sobota, 11 lutego 2017

szczepienia dla alergików


Często mnie pytacie, co sądzę o szczepieniach, czy szczepiłam dzieci. Co sądzę o szczepionkach - nie ma znaczenia. Nie jestem z branży medycznej, nie znam się na medycynie, a moje zdanie o szczepionkach jest takie, że owszem, są błogosławieństwem, ale bez przegięć. W skrócie: pojedyncze tak, sześć w jednym - zdecydowanie nie. Tak mi mówi intuicja, a nasza alergolog też zawsze była w temacie ostrożna.
Jak wiecie dzieci mam dwoje - koszmarnie uczulonego w latach 0-4 syna i niezbyt mocno uczuloną córkę. I u mocno alergicznego Jeremiego szczepienia przebiegały całkiem ok. Odczynów i skutków ubocznych sobie nie przypominam, z zauważalnych to może raz miał stan podgorączkowy. Być może był po prostu tak mocno zsypany, że nie było widać dodatkowej wysypki, ha ha. Mimo niezwykle silnych reakcji na mleko i białko jaja nie zauważyłam, żeby było po szczepieniach jakieś pogorszenie. Ale Jeremi "pozbywał się" wszelkich objwów alergii podczas infekcji, więc może tu jest coś na rzeczy. Inna sprawa, że Kajzer był wówczas tzw. "typem niewstrząsowym". Nigdy nie musieliśmy mieć szczepień na oddziale, bo po podaniu nawet bardzo silnego alergenu, reakcje wciąż były tylko skórne. Z przykrością widzę, że to się zmieniło, bo po nerkowcach reakcja jest bliżej anafilaksji, z wymiotami i osłabieniem, więc sram ze strachu. Ale jeśli chodzi o szczepienia - nic złego się nie działo.
Ze znacznie mniej uczuloną Kajzerką sprawa szczepień okazała się nieco inna. Nina też dostawała wedle kalendarza, ale u niej po szczepieniach pojawiała się gorączka, marudzenie etc. Największą natomiast masakrą musiała być trzecia dawka czegoś, co się podaje w udo, bo wiele lat od szczepienia miała tam "kuleczkę", a wokół kuleczki suchą, zaczerwienioną plamę. Kuleczka w końcu wylazła, ale plama została. Jaśniała, jaśniała, ale dotąd nie zniknęła, a przecież córka ma już prawie 6 lat. I w tym miejscu mamy zawsze taką suchą, lekko azetesową plamkę. Nieźle, co? Ciekawe, co to był za zajzajer... Kiedyś spytam pielęgniarkę, co tam podali (bo nie pamiętam) i jak się dowiem o co kaman, to zaapdejtuję niniejszy wpis.
Ja nie pamiętam swoich szczepionek, prócz jednej, bo już byłam duża i mogłam to zapamiętać. To było coś kojarzonego, jakieś di-te-per, czy inna cholera. W dwie-trzy godziny po jej podaniu straciłam przytomność. Na chwilkę. Byłam sama w domu akurat. Padłam, wstałam i tyle, nic potem się nie działo. Poskarżyłam się mamusi po jej powrocie, mamusia zadzwoniła do przychodni, dowiedziała się, że tak może być i że ma się nie przejmować, więc się nie przejmowała. No, ale to były inne czasy. Kto tam wtedy wnikał i zakładał antyszczepionkowe ruchy. A słyszałam nie tak całkiem dawno historię, z całkiem wiarygodnego źródła, że pewniem polski naukowiec został usunięty szybciutko z USA po tym, jak ośmielił się podnieść kwestię zgonów po pewnej szczepionce. I tak to na tym świecie...
No, ale do rzeczy. Zatem widzicie, że kwestia szczepień jest u nas nietypowa. Na pewno u silnie uczulonych dzieci szczepionki lepiej robić na oddziale, bo nigdy nie wiadomo, co tam w tej fiolce siedzi i jak dzidzia zareaguje. Żadnemu dziecku, nie tylko alergikowi, nie zaleciłabym szczpionek typu ileśtam w jednym, to za gruba bomba, jak na moje chłopskie rozumowanie. Nasza pediatra, która wychowała własnych chyba z pięcioro jest zdania, że im wcześniej, tym lepiej, bo małe dzieci lepiej znoszą szczepionki. I też nie jest fanką skojarzonych. Szczepiałam dzieciaki zawsze w miarę zgodnie z kalendarzem, korzystałam z możliwości zakupu jakichś lepszych preparatów, ale tak ogólnie to raczej bezpłatna normalka. I prócz tej plamki nigdy nie mieliśmy szczególnych problemów. Dlatego, jeśli mam w ogóle coś poradzić w tej kwestii, to chyba tylko to, żeby szczepienia prowadzić zawsze w porozumeniu z alergologiem, jeśli to konieczne - robić to na oddziale i o ile to możliwe nie stosować szczepionek multi i brać tylko te zalecane. Bo wydaje mi się, że szczepionki to nie jest samo zło. Nie wyobrażam sobie nie szczepić na tężec, błonicę, czy inne koszmarne choroby, ale nie mam zamiaru szczepiać na grypę czy jakieś hpv. Bo tu już węszę farmaceutyczną manipulację...

3 komentarze:

  1. Alergie są potwierdzone genetycznie? http://szczepienie.blogspot.com/2015/04/szczepienie-alergie-czyli-czy-o.html zastanawiała się Pani kiedykolwiek co to NOP? Bez zgryźliwości pytam :) Nigdy nie zaszczepiłabym dziecka z alergią, szczepienie na oddziale... no tak w razie W żeby ratować, czy szczepienia ratują życie żeby narażać dziecko na ewentualny zgon w wyniku reakcji anafilaktycznej, ok zgon może przesadziłam, ale jest jeszcze cała masa niepożądanych reakcji poszczepiennych które są w ChPL. Oczywiście w Polsce NOP to koincydencja... lekarze nigdy NOPa nie widzieli, dzieci zdrowe z ostrym AZS które pojawiło się po szczepieniu to też wymysł... Każdy robi dla swoich dzieci to co uważa za najlepsze, więc nikogo nie oceniam :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziwię się, że jak u siebie miałas podejrzana reakcję po szczepieniu, że zaszczepiłaś dziecko. Ja niestety żałuję, że dopiero od niedawna jestem "oświecona" w temacie. Ale więcej dzieci juz nie planuję, aby nie popełniać błędu szczepienia na wszystko jak leci. Bardzo cieszy mnie jednak wieść, że rodzice zaczynają być świadomi zagrożeń i rezygnują z przymusu szczepienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja szczepiłam dziecko z ostrym AZS (uczulenie na mleko,białko jajka) i oprócz gorączki i marudzenia innych niepożądanych objawów nie było. Wolałam zaczepić syna i nie bać sie chorób, które mogą doprowadzić do śmierci szybciej niż szczepionka!

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!