czwartek, 16 czerwca 2016

naturalne leczenie alergii

Z tego co wiem, sporo matek żałuje swoim dzieciom farmakologii. Czasem to dobrze, a czasem bardzo źle. Jeśli stan jest ostry, to nie podając leków, można doprowadzić do poważnych problemów, z astmą włącznie. Przetrenowałam to na swoich dzieciach. Kajzer był koszmarnie uczulony, IgE gigantyczne, rokowania straszne. No to była farmakofaszerka, za to teraz nawet jak kwitnie brzoza, to czasem młody na luziku funkcjonuje bez leków. Nie rozwinęła się astma, zmian na skórze już właściwie nie ma, a marsz alergiczny zastopował na katarku odbrzozowym. Kajzerka nie jest nawet w 10% tak alergiczna jak jej brat, więc z lekiem antyhistaminowym spotkała się w życiu raz, podczas ospy wietrznej, bo w razie wpadki pomagała nam eliminacja alergenu. Spotyka się natomiast z Bąblem, czyli kucykiem, na którym jeździ co niedziela, brudem przedszkolnym, kotami sąsiadów i cukierkami, które upadły ze trzy dni temu pod stół i ostały się tam zapomniane. Po obdmuchaniu pycha. Ale kwestię brudu podejmę za chwilę. Na wstępie chciałam jedynie powiedzieć, żeby nie unikać leków w ostrych stanach.
Najbardziej naturalnym sposobem leczenia alergii jest oczywiście eliminacja alergenu. Jednak często bywa, że mimo usunięcia alergenu objawy pozostają, i to długo. Wtedy trzeba się uzbroić w cierpliwość i wspomagać oczyszczanie organizmu oraz uregulować florę bakteryjną jelit. Czyli pić dużo dobrej jakości wody i brać probiotyki.
Drugim całkowicie naturalnym sposobem na alergię jest stopniowe przyzwyczajanie alergika do brudu. Umiarkowana higiena naprawdę przynosi rezultaty. Nie jestem medykiem, ale podejrzewam, że gdy nasz układ immunologiczny ma prawdziwych wrogów, z którymi może trenować, to nie rzuca się bez sensu na Bogu ducha winne białka mleka czy pyłki brzozy. Dlatego nie straszne mi drobne infekcje i zabawy w błocie, zapominanie o umyciu rąk przed jedzeniem (co innego po skorzystaniu z toalety, tutaj nie ma taryfy ulgowej), pożeranie malin prosto z krzaka we własnym ogrodzie, tarzanie się w trawie czy dzielenie się napojem z koleżanką czy kolegą.
Pomocne przy alergii mogą być zioła, choć tu też należy uważać, bo jak wszystko - mogą uczulić. Ja znam cztery rośliny, które rzekomo mają pomagać przy alergii. Jedną z nich jest lukrecja. Nie wiem, czy lukrecja pomaga, ale Jeremi lubi, więc sobie dogadza, nie szkodząc. Drugą rośliną jest czystek. Bardzo modny od jakiegoś czasu. W obu powyższych chodzi, o ile się orientuję, o działanie przeciwzapalne. I fajnie. Ponoć znakomite rezultaty przynosi picie naparu z rumianku, choć jako że on astrowaty, to uważan jest ci za wielki uczulant. Nas nie uczula. Ale słyszałam, że rumianek może podrażnić skórę, a przyjmowany doustnie nie powodować żadnych objawów. No i jest jeszcze pokrzywa, której ogromną fanką jest moja mama. Nie podawałam jej Ninusi, bo jeszcze chyba za mała, ale właśnie przetrenowałam na Jeremim - miał kilkudniową kurację świeżym sokiem z młodej pokrzywy. Nie wiem, czy zadziałało to antyalergicznie, ale na pewno chłopak nabrał energii, bo zdaje się, że sok takowy to naturalna multiwitamina.
Jednak jeszcze raz powtórzę, że za najlepszą naturalną metodę wspomagania leczenia alergii uważam wszelkie aktywności, podczas których dziecko zbliża się do naturalnego brudu.
A wy jakie macie zdanie na temat naturalnych sposobów na alergię?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!