czwartek, 28 kwietnia 2016

szarlotka babci Halinki dla NieAlergika


Babci Heleny, zwanej Halinką już z nami nie ma, ale zostały przepisy na jej przysmaki. Zupę dziadowską na przykład, albo karpia faszerowanego. Albo pączki dziadka Kazika, znaczy się małżonka babci Halinki. Babcia Halinka gotowała bez szału, tak po babcinemu po prostu. Nawet wiem, dlaczego. Rodowita warszawianka, pochodziła z domu, w którym grało się na skrzypcach, a na Wigilię podawało sandacza, ale wojna i powojenna bieda zrobiły swoje. Bieda, bo rodowe klejnoty trzeba było podarować gestapowcom, jako że dziadek Kazik był niezłym ciachem o nieco semickich rysach, więc chapnęli go w łapance. Dziadek był niewinny jak baranek, a jego klejnot bez zarzutu, więc niemiecki okupant wypuścił, za opłatą rzecz jasna. Dobrze, że w ogóle wypuścił...
A Niewypuszczonym - hołd i modlitwa.
Musimy mieć (na dwie małe keksówki):

na ciasto:
300 g mąki pszennej
160 g krupczatki
150 g masła
130 g cukru
3 pełne łyżki śmietany
2 jajka
pełną łyżeczkę proszku do pieczenia
pełną łyżeczkę cukru z wanilią
szczyptę soli
na farsz:
2-3 szklanki prażonych jabłek*
cukier, wanilia i cynamon - do smaku**
ewentualnie cukier puder do posypania

Jajka zmiksować z cukrami, dodać śmietanę oraz pokrojone w kawałki masło i miksować jeszcze przez chwilę. Wsypać mąki wymieszane z proszkiem oraz solą i najpierw wymieszać masę łyżką, a następnie wyrobić lekkie, lekko kleiste, lecz zwarte ciasto. Uformować kulę i odstawić na 30 minut do lodówki. Jabłka doprawić do smaku cukrem i cynamonem. Schłodzone ciasto podzielić na dwie części w proporcjach 2/3 do 1/3. Większą częścią wylepić spód wysmarowanej masłem formy - na grubość 1,5-2 cm. Na warstwę ciasta wyłożyć jabłka - grubszą lub cieńszą warstwą, w zależności od tego, jak lubimy (my lubimy grubszą). Mniejszą część ciasta rozwałkować i przykryć nią jabłka. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (termoobieg) i piec ok. 35-40 minut.

*ja użyłam jabłek uprażonych na puree, ale babcia prażyła na patelni pokrojone, obrane jabłka, więc farsz był niejdnolity, z kawałeczkami owoców - i taki polecam
**babcia Halinka dodawała tylko cukier, ale to były czasy, gdy jabłka miały w sobie mnóstwo smaku i aromatu; teraz radzę doprawiać wanilią i cynamonem, a może nawet odrobiną skórki z cytryny

wtorek, 26 kwietnia 2016

[przed]szkolne śniadania część 12


Gusta Kajzerki się klarują. To oznacza, że jemy coraz bardziej... monotonnie. No trudno. Z Kajzerem było i wciąż jest na odwrót - wielka ciekawość nowych smaków, rodzajów kuchni, akceptowanie najdziwniejszych potraw. Siorka jest inna, zresztą nie tylko pod tym względem. Właściwie są jak ogień i woda... No i git. A tymczasem kolejny zestaw tygodniowy.
Pomysły na śniadanie znajdziecie jak zawsze w odpowiedniej zakładce.

Poniedziałek
obiad: kapuśniak
podwieczorek: naleśnik z kremem daktylowym

Wtorek
obiad: makaron z sosem truskawkowym (przepis wkrótce)
podwieczorek: ciastko ze słonecznikiem

Środa
obiad: kurczak prowansalski z frytkami z batata
podwieczorek: deserek ryżowy i suszone owoce

Czwartek
obiad: krem z kukurydzy z grissini
podwieczorek: jabłko i ciasteczka

Piątek
obiad: sandacz z ryżem i groszkiem
podwieczorek: sałatka owocowa

niedziela, 24 kwietnia 2016

5 urodziny bloga i konkurs


Pięć lat minęło. Jak z bicza trzasł, że się tak ze staropolska wyrażę. Przez te pięć lat dużo się zmieniło. Po pierwsze moje dzieci nie są już tak alergiczne, przynajmniej pokarmowo. Mogą już wiele, właściwie to z alergenów pokarmowych tak naprawdę nie możemy orzechów. Jeremi nie może też surowego groszku i kiwi. Pewnie jeszcze coś wyjdzie, bo z tego co pamiętam moja gehenna, polegająca na niemożności spożywania surowych jabłuszek, gruszeczek, wisieniek, śliweczek i czeresienek zaczęła się jak miałam 17 lat. Od obżarcia się czereśniami właśnie. Spotkała mnie uogólniona pokrzywka, a potem na te owoce zaczęłam reagować OASem. Tak samo na orzechy, zwłaszcza laskowe. Ponieważ gotuję coraz mniej bezalergenowo, to wiele razy myślałam o tym, żeby blogowanie zakończyć. Ale za każdym razem gdy o tym pomyślałam, cofałam się myślami jakieś 10 lat i stawał mi przed oczami nasz wczesnoalergiczny koszmar. Ten koszmar stopniowo był wypierany za sprawą pomocnej dłoni niejakiej Kruffy. Powtórnie powtórzę, że gdyby nie pomoc tej laski, to nie wiem, co by było. Dlatego mam niezmordowany imperatyw, by to dobro podać dalej. I dlatego blog wciąż działa.
Ale zapewne zauważyliście, że Smakołyki się zmieniają. Zawsze były odzwierciedleniem tego, co jemy, więc na początku były bardzo "ortodoksyjne", a teraz możecie tu znaleźć coraz więcej przepisów dla NieAlergików, propozycji bez mleka, ale z jajkami i wicewersal. Przepisy stają się coraz bardziej normalne i raczej idą w stronę racjonalnego żywienia, niż "jemy co możemy". No trudno. Tylko krowa nie zmienia poglądów. A my teraz musimy się skupić na opanowywaniu alergii wziewnej. Bo mimo moich starań mamy marsz. Nie jest straszny, bo ograniczony do jedynie kataru, ale jednak jest, więc jak brzoza da na ostro, to musimy się ciutkę podfaszerować farmakologią.
Korzystając z okrągłej rocznicy chciałam zrobić maleńkie zestawienie największych smakołyków, czyli przypomnieć wam 5 przepisów, które nas wyjątkowo zachwyciły. Oto one:
1. domowe płatki śniadaniowe - genialne, choć ja wiem, że nie wypada się tak chwalić... teraz już robię je z kakao
2. ciasteczka melasowe - powiem tylko omnomnomnomnom...
3. kokoski dreemers - powiem jak wyżej
4. ciasto bananowe - dziś dorzucam jajo, ale sama nie wiem po co
5. skoraqowe trufelki - mistrzowskie!
No dobra, dosyć tego gadania. Jak urodziny, to tradycyjnie konkurs, w którym do wygrania jest "100 smakołyków dla alergików" z dedykacją.

Zadanie konkursowe
Jak zawsze bardzo łatwe! Wystarczy podać (w komentarzu pod postem konkursowym), ile na Smakołykach jest opublikowanych postów. Osoba, która poda liczbę idealnie lub najbardziej zbliżoną do rzeczywistej - zgarnia książkę. Jeśli dwie osoby wygrają, nagrodę otrzyma ta, która podała odpowiedź jako pierwsza.
Na odpowiedzi czekam od dziś do 29.04.2016 do północy - oczywiście nie wliczamy postów, które ukażą się do tego momentu.

Wyniki zostaną opublikowane w poście na fan page'u bloga, najpóźniej 2 maja.
Życzę powodzenia i serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie!


Nagroda zostanie wysłana tylko na adres na terenie Polski.

piątek, 22 kwietnia 2016

makaroniki a'la rożki z Hortexu dla NieAlergika


Jestem coraz bliżej rozkminy dotyczącej tajemnicy spodów od hortexowskich rożków. Na te moja mama mi rzekła, że niemal identyczne. Ale nie. Jeszcze nie to. Bo krem rozkminiłam bardzo podobny, o ile nie taki sam (kiedyś się przepisem nań z wami podzielę), a polewa to polewa, tutaj nie mam wymagań, żeby była do tamtej podobna, bo akurat polewa mi w tychże rożkach z lat dziecinnych nie smakowała. No w każdym razie bardzo smakowite te makaroniki wyszły. Następna próba obejmie mały dodatek tartej czekolady i jeśli to bardziej zbliży mój wyrób do hortexowskiego, to natychmiast dam znać.
Będą nam potrzebne:

3 białka
cukier
po paczce mielonych migdałów i orzechów laskowych*
szczypta soli

Białka ubić z solą na sztywno, a następnie dodać do nich cukier: objętościowo 3/4 masy białkowej. Zmiksować na lśniącą masę, a następnie dodać migdały wymieszane w proporcji 1:1 z orzechami - dodawać stopniowo, delikatnie mieszając, do uzyskania konsystencji lekkiej pasty. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i poukładać na niej nabierane łyżką porcje ciasta. Suszyć w 100 stopniach przez 1,5-2 godziny, następnie zwiększyć temperaturę do 160 stopni do przyrumienienia makaroników. Odstawić na kilka godzin, by środek ciastek zmiękł.

*sypałam na oko, więc nie wiem dokładnie, ile weszło, sorry; jak będę robić wersję z czekoladą to pomierzę i dam znać

środa, 20 kwietnia 2016

dietetyczne pulpeciki bezglutenowe


Dziś przepis z archikukbuka, bardzo dietetyczny i bez foty, jak to przepis już nieużywany. Pulpety takowe dobrze nam wchodziły, bo wbrew pozorom nie miały twardości kamieni i smaku papieru. Można je polać sosem warzywnym albo koperkowym, ale bez przymusu. Na zimno też były wporzo. Do ich produkcji można użyć dowolnego dozwolonego w diecie mięsa, można też je ewentualnie urozmaicić dodatkami typu posiekana cebula, natka pietruszki, tarte pieczarki lub warzywa. Jednak ich podstawą są dwa składniki - mielone mięso i kleik.
Weźmy:

100 g dozwolonego mielonego mięsa
pełną łyżkę kleiku (ryżowego, kukurydzianego etc.)
odrobinę wody (1-2 łyżeczki)
po szczypcie kminku i majeranku (jeśli dozwolone)
sól i pieprz do smaku

Wszystkie składniki umieścić w misce i wyrobić. Formować nieduże pulpeciki - wielkości sporego orzecha włoskiego - wrzucać na osolony wrzątek i gotować pod przykryciem, na małym ogniu, aż będą miękkie (w zależności od rodzaju mięsa, ale na pewno nie krócej niż 20 minut). Odcedzić i podawać.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

matka karmiąca wraca do pracy


Na  świecie jest wiele niesprawiedliwości. Społecznej, dziejowej, związanej z prawem karnym, finansami czy brakiem lub nadmiarem urody etc. Nie wiem, pod którą niesprawiedliwość podciągnąć fakt wracania matki karmiącej do pracy. Fakt jednak taki zachodzi, bo nie każda karmiąca chce/może sobie do pracy przez 3 lata nie wracać. Jeszcze bym sobie pogawędziła, ale już nie mogę wytrzymać, po prostu muszę to jak najszybciej powiedzieć: Matko Karmiąca, błagam, błagam na kolanach, jeśli wracasz do pracy, a wciąż karmisz, nie korzystaj z usług cateringowych, knajpianych i tak dalej! Przygotowanie sobie czegoś do roboty w domu to nie jest rzecz niemożliwa, a dziecko będzie ci się zdrowiej chować. I ty też na tym skorzystasz.
Dobra, powiedziałam.
To teraz wrócę do kwestii lunchu dla matki karmiącej. Zacznijmy od podstaw.
Co powinna wziąć ze sobą? No wiadomo, że przede wszystkim laktator. A z jedzenia to zależy jak często musi rzeczona matka karmiąca się posilić. Drugie śniadanie, obiadolunch i jakaś przekąska na wszelki wypadek to absolutny must-have. Oczywiście posiłkom karmiącej nie wolno zalergizować karmionego, ale to tak oczywiste, że nie będę drążyć tematu.
Jeśli w fabryce mamy kuchenkę mikrofalową, to sprawa jest łatwiejsza. Nie jestem przyjacielem mikrofalówek i nigdy bym sobie w kuchni tego ustrojstwa nie postawiła, ale ponieważ lubię coś na ciepło wrzucić, to mój wybór wyglądałby tak: miasto albo własna zupka podgrzana w mikrofali. To już wolę to drugie. Poza tym któraś z cioć cioci Noemi jest biochemikiem i mówi, że do podgrzewania jedzenia kuchenka mikrofalowa ujdzie. Co prawda już od dawna nie karmię piersią, więc teraz mogę się mądrzyć. Jednak kiedyś dymałam na zakład jako karmiąca i to długo, zatem wiem, o czym mówię.
II śniadanie
Zależy od tego, co lubisz jeść na tzw. drugie śniadanie. Może kanapkę, może sałatkę owocową, może granolę z wegańskim mlekiem, a może pudding? Ja najbardziej lubię kanapki, ale czasem tak mnie znudzą, że muszę sobie jakieś sagoo albo gofra zamiast.
Lunch
Jeśli nie ma gdzie podgrzać, jesteś skazana na kolejną kanapkę. Przyjemną alternatywą jest sałatka, i to zarówno w formie swojskiej krojonej z sosem, jak i czegoś bardziej wykwintnego, np. surowych warzyw z dipem. A jeśli możesz podgrzać, to hulaj noga, piekła nie ma: zupy zwykłe, zupy kremy, tortille, makarony z warzywami czy sosami, a nawet pełne dania obiadowe (choć kartofle podgrzewane w mikrofali wychodzą obrzydliwe akurat). Wszystko, byle nie dania z miasta.
Przekąski
Oczywiście owocki najlepiej. Słodkie są, to się mleko zrobi w ilości odpowiedniej, a że mają błonnik, to fruktoza w nich zawarta nie szkodzi. Ale domowe ustrojstwa typu batony musli czy kule mocy też są wporzo. Albo bezmleczne koktajle. Albo co tam lubicie, byle nie uczulało dziecięcia.
Na koniec chciałam wrócić do sprawy laktatora. Warto przycisnąć pracodawcę na rzecz wydzielenia pomieszczenia, w którym można ściągać pokarm. Może jest specjalne w waszych biurach, a jeśli nie, to  można zasiedlić jakąś salkę konferencyjną. Kibla w każdym razie głęboko nie polecam.

sobota, 16 kwietnia 2016

chlebek turecki aka żulik dla NieAlergika


Pewnie nie uwierzycie, gdy powiem wam, że ten przepis czekał na realizację chyba z 10 lat. Dobrze, że swoje odczekał, bo teraz to już się tyle w życiu napiekłam, że nie dam się nabrać na jakieś ściemniane proporcje - ilość mleka w przepisach znalezionych w sieci jest absurdalna, chyba, że pieczemy w formie. No ale jak się zdecydowałam wreszcie, to okazało się, że kupienie klasycznej kawy zbożowej (nie rozpuszczalnej) graniczy z cudem. Ale zdobyłam, co prawda jakąś w torebkach, ale nie wybrzydzałam. Ja też tak długo się zapomniałam za żulika wziąć, bo niespecjalnie znajdował się on w obszarze moich kulinarnych gustów. Co innego mój tata, mój tata uwielbia. W każdym razie nie jadłam tureckiego chlebka bardzo, ale to bardzo długo i sama byłam ciekawa, czy może na stare lata mi posmakuje. No cóż, tata mówi, że wporzo. A ja? Dobry, naprawdę dobry, ale nic mi stare lata na jego polubienie nie pomogły... Myślę, że domowy turecki, aby się upodobnić do swego piekarnianego retro-wzoru, musi być upieczony na słodzie jęczmiennym i karmelu, może z odrobiną miodu. Jak dorwę słód, to wypróbuję i dam znać.
Przygotować trzeba:

500 g mąki (dałam typ  650)
240 ml mleka
150 g rodzynków
80 ml melasy (dałam karobową), a najlepiej słodu jęczmiennego
50 g masła
2 łyżki klasycznej kawy zbożowej
2-4 łyżki muscovado (w zależności od pożądanej słodkości)
paczkę suchych drożdży
płaską łyżeczkę soli
do posmarowania: jajko roztrzepane z łyżką mleka

Wymieszać suche składniki (bez rodzynków), a mokre podgrzewać w garnuszku, aż masło się rozpuści, a mleko z syropem połączą. Lekko ciepły płyn wlać do mieszanki suchych składników i wyrabiać mikserem przez kilka minut - ciasto powinno być zwarte (choć nie twarde) i elastyczne, jeśli będzie za twarde, trzeba dodać odrobinę mleka, a gdyby za miękkie - mąki. Na koniec wsypać rodzynki i jeszcze chwilę wyrabiać. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Gdy ciasto wyrośnie, podzielić je 4 części i uformować w 4 "chlebki". Chlebki ułożyć na natłuszczonej blasze i odstawić do wyrośnięcia. Wyrośnięte posmarować delikatnie jajkiem z mlekiem, wstawić do piekarnika nagrzanego do 150 stopni (termoobieg) i piec ok. 25 minut.

czwartek, 14 kwietnia 2016

wegańskie bezy z wody po cieciorce (ciecierzycy) - bez jajek


Wszyscy już chyba je robili, to w końcu zrobiłam i ja. No cóż, na pewno są lepsze i wdzięczniejsze w robocie od bez lnianych, ale do prawdziwych to im jednak daleko. Jednak jak kto prawdziwej bezy nie zaznał, to nie będzie zapewne narzekał. Można dodać odrobinę cukru wanilinowego, to jak mniemam poprawi smak. Ale wanilina, to nie wanilia, a prawdziwej wanilii bałam się dodać, żeby coś się nie zesrało ewentualnie. Ja to w ogóle raczej słabo bezowa jestem, no chyba, że w grę wchodzi eton mess, zwłaszcza z truskawkami, znaczy się klasyczny. A! Bez miksera stacjonarnego radzę nawet do bez wegańskich nie podchodzić, bo ubija się toto chyba z pół godziny.
Potrzebujemy:

wody po cieciorce i cukru pudru w stosunku 1:1
łyżeczkę octu jabłkowego

Mocno schłodzić wodę po ciecierzycy, wlać do miksy miksera i ubijać. Gdy zacznie się formować piana, dosypywać cukier - po łyżce, stopniowo. Pod koniec dodać ocet. Gdy piana będzie sztywna, układać bezy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić bezy do piekarnika nagrzanego do 120 stopni (termoobieg) i suszyć przez ok. 2 godziny. Zostawić w uchylonym piekarniku do ostygnięcia.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

krem warzywny najzdrowszy


Matkom alergików najbardziej zależy na tym, by ich dzieci mogły wreszcie zjeść... danonka. Ha ha, żartowałam! Tak, wiem, ciężki dowcip. Tak naprawdę to zależy im na tym, by ograniczona dieta nie spowodowała niedoborów. Zatem muszą tak przygotowywać potrawy, by były jak najmniej przetworzone (pamiętacie casus pyzy vs kartofle z wody?), jak najprostsze i jeszcze nie uczulały. Zatem jeśli mamy zrobić zupę-krem, to lepiej będzie zrobić ją z warzyw ugotowanych na parze, ewentualnie upieczonych. I właśnie z takich na parze polecam. Można podlać wodą, ugotować i zblenderować, ale ponoć w parowanych warzywach zostaje najwięcej tego, co dobre.
Zatem weźmy:

dozwolone w diecie warzywa lub warzywo*
bulion warzywny**
odrobinę dozwolonego tłuszczu, łyżeczkę na szklankę zupy
sól, pieprz i ewentualnie dozwolone przyprawy
groszek ptysiowy do posypania

Warzywa ugotować na parze - w jak największych kawałkach i tylko na tyle, by były jędrne. Przełożyć do blendera, dodać tłuszcz i stopniowo dolewając ciepły bulion, zmiksować na krem. Doprawić, posypać groszkiem ptysiowym i podawać. Krem z warzyw można zamrozić w porcjach lub spasteryzować.

*w najcięższych czasach taka zupa u nas składała się z cukinii, oleju i soli, ale potem dochodziły kolejne rodzaje warzyw (dynia, marchew, pasternak, fasolka, brokuł itp.), a następnie zioła - bazylia, lebiodka etc.
**bulion robię "na zaś" i mrożę porcje, a robię go gotując mocny wywar z warzyw i przypraw z odrobiną masła klarowanego

sobota, 9 kwietnia 2016

makaron z bakłażanem - pasta alla norma


Takiego ładnego bakłażanka nabyłam! A potem wsadziłam do lodówki i w amoku codzienności zupełnie o nim zapomniałam. Stracił wobec powyższego trochę na urodzie, ale na szczęście nie stracił nic na smaku. Posiadając do tego resztkę passaty także do asapowego zużycia, nie bardzo miałam inny wybór niż alla norma. A jak znalazłam podłużnego pomidora, który "dochodził" poza lodówką już chyba ze 3 tygodnie (i nadal nie zgnił - też bym chciała być tak dobrze zakonserwowana) no to miałam komplet i mogłam przystąpić do pichcenia. Czy wy też tak macie, że jakoś tak produkty gubią wam się między sklepem a patelnią? Czy tylko ze mną jest coś niehalo?
Makaron z bakłażanem jest potrawą prostą i pyszną, zwłaszcza, jak się go posypie świeżą bazylią, której akuracik nie posiadałam, jak danie przyrządzałam. Ale mając na uwadze pomidora, którego wieczna młodość raczej nie wypływa z faktu, że jest wampirem, polecam alla normę pichcić w sezonie. Bo w lutym to i bakłażan może nie być tym, czym się wydaje...
Należy posiadać:

sporą garść (ok. 150 g) suchego makaronu, najlepiej penne (dla bezglutków bezglutenowego)
niedużego bakłażana
ok. 3/4 szklanki passaty
3-4 łyżki oliwy
1-2 podłużne pomidory (niekoniecznie)
2 ząbki czosnku
szczyptę suszonego oregano
sporą szczyptę cukru trzcinowego
sól i pieprz do smaku
kilka liści świeżej bazylii (dałam szczyptę suszonej do sosu)
dla NieAlergików - nieco ricotty i parmezanu do posypania

Bakłażana umyć i pokroić w kostkę. Czosnek obrać i pokroić w plasterki. Rozgrzać oliwę, dodać czosnek i chwilę smażyć, nie rumieniąc. Dodać bakłażana i smażyć powoli, aż zmięknie, ale wciąż będzie trzymał formę. Świeżego pomidora sparzyć, obrać, pokroić w kostkę i dodać do bakłażana razem z passatą. Sos doprawić i dusić ok. 5 minut. W tym czasie ugotować makaron według przepisu na opakowaniu, a następnie wymieszać go z gotowym sosem. Danie posypać świeżą bazylią (NieAlergicy posypują także serem) oraz szczyptą świeżo zmielonego pieprzu i podawać.

czwartek, 7 kwietnia 2016

tort węgierski czekoladowo-wiśniowy dla NieAlergika


Wybaczcie fotę, ale była robiona byle cyknąć, nawet nie zadbałam o eleganckie krojenie (czytaj: nie zanurzyłam noża w gorącej wodzie, więc miejsce cięcia jest pociapane). Bardzo mi się spieszyło, albowiem tort zrobiłam mamie na urodziny, no i wiadomo - toasty, śmasty i tym podobne. Znam trochę inny tort węgierski, ale jakoś tak się utarło, że jak coś jest czekoladowe z wiśniami to jest węgierskie. Niech będzie. Tort jest wyśmienity! Mocno nasączony alkoholem, mocno czekoladowy i mocno wiśniowy. Bardziej dla dorosłych, rzecz oczywista. Wiem, dekoracja jest bekowa, ale my mamy w dupie dekoracje, ta była robiona przez Ninuchę dla babci - musiał być akcent różowy i już.
Musimy przygotować:

na biszkopt rzucany kakaowy:
5 jajek
3/4 szklanki cukru
2/3 szklanki mąki
1/3 szklanki kakao
na krem:
500 g mascarpone
350 ml śmietanki kremówki
200 g gorzkiej czekolady dobrej jakości
5 łyżek cukru pudru
do nasączenia - szklankę wiśniówki rozcieńczoną wodą 1:1
2 pełne garści wiśni z likieru*

Wiśnie osączyć (zachować alkohol). Biszkopt: rozdzielić żółtka od białek, te ostatnie ubić na sztywną pianę, pod koniec dodając po łyżce cukru, a następnie po żółtku. Wymieszać suche składniki i dodawać stopniowo do masy jajecznej, najlepiej przesiewając i mieszając. Ciasto wylać do tortownicy, której dno jest wyłożone papierem do pieczenia, a boki suche, nienatłuszczone. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (z termoobiegiem) i piec ok. 35 minut. Jeszcze gorące ciasto upuścić na blat z w wysokości ok. pół metra, wstawić z powrotem do piekarnika i studzić przy otwartych drzwiczkach. Wystudzony biszkopt pokroić na trzy części. Krem: mascarpone krótko zmiksować z cukrem pudrem. 200 ml śmietanki lekko podgrzać, dodać do niej połamaną czekoladę i rozpuścić. Gdy sos czekoladowy wystygnie, zmiksować go z mascarpone. 150 ml śmietanki ubić i delikatnie wmieszać szpatułką do kremu. Biszkopt pokroić na trzy blaty. Jeden z blatów nasączyć 1/3 szklanki mieszanki, posmarować kremem (+/- 1/3 ilości) i powtykać w krem połowę wiśni, położyć drugi blat, nasączyć, rozłożyć kolejną 1/3 kremu, powtykać wiśnie. Na to położyć trzeci blat**, nasączyć i tort udekorować resztą kremu i ozdobić według uznania. Odstawić na noc do lodówki.

*używam owoców pozostałych po robieniu wiśniówki - owoce z alkoholu zalewam gęstym syropem z cukru i wody, i trzymam w słoiczku, używając do ciast oraz deserów
**żeby tort był ładnie płaski, należy wierzch położyć jako spodni blat - ja zapomniałam i mam tort niepłaski

wtorek, 5 kwietnia 2016

granola bananowa


Bananki mają to do siebie, że lubią zostać zapomniane i osiągnąć tym samym stan, w którym nie są już boskie w smaku przy spożyciu na surowo. Jak się takiego bananka znajdzie, to należy go przerobić na pyszne ciasto czy gofry bananowe albo choćby bananową granolę, do której podobnie jak do granoli dyniowej dodaje się mniej cukru, bo część słodyczy pochodzi z dyni/banana. U nas granola ma wielkie powodzenie, ale jeśli dla waszych maleństw jest zbyt twarda, to albo zalewajcie im ją na kilka minut przed podaniem, by zmiękła, albo zaproponujcie domowe płatki śniadaniowe, które są (przynajmniej według mnie) rewelacyjne wprost. Trochę głupio mi tak mówić o przepisie własnego pomysłu, ale efekt zapieczenia ekspandowanych ziaren przerósł moje najśmielsze oczekiwania, w związku z czym jaram się tym faktem już ponad dwa lata.
A tymczasem na granolę bananową przygotować musimy:

paczkę płatków owsianych (400 g)
po 2 łyżki pestek słonecznika, sezamu i nasion lnu*
dojrzałego banana
50 ml syropu klonowego lub domowego karmelu
2 łyżki karobu
po garści rodzynków i rozdrobnionych suszonych bananów
łyżkę tłuszczu (oleju, masła klarowanego lub innego, np. kokosowego)
po łyżeczce cynamonu i cukru z wanilią

Płatki wymieszać w misce z pestkami, nasionami, karobem i cynamonem. Rozpuszczony tłuszcz zmiksować z syropem i bananem, a następnie wmieszać dokładnie w miks płatków z dodatkami. Piekarnik z termoobiegiem rozgrzać do 170 stopni. Mieszankę rozłożyć na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i wstawić do piekarnika na 10 minut. Przemieszać i wstawić na kolejne 10-15 minut - granola musi się zrumienić. Gdy będzie gotowa wyłączyć piekarnik, dodać rodzynki oraz banany, wymieszać i trzymać jeszcze 2-3 minuty w zamkniętym, wyłączonym piekarniku. Gdy wystygnie przełożyć do szczelnie zamykanego słoja.

*kto może, ten rzecz jasna dodaje też orzechy lub migdały

sobota, 2 kwietnia 2016

meksykańskie tortille z fasolą i warzywami


Błyskawiczny obiad dla alergika, fajny lunch dla matki karmiącej i świetny sposób na przemycenie warzyw w jednym. Danie nie musi być na sposób tex-mex, w taką tortillę możemy zawinąć dozwolone warzywa i doprawić ją dozwolonymi przyprawami. Pyszna i sycąca. A! I nie musi być zapiekana na grillu elektrycznym, tak jak nasza, można ciasno zawinąć i też będzie git.
Trzeba posiadać:

miks meksykański mrożony 500 g* lub 2 szklanki mieszanki ugotowanej, czerwonej fasoli, pokrojonej papryki, ziaren kukurydzy, cebuli, fasolki szparagowej i pomidorów bez skórki - w proporcjach, które lubimy, ja daję mniej więcej po równo
2-3 tortille owsiane duże lub kupne**
2-3 łyżki oleju
sól i pieprz do smaku
ząbek czosnku
po sporej szczypcie kminu rzymskiego, słodkiej papryki i oregano
dla NieAlergika: 2-3 łyżki startego żółtego sera

Warzywa podsmażyć na oleju z przeciśniętym czosnkiem, doprawić, podlać odrobiną wody jeśli to konieczne i udusić do miękkości. Jeśli będą zbyt mokre - odparować na patelni. Rozłożyć je równą warstwą na tortillach i zawinąć placki lub złożyć z dwóch stron, tak jak na zdjęciu (dla NieAlergika posypać startym serem przed rozłożeniem warzyw). Zapiec w grillu elektrycznym i podawać,

*ja używam zazwyczaj mrożonej mieszanki, bo jest szybciej, a nie znalazłam w niej nic, co by nas alergizowało
**można znaleźć takie o nie najgorszym składzie, ale jednak polecam domowe, choć sama najczęściej niestety używam kupnych