Zostawić w kuchence do całkowitego wystygnięcia.

niedziela, 8 kwietnia 2018

wegański jogurt kokosowy


Wegański jogurt kokosowy to najprzyjemniejsza, o ile nie mamy uczulenia na kokosy, forma dostarczania alergicznym brzuszkom tak bardzo potrzebnych im dobrych bakterii. Robi się go identycznie jak zwykły jogurt. Nie za pierwszym razem, bo nie możemy sobie zaszczepić jogurtu kokosowego zwykłym, ale potem już z takiego gotowego możemy zaszczepiać następne porcje. I tak w kółko... A potem robić z tego różne smakowe pyszne jogurty, śniadaniowe parfait, panna coty, koktajle i inne pyszności.
Przygotujmy:

litr mleka kokosowego
2 pełne łyżki cukru (dowolnego)
starter bakterii jogurtowych

Mleko wymieszać z cukrem, podgrzewając je do ok. 40-43 stopni lub do temperatury podanej przez producenta na starterze. Wymieszać z bakteriami jogurtowymi, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce (ja trzymam w piekarniku i lekko co jakiś czas podgrzewam do 40 stopni) na 8-10 godzin. Po tym czasie przełożyć do lodówki. Używać jak zwykły jogurt.

sobota, 31 marca 2018

Wesołych Świąt!


Drodzy Smakołykowicze! 

Życzymy Wam ciepłej, radosnej Wielkanocy i bardzo mokrego Dyngusa, zwiastującego wielkie powodzenie. Ślicznych prezentów od zajączka, szczęścia, zdrowia i miłości! 

sobota, 24 marca 2018

pieczeń wołowa wolno pieczona


Intensywna w smaku, rozpływająca się w ustach, z pysznym sosem. Można podać jako pieczeń, ale można też mięso poszarpać i wypełnić nim bułki do hamburgerów. Niezjedzony kawałek doskonale sprawdza się w roli wędliny. Podawana na ciepło, najlepsza jest pokrojona w cienkie (ok. 0,5 cm) plastry i polana sosem. Pamiętajcie, żeby plastry kroić w poprzek włókien. Wołowina nie musi być tłusta, bo wsadzamy ją do marynaty na bazie oliwy, więc nie wysycha. Tak przyrządzona pieczeń jest doskonała nie tylko na wielkanocny stół!
Należy mieć:

na ok. 1,5 kg wołowiny
marynata:
ok. 100 ml oliwy
po 2 pełne łyżeczki musztardy, syropu klonowego, rozmarynu i tymianku
po łyżeczce świeżo mielonego pieprzu i papryki słodkiej wędzonej
2-3 ząbki czosnku przeciśnięte (lub 1/2 łyżeczki suszonego)
łyżkę sosu worcester
1/2 łyżeczki ostrej pasty paprykowej
2 ziela angielskie - potłuczone
2 listki laurowe - pokruszone
małą cebulę pokrojoną w drobną koteczkę
sól - nie za dużo, bo worcester słony
ok. 100 ml śmietanki (wegańskiej, a dla NieAlergików 30-procentowej)

Wszystkie składniki marynaty wymieszać. Mięso obtłuc tłuczkiem, lekko posolić. Włożyć do żaroodpornego naczynia i posmarować z obu stron marynatą. Zamrozić. Po rozmrożeniu wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni z funkcją górnego grilla, a następnie piec przez minimum 4 godziny w 120 stopniach, pod przykryciem. Do powstałego sosu dodać śmietankę i ewentualnie zagęścić go mąką - gdyby sosu było mało, dolać wody.

czwartek, 15 marca 2018

tort węgierski dla NieAlergika


Po zrobieniu wiśniówki zostają mi mocno nasączone alkoholem wiśnie, idealne do czekoladowego tortu. Szukam wciąż smaku młodości, czyli tortu węgierskiego, jaki jadało się lata temu na randkach w cukierni warszawskiego Hotelu Europejskiego. Najgorsze jest to, że ja już nie za bardzo pamiętam, jak on wyglądał, ale wydaje mi się, że miał spód a'la brownie, mocno tłusty, maślano-czekoladowy krem i na wierzchu jeszcze warstewkę chrupiącej czekolady. Krem z tego przepisu jest już mocno zbliżony do oryginału (to już trzecia próba, co możecie zaobserować na blogu), no ale ciasto jest klasycznym kakaowym biszkoptem, więc to jednak trochę co innego. Ale pyszny, więc gorąco polecam. W następnym sezonie wiśniowym zrobię kolejną próbę - krem z tego przepisu, spód z brownie. I oczywiście dam znać, czy zbliżam się do oryginału a'la Europejski.
Trzeba mieć:

na czekoladowy biszkopt rzucany:
5 jajek
3/4 szklanki cukru
2/3 szklanki mąki
1/3 szklanki kakao

na czekoladowy krem maślany:
200 g masła
4 jajka
120 g cukru pudru
200 g gorzkiej czekolady
kilka łyżek mleka (ok. 5)
szczyptę soli

do nasączenia:
3/4 szklanki płynu: pół na pół przegotowanej wody i wiśniówki

Biszkopt: rozdzielić żółtka od białek, te ostatnie ubić na sztywną pianę, pod koniec dodając po łyżce cukru, a następnie po żółtku. Wymieszać suche składniki i dodawać stopniowo do masy jajecznej, najlepiej przesiewając i delikatnie mieszając. Ciasto wylać do tortownicy, której dno jest wyłożone papierem do pieczenia, a boki suche, nienatłuszczone. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (z termoobiegiem) i piec ok. 35 minut. Jeszcze gorące ciasto upuścić na blat z w wysokości ok. pół metra, wstawić z powrotem do piekarnika i studzić przy otwartych drzwiczkach. Wystudzony biszkopt pokroić na trzy części. Krem: masło utrzeć na puch ze szczyptą soli. Czekoladę ostrożnie, by nie zagotować, rozpuścić w mleku i zmiksować z masłem. Całe jajka ubić z cukrem na parze - masa powinna zgęstnięć i być puszysta. Gdy zgęstnieje odstawić do wystygnięcia, od czasu do czasu miksując, by nie straciła lekkości, a następnie chłodną delikatnie wymieszać szpatułą z masą maślaną. Podczas mieszania można mieć wrażenie, że krem się warzy - zazwyczaj to tylko wrażenie, więc należy nadal delikatnie mieszać, a następnie odstawić krem do lodówki, by nieco stężał. Zmontować tort każdą warstwę biszkoptu nasączając i smarując kremem. Nieco kremu pozostawić do dekoracji. Gotowy tort odstawić do lodówki na całą noc.

środa, 7 marca 2018

placki z tapioki granulowanej


Miałam trochę tapioki do zużycia, więc tak sobie przeglądałam strony i już traciłam nadzieję, gdy znalazłam to. Aż mi wstyd, że mi nigdy taka prościzna do głowy nie przyszła. W każdym razie szybko przetestowałam i całkiem całkiem jest... To znaczy nie ma smaku, ani zapachu, więc możemy zaaranżować taki placek na różną modłę, a najlepiej na słodką, z kokosem, mango, malinami, albo pieczonymi owocami i śmietanką wegańską. Doskonały jest zwłaszcza dla alergików uczulonych na przysłowiowe już wszystko. No i fajnie wygląda. Nie obawiajcie się, że granulki będą surowe czy coś - nie będą. Naprawdę wystarczy je kilka razy zamoczyć, osączyć i smażyć. Placuszki są trochę "żelkowate", ale ma to swój urok.
Weźmy (na 1 placek):

tapiokę w kulkach*
wodę
dozwolony tłuszcz (u nas olej)

Wsypać do niedużego sitka 3-4 łyżki tapioki. Sitko z tapioką kilkukrotnie zanurzyć w naczyniu z zimną wodą i na chwilę odstawić, by nadmiar wody odciekł. Na małej patelni rozgrzać nieco tłuszczu i wyłożyć cienką warstwę tapioki. Smażyć po 2-3 minuty z każdej strony. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. owocami, syropem klonowym, wegańską śmietanką, konfiturą etc.

*na jeden placek potrzeba 3-4 płaskich łyżek tapioki

środa, 28 lutego 2018

doskonały pasztet z wołowiną i wędzonym boczkiem


Pasztety z resztek zazwyczaj robię. Jak coś zostaje z pieczystych czy rosołów to zamrażam, a jak się nazbiera, dokupuję podgardle lub boczek i jazda. Tym razem miałam też do zużycia kawałek wołowiny i wędzonego boczku. No to wrzuciłam. Dałam też nieco inny zestaw przypraw i więcej niż zazwyczaj wątróbki. Rewelacja, ale dzieci mogą nie być zachwycone, bo pasztet jest intensywny, głęboki w smaku. Niom. Moi mili, prawdę powiedziawszy, można tenże pasztet robić na przyczynę śmierci chłopa w szpitalu, byle dodać solidnie wołowiny, wędzonego boczku oraz wątróbki, sporo suszonych grzybów i kolendrę.
Należy mieć:

resztki różnych mięs niesurowe - ok. kilograma (u mnie kurczak z rosołu, resztki pieczeni z karkówki, schabu w morelach, niedojedzony baleron etc.)
ok. 700 g surowego boczku
ok. 600 g wątróbki (dałam kurzęcą i indyczą)
ok. 500 g wołowiny
ok. 300 g wędzonego boczku
sporą garść suszonych grzybów
dużą cebulę
przyprawy do smaku: sól, świeżo mielony pieprz, papryka wędzona, czosnek granulowny, kolendra, kilka kulek ziela angielskiego, kilka liści laurowych, troszkę majeranku, gałka muszkatołowa
2 kajzerki
w opcji dla NieAlergika - 3 jajka dobrze ubite

Wołowe i surowy boczek podsmażyć z cebulą, dodać przyprawy oraz opłukane grzybki, podlać wodą i dusić przez ok. godzinę. Dodać umytą wątróbkę i dusić jeszcze 20 minut. Odstawić, by mięsa ostygły, a następnie wszystko przecedzić. W wywarze namoczyć bułki, a zawartość sitka trzykrotnie zmielić (wszystko, także przyprawy) razem z wędzonym boczkiem. Masę wyrobić z namoczonymi, odciśniętymi bułkami, ewentualnie doprawić. Gdyby masa była za sucha, dolać wywaru, w którym moczyły się kajzerki. NieAlergicy mogą teraz masę wymieszać z ubitymi na gęsty sos jajkami. Keksówki (na tę ilość ze 2-3) natłuścić i wysypać tartą bułką. Wypełnić masą pasztetową do 3/4 wysokości, wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec ok. 40-45 minut.


wtorek, 20 lutego 2018

małdrzyki krakowskie dla NieAlergika


Smaczne, delikatne... ale nie dla alergików. Na razie. Bo zanim się obejrzycie, będziecie swoim eks-alergikom smażyć takie racuszki na śniadanie. I polewać miodem. Może trudno w to teraz uwierzyć, ale zobaczycie, będzie dobrze. U nas zbyt często nie goszczą, bo zazwyczaj wyżeramy twaróg, dodając do niego szczypiorek, ale jak się czasem trochę białego sera zawieruszy, a w dodatku jego termin przydatności jest na wyczerpaniu, to się biorę za smażenie i tyle. Pyszne jak serniczek, spróbujcie.
Weźmy:

500 g tłustego twarogu
jajko + żółtko
3 łyżki mąki (daję orkiszową)
2 pełne łyżki cukru pudru
łyżeczkę cukru z wanilią (lub wanilinowego, no trudno)
łyżkę roztopionego masła
masło klarowane lub olej kokosowy do smażenia

Twaróg rozgnieść widelcem, a następnie wszystkie składniki zmiksować ręcznym mikserem - masa powinna być pulchna, niezbyt lejąca i jednolita. Rozgrzać tłuszcz, nakładać ciasto łyżką na patelnię i smażyć placuszki z obu stron na niezbyt silnym ogniu, aż się zarumienią. Podawać z bitą śmietaną i owocami, syropem klonowym, miodem, dżemem lub po prostu posypane cukrem pudrem - jak kto lubi.

wtorek, 13 lutego 2018

chleb z ziemniakami


Pyszny, leciutki, mięciutki i delikatny chlebek, długo zachowujący świeżość. Z pewnością przypadnie do gustu dzieciakom. Podczas zagniatania ciasta trzeba uważać, żeby nie dodać zbyt dużo wody, lepiej, gdy ciasto na chleb ziemniaczany będzie zbyt twarde niż zbyt miękkie - zbyt lejące to potem jakaś jednak trudność w krojeniu gotowego bochenka, więc trzeba mieć to na uwadze. Doskonały zarówno z szynką, jak i dżemem, a i sama nieobłożona niczym kromeczka do łapki będzie smakować, i to nie tylko maluszkom.
Weźmy:

ok. 400 g ziemniaków (czyli 3 średnie kartofelki)
400 g mąki typ 750 (pszenna chlebowa)
ok. 150 ml wody z gotowania ziemniaków
2 łyżeczki soli (używam różowej himalajskiej)
2 łyżeczki oliwy
paczkę drożdży instant (7 g)
łyżeczkę cukru demerara

Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę, zalać wodą (tylko tyle, żeby przykryła kartofle), posolić łyżeczką soli i ugotować do miękkości. Wodę z ich gotowania zachować po odlaniu. Wymieszać mąkę z drożdżami, drugą łyżeczką soli, cukrem i oliwą. Przestudzone ziemniaki pognieść jak na puree. Dodać masę do mąki razem ze 150 ml wody spod ziemniaków. Wyrabiać ciasto - robotem przez 5 minut, ewentualnie dolewając po odrobinie wody, gdyby ciasto okazało się zbyt twarde - powinno być zwarte, gładkie i elastyczne. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Gdy podwoi objętość, jeszcze raz lekko wyrobić i przełożyć do natłuszczonej formy. Odstawić w ciepłe miejsce i gdy urośnie, wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni (termoobieg) i piec przez ok. 40-45 minut. Przed krojeniem bochenek całkowicie wystudzić.

wtorek, 6 lutego 2018

szybkie wegańskie oponki "cronuts"


Ja wiem, że domowego pączusia nic nie zastąpi, nawet faworki, ale cronutsy też są wporzo. Na ich korzyść przemawia czas przygotowania - wykrojenie kółek, usmażenie ich na oleju i posypanie cynamonowym cukrem pudrem zajmuje jakieś 15 minut. Szału może nie ma, ale dla wyposzczonego małego alergika, a zwłaszcza dla obessanej matki karmiącej to wręcz ambrozja. I jak już wspomniałam, gotowa w kilkanaście minut. Czas można odrobinę wydłużyć, jednocześnie robiąc sobie wspólną z dzieckiem zabawę w dekorowanie takich cronutsów. Ma to swój urok, ale odwleka pożeranie francuskich oponek, więc jak wolicie.
Przygotujmy zatem:

2-3 płaty (czyli opakowania) gotowego ciasta francuskiego - surowe, schłodzone, bezmleczne*
1/2 litra oleju roślinnego
1/2 szklanki cukru trzcinowego
łyżeczkę cynamonu**

Cukier lekko zmiksować blenderem, żeby zrobił się grubszy puder, wymieszać z cynamonem, odstawić. Ciasto rozłożyć. Spodni blat posmarować lekko wodą, nałożyć drugi, lekko uklepać. Jeśli robimy z trzech płatów, to drugi także zwilżamy przed nałożeniem trzeciego. Za pomocą szklanki oraz kieliszka wykroić kółka z dziurką. W rondlu rozgrzać olej do temperatury 160-170 stopni - w przypdku braku termometru można posiłkować się patyczkiem do szaszłyków: jeśli na powierzchni patyczka wetkniętego w tłuszcz pojawiają się bąbelki, można uznać, że temperatura oleju jest odpowiednia. Olej nie może być zbyt gorący, bo wtedy cronutsy będą spalone na zewnątrz, a surowe w środku. Uwaga! Warto powycinane z ciasta kółka trzymać w lodówce do momentu wrzucenia do tłuszczu. Smażyć ciastka z obu stron po ok. 2 minuty, osączać na papierze i obtaczać w cynamonowym cukrze. Usmażyć także środki wycięte z okręgów i trójkąty pozostałe po wycinaniu cronutsów, dostosowując czas smażenia do mniejszych kawałków ciasta.

*wiem, że syf, ale Tłusty Czwartek jest tylko raz w roku; ilość opakowań zależy od apetytu, ja robię różnie, ale chyba w sumie wolimy bardziej płaskie cronutsy, czyli z dwóch warstw
**jeśli obawiacie się cynamonu, posypcie cronutsy cukrem z pieczoną wanilią

poniedziałek, 29 stycznia 2018

przeciwzapalny napój imbirowy


Mój ulubieniec, pity niemal co wieczór zimową porą, a już na pewno wtedy, gdy czuję, że "coś mnie bierze", albo mam problemy z żołądkiem. W podstawowej wersji nie nadaje się dla osób uczulonych na cytrusy i miód, ale możemy posiłkować się zamiennikami (podałam przy składnikach) lub poniechać, bo głównie chodzi tu o kombinację imbir-kurkuma-pieprz. Gorąco polecam, jest świetny! No, może w smaku to rzecz gustu, ale naprawdę działa, dlatego nazywam go Magiczną Herbatką. Herbatkę tę można zalać drugi raz, ponoć nie szkodzi jej to na moc. Przepis od tatusia, tylko że w jego wersji była jeszcze zielona herbata i znacznie więcej kurkumy, za dużo, jak na mój gust. Moja herbatka jest łagodniejsza, smaczniejsza i nie powoduje żołądkowych skutków ubocznych, związanych z nadmiarem kurkumy. No ale co kto lubi...
Weźmy (na kubek):

łyżkę posiekanego, świeżego imbiru
kurkumę - na czubku noża
świeżo zmielony pieprz - maleńką szczyptę
łyżeczkę miodu, najlepiej spadziowego (alergicy pomijają lub słodzą czymś w diecie dozwolonym)
gruby plaster cytryny (alergicy mogą zamienić na pigwę)

Imbir, kurkumę i pieprz wsypać do kubka i zalać wrzątkiem. Gdy napar przestygnie, dodać miód i cytrynę (syrop i pigwę) - wymieszać, wycisnąć i pić, póki bardzo ciepłe, małymi łyczkami.

sobota, 20 stycznia 2018

wegański bezglutenowy pasztet z warzyw i soczewicy


Wegański pasztet dobra rzecz. Chociaż ten pasztet nawet lepiej jeść na ciepło, jako lekki obiad albo kolację, podany z aromatycznym sosem pomidorowym, albo czosnkowym... Moja ulubiona wersja to na ciepło z czosnkowym. Ale można też oczywiście na kanapki, albo wsadzić do pity czy coś. Pycha. Nie zawiera glutenu, a rolę "zwieracza" masy ma tu czerwona soczewica*. Bogactwo warzyw, a zatem samo zdrowie i sporo błonnika. Ja najbardziej lubię go na orientalnie, nawet zbyt totalnie orientalnie, bo doprawiam go curry oraz mieszanką ras el hanaut.
Należy posiadać:

średnią cukinię
4 marchewki
2 pietruszki
kalarepkę
1/2 małego brokuła
1/2 czerwonej papryki
1/4 selera
1/4 pora
2/3 szklanki czerwonej soczewicy
niemałą cebulę
2-3 ząbki czosnku
2-3 łyżki dozwolonego tłuszczu (olej kokosowy lub inny, oliwa - u nas masło klarowane)
sól i pieprz do smaku
dozwolone zioła i przyprawy do smaku (ja dałam chili, curry i ras el hanaut)
tłuszcz i bezglutenowa bułka tarta do wysmarowania formy

Soczewicę opłukać i ugotować według przepisu na opakowaniu. Warzywa (oprócz papryki, cebuli, pora i czosnku) oczyścić i zetrzeć na tarce o grubszych oczkach (ja przepuszczam je przez specjalną przystawkę do tzw. kiciusia). Cebulę i paprykę pokroić w kosteczkę, pora w półtalarki, a czosnek przecisnąć przez praskę. Na dużej, głębszej patelni rozgrzać tłuszcz, wrzucić cebulę, czosnek oraz pora i przesmażać ze 2 minuty, następnie dodać czosnek i często mieszając smażyć jeszcze chwilę. Dodać starte warzywa i smażyć, aż lekko się zrumienią i odparują. Ugotowaną i odparowaną lub odsączoną soczewicę wymieszać z resztą składników i doprawić według uznania. Formę (zwykłą keksówkę, tortownicę 24 cm etc.) natłuścić i wysypać bułką tartą. Wyłożyć masę, wyrównać. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni (termoobieg) i piec ok. 45 minut.

*jeśli możecie jajka, to możecie dodać 2 sztuki zmiksowane na puszysty sos - pasztet będzie wtedy lżejszy

środa, 10 stycznia 2018

najlepszy krem kawowy - boski! dla NieAlergika


Wynik nieudanego eksperymentu, który - jak to często bywa - okazał się rewelką...
No dobra, kłamię. To efekt pomyłki. Miał być krem do tortu bezowego, zrobiony na cito, ale okazało się, że popaćkałam proporcje i krem płynie. Ale za to co za smak! Co za jedwabistość! Delikatność! Puszystość! To co wyszło, okazało się idealnym kremem do deserów typu parfait - dorzucamy kilka ciasteczek, np. amaretti, kleksa bitej śmietany, ciutkę karmelu i odpływamy do Krainy Słodkiej Szczęśliwości...
Należy mieć:

250 g mascarpone
2 żółtka
mały kubeczek śmietanki 30% (200 g)
2-3 łyżki kawy rozpuszczalnej dobrej jakości
4 łyżki brązowego cukru
łyżka cukru pudru
do smaku - likier kawowy

Jajka umyć, sparzyć, oddzielić żółtka od białek. Żółtka zmiksować z 2-3 łyżkami cukru, dodać mascarpone, kawę, krótko zmiksować. Spróbować i ewentualnie dosłodzić czy dodać kawy. Następnie wlać alkohol i miksować masę chwilę na wolnych obrotach. Ubić śmietankę, pod koniec dodając cukier puder. Ubitą śmietankę delikatnie wymieszać szpatułką z masą serową. Naczynie z kremem przykryć i odstawić na 2 godziny do lodówki (jeśli chcemy go potem wykorzystać do parfait) lub przełożyć do naczyń, w których będzie serwowany i włożyć do lodówki.

wtorek, 2 stycznia 2018

zupa meksykańska


Czy ona tam meksykańska, to ja nie wiem, ale z pwnością w klimatach tex-mex i przy okazji bardzo dobra. Idealna do pochrupywania jej nachosami. Za mej młodości w naszym mieście stołecznym, a może i nie tylko stołecznym, był fastfood zwany Taco Bell, czy jakoś tak. Obżerałam się w Bellu, ale niestety, ta część fasfudowej sieciówki zniknęła z PL, ku mej rozpaczy. Dziś bym tego, jak mniemam, nie tknęła, ale tęsknota została. Pewnie głównie za życiem towarzyskim, kręcącym się wówczas w rejonie Grubej Kaśki... W każdym razie niezwykle dziwi mnie fakt, że zupełnie nie pamiętam smaku tych tacosów z Taco Bell. Zupełnie. A przecież je uwielbiałam i bardzo często jadłam. Dziwne, zaprawdę, dziwne. W każdym razie, wracając do bohaterki niniejszego wpisu, zupa ta jest nie tylko pyszna, ale też znakomicie wpływa, dzięki dużej zawartości błonnika pokarmowego, na trawienie. Co nie jest bez znaczenia po świątecznych i sylwestrowych szaleństwach.
Należy mieć:

500 g mielonego mięsa wołowego
2 puszki fasoli czerwonej
2 puszki kukurydzy
dużą cebulę
czerwoną paprykę
2 łyżki przyprawy do taco
płaską łyżkę oregano
chili - do smaku
sól, pieprz - do smaku
2 łyżki przecieru pomidorowego
4 łyżki salsy pomidorowej
4-5 łyżek oliwy lub oleju

Rozgrzać oliwę i zeszklić na niej posiekaną w kostkę cebulę, dodać mięso i podsmażyć, aż zbrązowieje. Następnie dodać przyprawy, przecier i salsę, i dalej podsmażać. Zalać wrzątkiem (tyle, by przykryło mięso) i gotować na wolnym ogniu przez ok. godzinę W tym czasie paprykę przekroić na pół, oczyścić i wstawić do piekarnika z górnym grillem, skórką do góry i piec, aż skórka się spali. Przykryć, odczekać chwilkę, skórkę zdjąć, a paprykę pokroić w paski. Gdy mięso zmięknie, dodać osączoną fasolę i kukurydzę oraz paprykę. Wymieszać, doprawić ewentualnie, zagotować i podawać. Zupa powinna być gęsta, ale nie tak jak chili con carne.