piątek, 2 września 2016

alergik w szkole


Alergia niezbyt często trwa niezmieniona do czasu szkolnego. Czasem w ogóle zanika, co oznacza, że nie była alergią. Jeśli jednak nie zanika, a tu już czas na zerówkę, musimy sobie jakoś radzić. Alergik w szkole (a raczej jego matka) ma nieco lżej niż alergik w przedszkolu. Dzieciak jest już rozumny (zazwyczaj) i wie, co to konsekwencje (powiedzmy), więc nie będzie raczej wielkich problemów (oby). Czego zatem można się obawiać? Jak Jeremi szedł do szkoły, to bałam się tylko tego, że dzieci będą się z niego śmiać w związku ze zmianami na skórze. Nie bałam się o nic innego, bo wiedziałam, że chłopak nie jest głupi i można na nim polegać. Okazało się, że moje obawy związane z odrzuceniem były zupełnie bezpodstawne. Jeśli zaś chodzi o wyżywienie, to jest nawet łatwiej, bo w szkole nie wysiaduje się przecież cały dzień. Wystarczy miło zaopatrzyć lanczownik i będzie git. Jeśli jednak chcemy, by nasze dziecko korzystało z dobrodziejstw szkolnej stołówki, to musimy pogadać z paniami kucharkami. Ja zostawiałam im termos z zupą. Jak Jeremi podchodził do okienka, to mu jego zupę wlewały na talerz i podawały. Wilk syty i owca cała - jadł w stołówce z kolegami, ale swoje jedzenie. Z tym, że nasza zadupiata szkoła była kameralna (była, bo młody już w wymarzonym gimnazjum), więc kucharki żadnych problemów nam nie robiły, choć miały dodatkową robotę. I doskonale znały uczniów, zazwyczaj swoich sąsiadów, więc nie mogło dojść do żadnej pomyłki. Na szczęście w 2 klasie epizod stołówkowy się znudził i Jeremi nosił swoje kanapki. Teraz Nina poszła do zerówki i też do kameralnej szkoły, więc będę kontynuować obyczaj termosowy lub czymś sympatycznym wypełniać lunchbox - zależy od tego, co panienka zażyczą.
Z innymi "zagrożeniami" musimy się pogodzić - mówię o chemii, na przykład. Na szczęście w szkołach nie ma wykładzin i dywaników, więc odpada nam roztoczowe zmartwienie. Jest jeszcze możliwość wzajemnych poczęstunków, ale nie martwmy się tym, po prostu w tym wieku dziecko już wie, czego nie może. Gdy są urodziny i kolega przynosi cukierki, nasza pociecha będzie wiedziała, który może wybrać. A jak wszystkie cuksy będą z gatunku niedozwolonych, to niech weźmie cukiereczka, podziękuje i schowa go dla mamy.
Generalnie w szkole alergikowi jest łatwiej, niż w przedszkolu. W wieku szkolnym alergeny typowe dla maluszków - mleko, jajka etc. - często ustępują takim, których łatwiej unikać. Dlatego zdarza się, że alergiczny uczeń może korzystać ze szkolnej stołówki. Jednak jeśli zdecydujemy się na obiady szkolnostołówkowe, powinniśmy dokładnie wnikać w menu i składniki potraw. Jako przykład weźmy surówki - popularna surówka z marchwi może mieć (i zazwyczaj ma) dodatek jabłka. Marchew nie uczula, ale jabłko owszem, no i mamy problem.
Oczywiście o ograniczeniach i zakazach musimy poinformować wychowawcę. To najważniejsze. I powiedzieć mu, co ma robić w razie kłopotów. No i przeszkolić własne dziecko, o ile do tej pory nie było nauczone, co mu wolno, a czego nie. Będzie dobrze, nie ma się czym martwić!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!