piątek, 29 stycznia 2016

najlepsze ciasto marchewkowe, czyli marchewkowiec Madzi K-S dla NieAlergika


Nigdy nie miałam serca do ciasta marchewkowego. Raz gdzieś kiedyś spróbowałam i jakoś mi
nie weszło. Sytuacja radykalnie zmieniła się całkiem niedawno, kiedy to koleżanka
Madzia K-S przyniosła z okazji swoich urodzin marchewkowca. Wyglądało bardzo ładnie, więc postanowiłam, że raz kozie śmierć, poza tym nie wypadało urodzinowego ciasta odmówić. Wzięłam dyplomatycznie mały kawałeczek, następnie eleganckiego małego gryzka i padłam. Takiej pychoty dawno nie jadłam. Idealnie wilgotne, aromatyczne, perfekcyjnie słodkie, po prostu - boskie ciasto marchewkowe. Przycisnęłam Krajewską o przepis i oto jest. Delicje, powiadam wam, delicje... Jeśli nie jesteście uczuleni na jajka, to śmiało, tylko pomińcie krem przy uczuleniu na mleko, bo jest z kremowym serkiem.
Przygotować należy produkty o temperaturze pokojowej:

na ciasto:
4 jajka (osobno białka i żółtka)
2 szklanki cukru
2 szklanki mąki
1/2 szklanki oleju*
po 2 łyżeczki cynamonu, proszku do pieczenia i sody
2-2,5 szklanki startej na drobnych oczkach (ale nie najdrobniejszych) marchwi
duże jabłko starte na tarce o większych oczkach (może być ze skórką lub bez)
szczyptę soli
na krem:
100 g miękkiego masła
150 g serka typu bieluch
1/2 szklanki cukru pudru
po 1/2 łyżeczki cukru z wanilią i skórki startej z cytryny bio**

Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli, dodać cukier i zmiksować, aż zrobi się w miarę gładka masa. Dodać 4 żółtka, zmiksować, dodać olej, zmiksować. Wymieszać mąkę z proszkiem, sodą i cynamonem i stopniowo dosypywać do masy jajecznej miksując na wolnych obrotach lub delikatnie mieszając łyżką. Gdy składniki się połączą, dodać marchew i jabłko, dokładnie wymieszać. Blachę ok. 25x30 natłuścić i wysypać bułką tartą lub wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać ciasto, wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni (termoobieg) i piec ok. 40 minut. W tym czasie utrzeć miękkie masło z cukrem pudrem, dodać serek oraz cukier waniliowy i skórkę z cytryny i dobrze wymieszać. Krem wyłożyć na jeszcze bardzo ciepłe ciasto.

*Magda daje szklankę, ale ja mam opory; dałam pół i nie widzę różnicy
**mam nadzieję, że autorka przepisu nie pogniewa się za te modyfikacje smakowe

wtorek, 26 stycznia 2016

3 miesiące z probiotykiem Latopic - efekty


Czytelnicy Smakołyków dobrze wiedzą, że matka Smakołyk ma frika probiotykowego. Dlatego propozycja testów Latopicu niezwykle mnie ucieszyła. Latopic znaliśmy, używaliśmy i lubiliśmy już wcześniej, ale teraz mieliśmy go ostro przetestować. Co zrobiliśmy z przyjemnością, rzecz jasna.
To nie jest pierwszy test probiotyków na moich dzieciach. Dawno dawno temu, jako bobas Jeremi był objęty programem takich testów, prowadzonych przez CZD. To była grubsza sprawa, dostawaliśmy pakiety fiolek z testowanym preparatem i musieliśmy się stawiać co jakiś czas na wizycie, podczas której lekarka rysowała na makiecie zmiany skórnych zmian. Wiem, o czym teraz myślicie. Nie, matka Smakołyk nie pozwoliłaby robić ze swojego dzieciaka królika doświadczalnego, gdyby nie to, że wcześniej miała okazję poczuć moc probiotyków podczas przeganiania candidy i klebsielli. Testy w CZD nieźle poprawiły młodemu skórę. Nawet się zastanawiam, czy już wtedy nie testowano na nas Latopicu...
No dobra, dosyć tych wspominek, przejdźmy do konkretów. Badania naukowe potwierdziły przydatność probiotyków w leczeniu alergii. Już niemal 20 lat temu pojawiła się pierwsza publikacja pokazująca korzystne efekty podawania probiotyków niemowlętom z AZS, a w 2013 roku Światowa Organizacja Alergii uznała stosowanie probiotyków za jedno z działań profilaktycznie antyalergicznych, zwłaszcza w pierwszych dwóch latach życia dziecka. Preparaty probiotyczne łagodzą objawy alergii, odpowiednio modyfikują skład mikroflory jelitowej i zmniejszają przepuszczalność ścian jelita. Zapewne w ten sposób poprawiają ogólne funkcjonowanie organizmu, a lepiej funkcjonujący organizm lepiej sobie radzi, także z alergią.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz - probiotyki stosowane w danym kraju powinny zawierać szczepy w tym kraju występujące. Latopic właśnie takie ma, zawiera bowiem polskie szczepy bakterii kwasu mlekowego, których skuteczność została potwierdzona badaniami klinicznymi z udziałem polskich dzieci. Zatem: sorry, Gregory!
A jak sprawdził się u nas?
Podawałam go dzieciom przez 3 miesiące, bo według badań klinicznych to okres wystarczający, by uzyskać efekty. Trochę trudno u nas o fajerwerki, bo zmiany skórne mamy nieduże. Ale mamy. I mamy też efekty. A mianowicie córki mej szorstka skóra na ramionkach i na udzie, tam, gdzie dostała szczepionkę i już od tego czasu także azetesa (ale żeby nie było: nie jestem antyszczepionkowa) stała się znacznie mniej szorstka. U syna mego, mimo zimowej aury nie zaobserwowałam makabrycznie wysuszonej skóry dłoni, a zdarza nam się to każdą chłodną porą. Dzieciaki mimo sezonu mniej chorują i mają lepszy apetyt. Czyli wygląda na to, że Latopic działa. Zresztą dopieszczamy się nim także zewnętrznie, za pomocą emolientów.
Matka Smakołyk nie byłaby sobą, gdyby nie znalazła jakiegoś minusa. Tym minusem jest konieczność przechowywania Latopicu w lodówce. Fajnie by też było, gdyby preparat był dostępny w postaci kropli, bo  to bardzo ułatwia podawanie go maluszkom. Ale moja ocena ogólna jest megapozytywna i mogę wam Latopic z czystym sumieniem polecić.

niedziela, 24 stycznia 2016

ferie alergika


To, że alergicy powinni wyjeżdżać jak najczęściej (ale nie na zawsze - ponoć mniej więcej po roku od przeprowadzki objawy wracają, niestety), nawet na krótko, jest oczywiste. Dlatego korzystajmy z weekendów, nawet nie tych długich, a już na maksa korzystajmy z wszelakich przerw - świątecznych, wakacyjnych i zimowych. Ferie też są superową okazją, żeby się gdzieś wybrać lub wysłać naszą alergiczną latorośl. I nie musi to być tradycyjny wyjazd do Zakopca, a nawet nie powinien, wziąwszy pod uwagę jakość zakopiańskiego powietrza. Zimą przeraża trochę węglowy wyziew z kominów, dlatego najlepiej byłoby pojechać w okolice, w których domostwa ogrzewa się jakąś bardziej ekologiczną metodą. Ale z drugiej strony - nie przesadzajmy. Zimą, jak wiadomo, jest zimno. To dla atopowej skóry może być wyzwaniem. Ale z drugiej strony, skórę możemy schować pod kremem oraz bawełnianą bielizną i ciepłym ubrankiem, i korzystać z dobroci zimna w postaci hartowania. Nic tak cudownie nie wzmacnia odporności jak ruch na świeżym, chłodnym powietrzu. Poza tym zimą pyli tylko leszczyna, więc o ile nie jesteśmy akurat na nią uczuleni, to możemy oddychać pełną piersią.
Pamiętajmy, by dobrze wybrać miejsce. Odradzam straszliwe zadupia, bo w razie czego (tfu tfu) nie dojedziemy do lekarza, ciężko będzie też z ewentualnym dokupieniem hipoalergicznego prowiantu etc. Niby klimat nam się ociepla, ale nigdy nie wiadomo, czy urokliwa chatka na Mazurach nie zniknie pojutrze pod dwoma metrami śniegu. Wynajmijmy coś z dostępem do kuchni, żebyśmy nie musieli być zdani na okoliczne jadłodajnie. Zadbajmy też o to, by do naszego gospodarza nie można było przywozić zwierząt i by najbliższa stadnina znajdowała się odpowiednio daleko. I ostrożnie z atrakcjami typu kulig - zwierzątka potrafią uczulić. Na ognisko natomiast przybądźmy z własną kiełbaską i pieczywem. I pamiętajmy, by posmarować się tłustym, ochronnym kremem. Tłustym nawet jeśli skóra naszego alergika woli lżejsze konsystencje.
Zimowy hart nie jest jedynie słuszną opcją. Jeśli mamy wystarczająco dużo hajsu i odwagi, możemy się wybrać tam, gdzie jest lato. Dla nas to akurat średnia opcja, bo Jeremi lubi zimno. Nina na odwrót, ale jeszcze jest za mała, by latać po Karaibach. Jednak jest to jakaś opcja i nie należy o niej zapominać. Chociaż miałabym pewne obawy co do zmian temperatury z 25 na -15...
Udanych ferii!

piątek, 22 stycznia 2016

sos kawowy z daktylami dla NieAlergika


Trudno mi przejść obojętnie wobec czegoś takiego, choć nie lubię serów pleśniowych. To znaczy lubię środeczek, ale nie pleśniową skórkę i podejrzewam, że owo nielubienie jest u mnie ściśle związane z uczuleniem na pleśnie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: takie sery mnie nie uczulają, ale jakoś tak... odrzucają. No ale przecież nie muszę piec brie, żeby się delektować słodko-słoną, czyli moją ulubioną kombinacją smaków. Mogę sobie tym sosem okrasić na przykład grillowany serek, dajmy na to halloumi, albo jakiś niepleśniowy ser przyrządzony na modłę raclette. A polane tym sosem lody waniliowe albo panna cotta? Poezja!
Należy mieć:

po 1/2 szklanki likieru kawowego i brązowego cukru
po 2 pełne łyżki pokrojonych suszonych daktyli i orzechów włoskich lub pekanów
drobną szczyptę chili*

Wymieszać likier z cukrem i podgrzewać, aż cukier się rozpuści. Gdy mieszanka się zagotuje, dodać daktyle oraz orzechy i gotować razem przez 1-2 minuty. Jeszcze ciepłym sosem polać ser lub deser.

*nie jest to konieczne, ale warto sypnąć, bo sos nabiera nowego wymiaru


środa, 20 stycznia 2016

korzenna karoblada na rozgrzewkę


Matka alergika to czasem nie wie, gdzie się schować. Na przykład gdy jej megaalergiczne dziecko po upojnej sannie i bitwie na śnieżki z kumplami idzie do domu jednego z tych kumpli, a tam ciocia pyta: "To co, chłopaki? Kakałko na rozgrzewkę?". Fejspalm. A te, co nie fejspalm, wyciągają termosik z karobladą, która nie tylko nie uczula, ale jest też znacznie zdrowsza i smaczniejsza od kakałka. Zwłaszcza takiego z torebki, na mleku uhatym, będę rzygać...
Tymczasem zaopatrzmy się w (na porcję):

200 ml mleka roślinnego
pełną łyżeczkę karobu
1-2 łyżeczki melasy karobowej (lub innej)
szczyptę imbiru (pomijamy robiąc karobladę dla małych dzieci)
szczyptę cynamonu
szczyptę wanilii
goździk
ziele angielskie
ziarno pieprzu
nieco gorącej wody
opcjonalnie: kilka białych pianek marshmallows

Wymieszać karob z przyprawami i melasą, dodać nieco wrzątku i dokładnie wymieszać. Dolać mleko roślinne i podgrzewać powoli do uzyskania preferowanej temperatury napoju. Przecedzić i podawać. Można przed podaniem położyć na wierzch kilka pianek i wstawić na minutę do gorącego piekarnika z opcją grill - wtedy należy odczekać, aż kubeczek wystygnie, zanim podamy go dziecku.

niedziela, 17 stycznia 2016

[przed]szkolne śniadania część 9


Nie jest łatwo każdego dnia zaplanować (a co dopiero zrobić mu zdjęcie!) i wykonać inny lanczownik. Na szczęście z pomocą przychodzi tygodniowe menu na stronie przedszkola. Robiąc Ninie wałówki wzoruję się na nim, w miarę możliwości, rzecz jasna. Gorąco polecam ten sposób, bo po pierwsze nie muszę się tak bardzo wysilać, a po drugie młoda je niemal to samo, co inne dzieci. W kwestii śniadań jak zawsze odsyłam do zakładki śniadanie/kolacja.

Poniedziałek
obiad: mała tortilla z cevapcici i surówką z kapusty*
podwieczorek: drożdżówka i jabłko

Wtorek
obiad: krupnik
podwieczorek: banan i talarki żytnie

Środa
obiad: gulasz z kopytkami
podwieczorek: kawałek keksu

Czwartek
obiad: makaron z sosem truskawkowym**
podwieczorek: suszone owoce

Piątek
obiad: krem z dyni z grzankami
podwieczorek: gruszka i ciasteczka melasowe

*robię ją z kapusty i marchwi, dodając odrobinę oliwy i do smaku sól oraz pieprz
**ulubione danie wszystkich dzieci nawet zimą - robię je miksując mrożone truskawki ze śmietanką roślinną i odrobiną syropu klonowego

piątek, 15 stycznia 2016

rolada kawowa dla NieAlergika


Jestem kawowym oszołomem, wobec czego wszystko co kawowe ma na mnie magnetyczny wpływ. Wyrosłam już ze słuchania bajek z rozdziawioną gębą, ale opowieść mojej mamy o cukierkach, które "chyba nazywały się kawusie" za każdym razem pobudza mi krążenie. Były to podobno drobne cukiereczki w kształcie ziaren kawy, które składały się z cieniutkiej i chrupiącej warstwy cukrowej skrywającej mocno alkoholowe nadzienie kawowe czy wręcz likier kawowy. Może to i dobrze, że znam te cuksy tylko z opowieści, bo gdyby były dostępne dziś, to chodziłabym non stop nawalona. A tak to zostaje mi niniejsza rolada. Bardzo kawowa, przepyszna i szybka.
Przygotujmy zatem:

na ciasto:
4 jajka
4 łyżki wrzątku
110 g cukru
80 g mąki
2 pełne łyżki kakao
łyżeczkę cukru wanilinowego*
łyżeczkę proszku do pieczenia
na krem:
250 g mascarpone
200 ml śmietanki 30%
3-4 łyżki cukru pudru**
2-3 łyżki kawy rozpuszczalnej**
kieliszek (ok. 40 ml) nalewki kawowej, likieru kawowego lub wódki
1/2 łyżeczki cukru wanilinowego*
do posypania - łyżkę tartej gorzkiej czekolady

Oddzielić białka od żółtek. Żółtka zalać wrzątkiem i i zmiksować na puszysty mus, następnie dodać cukier i zmiksować na puszysty krem. Białka ubić na sztywno pod koniec dodając cukier waniliowy. Delikatnie połączyć z żółtkami. Mąkę, sodę i kakao wymieszać. Przesiewać stopniowo do masy jajecznej delikatnie mieszając. Ciasto rozprowadzić w dużej płaskiej formie wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec ok. 20 minut. Wyjąć, zakryć ściereczką, odwrócić do góry nogami. Oderwać pergamin, ciasto zwinąć w ściereczce wzdłuż dłuższego boku i odstawić do wystygnięcia. Krem: mascarpone zmiksować na niskich obrotach z cukrem i kawą - wystarczy minuta. Odstawić na 15 minut i ponownie delikatnie zmiksować do rozpuszczenia się kawy. Dodać alkohol, zmiksować. Ubić śmietankę i delikatnie wymieszać ją z mascarpone. Rozwinąć ciasto, posmarować kremem (zostawić nieco do posmarowania wierzchu rolady) i zwinąć roladę. Posmarować z wierzchu, posypać tartą czekoladą, zawinąć w folię aluminiową i wstawić do lodówki na przynajmniej 5-6 godzin, by się "przegryzła", a krem dobrze stężał. Przechowywać w chłodnym miejscu.

*niestety, są w kuchni takie momenty, w których lepkiej skorzystać z cukru wanilinowego
**w zależności od tego, jak bardzo słodko i/lub kawowo lubimy

środa, 13 stycznia 2016

pakora warzywna


Szkoda, że jak młody był ostro uczulony, to na naszym rynku mąka z ciecierzycy była niedostępna, zawszeć dodatkowa opcja, co jest nie lada gratką, jak się je pięć produktów na krzyż. Ale dobrze, że jest dostępna teraz, bo pakora to danko ciekawe, lubiane przez dzieci (przypomina śmieciowe żarcie niomniom), bezglutenowe i stwarzające sporo możliwości, jako że w cieście pakorowym można moczyć cokolwiek. Ciasto jest niezwykle łatwe, bo robi się je na oko, no i można przemycić warzywa. Trudniejsza jest kwestia doprawienia. My możemy curry, więc sobie nie żałujemy, ale pamiętajcie, że przyprawy musicie dostosować do swoich możliwości. Sól i pieprz też wystarczy, więc się nie martwcie, też będzie pyszne.
Weźmy:

mąkę z ciecierzycy
wodę 
sól i pieprz do smaku
nieco curry - jeśli dozwolona
dozwolone warzywa pokrojone w nieduże kawałki (mp. podzielony na różyczki brokuł lub kalafior, cukinia, papryka, groszek cukrowy etc.)
olej do smażenia
opcjonalnie do maczania: keczup lub śmietanka roślinna doprawiona solą i świeżymi, dozwolonymi ziołami

Warzywa przelać wrzątkiem i osuszyć na papierowym ręczniku. Wymieszać mąkę z przyprawami i zacząć dolewać wodę, wciąć mieszając. Dolewać i mieszać do uzyskania ciasta o konsystencji gęstej śmietany - ciasto nie może spływać z kawałków warzyw. Rozgrzać olej w szerszym, głębszym rondlu. Kawałki warzyw maczać w cieście, wrzucać na olej i smażyć na złoty kolor. Odsączać na papierowym ręczniku i podawać.

Stop marnowaniu żywności

poniedziałek, 11 stycznia 2016

kurczak w musztardzie D. Lebovitza


Bardzo elegancki przepis, pochodzący z książki "Moja kuchnia w Paryżu". Zrobiłam w ramach testowania, czy aby wino jako przyprawa w końcu nam posmakuje. Niekoszernie przyrządziłam, bo jak najprościej, ale wyszło bardzo smakowicie. Użyłam mięsa bez kości i skóry bo bleee. Wygląda na to, że ciemne piwo i białe wino nam smakuje, ale czerwone wino chyba nie. Sprawdzę to za jakiś czas.
Trzeba mieć:

10 ud (nie pałek) kurczaka - bez kości i skóry
szklankę białego wina
100 ml ostrej musztardy
150 g wędzonego boczku
2 łyżki oliwy
cebulę
łyżeczkę soli
po 1/2 łyżeczki pieprzu, suszonego tymianku i wędzonej papryki
2-3 łyżki słodkiej śmietanki (alergicy pomijają, bez niej też jest dobre)

Boczek i cebulę pokroić w kostkę. Boczek przesmażyć, dodać cebulę i przesmażać na małym ogniu ok. 5 minut. Dodać tymianek, wymieszać. Kawałki kurczaka spiąć wykałaczkami. Boczek z cebulą wyjąć, zwiększyć ogień, do garnka dodać oliwę i podsmażyć na niej kawałki kurczaka. Wymieszać musztardę z solą, pieprzem i papryką, dodać do garnka i smażyć, obracając mięso, 2-3 minuty. Wlać wino, a gdy się porządnie spieni, wrzucić boczek z cebulą. Wymieszać, by tzw. fond (czyli wszystkie przysmażone drobinki) oderwał się od dna naczynia, przykryć i dusić na niezbyt dużym ogniu ok. 25 minut, kilka razy przekładając kawałki mięsa. Znakomicie smakuje z bagietką i sałatą.

sobota, 9 stycznia 2016

tacos z awokado


Sposób na tacosy wyciągnęłam z archikukbuka, dlategoż nie ma fotki. Używałam gotowych muszelek, bo miały nawet nie najgorszy skład, no i były bezglutenowe, co w czasie naszego bezglutenowego epizodu miało kluczowe znaczenie. Podstawą naszych tacosów było mielone mięso, najpierw jagnięce lub indycze, a potem, jak się okazało że nie uczula, to wołowe, jak się należy w prawdziwych tacosach. Pomidory też doszły potem. Do takich muszelek z mięsem można dodawać też grillowane lub ugotowane dozwolone warzywa. Ale nam najbardziej smakowały tak, jak w przepisie poniżej.
Trzeba mieć:

kilka muszelek tacos
garść mielonego mięsa
małą cebulkę
sól i pieprz do smaku
po sporej szczypcie bazylii i oregano
łyżkę oleju
pomidora
awokado
majonez wegański lub śmietanę ryżową
łyżkę posiekanej świeżej kolendry

Mięso i posiekaną cebulę podsmażyć, podlać wodą, doprawić i udusić do miękkości. W razie potrzeby odparować - mięso musi być dość zwartą masą. Pomidora i obrane awokado pokroić w kostkę. Muszelki podgrzać w piekarniku - żeby się nie zamknęły, należy je powiesić na klasycznej platformie do pieczenia, tej z metalowych prętów (standardowe wyposażenie każdej kuchenki). Do każdej muszli taco nałożyć łyżkę mięsa, dodać nieco śmietany lub majonezu, pomidorów, awokado oraz kolendry. Podawać póki ciepłe.

czwartek, 7 stycznia 2016

granola pralinowa dla NieAlergika


Podziw! Nie trzeba się narobić, a efekt mega. Póki co pralinówka detronizuje czekoladowo-pomarańczową. Szkoda, że alergicy nie mogą skosztować. No chyba, że mogą orzechy i czekoladę, ale ja takich znam niewielu...
Trzeba mieć:

2 paczki płatków owsianych (ok. 800 g)
1/2 szklanki grubo posiekanych orzechów laskowych
1/2 szklanki rodzynków
4 pełne łyżki nasion lnu
100 g migdałów (słupki lub płatki)
ok. 150 g ulubionych pralin (dałam ciemne trufle)
duży baton typu "orzechy w karmelu"*
100 ml karmelu lub syropu klonowego
łyżeczkę cukru z pieczoną wanilią

W misce wymieszać wszystkie składniki oprócz rodzynków, batona i pralin. Przełożyć do blaszki, wstawić na nagrzanego do 170 stopni piekarnika (termoobieg) i piec, od czasu do czasu mieszając, aż mieszanka się lekko zrumieni - ok. 20 minut. W tym czasie cukierki pokroić na nieduże kawałki, a batonika pokruszyć, uderzając w nierozpakowany wałkiem. Wyłączyć piekarnik, do granoli wmieszać praliny, rodzynki oraz pokruszone orzechy w karmelu i zostawić w nim mieszankę jeszcze na kilka minut. Po ostudzeniu przesypać do szklanego słoja.

*najlepiej samemu zrobić orzechy w karmelu, oczywiście; w tym celu można użyć przepisu na sezamki słonecznikowe, tylko podmienić ziarna na ulubione orzechy

wtorek, 5 stycznia 2016

jak ubierać alergika zimą


Wbrew pozorom nie jest łatwo ciepło ubrać alergika. No bo wiadomo, jak zima, to rajstopki, sweterki... A to wszystko może podrażniać atopową skórę uczuleniowca. Jak zatem ubierać malucha, żeby dyskomfort był jak najmniejszy?
Przede wszystkim - żadnych wełnianych sweterków. Wełna podrażnia nawet zdrową skórę, a co dopiero delikatne ciałko. I nie chodzi mi o to, że stary dobry szetland jest be, a jak sweterek jest akrylowy z domieszką wełny to już jest cacy. Niestety, sweterek może być tylko i wyłącznie w 100% bawełniany. Niech będzie miał gruby splot, niech będzie miękki i niech będzie bawełniany. Pod spód oczywiście bawełniana koszulka. Żadnych poliestrowych termobielizn. No to co do góry mamy jasność. A na dół? Ciężko jest dostać w 100% bawełniane rajstopki, ale postarajmy się, by nasze alergiczne córeczki miały rajstopki jak najbardziej bawełniane i jak najmniej obciskające. Najlepiej, żeby chodziły w kalesonach. Bo kalesonki z czystej, jasnej bawełny są dostępne w każdej odzieżowej sieciówce. No ale która mała dama, o ile skończyła już 2 lata, zgodzi się na kalesony? Dlatego chwalmy modę na legginsy! I wybierajmy takie, które są śliczne i mają jak najmniej domieszki sztucznego włókna, no i nie są zbyt obcisłe, rzecz jasna. Super wyborem są ocieplane spodnie, takie, które już mają wszytą podszewkę. Z tym, że ta podszewka nie może być mechata i nie może być polarkowa. Jak się dobrze poszuka, to się dżinsy z bawełnianym ociepleniem znajdzie. Tylko nie wiadomo, ile będą kosztować... Ale kosztami się nie możemy kierować.
Kurtka czy też kombinezonik. To chyba oczywiste, że nie mogą być puchowe. Na szczęście nie muszą też być bawełniane, jako że nie dotykają bezpośrednio skóry. A zatem tu jest łatwo, tylko pamiętajmy o tym puchowym wypełnieniu i unikajmy go.
Czapka, szalik, rękawiczki. No cóż, tu trudno o bawełnę, ale w miarę możliwości postarajmy się, by choć szalik był z naturalnej tkaniny. Bywają akrylowe czapki na bawełnianej podszewce, ale myślę, że nie ma co szaleć. Oby były ciepłe. Podobnie jak rękawiczki. Kiedyś udało mi się w jednym z droższych, angielskich sklepów z ciuchami dla dzieci kupić grube, ocieplane rękawice z bawełnianą wyściółką - kupiłam ich wtedy chyba ze cztery pary, każdą w większym rozmiarze, żeby było na zaś. Polecam ten sposób, bo nigdy nie wiadomo, czy jeszcze kiedyś rzucą gdzieś coś, co jest dla alergika ideałem.
Nie będę się rozpisywać o butach, bo buty jak kurtka - nakładamy na grube, bawełniane skarpety, więc nie szkodzą. Chociaż kiedyś mieliśmy przygodę ze swędzeniem mimo należytych skarpet. Od tego czasu starałam się wybierać modele ocieplane "gąbeczkowo" lub wyściełane miękkim sztucznym futerkiem, takim na maksa podobnym do prawdziwego. No właśnie. Jeśli chodzi o kożuszki i futerka, to one też nie bardzo nadają się dla małego alergika, bo mogą uczulić tak jak i piórka.
No i nie zapominajmy, że przed wyjściem na zimno należy także "ubrać" buzię i dłonie w ochronny krem. Ciepłej zimy!

sobota, 2 stycznia 2016

belgijskie gofry z kardamonem bez jajek i mleka


Alergicy zawsze zazdrościli NieAlergikom możliwości bezkarnego spożywania gofrów belgijskich. Niniejszym postanowiłam zazdrości tej nie dać się karmić i zrobiłam to, do czego się przymierzałam już od dawna, czyli wersję bez jaj i mleka. No cóż... Nie oszukujmy się, wypiek (a zatem i gofr) bez jajek i mleka nigdy nie będzie tym, czym jest wypiek z jajami i mlekiem. Ale pominąwszy ten fakt, hipoalergiczne gofry też są niczego sobie, zwłaszcza, że dla zadośćuczynienia umaiłam je z lekka kawowo-korzennie.
Przygotujmy:

300 g mąki pszennej
szklankę roślinnego mleka lub wody
100 g masła klarowanego lub kokosowego
paczkę suchych drożdży (7 g)
łyżkę cukru trzcinowego
4 łyżki grubego cukru typu kandyz
po łyżeczce cynamonu, kawy rozpuszczalnej i cukru z wanilią
sporą szczyptę kardamonu
po szczypcie anyżu, soli i gałki muszkatołowej

Wymieszać mąkę, cukier trzcinowy, przyprawy, kawę, drożdże i sól, a następnie dodać mleko lub wodę (wstępnie wlać 3/4 szklanki) i wyrabiać mikserem z hakami do ciasta, na najniższych obrotach, aż nabierze jednolitej konsystencji. Ciasto powinno być raczej lekkie, więc w miarę potrzeby należy dodać ewentualnie nieco więcej płynu. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na pół godziny. Gdy urośnie, dodać roztopiony tłuszcz i jeszcze chwilę wyrabiać mikserem, a następnie wmieszać gruby cukier i odstawić ciasto z powrotem w ciepłe miejsce na 15 minut. Smażyć w rozgrzanej gofrownicy, nakładając po pełnej łyżce masy, przez ok 3-4 minuty. Surowe ciasto podczas smażenia trzymać w ciepłym miejscu. Gotowe gofry studzić na kratce.