czwartek, 2 marca 2017

bezpieczne przyprawy dla alergików


Często dostaję maile z pytaniem o przyprawy, których używam. Boicie się "śladowych ilości...", chemii, domieszek. To fakt, jak mamy coś w proszku, to właściwie nie wiadomo, co to tak naprawdę jest. Kilka (naście?) lat temu była, o ile dobrze pamiętam, jakaś afera z przyprawami i mnie się też wtedy zapaliła kontrolka. Zaczęłam kupować przyprawy eko, ale to w sumie też już susz i proszki... Jak w przypadku każdego gotowca, nie wiemy, co jemy. Gdzie rosło to oregano? Czym je pryskali? Czy w czasie produkcji/pakowania nie dostało się do niego ciut bazylii, na którą jesteśmy uczuleni? Można złapać paranoję, co?
Jeśli ją złapaliście, albo po prostu chcecie wiedzieć, co dajecie swoim małym alergikom, to zioła uprawiajcie i suszcie sobie sami. To naprawdę nie jest trudne. Można je sobie postawić na parapecie, a suszyć powiązane w nieduże pęczki w zacienionym, suchym i przewiewnym miejscu. Suszenie domowe jest o tyle niekomfortowe, że zwłaszcza w przypadku alergików, musimy pilnować, by podczas suszenia nam rośliny nie podgniły czy popleśniały. Najlepiej suszyć w uchylonym piekarniku z termoobiegiem, nagrzanym do 25 stopni - kratkę wsuwamy na najwyższą pozycję i podwiązujemy pęczki ziół. Możemy też wykorzystać do przyrządzenia własnych ziółek urządzenie do suszenia grzybów. Jak długo suszymy? Aż wyschnie, ha ha! Tylko trzeba pamiętać, że suszonym ziołom nie powiniem się zbytnio zmienić kolor, jeśli zbyt mocno ściemnieją lub zbrązowieją - wyrzucamy i zabieramy się za suszenie kolejnych pęczków. Jak nam się uda, susz trzymamy w szczelnych, szklanych pojemnikach.
No to zioła, jako najłatwiejszy element świata przypraw mamy z grubsza ogarnięty. Niestety, wanilii, kardamonu, pieprzu czy cynamonu sobie na parapecie raczej nie postawimy, więc musimy się ratować sklepowymi dobrami. W tym przypadku sugeruję zainwestowanie w przyprawy eko oraz dobrej jakości urządzenie do ich tarcia i/lub rozcierania. Czyli dobrą tareczkę, może być jakaś bajerancka zamykana, jak te specjalne na gałkę muszkatołową oraz solidny moździeż. Przyznam się w sekrecie, że u mnie za bajeranckie urządzenie robi mini-tareczka nabyta wieki temu w pewnym sklepie o skandynawskim blichtrze, a za moździeż stare torebki po przyprawach, do których wsypuję co trzeba i walę bokiem tłuczka do mięsa. Taki ze mnie prawdziwy hipster, czy tam luksusowy bej... W każdym razie któreś z tych urządzeń nam się przyda, bo przyprawy warto kupować w całości i samemu sobie w razie potrzeby ścierać czy mielić. Przynajmniej wiemy mniej więcej, co jemy. Mniej więcej, bo nadal nie znamy warunków, w jakich nasza wanilia sobie rosła. Choć ona akurat robi najmniej problemów, jako że wystarczy ją przekroić i pewnym pociągnięciem nożyka wydobyć nasionka.
Na koniec chciałabym przypomnieć, że nie należy się spieszyć z wprowadzaniem przypraw korzennych do diety małego alergika, a i z ziołami trzeba ostrożnie. Na pewno unikamy curry, gorczycy, sosu sojowego, anyżu, a nawet papryki czy popularnego w herbatkach dla niemowląt kopru włoskiego. Z ziołami jest łatwiej, więc można śmielej sobie poczynać - majeranek, estragon itp. Warto próbować, bo dzięki przyprawom dania nie tylko lepiej smakują, ale też lepiej się trawią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!