piątek, 22 lipca 2016

kreatywne gotowanie dla alergika


Matki maluszków uczulonych na przysłowiowe wszystko łatwo w życiu nie mają. Gdy moje dziecko męskie było małe, to bywało, że jadało tyle produktów, ile miało lat. No dobra, trochę przesadzam. Ale tylko trochę. Coś mi się przypomina, że jak miał 3 lata, to jadł góra z 10 produktów. W takiej sytuacji każdy dozwolony produkt jest na wagę złota i trzeba jego możliwości wykorzystać na maksa. I wtedy właśnie musimy pomyśleć o kreatywnym gotowaniu. Nie, nie jako wymyślaniu jakichś wyrafinowanych przysmaków, np. z wody i sosu sojowego (tak tak, nabijam się z hypa, jaki wzbudził deser zwany "kroplą wody", chociaż może nie powinnam, bo to minimal idealny dla alergików), tylko wielu dań z jednego składnika. Po co? By się nam dziecko nie porzygało na widok znów tej samej zawartości talerza.
Gdy mamy problem z rozszerzaniem menu i musimy kręcić się wokół niewielu składników, zawsze pamiętajmy, by w miarę możliwości stosować dietę rotacyjną. Jednak, by nasze dziecię nie jadło w każdy czwartek i sobotę tego samego składnika w tym samym wydaniu, warto usiąść i powymyślać różne sposoby przygotowania dań z tego samego produktu.
Nie wypada mi się chwalić, ale te naście lat temu, gdy Jeremi mógł jeść bardzo niewiele rzeczy, elegancko rozkminiłam sprawę. A wierzcie mi, łatwo nie było. Głównie dlatego, że wtedy rynek produktów dla osób o specjalnych potrzebach żywieniowych był ubogi. Radziłam sobie jak mogłam, zaprzęgając wszystkich krewnych i znajomych królika do starania się o różne ciekawe i bio produkty. Ciocia Noemi przywoziła nam z Węgier świetny miks bezglutenowy i chrupki jaglane, ciocia Basia załatwiała biojagnięcinkę, a prawdziwe ciocie (w sensie więzów rodzinnych) oraz dziadkowie prowadzili biouprawy dozwolonych warzyw oraz owoców. Dorzucając do tego zaprzyjaźnione, jedne z pierwszych delikatesy ekologiczne, jakoś wszystko dobrze szło. Mimo ogólnego zaangażowania i wielkiej pomocy, ilość produktów w diecie była jednak... jaka była. Zatem z dwóch rodzajów mięsa, pięciu warzyw, trzech owoców i dwóch czy trzech zbóż musiałam kombinować ostro. A przedtem było jeszcze gorzej. Był taki moment, że Jeremi jadł tylko królika, dynię, jagody i kaszę jaglaną, o ile dobrze pamiętam. I też jakoś dawaliśmy sobie radę. Było bardzo ciężko, więc postanowiłam zrobić totalną rewolucję, czyli te cztery dozwolone produkty wymienić na cztery zupełnie nowe i to nie stopniowo, a z dnia na dzień. Eksperyment się powiódł, a przynajmniej tak to wyglądało, bo stan skóry ani się nie pogorszył, ani nie polepszył. Ale za to zdobyliśmy nowe produkty do bida-menu.
Ale do rzeczy. Załóżmy, że mamy pięć podstawowych, dozwolonych produktów w diecie plus dodatki, czyli przyprawy oraz tłuszcz. To już, powiem wam, jest całkiem git i nie ma co narzekać. Teraz należy siąść i na spokojnie wypisać na kartce te składniki. A potem siąść nad każdym z osobna i pomyśleć, co z niego można zrobić. Zróbmy to na przykładzie kaszy jaglanej. Tak, idę na łatwiznę, bo ją można na wiele sposobów, i na słodko, i na wytrawnie, ale z drugiej strony przykład konfitur z cukinii pokazuje, że nie należy ulegać stereotypom, ha ha!
Z kaszy jaglanej możemy zrobić:

  • płatki śniadaniowe (z ekspandowanej)
  • budyń
  • jaglotto z dozwolonymi warzywami i mięsem
  • krupnik
  • mąkę (lub ją kupić) na:
  • ciasta - na przykład jaglotkę sypaną
  • ciasteczka...
  • ...czy placki oraz
  • napój (czyli mleko wegańskie)
  • klasyczny dodatek do obiadu
  • danie na słodko z owocami
  • lody, czyli zamrożony budyń jaglany, zmiksowany z łyżką oleju i np. dozwolonymi owocami

I na pewno jeszcze kilka rzeczy, gdyby głębiej sprawę przemyśleć. Czyli można? Można!
Najważniejsze to się nie poddawać, buszować w sieci w poszukiwaniu inspiracji i starać się rozszerzać dietę.
Powodzenia!
A w razie problemów piszcie do mnie, postaram się pomóc.

1 komentarz:

  1. Patysiu, jak ja to dobrze znam, z Marcelkiem zaczynaliśmy od 4 produktów chyba, stopniowo doszliśmy na dzisiejszy dzień (nie całe 3,5 r) do nastu jakichś. I korzystając z wakacji prężnie staramy się rozszerzać ilość. Znam to kombinowanie, próby zmian gdy synkowi się znudziło. I radochę gdy nowa rzecz nie uczula :) I Ty dla nas jesteś inspiracją i Twoje pomysły, dziękujemy!!

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!