czwartek, 29 września 2016

mocno owocowy kisiel


Dziś z czeluści archikukbuka wyszperałam deser. Kisiel. Tak zwany przecierany, choć w dzisiejszych czasach to raczej blenderowany. Ja nie jestem fanką tego typu słodkości, wyjątkiem jest kisiel żurawinowy, ale jak się jest alergikiem i zarazem bezglutkiem, to się nie wybrzydza i spożywa. Kisiel można zrobić z dowolnych, dozwolonych owoców, także tych, które uczulant może jeść tylko po obróbce termicznej. No i jest bezglutenowy. Mój sposób na kisiel jest bardzo prosty, błyskawiczny i sprawdza się zarówno na świeżych, jak i mrożonych owocach. Syn mój jadł, w ramach urozmaicenia deserowego, ale też nie było szału, widocznie my niekisielowi. Jednakowoż, jak się taką paciaję udekoruje wegańską śmietanką z wanilią i posypie świeżym owocem to nawet całkiem elegancko zaczyna wyglądać, powiem wam...
Należy mieć:

szklankę dozwolonych owoców
preferowane słodzidło (muscovado, syrop klonowy lub inny wynalazek typu stewia)
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
wodę*

Owoce oczyścić i przełożyć do blendera. Zmiksować, dolewając tyle wody, by uzyskać konsystencję lekkiego, nieco lejącego się musu. Dosłodzić do smaku, przelać do garnuszka i postawić na ogniu. W tym czasie wymieszać mąkę ziemniaczaną z 1/4 szklanki wody. Gdy mus owocowy się zagotuje, dodawać do niego mieszankę z mąką, stopniowo, ciągle mieszając, do uzyskania preferowanej konsystencji. Krótko zagotować i przelać do naczyń, w których deser będzie serwowany.

*ilość wody będzie różna dla różnych owoców, bo jedne są bardziej, a inne mniej soczyste, jak wszem i wobec wiadomo

niedziela, 25 września 2016

najlepsze placki z cukinii dla NieAlergika


Najsampierw błagam o wybaczenie foty, nie mogłam lepiej, potraktujcie ją jako jedynie poglądową. Ale jak zrobicie placki, to z pewnością ich smak wam ten afront wynagrodzi. Placuchy są niezwykle aromatyczne, a pewien magiczny dodatek dodaje smaku głębi. Szkoda, że alergicy nie mogą się nimi raczyć. Te racuszki doskonale smakują także z dodatkiem ugotowanych ziaren kukurydzy, więc jeśli wam jakieś zalegają - dorzućcie. No i jeszcze muszę powiedzieć o konsystencji ciasta: ja robię bardzo gęste, bo nie chce mi się czekać, aż cukinia puści sok i potem go odciskać i tak dalej. Jednak jeśli robicie luźniejsze ciasto, to cukinię powinniście odcisnąć. Fit oraz pycha, zwłaszcza z domowym ketchupem.
Przygotujmy:

3 średnie, młode cukinie
3 łyżki naturalnego jogurtu
jajko
ok. 2/3 szklanki mąki
po 1/2 łyżeczki cukru i proszku do pieczenia
po sporej szczypcie granulowanego czosnku, słodkiej papryki, rozmarynu i tymianku
sól i pieprz do smaku
garść aromatycznego, dobrej jakości startego żółtego sera

Cukinie umyć i zetrzeć na tarce o grubszych oczkach. Zmiksować jajko z jogurtem, a następnie dosypywać mąkę, dalej miksując, aż do uzyskania gęstego ciasta. Przyprawić i dobrze wymieszać. Cukinię dodać do ciasta razem z serem i dokładnie wymieszać. Smażyć nieduże placki na rozgrzanym oleju, z obu stron, przekładając na drugą stronę, gdy placki zaczną się ścinać. Podawać z surówką i ulubionym sosem.

czwartek, 22 września 2016

szynka z jelenia marynowana na sucho


Ja to się chyba muszę na jakąś siłkę zapisać, bo choćbym nie wiem jak mocno wiązała te mięcho, to i tak mi z dziurką wychodzi... No nic, pomyślimy. Marynowanie na sucho było mi dotąd obce i trochę mnie przerażało, ale zjedliśmy i się nie zatruliśmy, więc chyba spoko. Łatwiejsze jest niż paćkanie się z zalewą, dużymi naczyniami zajmujacymi lodówkę i osączaniem, więc pewnie wyprze zalewę z mojej kuchni. Kiedyś być może odważę się na suchą marynatę bez peklosoli. Może... Jelonka piekłam długo w niskiej temperaturze, mięso wyszło kruche i aromatyczne. Dziczyzna jest jednak super.
Weźmy:

szynka z jelenia, pozbawiona kości (+/-3 kg)
40 g soli peklowej*
po łyżeczce pieprzu, jałowca i ziela angielskiego
5-6 średnich liści laurowych
2 goździki - opcjonalnie

Przyprawy utrzeć w moździerzu i wymieszać z peklosolą. Powstałą mieszanką dokładnie natrzeć mięso, z wierzchu i we wszystkich zakamarkach. Przełożyć do naczynia (kamionka lub szkło), przykryć i wstawić do lodówki na 10-14 dni**. Co 2-3 dni obrócić mięso. Po tym czasie mięso wyjąć i obwiązać sznurkiem lub włożyć w gotową siatkę do wędlin. Odstawić na ok. 2 godziny, by się nieco zbliżyło do temperatury pokojowej. Rozgrzać piekarnik z termoobiegiem do 200 stopni, wstawić szynkę na 10 minut, a gdy się podrumieni, przełożyć do rękawa piekarniczego, temperaturę zmniejszyć do 125 stopni i piec na blasze ok. 3 godziny. Wyłączyć piekarnik i zostawić w nim mięso do całkowitego wystudzenia. Upieczoną szynkę owinąć w pergamin i przechowywać w lodówce do tygodnia.

*niestety, boję się robić bez tej soli, choć to jednak chemia, ale pewnie można zrobić na zwykłej soli
**ponoć 10 wystarczy, ale ja trzymałam 2 tygodnie

poniedziałek, 19 września 2016

makaron z pieczonymi warzywami


Mój warzywny szał trwa. Dziś danie w stylu "szanuję - nie marnuję", czyli warzywa do zużycia upieczone i podane z wczorajszym makaronem. Jednak tymże makaronem się w ogóle nie sugerujcie. Takie warzywka równie, a nawet smaczniejsze są z mięsem, mogą też wypełnić galette czy być wciągnięte tak po prostu, albo z kuskusem, albo z czym tam komu przyjdzie ochota. I na zimno i na ciepło. Warzywa piecze się w ilościach i czasie na oko, doprawia czym lubi. To bardzo łatwy, wdzięczny, zdrowy i uniwersalny sposób na przygotowanie jarzyn. Nie musicie się ograniczać rodzajem podanych tu przeze mnie składników. Jeśli jest jakiś problem, to z czasem pieczenia - może się zdarzyć, że coś już się upiecze, a coś jeszcze nie, dlatego warto się postarać, by warzywka miały podobną grubość. Pycha!
Przygotować musimy:

paprykę
cukinię
cebulę
i/lub inne ulubione czy dozwolone warzywa
nieco oliwy
do smaku: sól, pieprz, rozmaryn (lub inne ulubione zioła)
ugotowany makaron*

Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia poukładać pokrojone warzywa. Spryskać je oliwą. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni z funkcją grilla i gdy się opieką, odwrócić na drugą stronę. Gdy się przypieką z drugiej strony, wyjąć, z papryki zdjąć skórkę. Przełożyć do miski, dodać ewentualnie jeszcze odrobinę oliwy, doprawić i wymieszać z ugotowanym makaronem - najlepiej w proporcjach 1:1.

*może być bezglutenowy, ale może być też ulubiona kasza

czwartek, 15 września 2016

szkolne śniadania część 1


Latka lecą. Starszy już w gimnazjum, młodsza w zerówce. O alergiku w szkole już pisałam, teraz przyszła pora na dzielenie się z wami pomysłami na zawartość szkolnego lunchboxa. Znacznie mniej z tym roboty, muszę przyznać. Jeśli wasze dzieci zechcą jednak jadać z kolegami na szkolnej stołówce, zaopatrzcie się w dobrej jakości termos, przychylność kucharek i kilka przepisów na zupy. Bo zupy polecam - kucharki nie muszą ich odgrzewać, więc tylko naleją do talerza, kłopot nieduży, więc zapewne nie odmówią tak drobnej przysługi. A co u nas w luchowniku? No nic specjalnego, prawdę mówiąc, ale zawsze to jakiś pomysł i inspiracja, co nie?
PS. Niestety, seria wpisów "Śniadania do szkoły" nie będzie miała zdjęć poszczególnych zawartości lunch boxa - nie mam możliwości ich zrobienia. A poza tym... czy tu są potrzebne zdjęcia?

Poniedziałek
kanapka z szynką z dzika i papryką, banan

Wtorek
naleśnik posmarowany kremem daktylowym, jabłko

Środa
drożdżówka ze śliwką i szaszłyki owocowe

Czwartek
deserek ryżowy waniliowy z granolą i brzoskwiniami, herbatniki na oliwie

Piątek
bułka orkiszowa z pieczoną kaczką i ogórkiem, gruszka

Jeśli chcecie zobaczyć, co terNinator jadała w przedszkolu, zapraszam do poczytania o [przed]szkolnych śniadaniach.

sobota, 10 września 2016

odwracane ciasto z figami dla NieAlergika


Ciasta z tego przepisu używam zazwyczaj do robienia odwracanego placka z ananasem i wiśniami, ale do fig też sie nadało. Zrobiłam z połowy porcji, na małą tortownicę, bo nie chciałam ewentualnie zmarnować dwa razy tyle składników. Powiem tak: po zrobieniu odwracanego ciasta dla alergików okazało się, że to z jajami i mlekiem jakoś szczególnie bardziej boskie nie jest. Owszem, troszkę, ale bez szału, wiec jak komu zabraknie jaj czy mleka to niech zrobi z przepisu dla alergików, różnica nie będzie wielka.
Należy przygotować:

1,5 szklanki mąki
80 g masła
pół szklanki cukru
pół szklanki mleka
2 jajka
czubata łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka cukru z wanilią
oraz:
200 ml demerary
100 g masła
8-10 fig

Figi umyć, obciąć im ogonki. Owoce pokroić wzdłuż na 4 grube plastry. Blachę (ok. 25x30 cm) wysypać demerarą oraz pokrojonym masłem i wstawić na chwilę do gorącego piekarnika, by się masło rozpuściło, a następnie ułożyć figi. Miękkie masło utrzeć z cukrami, dodać jajka, mleko oraz mąkę wymieszaną z proszkiem i zmiksować na puszyste ciasto. Ciasto wylać na figi, wyrównać, wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni (termoobieg) i piec ok. 45 minut. Gdy lekko przestygnie położyć na blasze talerz, odwrócić ciasto i zdjąć blachę.

wtorek, 6 września 2016

pesto z pieczonej papryki


Czerwona, zielona, żółta, pomarańczowa biała... Jestem wielką miłośniczką papryki. Uwielbiam ją pod każdą postacią - faszerowaną, w sosach, w leczo, sałatkach, świeżą, w oliwie, no po prostu każdą. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zatem dopiero niedawno zaczęłam robić paprykowe pesto. Pyszne. Jeśli możecie paprykę - róbcie. Ponieważ tak bardzo lubię paprykę, moje pesto doprawiam tylko solą i pieprzem, ale można doprawić ziołami, np. bazylią. Czym kto lubi, jak to w kuchni i nie tylko, ha ha!
Należy mieć:

2-3 dorodne, dojrzałe czerwone papryki
40 g pestek słonecznika (lub migdałów, jeśli dozwolone w diecie)
łyżkę lub dwie oliwy
sól i pieprz do smaku
opcjonalnie: odrobina sosu z ostrych papryczek lub szczypta chili, ulubione zioła

Paprykę umyć, ułożyć w całości na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni z funkcją grilla. Gdy skórka papryki się nieco spali, przełożyć ją na drugą stronę. Gdy się opiecze z obu stron, wyjąć, włożyć do miski, miskę przykryć i odstawić na kilka minut, by skórka łatwiej zeszła. Pestki (lub migdały) lekko podprażyć na suchej patelni. Zmiksować je z obraną papryką, przyprawami i oliwą. Podawać jako dodatek do makaronu lub dodatek do kanapek czy sałatek.

piątek, 2 września 2016

alergik w szkole


Alergia niezbyt często trwa niezmieniona do czasu szkolnego. Czasem w ogóle zanika, co oznacza, że nie była alergią. Jeśli jednak nie zanika, a tu już czas na zerówkę, musimy sobie jakoś radzić. Alergik w szkole (a raczej jego matka) ma nieco lżej niż alergik w przedszkolu. Dzieciak jest już rozumny (zazwyczaj) i wie, co to konsekwencje (powiedzmy), więc nie będzie raczej wielkich problemów (oby). Czego zatem można się obawiać? Jak Jeremi szedł do szkoły, to bałam się tylko tego, że dzieci będą się z niego śmiać w związku ze zmianami na skórze. Nie bałam się o nic innego, bo wiedziałam, że chłopak nie jest głupi i można na nim polegać. Okazało się, że moje obawy związane z odrzuceniem były zupełnie bezpodstawne. Jeśli zaś chodzi o wyżywienie, to jest nawet łatwiej, bo w szkole nie wysiaduje się przecież cały dzień. Wystarczy miło zaopatrzyć lanczownik i będzie git. Jeśli jednak chcemy, by nasze dziecko korzystało z dobrodziejstw szkolnej stołówki, to musimy pogadać z paniami kucharkami. Ja zostawiałam im termos z zupą. Jak Jeremi podchodził do okienka, to mu jego zupę wlewały na talerz i podawały. Wilk syty i owca cała - jadł w stołówce z kolegami, ale swoje jedzenie. Z tym, że nasza zadupiata szkoła była kameralna (była, bo młody już w wymarzonym gimnazjum), więc kucharki żadnych problemów nam nie robiły, choć miały dodatkową robotę. I doskonale znały uczniów, zazwyczaj swoich sąsiadów, więc nie mogło dojść do żadnej pomyłki. Na szczęście w 2 klasie epizod stołówkowy się znudził i Jeremi nosił swoje kanapki. Teraz Nina poszła do zerówki i też do kameralnej szkoły, więc będę kontynuować obyczaj termosowy lub czymś sympatycznym wypełniać lunchbox - zależy od tego, co panienka zażyczą.
Z innymi "zagrożeniami" musimy się pogodzić - mówię o chemii, na przykład. Na szczęście w szkołach nie ma wykładzin i dywaników, więc odpada nam roztoczowe zmartwienie. Jest jeszcze możliwość wzajemnych poczęstunków, ale nie martwmy się tym, po prostu w tym wieku dziecko już wie, czego nie może. Gdy są urodziny i kolega przynosi cukierki, nasza pociecha będzie wiedziała, który może wybrać. A jak wszystkie cuksy będą z gatunku niedozwolonych, to niech weźmie cukiereczka, podziękuje i schowa go dla mamy.
Generalnie w szkole alergikowi jest łatwiej, niż w przedszkolu. W wieku szkolnym alergeny typowe dla maluszków - mleko, jajka etc. - często ustępują takim, których łatwiej unikać. Dlatego zdarza się, że alergiczny uczeń może korzystać ze szkolnej stołówki. Jednak jeśli zdecydujemy się na obiady szkolnostołówkowe, powinniśmy dokładnie wnikać w menu i składniki potraw. Jako przykład weźmy surówki - popularna surówka z marchwi może mieć (i zazwyczaj ma) dodatek jabłka. Marchew nie uczula, ale jabłko owszem, no i mamy problem.
Oczywiście o ograniczeniach i zakazach musimy poinformować wychowawcę. To najważniejsze. I powiedzieć mu, co ma robić w razie kłopotów. No i przeszkolić własne dziecko, o ile do tej pory nie było nauczone, co mu wolno, a czego nie. Będzie dobrze, nie ma się czym martwić!