sobota, 31 grudnia 2016

wspaniałego Nowego Roku!


Kochani!

Niech Nowy Rok spełni wszystkie Wasze marzenia, zapewni zdrowie, szczęście, powodzenie, miłość 

i dostatek dóbr wszelakich. I niech przegoni alergię precz!


Szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 29 grudnia 2016

sylwestrowy bufet dla alergika


Czasem zdarza się tak, że idziemy na Sylwestra nie do końca na takich warunkach, na jakich byśmy chcieli. Tak konkretnie to chodzi mi tu o Sylwestra z dziećmi. Oczywiście taka domówka też jest jakoś tam fajna, ale musimy wtedy pomyśleć o menu dla naszego małego alergika. Taki bufecik sprawdzi się także w czasie, gdy spędzamy Sylwestra we własnym domu z dzieciakami albo musimy wykarmić matkę karmiącą.
Stoliczek dzieciowo-alergiczny warto atrakcyjnie zaaranżować. Jeśli nie ma możliwości osobnego stoliczka, wydzielmy przestrzeń na stoliczku ogólnym. Niech ta przestrzeń będzie kolorowa i fajowa, żeby się nawet nie chciało sięgać po inne przekąski. Postawmy tam ulubione przekąski naszego alergika, coś słodkiego, napoje. Danko na ciepło stać tam nie będzie, ale musimy je na wszelki wypadek mieć.
Co można postawić na kolorowym stoliczku?
przekąski:
babeczki z burakowym pesto
wrapy owsiane z warzywami (zawinięte i lekko zgrillowane na grillu elektrycznym)
szaszłyki z suszonych owoców
chipsy owocowe
kawałeczki pasztetu
pokrojone w słupki warzywa, np. ogórki kiszone, marchew

na słodko:
herbatniki pełnoziarniste
ciasteczka z pianką
cukierki sezamowe
domowe pianki marshmallows
cake pops
deser z mango

a na ciepło same hity:
pizza
hot dogi
stripsy z kurczaka z gotowaną kukurydzą

lub coś zdrowszego:
burger z buraków z sałatą w bułce orkiszowej na zakwasie
pieczone frytki z batatów
zupę-krem
pakorę

Mam nadzieję, że te propozycje będą wam smakowitą inspiracją.
Udanego Sylwestra!

wtorek, 27 grudnia 2016

zupa oczyszczająca


Tak prawdę mówiąc to trochę wstyd podawać taki przepis. Dlaczego? Bo tę zupę robi się na oko i z czego kto-tam-ma-i-lubi, a jedyne, co mogę dodać tak od siebie to rada, by zupę zrobić gęstą i pikantną oraz nie dodawać za dużo tłuszczu. Oczyszczająca zupa to całkiem zdrowy i smakowity sposób na poświąteczne sprzątanie kiszek. Zupa przyspieszająca przemianę materii. Podobno. Na efekt odchudzający też można liczyć, ale to by wymagało więcej zachodu. Na pewno. Ja się tą zupką najadam na jakąś godzinę, bo chili i błonnik robią swoje, ale jak dodamy troszkę soczewicy, to się nasycimy może nawet na... dwie godziny?
Wyłóżmy na blat (płaski, jak wasze brzuszki już wkrótce):

po garści:
poszatkowanej kapusty
pokrojonego w plasterki selera naciowego
poszatkowanego jarmużu
posiekanych pomidorów bez skórki
pokrojonej w kostkę cukinii
pokrojonej w paseczki papryki
posiekanego kopru włoskiego
ziaren kukurydzy
kawałek por - ok. 15 cm, pokrojony w talarki
małą marchewkę - startą na tarce o grubych oczkach
łyżkę masła klarowanego lub oliwy
przyprawy: liść laurowy, ziele angielskie, pieprz, spora szczypta chili
do smaku - sól (nie za dużo), ulubione zioła i korzenie*
do posypania - natka pietruszki lub kolendra

W garnku rozgrzać tłuszcz, wrzucić warzywa i chwilkę przesmażać. Zalać gorącą wodą (tylko tyle, żeby przykryła warzywa), dodać nieco soli, kilka ziaren pieprzu, liść laurowy oraz ziele angielskie, przykryć i gotować na wolnym ogniu ok. 15 minut, aż warzywa zmiękną. Pod koniec gotowania doprawić wybranymi ziołami i sporą szczyptą chili. Już na talerzach obficie posypać natką pietruszki.

*żeby zupa się nie znudziła raz można ją doprawić po włosku (oregano i bazylią na przykład), raz curry, raz 5 smaków i tak dalej

sobota, 24 grudnia 2016

radosnych i przepysznych Świąt!


Drodzy Czytelnicy! 

Życzymy Wam cudownych, magicznych Świąt Bożego Narodzenia, wymarzonych prezentów, ciepła i miłości.

Wesołych Świąt!

czwartek, 22 grudnia 2016

pyszny piernik błyskawiczny dla NieAlergika


Piernik last minute, a smakuje wybornie, choć robi się w kilka minut i nie wymaga kilogramów miodu i masła. Ten pierniczek jest żartownisiem. Po 40 minutach pieczenia wciąż jest w środku surowy i nagle, nie wiadomo dlaczego "dochodzi" i nawet śladu zakalca nie ma. Przepis z zeszytu mamy, trochę zapomniany... Warto go jednak mieć pod ręką, gdy nam czasu na piernik staropolski nie staje, albo chcemy szybko, albo niedrogo.
PS. Piernik i pierniczki dla alergików, a także wiele innych świątecznych przepisów, znajdziecie w mojej książce.
Musimy mieć:

300 g mąki
100 g cukru
50 g masła
3-4 czubate łyżki miodu
jajko
mleko
łyżkę kakao
pełną łyżeczkę cukru z wanilią
po płaskiej łyżeczce proszku do pieczenia i sody
1/2 opakowania przyprawy do piernika
łyżeczkę cynamonu
opcjonalnie - łyżeczkę mikhaki (to są chyba mielone goździki, przynajmniej tak mówiła sprzedawczyni w gruzińskich delikatesach)
szczyptę soli

Wymieszać i zagotować masło, cukier, miód, przyprawy, sól oraz 1/4 szklanki mleka. Gdy mieszanina przestygnie, dodać jajko i zmiksować, a następnie dodać mąkę, proszek oraz sodę i miksować dalej - gdyby ciasto okazało się zbyt twarde, dodać nieco mleka (ciasto powinno mieć niezbyt lejącą konsystencję). Przełożyć masę do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą keksówki i piec przez ok. 50 minut w piekarniku z termoobiegiem, nagrzanym do 160 stopni, do suchego patyczka.

wtorek, 20 grudnia 2016

śledź w oleju z cebulą


W domu mojej mamy uprawia się kuchnię prostą, czyli idealną dla alergików. Śledzik podawany na Wigilię wpisuje się tę tradycję i tak trwa. Przepis najprostszy z możliwych - trzy składniki plus pieprz do smaku. Może dlatego jest tak wspaniały?
Weźmy:

kilka płatów śledziowych - licząc po ok. jednym na osobę
średnie cebule - tyle, ile płatów śledzi
zimną wodę*
pieprz do smaku
olej rzepakowy - jak najlepszej jakości

Rybę wymyć pod zimną bieżącą wodą, a następnie zalać lodowatą wodą i odstawić na 3-4 godziny. Po tym czasie wodę wylać, a płaty wypłukać pod bieżącą, bardzo zimną wodą. Osuszyć na papierowym ręczniku i pokroić na kawałki. Cebule pokroić w kosteczkę, wymieszać z rybą, dopieprzyć do smaku. Przełożyć do słoika i zalać olejem, nie żałując tłuszczu. Odstawić na 24 godziny przed podaniem. Przechowywać w lodówce.

*przyrządzając te śledzie dla NieAlergików moczę płaty w lodowatym mleku, wtedy są jeszcze smaczniejsze

poniedziałek, 19 grudnia 2016

bezglutenowe pierożki z suszonymi owocami - bez cukru


Wariacja (oj, było ich parę!) na temat farszu do sławnych bezglutenowych pierogów Kruffy. Bardzo smaczne, lekko słodkie, choć nie słodzone. I bez glutenu. W najbezpieczniejszej wersji bez przypraw korzennych, w odważniejszej z cynamonem i wanilią, a wręcz w śmiałej - z przyprawą piernikową. Polewane wegańską śmietanką, posłodzoną dozwolonym syropem - u nas konkretnie melasą z buraków. Bez zdjęcia, bo z archikukbuka. Lepienie bezglutenowych pierogów nie jest może bułką z masłem, ale gdy takie pierogi są jedną z bardzo niewielu opcji, to nie ma co się nad sobą użalać, jeno kasać rękawy i do roboty!
Należy posiadać:

na ciasto:
mąkę kukurydzianą
ciepłą wodę
na farsz:
drobno pokrojone, dozwolone suszone owoce niesiarkowane - objętościowo +/- tyle co mąki (daktyle, śliwki, morele etc.)
opcjonalnie: wanilia i cynamon do smaku

Owoce zalać ciepłą wodą i odstawić, by nieco zmiękły. Następnie odlać wodę, a owoce zmielić lub bardzo drobo pokroić. Farsz powinien być zwarty, można go ewentualnie doprawić wanilią i cynamonem. Mąkę mieszać stopniowo z ciepłą wodą i wyrabiać elastyczne, niezbyt twarde ciasto, które należy rozwałkowywać, rozciągając jednocześnie - łagodnymi ruchami, by nie porwać masy, biorąc na raz niedużą porcję ciasta. Wykrajać szklanką kółka, nakładać farsz i zlepiać pierogi. Wrzucać na osolony wrzątek, przykryć. Gdy wypłyną, odczekać do zawrzenia wody, wyjąć i osączyć. Podawać polane melasą lub śmietanką roślinną posłodzoną dozwolonym syropem.

sobota, 17 grudnia 2016

najlepsza ryba po grecku


Jadłam różne ryby po grecku i żadna mnie szczególnie nie zachwyciła. Miałam nawet niemiły epizod związany z niestrawnością po takiej rybce, nie dziwcie się więc, że nie byłam w związku z powyższym gorącą fanką tego dania. Do czasu, gdy skosztowałam tejże rybki robionej przez narzeczoną brata. Widocznie takie akurat proporcje do mnie przemówiły, choć w zasadzie, jak to przy rybie po grecku, proporcje są raczej mniejszej wagi. Najważniejsze dla mnie to nie panierować ryby i nie żałować cebuli. Teraz klasyka polskiego stołu wigilijnego bardzo mi smakuje, choć oczywiście za często jej nie robię, tylko w tedy, gdy nas najdzie na nią duży smaczek.
PS. Wybaczcie fotę, ale przygotowywanie Wigilii to nie jest idealny moment na robienie zdjęć.
Należy przygotować:

ryba:
500 g filetów rybnych (mintaj, dorsz - u nas dorsz atlantycki)
sok z cytryny
sól, pieprz
warzywa:
3 marchewki
2 cebule
1 pietruszkę
1/2 niedużego selera
słoiczek przecieru pomidorowego
liść laurowy
2 ziela angielskie
kilka ziaren pieprzu
sól, pieprz mielony i cukier - do smaku

Cebule pokroić w ćwierćtalarki, a marchew, pietruszkę i selera zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Zeszklić cebulę na oliwie, dorzucić warzywa, chwilę przesmażać. Dodać przecier, wymieszać, a następnie podlać wodą, dodać przyprawy i udusić - warzywa nie powinny być zbyt miękkie - i doprawić do smaku w razie potrzeby. Rybę oczyścić, polać sokiem z cytryny, posoli, popieprzyć i odstawić na godzinę. Po tym czasie usmażyć na oleju. Przełożyć do szklanego naczynia, obłożyć ciepłymi warzywami i odstawić do wystudzenia, a następnie na noc do lodówki, by się smaki "przegryzły". Można podawać danie na ciepło lub na zimno.

środa, 14 grudnia 2016

piernik toruński Pierre'a Herme dla NieAlergika


Ja to zupełnie nie rozumiem pejoratywnego znaczenia "starego piernika". Najpyszniejszy jest bowiem długo dojrzewający piernik staropolski przecież. Leżakujący toruński też nie grzeszy brakiem aromatu. Przepis wzięłam stąd, ale oczywiście to i owo pozmieniałam, więc nie jest to do końca piernik Pierre'a, bo dałam 300 pszennej i 200 żytniej, a do środka sporą garść bakalii. Musi leżakować dwa tygodnie w ściereczce, w chłodnym miejscu. Jest bardzo smaczny, ale jak na nasz gust nieco zbyt suchy. Teraz przymierzam się do bogato i wilgotnie brzmiącego piernika z książki "Kuchnia żydowska".
Przygotujmy:

300 g mąki pszennej
250 g płynnego miodu
200 g mąki żytniej jasnej
150 g miękkiego masła
150 g brązowego cukru trzcinowego
5 jajek - oddzielnie żółtka i białka
paczkę przyprawy do piernika
po łyżeczce proszku do pieczenia i sody oczyszczonej 
pełną garść ulubionych bakalii (mix rodzynków, orzechów, migdałów, skórki pomarańczowej, fig, suszonych śliwek etc.)
szczyptę soli
Miód zagotować z przyprawą do piernika i odstawić, by przestygł. Masło zmiksować z cukrem na puszystą masę. Następnie miksować, dodając po jednym żółtku. Dodać miód, zmiksować. Obie mąki wymieszać z proszkiem i sodą, a białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Mąki i białka dodawać stopniowo do masy, delikatnie mieszając. Dodać bakalie, wymieszać. Ciasto przełożyć do natłuszczonej i wysypanej mąką, dużej keksówki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (termoobieg) i piec przez ok. godzinę, do suchego patyczka. Gdy piernik lekko przestygnie, wyjąć go z formy i wystudzić na kratce. Zawinąć w bawełnianą ściereczkę i odstawić w chłodne miejsce, by dojrzał (u mnie dojrzewał 2 tygodnie).

niedziela, 11 grudnia 2016

gulasz szegedyński


Dawno, dawno temu, dzieckiem małym będąc, pojechałam z tatusiem na wakacje do Budapesztu, do węgierskiego wujka. Mieszkaliśmy u niego, bo to były czasy, gdy ludzie gościli się u siebie nawzajem, a nie mielili po hotelach. Niewiele pamiętam z tego wyjazdu, no bo byłam jednak mała. Pamiętam, że mieszkaliśmy w pięknym, stylowym mieszkaniu, w pięknym mieście, które przypominało trochę bajkę, że na każdym rogu mogłam kupić mój ulubiony przysmak, czyli gotowaną kukurydzę... I kuchnię cioci, która najpierw poparzyła mi ozór, a potem stała się przyczyną uzależnienia i dojmującej tęsknoty. Węgierskie wujostwo oczywiście nie było tak naprawdę z nami skoligacone, był to przyjaciel taty ze studiów czy jakoś tak. W ich domu panowała niezwykle spokojna atmosfera, byli to bardzo łagodni ludzie. Co może dziwić, zważywszy na fakt, że o ile dobrze pamiętam, coś tam się niedobrego zadziało. Co dokładnie nie pamiętam, muszę spytać tatusia.
W każdym razie gulasz szegedyński nie jest, wbrew pozorom czymś, co jest na Węgrzech znane. To potrawa raczej bardziej CK, sycąca i nawet niezła. To znaczy dla mnie po prostu i tylko ok, ale byli tacy, co się nią zajadali i prosili o dokładkę. Należy ją podać z kwaśną śmietaną, ale alergicy oczywiście zapominają o tym fakcie.
Przygotujmy zatem:

kilogram łopatki wieprzowej (lub karkówki)
700 g kapusty kiszonej
2 średnie cebule
2-3 ząbki czosnku
po 2 łyżeczki słodkiej i wędzonej papryki
ok. 2 łyżek mąki
łyżeczkę mielonego kminku
pełną łyżkę smalcu
bulion lub wodę
sól i pieprz do smaku

Kapustę lekko pokroić, odstawić. Mięso pokroić w dużą kostkę, oprószyć mąką i podsmażyć na rozgrzanym smalcu. Wyjąć z patelni i przełożyć do garnka. Na tłuszczu po mięsie podsmażyć posiekane cebule, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, kminek, oba rodzaje papryki, wymieszać i wrzucić mięso. Podlać bulionem lub wodą, przykryć i dusić przez ok. godzinę, a następnie dodać kapustę i dusić jeszcze pół godziny.

czwartek, 8 grudnia 2016

szkolne śniadania część 4


Dziś propozycje śniadanek oraz zawartości termosa, do którego zawsze najchętniej polecam sycące zupki, bo łatwo się je zjada i na talerz stołówkowy przez kucharki nakłada, że tak wierszem się wyrażę.

Poniedziałek
chleb na zakwasie z pasztetem i ogórkiem kiszonym, daktyle, do termosa: zupa wielowarzywna z wkładką mięsną

Wtorek
kanapka z masłem klarowanym i kabanosem, banan, do termosa: jaglanka na słodko z owocami

Środa
bułka z pasztetem wegańskim, gruszka, do termosa: makaron z domowym sosem pomidorowym

Czwartek
owsianka z rodzynkami i melasą, jabłko, do termosa: krem z warzyw

Piątek
drożdżówka z jabłkiem, chipsy owocowe, do termosa: chowder

poniedziałek, 5 grudnia 2016

pulled pork - wolnopieczona, szarpana wieprzowina


Bywacie czasem tak zmęczeni, że wydaje wam się, że właściwie to samochód sam was dowiózł do chałupy? Wtedy to już właściwie nawet nie czuje się zmęczenia, tylko ma się wrażenie, że człowiek nie jest z krwi i kości, ale z miliardów chłodnych kryształków. Stajecie na progu po szesnastu godzinach aktywności (tak, Matka Polka to lubi mieć co robić, co nie?) i okazuje się, że jeszcze obiad na jutro trzeba zrobić. I co wtedy? Wstawiacie do piekarnika garnek z wieprzem i idzieci spać. Wreszcie. Ha ha!
PS. Kto nie uznaje wspomagania się od czasu do czasu żywnością wysokoprzetworzoną (czyli konkretnie w tym przypadku sosem BBQ), niechaj natychmiast poniecha lub wygospodaruje sobie 3 godzinki na domowe warzenie sosu barbecue. Co jest możliwe, jak wam kiedyś udowodnię stosownym wpisem.
Należy posiadać:

kilogram łopatki
cebulę
2 ząbki czosnku
250 ml ciemnego piwa
250 ml bulionu lub wody
200 ml sosu BBQ
łyżeczkę przecieru pomidorowego
1/2 łyżeczki papryki wędzonej
sól i pieprz
2-3 łyżki oleju

Łopatkę umyć, posypać solą i pieprzem - z każdej strony. W garnku nadającym się do piekarnika (do 120 stopni) rozgrzać tłuszcz i podsmażyć mięso ze wszystkich stron. Przesunąć je, wrzucić posiekaną cebulę, zmniejszyć ogień i kilka minut smażyć, aż nabierze lekko złotego koloru. Dodać paprykę oraz czosnek, jeszcze chwilę przesmażać. Następnie przecier pomidorowy i jeszcze przez chwilkę smażyć. Zwiększyć ogień, wlać piwo, a następnie bulion/wodę i sos BBQ. Wymieszać, zagotować, przykryć i wstawić do piekarnika nagrzanego do 120 stopni. Piec powoli przez ok. 3 godziny lub dłużej - mięso powinno dać się "szarpać", czyli być bardzo miękkie. W trakcie pieczenia ze 2 razy odwrócić. Podawać z kopytkami, jako wypełnienie bułek etc. z ulubioną, surówką.

piątek, 2 grudnia 2016

wegańskie ciasto z chrupiącą kruszonką


Ostatnio coraz częściej coś mi się wydaje. Jestem na przykład święcie przekonana, że ukradli mi samochód, bo przecież tu zaparkowałam i go nie ma. Jest dwieście metrów dalej? A, no możliwe, że zostawiłam go przy tamtym słupku a nie tym... Albo na przykład otwieram lodówkę, żeby wyjąć obiad do odgrzania, a tu nie ma, zjedzony. Ale jak to zjedzony, skoro produkty, z których go wczoraj robiłam leżą sobie, wciąż surowe, na dolnej półce? Czy to jest już tak zwany uwiąd starczy? Czy jest może jakaś dieta na poprawienie pamięci i koncentracji?
Wydaje mi się też, że dawno nie piekłam jakiegoś grzesznego ciasta dla alergików... No ale jak znalazłam to, to wiadome się stało, że coś będzie pieczone. Największą atrakcją jest oczywiście kruszonka, ale ja nie polewałam jej sosem z oryginalnego przepisu, bo tyle cukru i tłuszczu to już za dużo szczęścia, jak dla nas przynajmniej. I okazało się, że bez sosu wporzo, ale gdyby ten sos był, to byłoby na pewno lepiej, w sensie dopełniających się, że tak powiem, faktur i konsystencji. Ale będziemy od czasu do czasu wypiek powtarzać, więc z pewnością któraś z powtórek o rzeczony sos się wzbogaci. Jeśli z sosem ciasto okaże się, tak jak podejrzewam, lepsze, to zrobię update niniejszego wpisu i poinformuję Szanownych Czytelników na fb, ok?
Trzeba mieć:

ciasto na biszkopt karobowy lub inne ulubione*
na posypkę:
po 3 łyżki mąki orkiszowej, brązowego cukru trzcinowego, granoli (bez owoców) oraz tłuszczu - margaryny lub oleju kokosowego, lub masła klarowanego dla niewegan)

Ciasto wyłożyć do keksówki, wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą. Składniki posypki wyrobić palcami i posypać ciasto. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec ok. 30-35 minut - przez pierwsze 10 minut z dolnym dogrzewaniem, a ostatnie 10 minut w 160 stopniach. Wyjąć i wystudzić.

*ciasto nie może być zbyt płynne, bo nie utrzyma kruszonki; ja zrobiłam ciasto z alergenami, czekoladowe, jeśli ktoś chętny, proszę dać znać, to podam przepis