niedziela, 20 sierpnia 2017

kotlety z cukinii - cukinia panierowana dla NieAlergika


Tatuś mój miał w biurze projektowym kolegę, który - mimo ciężkich czasów - codziennie do pracy przynosił kanapkę ze schabowym. Wszyscy młodzi inżynierowie rozszerzali tęsknie nozdrza i oczy, ale kolega był jakiś niekoleżeński czy coś, nigdy się nie chciał podzielić, i w ogóle jadł te kanapki, jakby był strażnikiem jakiejś wielkiej tajemnicy - dumnie i nie nazbyt dyskretnie. Codzienny schabowy w czasach wszelkiego niedostatku musiał budzić podejrzenia, zwłaszcza, że kolega nie wyglądał na syna badylarzy. Raz trafiła się okazja, żeby sprawdzić, co to za kotlet. Schabojad nierozważnie porzucił kanapkę w trakcie jej spożywania, bo ktoś z innej pracowni krzyknął mu, że kierownik go woła, hehehehehe. I okazało się, że to panierowany kotlet ziemniaczany. Albo panierowany plasterek podłej mortadeli. Pamięć zawodzi. No, ale w każdym razie serca młodych inżynierów ukoiły się, rozumiecie. Kotlety z cukinii też można pomylić ze schabowym. I też można jeść z dumą, a przede wszystkim na zdrowie. To jest od jakiegoś pół roku hit u nas w domu, a szczególnym uczuciem obdarzył kotlety z cukinii nikt inny, jak mój szanowny tatuś.
Mieć trzeba:

cukinię - najlepsza jest taka bez pestek
sól, pieprz, słodka papryka, czosnek granulowany i oregano/majeranek*
jajko
mąkę (używam orikoszowej)
bułkę tartą
sezam niełuskany
olej kokosowy do smażenia

Cukinię obrać, pokroić na plastry o grubości centymetra. Posypać pieprzem, granulowanym czosnkiem, słodką papryką i oregano/majrankiem - dość obficie. Odstawić na godzinę. Na 2-3 minuty przed panierowaniem i smażeniem posolić (lub panierowane kotlety solić po położeniu na patelnię, z obu stron, drugą stronę po przerzuceniu). Przygotować trzy talerzyki: do jednego wsypać mąkę, w drugim roztrzepać jajko, a w trzecim wymieszać bułkę tartą z niełuskanym sezamem w proporcji 3:1.
Plastry cukini panierować w jajku, mące, znowu jajku i bułce z sezamem. Kłaść na rozgrzany olej, przyciszać gaz i na niezbyt silnym ogniu smażyć na złoto z obu stron.

*taki zestaw przypraw pasuje nam, ale możecie doprawić czym lubicie

niedziela, 13 sierpnia 2017

sorbet bez cukru z pieczonych owoców


Alergicy to często mają tak, że na surowe owoce reagują, a na obrobione termicznie nie. To oznacza, że nawet sorbetów sobie nie mogą polizać. Chyba, że zrobimy sorbet z upieczonych wcześniej owoców. Ten jakże przedni pomysł ma też tę zaletę, że pieczone owoce stają się naturalnie słodsze, więc możemy do tych lodów nie użyć cukru, a jak nam jednak będzie za mało słodko, to dosłodzimy syropem klonowym czy melasą i będzie git.
Weźmy:

dozwolone owoce - mogą być różne lub jednego rodzaju (u nas maliny i truskawki)
woda kokosowa lub mineralna*
ewentualnie do smaku syrop klonowy, melasa etc.

Owoce oczyścić i ułożyć w naczyniu do zapiekania. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (termoobieg) i zapiekać, aż owoce puszczą sok i nieco zmiękną. Wystudzić. Zawartość naczynia (owoce i ewentualny sok) przełożyć do blendera i zmiksować. Masa powinna być raczej zwarta, ale jeśli rodzaj owoców wymusi rozcieńczenie, należy dodawać po odrobinie wody kokosowej do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Ewentualnie dodać nieco melasy, wymieszać i zamrozić w maszynie do lodów lub foremkach.

*polecam kokosową, fajnie się na niej robi lody

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

słodkie szaszłyki na grill


Najsampierw wybaczta fotę - nie jest łatwo obsługiwać grillantów, więc jak już znalazłam chwilkę, to mogłam tylko pyknąć to, co zostało, a został akurat szaszłyk bez owoców, a na dodatek musiałam to zrobić fonem, bo jeno taką posiadałam możliwość. A teraz pytanie. Kto nie lubi sobie posiedzieć przy grillu? Dzieci, ha ha! Te muszą sobie polatać, i tylko przybiegają coś przekąsić od czasu do czasu. Co innego, gdy na grill wjedzie coś deserowego, np. właśnie rzeczone słodkie szaszłyki z owoców i pianek. Wtedy nagle wokół tego niebezpiecznego urządzenia, które parzy i dymi, zbiera się ciasny krąg, na całym obwodzie zgodnie łakomym wzrokiem podobny. No cóż, tak zupełnie zdrowy deser to to nie jest, ale wmówmy sobie, że te owoce zrównoważą te pianki i bilans wyjdzie na zero. Szaszłyki można położyć bezpośrednio na ruszcie, ale ponieważ opary grillowe są ponoć niezdrowe, to trzymajmy krótko, albo grillujmy na tacce. Takie szaszłyki dadzą się też podpalić przy ognisku, z tym że pianki mają większą tendencję do przypalenia się. Może to i dobrze? Spalone pianki wszak należy wyrzucić, a niespalone owoce spożyć, prawda?
PS. Chcąc usłyszeć piski megazachwytu, musimy do tych szaszłyków podać polewę karobową.
Mieć trzeba:

patyczki do szaszłyków
pianki marshmallows
owoce (większe pokrojone w mniejsze kawałki): truskawki, gruszki, melon, banany, jabłka, czereśnie, winogrona etc.*

Na patyczki nadziewać na zmianę owoce i pianki. Kłaść na grill, na bardzo krótko, pilnując, by pianki się nie spaliły. Gdy pianki się zrumienią, przełożyć na drugą stronę. Przed podaniem wystudzić.

*nie wszystkie owoce nadają się na grill, muszą to być owoce z tych twardszych, dających się nadziać na patyczek