piątek, 31 marca 2017

zdrowy fast food - szybkie wrapy z hummusem i warzywami


Domowy fast food rzecz wspaniała. Chodzi mi tu zwłaszcza o ten fast. Kto ma z 5 etatów, ten wie, o co kaman. Tę szybką kolację/obiad można zrobić nieco mniej lub bardziej błyskawicznie. Z surowymi warzywami oraz pod warunkiem posiadania już gotowych wrapów i hummusu zajmie nam to jakieś 5 minut. Opcja na ciepło - 2-3 minuty dłużej. No a jak nie mamy wrapów i hummusu to już nie będzie fast food...
Weźmy więc (na łebka):

1-2 tortille owsiane (mogą też być zwykłe ze sklepu, jeśli ich skład nam nie przeszkadza)
1-2 łyżki hummusu
po 2-3 plasterki awokado, cukinii, pomidora i cebuli etc.
1/4 papryki
sól i pieprz do smaku

Na surowo: torlille podgrzać, posmarować hummusem, ułożyć surowe, pokrojone warzywa (cukinia powinna być sparzona, czyli przelana wrzątkiem), doprawić i złożyć placek na pół. Na ciepło: tortille złożone już z warzywami zapiec w grillu elektrycznym* przez 2 minuty. Podawać z ulubionym sosem na bazie śmietanki roślinnej lub keczupem.


Kup zanim zniknie! 


Wyprzedaż "100 smakołyków..." - tylko 19 zł! 


*ja mam takie urządzonko, dość już nawet wiekowe, z wymiennymi wkładami i w nim można zarówno smażyć gofry, jak i na przykład zapiekać różne rzeczy, ale wrapy da się też po prostu podgrzać na patelni

wtorek, 28 marca 2017

ryżowe sakiewki


Gdy tak z dziesięć lat temu patrzyłam na swojego Potomka Męskiego, nawet nie marzyłam, że kiedyś na leniwe letnie śniadania będę mu podawać czekoladowy omlet z bitą śmietaną i świeżymi truskawkami. Nie przypuszczałam też, że orzechy staną się tak niebezpieczne, no, ale taka to przygoda z alergią... Ci, co mogą swoim dzieciom dawać ze trzy produkty na krzyż wiedzą, że żyzń jest kudłata, a każdy pomysł na wagę złota. Dlatego dziś wyciągnęłam z archikukbuka pomysł na sakiewki z papieru ryżowego. Papier ryżowy jest fajny, bo daje jakieś tam możliwości, na przykład w najcięższych czasach stawał nam za naleśniki (sic!), które smarowałam melasą z buraków i lekko obsmażałam na odrobince oleju. Jednak z papierem tym trzeba umiejętnie. Za bardzo zmoczysz - to się rozpadnie, za mało - się połamie, nie dasz odpocząć - nie będzie "plastyczny". W sakiewkę można naprawdę zapakować co bądź, czyli co dozwolone. Nawet owoce, bo ryżowy arkusz nie ma za bardzo smaku. To fajny pomysł na przemycenie warzyw, ale można tam też naładować mięso. I takie właśnie mieszane nadzienie jest najfajniejsze.
Weźmy (na porcję):

1-2 papiery ryżowe
1/2 szklanki dozwolonych, drobno pokrojonych warzyw
garść dozwolonego mielonego mięsa
sól i pieprz - do smaku
1-2 łyżki oleju
opcjonalnie - dozwolone zioła do smaku

Mięso lekko podsmażyć na tłuszczu, podlać wodą i dusić pod przykryciem, aż będzie prawie miękkie. Dodać warzywa oraz przyprawy i dusić razem, aż warzywa zmiękną. Odparować, by masa była dość zwarta. Arkusz papieru ryżowego położyć na talerzu, posmarować z obu stron mokrą dłonią i odłożyć na chwilę. Gdy zmięknie, przełożyć go na drewnianą deskę i zostawić, by ewentualny nadmiar wilgoci się ulotnił - papier powinien być sprężysty, nie może być rozmoczony. Nałożyć na środek farsz i zebrać krawędzie arkusza tak, by uzyskać sakiewkę. Zawiązać szczypiorkiem lub spiąć wedle upodobania (np. silikonową spinką kuchenną) i podawać.

Kup zanim zniknie! 

Wyprzedaż "100 smakołyków..." - tylko 19 zł! 

piątek, 24 marca 2017

puszyste naleśniki biszkoptowe dla NieAlergika


Mleczno-jajecznej części Smakołyków znudziły się zwyczajne naleśniki, więc Matka Smakołyk przymierzyła się do biszkoptowych. Dobre wyszły. Okazało się przy okazji, że wybornie smakują także tym, którym są troszkę zakazane. Nie wiem, skąd jest przepis, bo miałam go na jakimś starym, tłustym jak nieboskie stworzenie świstku. Często ich robić nie będę, bo smażenie naleśników biszkoptowych jest jednak bardziej wymagające niż zwykłych - trzeba delikatnie rozprowadzać, ostrożniej przerzucać i tym podobne. Pewnie warto, ale że ja średnią naleśniko-pierogarą jestem, to poświęcać się mam zamiar nieczęsto. No chyba, że dla relaksu, bo nic tak nie koi zgonionych myśli jak tępe sterczenie nad patelnią. I zarazem nic tak nie pozwala na uwolnienie swobodnego nurtu kreatywnej myśli, jak relaksujące stanie przy patelni. Twój wybór.
Trzeba posiadać:

400 ml mleka
200 g mąki
3 jajka
2 łyżki cukru
2 spore szczypty soli

Białka ubić na sztywno z jedną szczyptą soli. Żótka zmiksować na puch z cukrem i drugą szczyptą soli, dodać mleko i mąkę, zmiksować na gładką masę. Delikatnie wmieszać pianę z białek. Smażyć naleśniki z obu stron na posmarowanej olejem niedużej patelni, rozprowadzając niezbyt cienką warstwę ciasta. Podawać z ulubionymi dodatkami, np. bitą śmietanką i owocami, kremem czekoladowo-orzechowym, bakaliami i polewą etc.

poniedziałek, 20 marca 2017

wytrawne gofry wegańskie z batatami


Powiem szczerze - zakup gofrownicy to jeden z moich przebłysków geniuszu. Niewielu co prawda, ale lepszy rydz niż nic. Gofrownica daje naprawdę sporo możliwości, ponoć niektórzy robią sobie w niej nawet placki ziemniaczane. Muszę przyjrzeć się tej tendencji gofrowania czego bądź. Dziś, na dobry początek, wytrawne, wegańskie gofry z dodatkiem batatów. Fajne nawet. Mnie smakują przyprawione na ostro. Genialne z dodatkami typu awokado, suszone pomidory i wegański majonez, ale garni każdy musi sobie ulubione znaleźć sam, wedle gustu i możliwości dietetycznych. Saute też dobrze wchodzą, prawdę mówiąc.
Przygotujmy:

średniego batata
ok. 200-250 ml mąki
100 ml gazowanej wody mineralnej
2 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego lub wegańskiej margaryny
łyżkę muscovado
łyżeczkę proszku do pieczenia
łyżeczkę soli
1/2 łyżeczki garam masali (przyprawę tę można pominąć)

Batata obrać, pokroić na małe kawałki i udusić do miękkości. Odlać wodę, i gdy batat nieco wystygnie, zmiksować go na puree. Dodać resztę składników i dokładnie zmiksować - masa nie może być zbyt lejąca, powinna mieć konsystencję bardzo gęstej śmietany - odpowiednią konsystencję uzyskujemy ewentualnie dodając nieco mąki. Rozgrzać goftownicę, posmarować lekko tłuszczem i piec gofry, w zależności od mocy gofrownicy - u mnie pieką się 4 minuty. Gofry można mrozić i odgrzewać w tosterze - wtedy odsyskują chrupiącą skórkę.

czwartek, 16 marca 2017

szybkie drożdżówki z owocami i kruszonką


Wyobraźcie sobie, że moja córka zażądała ostatnio, bym jej wykupiła szkolne podwieczorki! Indagowana na powyższą okoliczność przyznała, że chodzi o "okrągłe takie ciastka z owocami i posypką, pyszne". Żaluzja poniata, proszę uprzejmie, oto są. Tylko skąd się spryciula dowiedziała, że są pyszne...
Miejmy (na 2 standardowe blachy):

na ciasto drożdżowe:
400 g mąki
100 g cukru
80 g masła klarowanego, kokosowego lub wegańskiej margaryny
ok. 180 ml mleka roślinnego lub wody
opakowanie suchych drożdży
pół laski wanilii
szczyptę soli
na kruszonkę:
60 g mąki
30 g cukru
30 g wegańskiej margaryny
dodatkowo: owoce - u nas maliny i truskawki (własne, mrożone), ale można użyć śliwek, jabłek etc.

Przygotować ciasto drożdżowe: wszystkie składniki oprócz tłuszczu włożyć do miski i miksować mikserem z hakami do ciasta przez ok. 5 minut. Ciasto powinno być zwarte, ale nie twarde, więc by uzyskać taką konsystencję, trzeba ewentualnie dodawać mleka lub mąki. Rozpuścić tłuszcz, dodać do ciasta i wyrabiać jeszcze ze 2 minuty. Miskę z ciastem przykryć i odstawić do wyrośnięcia. W tym czasie zagnieść kruszonkę i przygotować owoce - jeśli używamy mrożonych, po ich opłukaniu (ja mrożę zawsze nieumyte owoce, więc muszę je potem płukać), należy ułożyć je na papierowym ręczniku, by je dobrze odsączyć. Kruszonkę wyrobić palcami i odstawić w chłodne miejsce. Gdy drożdżowe urośnie, rozwałkować je na podsypanym mąką blacie na grubość ok. 1 cm. Dużą szklanką wykroić koła i poukładać je, zachowując odstępy, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do wyrośnięcia. Gdy urosną, poukładać na nich owoce (niezbyt dużo) i posypać je kruszonką. Wstawić do piekarnika z termoobiegiem nagrzanego do 150 stopni i piec ok. 20 minut. Pod koniec pieczenia warto na chwilę włączyć funkcję grilla, by mocniej zrumienić kruszonkę.

poniedziałek, 13 marca 2017

pieczone roladki z kurczaka w boczku ze śliwką


Tak właśnie jakoś uświadomiłam sobie, że najczęściej to piekę, i to nie ciasta wcale. To pewnie dlatego, że ponoć pieczenie jest zdrowsze niż smażenie, a poza tym jak się coś włoży do piekarnika, to można zająć się czym innym. A ja jestem mistrzem zarządzania czasem, a przynajmniej staram się nim być. Przejdźmy jednak do rzeczy. Roladki robię z ud, bo to mięso jest mniej suche niż filet. Bardzo ciężko jest dostać uda bio, ale polecam poszukać, bo niby jak się od czasu do czasu zje zwykłą kurę to tragedii nie ma, ale alergikom to bym fermówki nie dała. Warto się też postarać o surowy boczek wędzony tradycyjnie, no i rzecz jasna niesiarkowane śliwki. Ale po co ja to mówię? Przecież doskonale to wiecie!
Weźmy:

uda kurczaka - po 1-3 sztuki na osobę (dla dziecka jedną, dla chłopa trzy, ha ha)
śliwki suszone - tyle, ile ud
plastry wędzonego surowego boczku - tyle, ile ud
ząbki czosnku, nieobrane - tyle, ile ud (można pominąć)
sól i pieprz do smaku

Z ud zdjąć skórę, usunąć kości i nadmiar tłuszczu oraz inne niepożądane elementy (błonki etc.). Mięso lekko doprawić, uważając zwłaszcza na sól, jeśli boczek jest słony. W każdy kawałek zawinąć śliwkę, a następnie owinąć tak przygotowane udo plastrem boczku i spiąć drewnianą* wykałaczką. Poukładać dość ciasno w naczyniu do zapiekania, powtykać ząbki czosnku między roladki. Rozgrzać piekarnik do 200 stopni, wstawić uda na 10 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec przez ok. 40 minut (zwykłego kurczaka krócej). Jeśli pod koniec pieczenia roladki nie są satysfakcjonująco zarumienione, zwiększyć temperaturę do 180 stopni i piec do uzyskania pożądanego efektu.

*można też związać nicią; piszę o drewnianej wykałaczce, bo staram się nie stosować silikonowych akcesoriów, choć wiem, że są wygodne

sobota, 11 marca 2017

szkolne śniadania część 7


Niechże już nadejdzie sezon świeżynek owocowo-warzywnych, bo coraz ciężej do lunchownika coś wybrać... Na dokładkę Kajzerka ma swoje smaczki i nie jest łatwo pudełko wypełnić czymś, co jej naprawdę smakuje. Mrożonki się kończą, pomysły też, bo jakoś niełatwo mi się ogarnąć, popiec zdrowe batoniki, granole. Ale radzić sobie jakoś musimy. I tak sobie radzimy:

Poniedziałek
pita z gyrosem (bez sosu) i cykorią, mus owocowy 

Wtorek
bułka z pasztetem* i ogórkiem kiszonym, banan

Środa
drożdżówka z suszoną śliwką, wegański jogurt z malinami

Czwartek
paluchy chlebowe, kabanos, mus owocowy 

Piątek
burger rybny w bułce orkiszowej z sałatą, jabłko

*my już możemy trochę jajek, ale kto nie może, niech po prostu w przepisie pominie

środa, 8 marca 2017

kruche ciastka karmelowe dla NieAlergika


Z okazji Dnia Kobiet życzę Wam wszystkiego najlepszego! Z tej samej okazji, żeńska część Smakołyków upiekła sobie ciasteczka. Jak z Costy, a nawet lepsze, bo tamte czasem nieszczególnie mi wchodzą, jeśli są zbyt miękie w środku, takie jakby niedopieczone. Troszkę może za słodkie, bo nawet ja, megawielbiciel słodyczy, po jednym/dwóch, i to z czarną kawą, mam dosyć. Poza tym super, ale jeśli nie przepadacie za bardzo słodkimi przysmakami, zmniejszcie ilość muscovado o 50 gramów, co czynię od czasu do czasu. Lekko ciągnące środki i megachrupiące krawędzie, omnomnom. Spokojnie wyjdą bez jajka i na margarynie zamiast masła, więc jeśli nabraliście ochoty - pieczcie. Trzeba będzie jedynie trochę dłużej miksować tę margarynę z cukrem i ewentualnie dodać 2-3 łyżki wody czy mleka roślinnego. A! Jeśli jakieś ciasteczka zostaną (w co wątpię), to przechowujcie je zamknięte w szklanym lub metalowym pojemniku. Z podanych poniżej ilości wyszły mi trzy blachy - ale to dlatego, że ciasteczka potrzebują miejsca, bo się w trakcie pieczenia rozpływają.
Należy mieć:

250 g mąki
150 g jasnego muscovado
115 g masła
80 g syropu klonowego
50 g cukru pudru
duże jajko (przy alergii pomijamy)
miąższ z laski wanilii
płaską łyżeczkę proszku do pieczenia
1/2 płaskiej łyżeczki sody
sporą szczyptę soli
garść chipsów karmelowych (ja dałam też resztkę czekoladowych)

Masło zmiksować z cukrami i miąższem wanilii - tylko chwilę, by składniki się połączyły. Dodać syrop klonowy i jajko, zmiksować do połączenia, a następnie dodać mąkę wymieszaną z solą, proszkiem i sodą, i krótko zmiksować do połączenia się składników. Wsypać chipsy, wymieszać i odstawić miskę z ciastem do lodówki na 5 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik do 170 stopni (termoobieg). Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta formować kulki wielkości niezbyt dużego orzecha włoskiego i układać w odstępach (ciastka się rozpłyną) na blasze. Wstawić do piekarnika i piec ok. 9 minut.

poniedziałek, 6 marca 2017

rosół z dziczyzny


Zawsze mi się wydawało, że rosół z dziczyzny to nie jest smakowita rzecz. Jednakowoż jak spróbowałam, to zdanie zmieniłam. I równie jednakowoż od razu mówię, że jak się nie nastawimy, że rosół z dziczyzny to jednak inna sprawa niż kurzy, to może nie posmakować. Ta zupa bowiem ma głęboki, inny smak, jest nieco inaczej przyprawiona i dość intensywna.
I z pewnością zdrowsza od kurzego, zwłaszcza jeśli nie jest to rosół z tak zwanej kurki szczęśliwej. Omijam szerokim łukiem wywary z kości, ale z dziczyzną robię wyjątek, choć też ilość kości ograniczam.
PS. Na tym zdjęciu tego nie widać, bo mi nie wyszła rosołowa, szybka sesja, ale rosół ten ma inny odcień, jest ciemniejszy - podobny wołowemu.
Zatem przygotujmy:

ok. kilograma dziczyzny, może być z kością (dzik, jeleń etc.)*
porcję włoszczyzny z kapustą
niedużą cebulę
6 ziaren pieprzu
2-3 ziela angielskie
2 liście laurowe
1-2 ząbki czosnku
goździk
jagodę jałowca
sporą szczyptę kolendry (ziarno)

Oczyszczone mięso oraz włoszczyznę i obraną cebulę włożyć z przyprawami do garnka. Zalać zimną wodą, przykryć, postawić na kuchni i powoli doprowadzić do wrzenia. Odszumowywać. Gotować powoli przez ok. 2 godziny. Przecedzić i podawać z drobnym makaronem lub w kubeczku do popijania pierogów lub pasztecików.

*ja zużywam resztki i okrawki po robieniu szynek z dziczyzny

czwartek, 2 marca 2017

bezpieczne przyprawy dla alergików


Często dostaję maile z pytaniem o przyprawy, których używam. Boicie się "śladowych ilości...", chemii, domieszek. To fakt, jak mamy coś w proszku, to właściwie nie wiadomo, co to tak naprawdę jest. Kilka (naście?) lat temu była, o ile dobrze pamiętam, jakaś afera z przyprawami i mnie się też wtedy zapaliła kontrolka. Zaczęłam kupować przyprawy eko, ale to w sumie też już susz i proszki... Jak w przypadku każdego gotowca, nie wiemy, co jemy. Gdzie rosło to oregano? Czym je pryskali? Czy w czasie produkcji/pakowania nie dostało się do niego ciut bazylii, na którą jesteśmy uczuleni? Można złapać paranoję, co?
Jeśli ją złapaliście, albo po prostu chcecie wiedzieć, co dajecie swoim małym alergikom, to zioła uprawiajcie i suszcie sobie sami. To naprawdę nie jest trudne. Można je sobie postawić na parapecie, a suszyć powiązane w nieduże pęczki w zacienionym, suchym i przewiewnym miejscu. Suszenie domowe jest o tyle niekomfortowe, że zwłaszcza w przypadku alergików, musimy pilnować, by podczas suszenia nam rośliny nie podgniły czy popleśniały. Najlepiej suszyć w uchylonym piekarniku z termoobiegiem, nagrzanym do 25 stopni - kratkę wsuwamy na najwyższą pozycję i podwiązujemy pęczki ziół. Możemy też wykorzystać do przyrządzenia własnych ziółek urządzenie do suszenia grzybów. Jak długo suszymy? Aż wyschnie, ha ha! Tylko trzeba pamiętać, że suszonym ziołom nie powiniem się zbytnio zmienić kolor, jeśli zbyt mocno ściemnieją lub zbrązowieją - wyrzucamy i zabieramy się za suszenie kolejnych pęczków. Jak nam się uda, susz trzymamy w szczelnych, szklanych pojemnikach.
No to zioła, jako najłatwiejszy element świata przypraw mamy z grubsza ogarnięty. Niestety, wanilii, kardamonu, pieprzu czy cynamonu sobie na parapecie raczej nie postawimy, więc musimy się ratować sklepowymi dobrami. W tym przypadku sugeruję zainwestowanie w przyprawy eko oraz dobrej jakości urządzenie do ich tarcia i/lub rozcierania. Czyli dobrą tareczkę, może być jakaś bajerancka zamykana, jak te specjalne na gałkę muszkatołową oraz solidny moździeż. Przyznam się w sekrecie, że u mnie za bajeranckie urządzenie robi mini-tareczka nabyta wieki temu w pewnym sklepie o skandynawskim blichtrze, a za moździeż stare torebki po przyprawach, do których wsypuję co trzeba i walę bokiem tłuczka do mięsa. Taki ze mnie prawdziwy hipster, czy tam luksusowy bej... W każdym razie któreś z tych urządzeń nam się przyda, bo przyprawy warto kupować w całości i samemu sobie w razie potrzeby ścierać czy mielić. Przynajmniej wiemy mniej więcej, co jemy. Mniej więcej, bo nadal nie znamy warunków, w jakich nasza wanilia sobie rosła. Choć ona akurat robi najmniej problemów, jako że wystarczy ją przekroić i pewnym pociągnięciem nożyka wydobyć nasionka.
Na koniec chciałabym przypomnieć, że nie należy się spieszyć z wprowadzaniem przypraw korzennych do diety małego alergika, a i z ziołami trzeba ostrożnie. Na pewno unikamy curry, gorczycy, sosu sojowego, anyżu, a nawet papryki czy popularnego w herbatkach dla niemowląt kopru włoskiego. Z ziołami jest łatwiej, więc można śmielej sobie poczynać - majeranek, estragon itp. Warto próbować, bo dzięki przyprawom dania nie tylko lepiej smakują, ale też lepiej się trawią.