sobota, 20 maja 2017

najlepsze pieczone ziemniaki - magiczny składnik


Niby zwyczajna sprawa - pieczone ziemniaki - obierasz, kroisz, wrzucasz na blachę, pieczesz i masz. Ale gdy je upieczesz z jednym takim magicznym składnikiem, sprawy nabierają rumieńców. U nas często piecze się kartofle. To dlatego, że latorośle uwielbiają frytki, a frytki, jak wszem i wobec wiadomo, są bardzo niezdrowe, więc próbuję ratować sytuację również bardzo lubianymi, a mniej niezdrowymi pieczonymi "frytkam". A raczej "frytami". Zajmijmy się jednak tym magicznym składnikiem, który tak naprawdę z magią nie ma wiele wspólnego. Jest to po prostu smalec z tradycyjnie wędzonego, surowego boczku. Plus fajna, przywieziona z Gruzji przyprawa. Smalec robię oczywiście sama. No bo widział kto w sklepie smalec z wędzonego boczku? Jeśli macie zwykły smalec, a chcecie mieć namiastkę boczkowych kartofelków, to do przyprawienia użyjcie wędzonej papryki, też jest spoko.
Miejmy:

1-1,5 kg kartofli
100 g bardzo tłustego, tradycyjnie wędzonego surowego boczku*
do smaku: sól, czosnek suszony, papryka słodka, chmeli suneli
opcjonalnie: łyżkę klarowanego masła

Boczek pokroić w drobną kosteczkę i przesmażyć na smalczyk. Ziemniaki oczyścić, obrać i pokroić na ćwiartki. Rozgrzać piekarnik z blachą do 170 stopni (termoobieg z dolnym dogrzewaniem), na której są 2-3 pełne łyżki smalcu. Wyjąć, wrzucić kartofle, posypać przyprawami, przemieszać (najlepiej dłońmi, wówczas ładnie się ziemniaki oblepiają tłuszczem i przyprawami) i wstawić z powrotem do piekarnika na 15-20 minut. Po tym czasie przemieszać (już nie rękami, ha ha!) i piec dalsze 15-20 minut, aż kartofle będą miękkie w środku, a pięknie chrupiące i złote na zewnątrz.

*nie wiem, czy to jest aby na pewno 100 g - po prostu całkiem gruby, na minimum centymetr, plaster

1 komentarz:

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!