niedziela, 8 maja 2016

dietetyczna wędlina gotowana

Dawno dawno temu mieliśmy szczęście spotkać pana Janka. Pan Janek jest rolnikiem, ale jeśli chodzi o diagnostykę, przy Janku dr House to pikuś. Janek patrzy i widzi. I tak się złożyło, że wiele u nas wypatrzył. I nie tylko u nas. Ale do rzeczy. Jeremi, jak już nie raz wam mówiłam, mając kilka latek mógł jeść kilka produktów. W związku z tym jak jechał do pana Jasia, to na drogę dostał kanapkę z wafla ryżowego z gotowaną polędwicą wieprzową i kiszonym ogórkiem. Zjadł, bo lubił, a jeśli nawet nie lubił, to zjadł, bo był głodny a wyboru nie miał. Wchodzi do Janka, a Janek patrzy na młodego i wykrzykuje: "Chłopie! Ale żeś się wieprzowiny najadł! Nie jedz, szkodzi ci!". Ale to i tak nic. Pojechał do niego kolega małża mego z dzieckiem, u którego wykryto białaczkę. Jasiek patrzy na młodego, patrzy na jego tatę i mówi: "Dziecko nie ma żadnej białaczki, ale pan to jesteś za młody, żeby umrzeć na to, co się panu w gardle zrobiło". Tata dziecka oburzony, toć jakiś wiejski znachor nie będzie poddawał w wątpliwość badań medycznych! Po jakimś czasie okazało się, że badania dziecka pomylono, więc jego tacie zmiękła rura i poszedł zbadać gardło. Znaleźli mu guza tarczycy, jak się zapewne domyślacie... Dlatego powiadam wam, szacun dla naturalnej medycyny i ludzi, którzy mają dar, czyli prawdziwych znachorów.
A teraz przepis na dodatek do kanapek - wyjątkowo lekki, dietetyczny i niealergizujący, pod warunkiem, że użyjemy mięsa, które nie szkodzi, ha ha. Z archiwalnego kukbuka, więc bez foty, ale z drugiej strony - cóż tu jest do fotografowania? Jednak wbrew pozorom i miernej urodzie to bardzo smaczna wędlinka, a jej przygotowanie jest niezwykle proste.
PS. Nie proście o kontakt do pana Janka. Nie chodzi o to, że żałuję czy coś, po prostu nie mieliśmy potrzeby jeździć do niego od wielu lat i kontakt się najzwyczajniej zdezaktualizował. 
Musimy mieć:

zwarty kawałek dozwolonego mięsa bez kości - ok. 500 g
litr bulionu warzywnego
opcjonalnie: majeranek, kminek lub inne dozwolone zioła

Zagotować bulion (ewentualnie z ziołami) i na gotujący wrzucić mięso. Przykryć, szybko ponownie zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i gotować mięso, w zależności od rodzaju, aż będzie miękkie, ale nie rozgotowane, czyli 20-40 minut. Wystudzić w rosole, wyjąć, zawinąć w pergamin i przechowywać w lodówce do 3 dni. Wywar z gotowania można zużyć na zupę.

1 komentarz:

  1. Patysiu, mój syncio uwielbia wręcz takie mięseczko :)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!