środa, 29 czerwca 2016

konfitura z cukinii


Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale są na świecie alergicy uczuleni na wszystkie owoce. Wszystkie! No, może prócz banana... Zapewne nie chodzi w takim przypadku o owoce jako takie, tylko może o coś im wspólnego, może jakieś kwasy, nie wiem. Ale zdarza się. Dla takich biedaków mam dziś konfiturę z cukinii. Nie będę owijać w bawełnę - to jest konfitura z cukinii, więc jest cukiniowo-mdło-słodka. Dlatego trzeba ją doprawić. Ja dodaję wanilię, cynamon i goździk, i tak doprawiona da się zjeść. Tak, dobrze przeczytaliście: da się zjeść. Ale po pierwsze, gusta są różne, a po drugie, na bezrybiu i rak ryba. Poza tym cukinia należy do najrzadziej uczulających pokarmów, więc nie ma co wybrzydzać.
Należy mieć:

szklankę cukru
nieco wody
2-3 małe cukinie
wanilia, goździk, cynamon - do smaku

Cukier wsypać do rondla i wlać tylko tyle wody, by go przykryła. Zagotować i gotować, aż zrobi się jasny syrop. Wówczas dodać umytą i startą na tarce o grubych oczkach cukinię. Smażyć konfiturę powoli, najlepiej klasycznie, czyli 2-3 dni z rzędu po kilka minut. Gdy cukinia stanie się szklista, doprawić, jeszcze chwilę smażyć, a następnie przełożyć do wyprażonego lub wyparzonego słoika i zakręcić.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

11 zdrowych przekąsek na plażę

Co zabrać alergikowi na plażę w ramach przekąski, oto jest pytanie... Często je sobie zadawałam, bo gdy Jeremi terapeutycznie mroził się tygodniami nad Bałtykiem w "okresie bryzy", czyli już od połowy maja, musiał mieć co przegryzać, by mieć siły do walki z ostrym słońcem i zimnym wiatrem. No i alergią. Wielkiego wyboru nie miał, musiał się zadowalać ryżowymi waflami i bananami, ale co tam, było, minęło jako ta najdłuższa żmija i teraz w ramach plażowej przekąski może na luziku popylać kupne gofry z bitą śmietaną (Nina jeszcze na takie szaleństwa bezkarnie to nie bardzo może sobie pozwolić). Zatem nie traćcie ducha, wasze maluchy też wkrótce będą mogły zwykłe gofry, a póki co, zainspirujcie się poniższymi pomysłami. Skupmy się na przekąskach odpowiednich na plażę, czyli takich, które są łatwe i czyste w konsumpcji.

Dozwolone warzywa pokrojone w słupki - bez znaczenia, czy surowe, czy al dente, można na dno słoiczka (ja korzystam z małego, wyższego, wąskiego wecka) wlać nieco doprawionego wegańskiego jogurtu, a najlepiej baby ghanoush i powtykać w to warzywne patyczki.

Kukurydza gotowana bio - bo te, które roznoszą sprzedawcy, zapewne są zwyczajne z dyskontu, GMO czyli.

Tacos, skoro już przy kukurydzy jesteśmy. Nadzienie do muszelek dowolne i ulubione. I dozwolone, rzecz jasna.

Koreczki owocowe - czyli dozwolone owoce ponadziewane na wykałaczki dla elegancji i higieny.

Wrapy owsiane. Do środka dajemy co lubimy i możemy, a dzięki owinięciu farszu tortillą, rączki się szczególnie jakoś może nie pobrudzą...

Pieczone pierogi - ideał plażowy! Sycące i niebrudzące.

Lizaki z rzodkiewek - najlepiej powtykać je do słoiczka z warzywami-słupkami.

Suszone/liofilizowane owoce - najlepsze byłyby domowe, ale moim zdaniem miksy liofilizowanych owoców i chipsów owocowych bio mają całkiem przyzwoity skład i spoko można je dawać małym alergikom




A na deser możecie wybrać łakoć z zakładki "Ciasteczka".

Miłych wakacji!

sobota, 25 czerwca 2016

cynamonowe ciasto do odrywania dla NieAlergika


Alergicy mają swoją wersję ciasta do odrywania w mojej książce, więc trzeba też i NieAlergikom dogodzić, mam rację? No cóż, wiadomo, że odrywaniec z masełkiem, mlekiem i jajkami jest lepszy od takiego bidula dla alergików. To bardzo smaczne ciasto, a najbardziej w nim podoba mi się to odrywanie właśnie. I to, że zawsze jest trochę inne. A im bardziej niechlujnie kroi się paski ciasta, tym bardziej artystyczny efekt potem otrzymujemy. Mój odrywaniec jest bardzo delikatny, lekki. Ja lubię puszyste drożdżowe, więc mnie to pasuje, ale jeśli wasze gusta oscylują wokół konkretnych, cięższych drożdżowców, to musicie szukać przepisu gdzie indziej, niestety.
Należy posiadać (na jedną naprawdę dużą keksówkę):

na ciasto:
400 g mąki
100 g cukru
50 g masła
25 g świeżych drożdży
1/2 szklanki lekko ciepłego mleka + na dolewkę*
jajko+żółtko
miąższ z laski wanilii
szczyptę soli
na nadzienie:
80 g cukru trzcinowego
60-70 g masła
łyżkę cynamonu

Drożdże wkruszyć do mleka, dodać łyżeczkę mąki i cukru. Wymieszać i odstawić, by rozczyn ruszył. Jajko i żółtko zmiksować z cukrem, dodać miąższ z laski wanilii i jeszcze chwilkę razem miksować. Dodać rozczyn, mąkę i roztopione masło. Wyrabiać mikserem z hakami do ciasta, stopniowo dolewając mleko, aż ciasto nabierze zwartej, ale nie ciężkiej konsystencji. Odstawić w ciepłe miejsce, a gdy podwoi objętość, rozwałkować na podsypanej mąką stolnicy, na grubość ok. 1 cm. Posmarować roztopionym masłem i posypać równą warstwą cukru wymieszanego z cynamonem. Placek pokroić na 4 równe pasy (najlepiej za pomocą noża do pizzy) i ułożyć je jeden na drugim. Następnie pasy pokroić na kwadraty i ułożyć je pionowo w natłuszczonej keksówce. Odstawić do wyrośnięcia. Gdy podwoi objętość, wstawić do piekarnika nagrzanego do 150 stopni (termoobieg) i piec ok. 25-30 minut. Gdy ciasto przestygnie, wyjąć je z formy.

*ja w kwestii ciast drożdżowych jestem tak zwanym prokoksem, więc mleka zawsze dolewam na oko, ale obiecuję, że robiąc odrywańca następnym razem, będę się starała pamiętać, by ilość mleka zmierzyć i zapdejtować przepis

środa, 22 czerwca 2016

spaghetti z cukinii


Jak już wspomniałam w poście o lizakach z rzodkiewki, gdy matka uczulonego na wszystko alergika dopadnie coś, co nie uczula, to wyeksploatuje to do granic możliwości. Pozostając w temacie naszej przykładowej cukinii, dziś makaron z tego jakże wdzięcznego warzywka. Bez foty, bo przepis z archiwalnego kukbuka. Spaghetti z cukinii jest fajną bazą - można je podawać z różnymi sosami, albo po prostu z oliwą i sezamem czy ziołami. Fit bardzo! Zatem może powrócę do jego robienia i wtedy dodam zdjęcie, he he...
Przygotować musimy:

ze 2 młode cukinie*
2 łyżki tłuszczu (oliwy, masła klarowanego, oleju etc.)
dozwolone dodatki (sezam, czarnuszka, zioła, domowy keczup etc.)
sol i pieprz do smaku

Cukinie umyć i pokroić wzdłuż na długie, cienki zapałki (lub użyć jakiegoś słeg-narzędzia kuchennego, które zrobi nam z cukinii spaghetti). Ułożyć na durszlaku. Zagotować garnek osolonego wrzątku i zanurzyć w nim durszlak z cukinią na ok. pół minuty. Odcedzić. Rozgrzać tłuszcz na patelni, wrzucić spaghetti cukiniowe i chwilkę przesmażać, podrzucając patelnią. Dodać wybrany, dozwolony sos lub dodatki i podawać.

*cukinie powinny być naprawdę młode, świeże, jędrne, bez wykształconych gniazd nasiennych

poniedziałek, 20 czerwca 2016

[przed]szkolne śniadania część 14


Ostatnia bajaderka (czyli przegląd tygodnia) przed wakacjami. A jako że wakacje, to wcale nie odpocznę, bo muszę na wyjazdy popichcić: domowa mielonka, pasztet w słoiku, granola... Nie jest łatwo zabrać się na wakacje z alergikiem, chociaż z drugiej strony u nas to już jest całkiem nieźle - młody po obozach wcale nie wygląda gorzej, choć je tam to, co dają, a młoda nawet jak gdzieś w knajpie zje, to spoko. A kiedyś, jak Jeremi był maleńki, to na wyjazdową wałówkę nie starczało bagażnika Opla Omegi. Poważnie. Zatem nie martwcie się, bo jak mawia mój wielokrotnie tu cytowany kolega: "Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija."
PS. Pomysły na śniadania jak zawszw w zakładce śniadanie/kolacja.

Poniedziałek
obiad: krem ze szparagów z groszkiem ptysiowym
podwieczorek: granola pierniczkowa z deserkiem ryżowym

Wtorek
obiad: naleśniki z suszonymi owocami*
podwieczorek: bułka orkiszowa z pasztetem i sałatą

Środa
obiad: gołąbki z sosem pomidorowym
podwieczorek: cynamonowa bułeczka z rodzynkami

Czwartek
obiad: kapuśniak
podwieczorek: mus owocowy i ciasteczka a'la digestive

Piątek
obiad: ryba w migdałach z brokułem
podwieczorek: sałatka z banana, mango i rodzynków

*zrobiłam pastę z suszonych owoców - namoczone daktyle, figi, morele i rodzynki zblenderowałam i dodałam nieco cynamonu

czwartek, 16 czerwca 2016

naturalne leczenie alergii

Z tego co wiem, sporo matek żałuje swoim dzieciom farmakologii. Czasem to dobrze, a czasem bardzo źle. Jeśli stan jest ostry, to nie podając leków, można doprowadzić do poważnych problemów, z astmą włącznie. Przetrenowałam to na swoich dzieciach. Kajzer był koszmarnie uczulony, IgE gigantyczne, rokowania straszne. No to była farmakofaszerka, za to teraz nawet jak kwitnie brzoza, to czasem młody na luziku funkcjonuje bez leków. Nie rozwinęła się astma, zmian na skórze już właściwie nie ma, a marsz alergiczny zastopował na katarku odbrzozowym. Kajzerka nie jest nawet w 10% tak alergiczna jak jej brat, więc z lekiem antyhistaminowym spotkała się w życiu raz, podczas ospy wietrznej, bo w razie wpadki pomagała nam eliminacja alergenu. Spotyka się natomiast z Bąblem, czyli kucykiem, na którym jeździ co niedziela, brudem przedszkolnym, kotami sąsiadów i cukierkami, które upadły ze trzy dni temu pod stół i ostały się tam zapomniane. Po obdmuchaniu pycha. Ale kwestię brudu podejmę za chwilę. Na wstępie chciałam jedynie powiedzieć, żeby nie unikać leków w ostrych stanach.
Najbardziej naturalnym sposobem leczenia alergii jest oczywiście eliminacja alergenu. Jednak często bywa, że mimo usunięcia alergenu objawy pozostają, i to długo. Wtedy trzeba się uzbroić w cierpliwość i wspomagać oczyszczanie organizmu oraz uregulować florę bakteryjną jelit. Czyli pić dużo dobrej jakości wody i brać probiotyki.
Drugim całkowicie naturalnym sposobem na alergię jest stopniowe przyzwyczajanie alergika do brudu. Umiarkowana higiena naprawdę przynosi rezultaty. Nie jestem medykiem, ale podejrzewam, że gdy nasz układ immunologiczny ma prawdziwych wrogów, z którymi może trenować, to nie rzuca się bez sensu na Bogu ducha winne białka mleka czy pyłki brzozy. Dlatego nie straszne mi drobne infekcje i zabawy w błocie, zapominanie o umyciu rąk przed jedzeniem (co innego po skorzystaniu z toalety, tutaj nie ma taryfy ulgowej), pożeranie malin prosto z krzaka we własnym ogrodzie, tarzanie się w trawie czy dzielenie się napojem z koleżanką czy kolegą.
Pomocne przy alergii mogą być zioła, choć tu też należy uważać, bo jak wszystko - mogą uczulić. Ja znam cztery rośliny, które rzekomo mają pomagać przy alergii. Jedną z nich jest lukrecja. Nie wiem, czy lukrecja pomaga, ale Jeremi lubi, więc sobie dogadza, nie szkodząc. Drugą rośliną jest czystek. Bardzo modny od jakiegoś czasu. W obu powyższych chodzi, o ile się orientuję, o działanie przeciwzapalne. I fajnie. Ponoć znakomite rezultaty przynosi picie naparu z rumianku, choć jako że on astrowaty, to uważan jest ci za wielki uczulant. Nas nie uczula. Ale słyszałam, że rumianek może podrażnić skórę, a przyjmowany doustnie nie powodować żadnych objawów. No i jest jeszcze pokrzywa, której ogromną fanką jest moja mama. Nie podawałam jej Ninusi, bo jeszcze chyba za mała, ale właśnie przetrenowałam na Jeremim - miał kilkudniową kurację świeżym sokiem z młodej pokrzywy. Nie wiem, czy zadziałało to antyalergicznie, ale na pewno chłopak nabrał energii, bo zdaje się, że sok takowy to naturalna multiwitamina.
Jednak jeszcze raz powtórzę, że za najlepszą naturalną metodę wspomagania leczenia alergii uważam wszelkie aktywności, podczas których dziecko zbliża się do naturalnego brudu.
A wy jakie macie zdanie na temat naturalnych sposobów na alergię?

poniedziałek, 13 czerwca 2016

labneh, twaróg z jogurtu - akcja prowokacja


Wszystkie matki alergików mają przed sobą trudne chwile prowokacji alergenami. Ja takie przygody spędzałam często w toalecie, bo miałam wrażenie, że się ze strachu porzygam. Serek do prowokacji nabiałem, o którym wam zaraz opowiem, jest jednym z najbezpieczniejszych narzędzi do przetestowania, czy młode może już nabiał. Jednak pod jednym warunkiem: ser musimy zrobić sami od a do z, i to ze starannie dobranych składników. Czyli sami zrobimy jogurt, z którego następnie zrobimy ser. Nie lękajcie się, to bułka z masłem. Najpierw musimy w sklepie nabyć jogurt naturalny bez żadnych dodatków - tylko mleko i bakterie. Potem musimy kupić litra, a nawet dwa: jeden litr mleka, najlepiej bio, rzecz jasna nieuhatego oraz jeden litr gorzały, co byśmy mogli prowokację przeprowadzić bez nerw. A potem pójdzie jak z płatka, spoko. Twaróg z jogurtu można zrobić na dwa sposoby: bez podgrzewania albo z podgrzewaniem. My zrobimy drugim sposobem, bo uważam go za lepszy i bezpieczniejszy dla alergików, jako że ostro pozbędziemy się serwatki. Jak już serek będzie gotowy to poczytajcie o prowokacji alergenem pokarmowym.
I do dzieła, trzymam kciuki!
No to należy mieć:

opakowanie jogurtu naturalnego bez żadnych dodatków
litr mleka pasteryzowanego*

Mleko pogrzać do 45 stopni**. Przelać do szklanego naczynia, dodać opakowanie jogurtu i wymieszać trzepaczką. Naczynie przykryć (ja używam dużego wecka) i wstawić do piekarnika, nagrzanego do 40 stopni. Trzymać w piekarniku 4 godziny, pilnując temperatury. Po tym czasie jogurt wyjąć z piecyka i wstawić do lodówki na kilka godzin, by stężał. Zimny jogurt przełożyć do garnka i podgrzewać powoli na niezbyt dużym ogniu, aż zacznie "pękać", czyli w masie pojawią się szczeliny z przezroczystym płynem. Zdjąć z ognia i dobrze wystudzić. Sitko wyłożyć gazą i wlać jogurt. Sitko oprzeć na jakimś naczyniu i odstawić na noc do lodówki - serwatki wypłynie sporo, więc należy użyć wyższego naczynia, by serwatka nie sięgnęła sitka. Gotowy twaróg wyjąć z sitka, przełożyć do szklanej miseczki i przykryty przechowywać w lodówce. Zużyć w ciągu 3-4 dni.

*pewnie najlepsze byłoby takie prosto od krowy, ale ja nie mam odwagi ze względów sanitarnych; takiego mleka nie podam bez przegotowania, no to po co się trudzić, pasteryzowane będzie git
**ja mam termometr kuchenny, czasem korzystam, ale zazwyczaj wsadzam w mleko mały palec - jak czuję, że jest bardzo ciepłe, ale nie gorące, to jest ok; jednak początkującym polecam termometr, kosztuje toto w jednym wielkim dyskoncie na "t" 16 zyla, więc żadem wydatek, a się przydaje, nie tylko do robienia jogurtu

piątek, 10 czerwca 2016

lizaki z rzodkiewki



Matka alergika to ma normalnie życiowe szkolenie z kreatywności. Bo jak tu nakarmić młode, które, na przykład, jest uczulone "na wszystko" i może jeść, załóżmy, tylko cukinię, kaszę jaglaną i banana? A zdarza się tak, wierzcie mi. Nam się tak kiedyś zdarzyło. No to jak rzeczona matka alergika dopadnie chociaż jeden niealergen, to musi jego możliwości wykorzystać do granic możliwości. A zatem jest zupa-krem z cukinii, podsmażane talarki z cukinii, konfitura z cukinii i tak dalej. Aż się młode tak tej cukinii naje, że się na nią uczuli. Stąd moje apele o rozsądek i prowadzenie diety rotacyjnej. W każdym razie załóżmy, że do powyższej listy dołączyła jakże rzadko uczulająca rzodkiewka. No to oczywiście zupa-krem z rzodkiewki, rzodkiewki jako jarzynka oraz lizaki z rzodkiewki. Można je maczać w syropie klonowym, ale nie ma potrzeby, bo zapewniam was, że rzodkieweczki po obróbce termicznej znacznie zyskują na słodkości i najfajniejsze są tak po prostu saute. Fajna, zdrowa przekąska.
Potrzebujemy:

rzodkiewek
wody
nieco tłuszczu* (najlepiej masła klarowanego)
odrobiny soli do smaku
patyczków-wykałaczek

Rzodkiewki umyć. W rondelku rozgrzać tłuszcz, dodać rzodkiewki, chwilkę podsmażać, podlać odrobiną wody, dodać sól, wymieszać. Przykryć i dusić powoli ok. 10 minut, od czasu do czasu wstrząsając rondelkiem. Odkryć, odparować i gdy przestygną, nadziewać na patyczki i podawać.

wtorek, 7 czerwca 2016

babka czekoladowo-pomarańczowa dla NieAlergika


Są takie ciasta, które kosztują pięć minut roboty, a smakują wybornie. Takim ciastem jest właśnie ta babka. Przepis z kalendarza ściennego, nie wiem, z którego roku, bo to kolejny świstek przyniesiony przez mamę do wypróbowania. Goście ante portas? No worries! Ta babka da radę!
Trzeba mieć:

180 g ciemnego cukru trzcinowego
150 g mąki
150 g miękkiego masła
25 g kakao
2 jajka
2 łyżki miodu
skórka otarta z 2 pomarańczy
sok z 1 pomarańczy
1/2 łyżeczki sody

Utrzeć masło z cukrem i miodem na masę. Wymieszać mąkę z kakao i sodą i dodawać do ciasta na przemian z jajkami, cały czas miksując. Na koniec dodać skórkę i sok z pomarańczy, zmiksować - ciasto może zacząć sprawiać wrażenie zwarzonego, ale to nic nie szkodzi. Keksówkę wysmarować masłem, przełożyć do niej ciasto, wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i piec ok. 45 minut, do suchego patyczka. Wyjąć z formy po wystudzeniu.

niedziela, 5 czerwca 2016

syrop różany


Jak robię konfiturę z płatków róż, to staram się tak zamotać, żeby mi jeszcze trochę różanego syropu wyszło. Takim syropem można sobie potem aromatyzować herbatkę, desery, lody czy ciasta, a nawet słodzić nim granolę. Albo może zrobić różaną bakławę bez orzechów... Bo filo to ciasto bez mleka i jajek, prawda? Muszę o tym pomyśleć. Czyli już wiem, co upiekę w najbliższy weekend.
Zbierzmy:

szklankę płatków róż
szklankę cukru
1/3 szklanki wody

Z cukru i wody ugotować jasny syrop. Dodać płatki (jeśli jest taka potrzeba to umyte) i gotować powoli 5 minut. Przykryć i odstawić na dobę. Po tym czasie powoli zagotować i zdjąć z ognia. Odstawić, by trochę wystygł. Syrop przelać przez metalowe sitko do wyparzonej buteleczki, a płatki zużyć jako konfiturę lub do dekoracji.

czwartek, 2 czerwca 2016

granola z amarantusem


I co tu zrobić, jak po batonikach amarantusowych ostało się nieco ekspandowanego szarłatu? Granolę! Tej nigdy dość, a w dodatku wdzięcznie przyjmuje wszelkie niezużyte czy zapomniane śmieciuszki.
Należy przygotować:

ok. 400 g dozwolonych płatków (u nas owsiane)
szklankę ekspandowanego amarantusa
150 ml syropu klonowego, karmelu lub miodu z mniszka etc.
po 1/2 szklanki rodzynków i pokrojonych, suszonych śliwek niesiarkowanych
po 3 pełne łyżki pestek słonecznika i niełuskanego sezamu
łyżkę karobu (opcjonalnie)
po łyżeczce cukru z pieczoną wanilią i cynamonu

Wymieszać wszystkie suche składniki (oprócz suszonych owoców) z syropem. Mieszankę wyłożyć na blachę, wstawić na nagrzanego do 170 stopni piekarnika (termoobieg) i piec, od czasu do czasu mieszając, aż granola się lekko zrumieni - ok. 15 minut. Dodać owoce, wymieszać, wyłączyć piekarnik i zostawić w nim granolę jeszcze na kilka minut. Po ostudzeniu przesypać do szklanego słoja i przechowywać szczelnie zamknięte.