piątek, 13 maja 2016

dieta eliminacyjna w ciąży


Jakiś czas temu powstał pomysł, by ciężarna, która już urodziła alergika, przeszła na dietę eliminacyjną. Rozmawiałam z takimi matkami i mam wrażenie, że ta dieta jest zupełnie bez sensu. Bo jedne rodziły jeszcze gorszego alergika, inne w ogóle dzidzię bez alergii, a jeszcze inne takiego samego alergika jak rodzeństwo. Nasza alergolog kazała mi w drugiej ciąży jeść normalnie, czyli zdrowo, znaczy się bez żadnych ograniczeń eliminacyjnych, ale i bez chemii, nadmiaru świeżego mleka (przetwory na luziku), fastfoodów etc. Nasz specjalista medycyny ludowej natomiast nakazał mi dodatkowo zmniejszenie spożycia orzechów do minimum. Posłuchałam obu specjalistów i powiem wam, że... Nie. Nie powiem, że dobrze zrobiłam, bo tego nie wiem. Ale powiem wam, że różnica między sposobem prowadzenia się w obu ciążach i różnica między stopniem alergii u moich dzieci może być przykładem, że taka dieta działa. Otóż mając w brzuchu Jeremiego pracowałam w smogu magnetycznym, wysiadywałam w korkach, jadłam byle co, chińczyki, cateringi, knajpy i zachcianki-poczwary w postaci, na przykład, jakichś koszmarnych musów czekoladowych nabombanych chemią po wieczko. I co? No i koszmar. Z Niną było zupełnie inaczej - nie pracowałam, jadłam domowo, a na śmieciożarcie poszłam sobie raz (i wcale nie żałuję, bo to pozwoliło mi zrozumieć, czym jest tak zwany orgazm kulinarny), ograniczyłam mleko i orzechy (he he, młoda może orzechy, a mleka nie, więc mamy tu fakt przeczący tezie) i urodziłam dziewuchę, o której można powiedzieć, że w porównaniu z bratem to w ogóle nie ma alergii. Dwuletnia Nina miała jedną plamkę pod kolanem, a dwuletni Jeremi był takimi plamkami niemal cały pokryty. Jest jeszcze inna sprawa: Nina jest czarnooką szatynką, a Jeremi szarookim blondynem (nie nie, obydwa gówniarze są moje i z prawego łoża, jeno samczyk wdał się w teściową, a samiczka we mnie), więc może tu sprawdza się ludowe przekonanie, że bardziej atopowe są dzieciaki, na widok których serce hitlerjugend biłoby mocniej. Nie wiem, ale na pewno warto w ciąży, nie tylko drugiej po alergiku, starać się żyć na bakier z chemią. To jest moment, w którym należy oszczędzać na wyjściach na miasto, a najlepiej w ogóle przenieść się do jakiejś podmiejskiej posiadłości i porzucić pracę. Łazić po lasach, uważając na kleszcze, bo antybiotyk to jedna z najgorszych rzeczy, jaka się może przydarzyć matce alergika w stanie błogosławionym, łagodnie emocjonować się podczas przygody z ekokuchnią, uprawiać maliny oraz szeroko pojęty relaks, zarówno aktywny, jak i kanapowy. A jeśli chodzi o dietę, to uważam, że sprawa powinna wyglądać mniej więcej tak:

Zdecydowanie na "nie"
fast food, catering, większość restauracji
produkty spożywcze z super i hipermarketów, giełd, targów
produkty spożywcze wysokoprzetworzone
duża ilość kosmetyków - pachnących, kolorowych, tych popularnych i chemii gospodarczej
częste przebywanie w galeriach handlowych, hipermarketach etc.
praca, zwłaszcza, jeśli musimy się nawąchać spalin w drodze do niej, a potem siedzieć w klimie (którą, muszę to przyznać, błogosławię, gdy dojdzie do pylenia brzozy)
mieszkanie w centrum dużego miasta
Tak, wiem, dwa ostatnie punkty to mrzonki. Ale ja się człowiek zaweźmie, to kto wie...

Zdecydowanie na "tak"
domowe jedzenie - proste, świeże, bez kostek rosołowych i innego magi
produkty spożywcze eko - najlepiej takie naprawdę eko, na przykład z własnego ogródka czy chowu - warto rozejrzeć się i popytać wśród krewnych i znajomych królika
ograniczenie picia słodkiego mleka (uhatego to w ogóle nie tykajcie!), obżerania się orzechami i czekoladą
ograniczenie w stosowaniu kosmetyków - ja myłam się zwykłym ekomydłem, a smarowałam emolientami dla atopików
zamiana agresywnej chemii gospodarczej na wodę z octem
jak najczęstsze przebywanie na łonie natury

Tak na koniec przypomniałam sobie jeszcze, że tylko raz w życiu miałam prawdziwą grypę i było to w 8 miesiącu ciąży z Ninuchą. Myślałam, że wykituję... Zatem może przechorowanie czegoś konkretnego w ciąży trenuje też immunologię dzidziusia i potem rodzi się mniejszy alergik? Nie namawiam niniejszym do ostrzykiwania się Yersinia pestis, tylko tak rozmyślam... może ktoś coś wie na ten temat?

2 komentarze:

  1. Jestem mamą karmiącą 6 miesięcznej Zosi. Też mamy właśnie podejrzenie alergii pokarmowej i jestem na diecie eliminacyjnej. Jest momentami ciężko bo mleko jest wszędzie, ale kombinujemy :)

    pozdrawiam
    Kaśka
    ---------------
    zapraszam do mnie

    http://tradycyjnakuchnia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O ciekawe, bo mój synek też wygląda jak czysty aryjczyk i niestety alergia jest mega, choć wciąż testujemy na co (16 miesięcy ma), czasem już mam wrażenie że wszytko go uczula... A w ciąży chorowałam parę razy-przeziebienie, sama jestem alergikiem więc metody leczenia domowe też były ograniczone. Nie wiem czy to wpływa na odporność jakoś... Jedyne co słyszałam z metod o zapobieganiu alergii to spożywanie probiotyków, ale dowiedziałam się dopiero jak mały już był na świecie więc nie wiem czy to działa

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!