środa, 10 maja 2017

jak pielęgnować skórę atopową


Myśląc o pielęgnacji skóry atopowej zazwyczaj przed oczyma wyobraźni przesuwają nam się obrazy słojów z tłustymi maściami i nadkażonych ran, na które należy nakładać antybiotyk. I słusznie, bo najczęściej tak to wygląda. Najczęściej, ale nie zawsze.
Jeremi miał wyjątkowo ostre azs. Właściwie na całej powierzchni ciała, także na tzw. wyprostnych, co bardzo źle wróżyło. Żeby to jeszcze były jakieś suche placki... Nie, to były sączące rany i szorstkie wzgórza. Nawet się bałam, że po takim czymś będzie miał ślady, jakieś blizny. Krzyczał przy kąpielach, krzyczał przy smarowaniu. No ale jak skóra sucha, to przecież trzeba smarować. Smarowałam więc, smarowałam i było coraz gorzej, więc przyszło mi do głowy, że coś jednak robię źle, choć według wskazań lekarzy...
Nasza alergolog mówi, że mądry lekarz uważnie słucha matki, bo matka wie najlepiej. Wysłuchała więc moich spostrzeżeń i okazało się, że owszem, że jak najbardziej, że często bywa, że... atopowa skóra nie znosi smarowania ciężkimi maściami. Że niektóre atopowe skóry duszą się pod takimi specyfikami. Że czasem lepiej zostawić nieposmarowane, niż zasmarować, zadusić i spowodować nadkażenie. I moje dziecię właśnie miało taki typ atopowej skóry. Do licha.
Zaczęły się więc poszukiwania idealnego specyfiku. Lekkiego na przykład. Po przygodzie z octem, o której już tu wielokrotnie wspominałam, marzył mi się balsam z dobrymi bakteriami. To wszystko jednak działo się 14 lat temu, więc wybór tego typu kosmetyków nie był tak szeroki jak dziś. Sączących ran nie smarowałam w ogóle, a szorstkie, czerwone placki traktowałam częściej, ale leciutkim, nawilżającym balsamem (aptecznym, oczywiście). Gdy jakieś miejsce zaczęło przypominać gadzią skórę, wiedziałam, że to stołówka gronkowca, więc bez większych oporów serwowałam bakteriom antybiotyki. Niesamowite było obserwowanie, jak po leczeniu i nawilżaniu gadzia skóra zamienia się w ludzką. I tak powolutku, powolutku, koło trzeciego roku życia sytuacja się na tyle unormowała, że zmiany postanowiły pozostać tylko w tradycyjnie zajmowanych miejscach, czyli pod kolanami, na zgięciach łokci etc. Niestety, syn mój do dziś ma trochę suchą skórę. I do dziś zmiany atopowe od czasu do czasu się pojawiają. Czyli można porzucić nadzieję, bo wsie dochtory zgodnym chórem mówią, że jeśli atopia wciąż jest, to już zostanie. No trudno, w końcu jest właściwie niezauważalna, a latem to nawet jakby w ogóle znikała, a poza tym młody się w ogóle nie smaruje i jakoś nic się przez to nie dzieje.
Nasz przykład jest typowym i wiarygodnym dowodem na to, że nie należy przywiązywać się do tradycyjnych metod pielęgnacji atopowej skóry. Nam (i kilku innym znanym mi przypadkom) nie służyło silne natłuszczanie. Myliśmy się zwykłym szarym mydłem bio, a zmiany nawilżaliśmy balsamem. Rezultaty były wręcz zachwycające, więc jeśli macie podejrzenia, że tłuste maści nieszczególnie służą naszym maluchom - przerzućcie się na coś lżejszego. Bez obaw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!