sobota, 31 grudnia 2016

wspaniałego Nowego Roku!


Kochani!

Niech Nowy Rok spełni wszystkie Wasze marzenia, zapewni zdrowie, szczęście, powodzenie, miłość 

i dostatek dóbr wszelakich. I niech przegoni alergię precz!


Szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 29 grudnia 2016

sylwestrowy bufet dla alergika


Czasem zdarza się tak, że idziemy na Sylwestra nie do końca na takich warunkach, na jakich byśmy chcieli. Tak konkretnie to chodzi mi tu o Sylwestra z dziećmi. Oczywiście taka domówka też jest jakoś tam fajna, ale musimy wtedy pomyśleć o menu dla naszego małego alergika. Taki bufecik sprawdzi się także w czasie, gdy spędzamy Sylwestra we własnym domu z dzieciakami albo musimy wykarmić matkę karmiącą.
Stoliczek dzieciowo-alergiczny warto atrakcyjnie zaaranżować. Jeśli nie ma możliwości osobnego stoliczka, wydzielmy przestrzeń na stoliczku ogólnym. Niech ta przestrzeń będzie kolorowa i fajowa, żeby się nawet nie chciało sięgać po inne przekąski. Postawmy tam ulubione przekąski naszego alergika, coś słodkiego, napoje. Danko na ciepło stać tam nie będzie, ale musimy je na wszelki wypadek mieć.
Co można postawić na kolorowym stoliczku?
przekąski:
babeczki z burakowym pesto
wrapy owsiane z warzywami (zawinięte i lekko zgrillowane na grillu elektrycznym)
szaszłyki z suszonych owoców
chipsy owocowe
kawałeczki pasztetu
pokrojone w słupki warzywa, np. ogórki kiszone, marchew

na słodko:
herbatniki pełnoziarniste
ciasteczka z pianką
cukierki sezamowe
domowe pianki marshmallows
cake pops
deser z mango

a na ciepło same hity:
pizza
hot dogi
stripsy z kurczaka z gotowaną kukurydzą

lub coś zdrowszego:
burger z buraków z sałatą w bułce orkiszowej na zakwasie
pieczone frytki z batatów
zupę-krem
pakorę

Mam nadzieję, że te propozycje będą wam smakowitą inspiracją.
Udanego Sylwestra!

wtorek, 27 grudnia 2016

zupa oczyszczająca


Tak prawdę mówiąc to trochę wstyd podawać taki przepis. Dlaczego? Bo tę zupę robi się na oko i z czego kto-tam-ma-i-lubi, a jedyne, co mogę dodać tak od siebie to rada, by zupę zrobić gęstą i pikantną oraz nie dodawać za dużo tłuszczu. Oczyszczająca zupa to całkiem zdrowy i smakowity sposób na poświąteczne sprzątanie kiszek. Zupa przyspieszająca przemianę materii. Podobno. Na efekt odchudzający też można liczyć, ale to by wymagało więcej zachodu. Na pewno. Ja się tą zupką najadam na jakąś godzinę, bo chili i błonnik robią swoje, ale jak dodamy troszkę soczewicy, to się nasycimy może nawet na... dwie godziny?
Wyłóżmy na blat (płaski, jak wasze brzuszki już wkrótce):

po garści:
poszatkowanej kapusty
pokrojonego w plasterki selera naciowego
poszatkowanego jarmużu
posiekanych pomidorów bez skórki
pokrojonej w kostkę cukinii
pokrojonej w paseczki papryki
posiekanego kopru włoskiego
ziaren kukurydzy
kawałek por - ok. 15 cm, pokrojony w talarki
małą marchewkę - startą na tarce o grubych oczkach
łyżkę masła klarowanego lub oliwy
przyprawy: liść laurowy, ziele angielskie, pieprz, spora szczypta chili
do smaku - sól (nie za dużo), ulubione zioła i korzenie*
do posypania - natka pietruszki lub kolendra

W garnku rozgrzać tłuszcz, wrzucić warzywa i chwilkę przesmażać. Zalać gorącą wodą (tylko tyle, żeby przykryła warzywa), dodać nieco soli, kilka ziaren pieprzu, liść laurowy oraz ziele angielskie, przykryć i gotować na wolnym ogniu ok. 15 minut, aż warzywa zmiękną. Pod koniec gotowania doprawić wybranymi ziołami i sporą szczyptą chili. Już na talerzach obficie posypać natką pietruszki.

*żeby zupa się nie znudziła raz można ją doprawić po włosku (oregano i bazylią na przykład), raz curry, raz 5 smaków i tak dalej

sobota, 24 grudnia 2016

radosnych i przepysznych Świąt!


Drodzy Czytelnicy! 

Życzymy Wam cudownych, magicznych Świąt Bożego Narodzenia, wymarzonych prezentów, ciepła i miłości.

Wesołych Świąt!

czwartek, 22 grudnia 2016

pyszny piernik błyskawiczny dla NieAlergika


Piernik last minute, a smakuje wybornie, choć robi się w kilka minut i nie wymaga kilogramów miodu i masła. Ten pierniczek jest żartownisiem. Po 40 minutach pieczenia wciąż jest w środku surowy i nagle, nie wiadomo dlaczego "dochodzi" i nawet śladu zakalca nie ma. Przepis z zeszytu mamy, trochę zapomniany... Warto go jednak mieć pod ręką, gdy nam czasu na piernik staropolski nie staje, albo chcemy szybko, albo niedrogo.
PS. Piernik i pierniczki dla alergików, a także wiele innych świątecznych przepisów, znajdziecie w mojej książce.
Musimy mieć:

300 g mąki
100 g cukru
50 g masła
3-4 czubate łyżki miodu
jajko
mleko
łyżkę kakao
pełną łyżeczkę cukru z wanilią
po płaskiej łyżeczce proszku do pieczenia i sody
1/2 opakowania przyprawy do piernika
łyżeczkę cynamonu
opcjonalnie - łyżeczkę mikhaki (to są chyba mielone goździki, przynajmniej tak mówiła sprzedawczyni w gruzińskich delikatesach)
szczyptę soli

Wymieszać i zagotować masło, cukier, miód, przyprawy, sól oraz 1/4 szklanki mleka. Gdy mieszanina przestygnie, dodać jajko i zmiksować, a następnie dodać mąkę, proszek oraz sodę i miksować dalej - gdyby ciasto okazało się zbyt twarde, dodać nieco mleka (ciasto powinno mieć niezbyt lejącą konsystencję). Przełożyć masę do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą keksówki i piec przez ok. 50 minut w piekarniku z termoobiegiem, nagrzanym do 160 stopni, do suchego patyczka.

wtorek, 20 grudnia 2016

śledź w oleju z cebulą


W domu mojej mamy uprawia się kuchnię prostą, czyli idealną dla alergików. Śledzik podawany na Wigilię wpisuje się tę tradycję i tak trwa. Przepis najprostszy z możliwych - trzy składniki plus pieprz do smaku. Może dlatego jest tak wspaniały?
Weźmy:

kilka płatów śledziowych - licząc po ok. jednym na osobę
średnie cebule - tyle, ile płatów śledzi
zimną wodę*
pieprz do smaku
olej rzepakowy - jak najlepszej jakości

Rybę wymyć pod zimną bieżącą wodą, a następnie zalać lodowatą wodą i odstawić na 3-4 godziny. Po tym czasie wodę wylać, a płaty wypłukać pod bieżącą, bardzo zimną wodą. Osuszyć na papierowym ręczniku i pokroić na kawałki. Cebule pokroić w kosteczkę, wymieszać z rybą, dopieprzyć do smaku. Przełożyć do słoika i zalać olejem, nie żałując tłuszczu. Odstawić na 24 godziny przed podaniem. Przechowywać w lodówce.

*przyrządzając te śledzie dla NieAlergików moczę płaty w lodowatym mleku, wtedy są jeszcze smaczniejsze

poniedziałek, 19 grudnia 2016

bezglutenowe pierożki z suszonymi owocami - bez cukru


Wariacja (oj, było ich parę!) na temat farszu do sławnych bezglutenowych pierogów Kruffy. Bardzo smaczne, lekko słodkie, choć nie słodzone. I bez glutenu. W najbezpieczniejszej wersji bez przypraw korzennych, w odważniejszej z cynamonem i wanilią, a wręcz w śmiałej - z przyprawą piernikową. Polewane wegańską śmietanką, posłodzoną dozwolonym syropem - u nas konkretnie melasą z buraków. Bez zdjęcia, bo z archikukbuka. Lepienie bezglutenowych pierogów nie jest może bułką z masłem, ale gdy takie pierogi są jedną z bardzo niewielu opcji, to nie ma co się nad sobą użalać, jeno kasać rękawy i do roboty!
Należy posiadać:

na ciasto:
mąkę kukurydzianą
ciepłą wodę
na farsz:
drobno pokrojone, dozwolone suszone owoce niesiarkowane - objętościowo +/- tyle co mąki (daktyle, śliwki, morele etc.)
opcjonalnie: wanilia i cynamon do smaku

Owoce zalać ciepłą wodą i odstawić, by nieco zmiękły. Następnie odlać wodę, a owoce zmielić lub bardzo drobo pokroić. Farsz powinien być zwarty, można go ewentualnie doprawić wanilią i cynamonem. Mąkę mieszać stopniowo z ciepłą wodą i wyrabiać elastyczne, niezbyt twarde ciasto, które należy rozwałkowywać, rozciągając jednocześnie - łagodnymi ruchami, by nie porwać masy, biorąc na raz niedużą porcję ciasta. Wykrajać szklanką kółka, nakładać farsz i zlepiać pierogi. Wrzucać na osolony wrzątek, przykryć. Gdy wypłyną, odczekać do zawrzenia wody, wyjąć i osączyć. Podawać polane melasą lub śmietanką roślinną posłodzoną dozwolonym syropem.

sobota, 17 grudnia 2016

najlepsza ryba po grecku


Jadłam różne ryby po grecku i żadna mnie szczególnie nie zachwyciła. Miałam nawet niemiły epizod związany z niestrawnością po takiej rybce, nie dziwcie się więc, że nie byłam w związku z powyższym gorącą fanką tego dania. Do czasu, gdy skosztowałam tejże rybki robionej przez narzeczoną brata. Widocznie takie akurat proporcje do mnie przemówiły, choć w zasadzie, jak to przy rybie po grecku, proporcje są raczej mniejszej wagi. Najważniejsze dla mnie to nie panierować ryby i nie żałować cebuli. Teraz klasyka polskiego stołu wigilijnego bardzo mi smakuje, choć oczywiście za często jej nie robię, tylko w tedy, gdy nas najdzie na nią duży smaczek.
PS. Wybaczcie fotę, ale przygotowywanie Wigilii to nie jest idealny moment na robienie zdjęć.
Należy przygotować:

ryba:
500 g filetów rybnych (mintaj, dorsz - u nas dorsz atlantycki)
sok z cytryny
sól, pieprz
warzywa:
3 marchewki
2 cebule
1 pietruszkę
1/2 niedużego selera
słoiczek przecieru pomidorowego
liść laurowy
2 ziela angielskie
kilka ziaren pieprzu
sól, pieprz mielony i cukier - do smaku

Cebule pokroić w ćwierćtalarki, a marchew, pietruszkę i selera zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Zeszklić cebulę na oliwie, dorzucić warzywa, chwilę przesmażać. Dodać przecier, wymieszać, a następnie podlać wodą, dodać przyprawy i udusić - warzywa nie powinny być zbyt miękkie - i doprawić do smaku w razie potrzeby. Rybę oczyścić, polać sokiem z cytryny, posoli, popieprzyć i odstawić na godzinę. Po tym czasie usmażyć na oleju. Przełożyć do szklanego naczynia, obłożyć ciepłymi warzywami i odstawić do wystudzenia, a następnie na noc do lodówki, by się smaki "przegryzły". Można podawać danie na ciepło lub na zimno.

środa, 14 grudnia 2016

piernik toruński Pierre'a Herme dla NieAlergika


Ja to zupełnie nie rozumiem pejoratywnego znaczenia "starego piernika". Najpyszniejszy jest bowiem długo dojrzewający piernik staropolski przecież. Leżakujący toruński też nie grzeszy brakiem aromatu. Przepis wzięłam stąd, ale oczywiście to i owo pozmieniałam, więc nie jest to do końca piernik Pierre'a, bo dałam 300 pszennej i 200 żytniej, a do środka sporą garść bakalii. Musi leżakować dwa tygodnie w ściereczce, w chłodnym miejscu. Jest bardzo smaczny, ale jak na nasz gust nieco zbyt suchy. Teraz przymierzam się do bogato i wilgotnie brzmiącego piernika z książki "Kuchnia żydowska".
Przygotujmy:

300 g mąki pszennej
250 g płynnego miodu
200 g mąki żytniej jasnej
150 g miękkiego masła
150 g brązowego cukru trzcinowego
5 jajek - oddzielnie żółtka i białka
paczkę przyprawy do piernika
po łyżeczce proszku do pieczenia i sody oczyszczonej 
pełną garść ulubionych bakalii (mix rodzynków, orzechów, migdałów, skórki pomarańczowej, fig, suszonych śliwek etc.)
szczyptę soli
Miód zagotować z przyprawą do piernika i odstawić, by przestygł. Masło zmiksować z cukrem na puszystą masę. Następnie miksować, dodając po jednym żółtku. Dodać miód, zmiksować. Obie mąki wymieszać z proszkiem i sodą, a białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Mąki i białka dodawać stopniowo do masy, delikatnie mieszając. Dodać bakalie, wymieszać. Ciasto przełożyć do natłuszczonej i wysypanej mąką, dużej keksówki. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (termoobieg) i piec przez ok. godzinę, do suchego patyczka. Gdy piernik lekko przestygnie, wyjąć go z formy i wystudzić na kratce. Zawinąć w bawełnianą ściereczkę i odstawić w chłodne miejsce, by dojrzał (u mnie dojrzewał 2 tygodnie).

niedziela, 11 grudnia 2016

gulasz szegedyński


Dawno, dawno temu, dzieckiem małym będąc, pojechałam z tatusiem na wakacje do Budapesztu, do węgierskiego wujka. Mieszkaliśmy u niego, bo to były czasy, gdy ludzie gościli się u siebie nawzajem, a nie mielili po hotelach. Niewiele pamiętam z tego wyjazdu, no bo byłam jednak mała. Pamiętam, że mieszkaliśmy w pięknym, stylowym mieszkaniu, w pięknym mieście, które przypominało trochę bajkę, że na każdym rogu mogłam kupić mój ulubiony przysmak, czyli gotowaną kukurydzę... I kuchnię cioci, która najpierw poparzyła mi ozór, a potem stała się przyczyną uzależnienia i dojmującej tęsknoty. Węgierskie wujostwo oczywiście nie było tak naprawdę z nami skoligacone, był to przyjaciel taty ze studiów czy jakoś tak. W ich domu panowała niezwykle spokojna atmosfera, byli to bardzo łagodni ludzie. Co może dziwić, zważywszy na fakt, że o ile dobrze pamiętam, coś tam się niedobrego zadziało. Co dokładnie nie pamiętam, muszę spytać tatusia.
W każdym razie gulasz szegedyński nie jest, wbrew pozorom czymś, co jest na Węgrzech znane. To potrawa raczej bardziej CK, sycąca i nawet niezła. To znaczy dla mnie po prostu i tylko ok, ale byli tacy, co się nią zajadali i prosili o dokładkę. Należy ją podać z kwaśną śmietaną, ale alergicy oczywiście zapominają o tym fakcie.
Przygotujmy zatem:

kilogram łopatki wieprzowej (lub karkówki)
700 g kapusty kiszonej
2 średnie cebule
2-3 ząbki czosnku
po 2 łyżeczki słodkiej i wędzonej papryki
ok. 2 łyżek mąki
łyżeczkę mielonego kminku
pełną łyżkę smalcu
bulion lub wodę
sól i pieprz do smaku

Kapustę lekko pokroić, odstawić. Mięso pokroić w dużą kostkę, oprószyć mąką i podsmażyć na rozgrzanym smalcu. Wyjąć z patelni i przełożyć do garnka. Na tłuszczu po mięsie podsmażyć posiekane cebule, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, kminek, oba rodzaje papryki, wymieszać i wrzucić mięso. Podlać bulionem lub wodą, przykryć i dusić przez ok. godzinę, a następnie dodać kapustę i dusić jeszcze pół godziny.

czwartek, 8 grudnia 2016

szkolne śniadania część 4


Dziś propozycje śniadanek oraz zawartości termosa, do którego zawsze najchętniej polecam sycące zupki, bo łatwo się je zjada i na talerz stołówkowy przez kucharki nakłada, że tak wierszem się wyrażę.

Poniedziałek
chleb na zakwasie z pasztetem i ogórkiem kiszonym, daktyle, do termosa: zupa wielowarzywna z wkładką mięsną

Wtorek
kanapka z masłem klarowanym i kabanosem, banan, do termosa: jaglanka na słodko z owocami

Środa
bułka z pasztetem wegańskim, gruszka, do termosa: makaron z domowym sosem pomidorowym

Czwartek
owsianka z rodzynkami i melasą, jabłko, do termosa: krem z warzyw

Piątek
drożdżówka z jabłkiem, chipsy owocowe, do termosa: chowder

poniedziałek, 5 grudnia 2016

pulled pork - wolnopieczona, szarpana wieprzowina


Bywacie czasem tak zmęczeni, że wydaje wam się, że właściwie to samochód sam was dowiózł do chałupy? Wtedy to już właściwie nawet nie czuje się zmęczenia, tylko ma się wrażenie, że człowiek nie jest z krwi i kości, ale z miliardów chłodnych kryształków. Stajecie na progu po szesnastu godzinach aktywności (tak, Matka Polka to lubi mieć co robić, co nie?) i okazuje się, że jeszcze obiad na jutro trzeba zrobić. I co wtedy? Wstawiacie do piekarnika garnek z wieprzem i idzieci spać. Wreszcie. Ha ha!
PS. Kto nie uznaje wspomagania się od czasu do czasu żywnością wysokoprzetworzoną (czyli konkretnie w tym przypadku sosem BBQ), niechaj natychmiast poniecha lub wygospodaruje sobie 3 godzinki na domowe warzenie sosu barbecue. Co jest możliwe, jak wam kiedyś udowodnię stosownym wpisem.
Należy posiadać:

kilogram łopatki
cebulę
2 ząbki czosnku
250 ml ciemnego piwa
250 ml bulionu lub wody
200 ml sosu BBQ
łyżeczkę przecieru pomidorowego
1/2 łyżeczki papryki wędzonej
sól i pieprz
2-3 łyżki oleju

Łopatkę umyć, posypać solą i pieprzem - z każdej strony. W garnku nadającym się do piekarnika (do 120 stopni) rozgrzać tłuszcz i podsmażyć mięso ze wszystkich stron. Przesunąć je, wrzucić posiekaną cebulę, zmniejszyć ogień i kilka minut smażyć, aż nabierze lekko złotego koloru. Dodać paprykę oraz czosnek, jeszcze chwilę przesmażać. Następnie przecier pomidorowy i jeszcze przez chwilkę smażyć. Zwiększyć ogień, wlać piwo, a następnie bulion/wodę i sos BBQ. Wymieszać, zagotować, przykryć i wstawić do piekarnika nagrzanego do 120 stopni. Piec powoli przez ok. 3 godziny lub dłużej - mięso powinno dać się "szarpać", czyli być bardzo miękkie. W trakcie pieczenia ze 2 razy odwrócić. Podawać z kopytkami, jako wypełnienie bułek etc. z ulubioną, surówką.

piątek, 2 grudnia 2016

wegańskie ciasto z chrupiącą kruszonką


Ostatnio coraz częściej coś mi się wydaje. Jestem na przykład święcie przekonana, że ukradli mi samochód, bo przecież tu zaparkowałam i go nie ma. Jest dwieście metrów dalej? A, no możliwe, że zostawiłam go przy tamtym słupku a nie tym... Albo na przykład otwieram lodówkę, żeby wyjąć obiad do odgrzania, a tu nie ma, zjedzony. Ale jak to zjedzony, skoro produkty, z których go wczoraj robiłam leżą sobie, wciąż surowe, na dolnej półce? Czy to jest już tak zwany uwiąd starczy? Czy jest może jakaś dieta na poprawienie pamięci i koncentracji?
Wydaje mi się też, że dawno nie piekłam jakiegoś grzesznego ciasta dla alergików... No ale jak znalazłam to, to wiadome się stało, że coś będzie pieczone. Największą atrakcją jest oczywiście kruszonka, ale ja nie polewałam jej sosem z oryginalnego przepisu, bo tyle cukru i tłuszczu to już za dużo szczęścia, jak dla nas przynajmniej. I okazało się, że bez sosu wporzo, ale gdyby ten sos był, to byłoby na pewno lepiej, w sensie dopełniających się, że tak powiem, faktur i konsystencji. Ale będziemy od czasu do czasu wypiek powtarzać, więc z pewnością któraś z powtórek o rzeczony sos się wzbogaci. Jeśli z sosem ciasto okaże się, tak jak podejrzewam, lepsze, to zrobię update niniejszego wpisu i poinformuję Szanownych Czytelników na fb, ok?
Trzeba mieć:

ciasto na biszkopt karobowy lub inne ulubione*
na posypkę:
po 3 łyżki mąki orkiszowej, brązowego cukru trzcinowego, granoli (bez owoców) oraz tłuszczu - margaryny lub oleju kokosowego, lub masła klarowanego dla niewegan)

Ciasto wyłożyć do keksówki, wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą. Składniki posypki wyrobić palcami i posypać ciasto. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec ok. 30-35 minut - przez pierwsze 10 minut z dolnym dogrzewaniem, a ostatnie 10 minut w 160 stopniach. Wyjąć i wystudzić.

*ciasto nie może być zbyt płynne, bo nie utrzyma kruszonki; ja zrobiłam ciasto z alergenami, czekoladowe, jeśli ktoś chętny, proszę dać znać, to podam przepis

poniedziałek, 28 listopada 2016

drożdżowa strucla z owocami dla NieAlergika


U mnie była z jagodami, ale kiedyś robiłam ją też z wiśniami i marcepanem, i była też pyszna, więc wygląda na to, że w kwestii wyboru nadzienia mamy sytuację typu "hulajnoga, piekła nie ma". Puszysta, aromatyczna, maślana - wyborna. Alergicy nie płaczą, bo mają swoją struclę, też dobrą, do której zamiast powideł mogą dać owoce.
Weźmy zatem:

na ciasto:
600 g mąki
240 g cukru
120 g roztopionego masła
ok. 2/3 szklanki ciepłego mleka
2 żółtka + jajko
60 g drożdży
miąższ z laski wanilii
szczyptę soli
na kruszonkę:
75 g mąki
po 50 g cukru i masła
oraz:
koszyczek jagód (typowy kartonowy) lub malin czy innych owoców
2-3 łyżki cukru
łyżkę mąki ziemniaczanej

Owoce umyć i odstawić, by dobrze wyschły. Składniki kruszonki wyrobić do uzyskania niedużych grudek i odstawić do lodówki. Cukier zmiksować na puch z jajkiem i żółtkami, dodać ziarenka z laski wanilii, zmiksować. Do połowy szklanki mleka dodać pokruszone drożdże, łyżeczkę mąki oraz cukru i odstawić zaczyn, by ruszył. Masło roztopić. Zaczyn wymieszać z mąką i masą jajeczną i wyrobić mikserem ciasto. Gdy będzie gładkie, dodać masło i wyrabiać dalej. Ciasto powinno mieć lekką, ale zwartą konsystencję, więc podczas wyrabiania należy dolewać mleka do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Ciasto odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Gdy podwoi objętość, przełożyć na wysypaną mąką matę i rozwałkować na grubość ok. 1 cm. Owoce wymieszać z cukrem i mąką, a następnie rozsypać na cieście, zostawiając wolne brzegi - ok. 5 cm. Zawinąć boki ciasta do siebie, jeden pod drugi, skleić placek palcami i przełożyć do natłuszczonej lub wyłożonej papierem do pieczenia formy (ok. 20x30 cm). Odstawić, by urósł. Gdy urośnie posypać go kruszonką, wstawić do piekarnika i piec ok. 30 minut w 160 stopniach (z termoobiegiem).

piątek, 25 listopada 2016

szkolne śniadania część 3


Następna porcja inspiracji na zawartość szkolnego pudełeczka. Pamiętajcie, żeby pudełeczko wybrać BPA-free (nam się udało zdobyć w pewnym aspirującym outlecie zajebiaszczo różowe cudo, tanio, warto więc pogrzebać), a kanapki pakować w najtańsze, papierowe torebki - wiecie, takie co sprzedają z naklejkami do zamykania. Może przesadzam, ale lepiej unikać aluminium i folii.

Poniedziałek
owsianka z musem malinowym*, ciasteczka karobowe

Wtorek
bułkarilettes z kaczki i grillowaną cukinią, jabłko

Środa
rolls cynamonowy, mus owocowy - zwyczajny ze sklepu w tubce

Czwartek
deser ryżowy z granolą dyniową, banan 

Piątek
burger z kotletem rybnym i sałatą, ciastko słonecznikowe

*w sezonie miksuję maliny na mus i mrożę małe porcje

wtorek, 22 listopada 2016

koszyczki z warzywami


Kolejny przepis z mrocznych i przepastnych stronic archikukbuka. Taki trochę fastfood, ale zdrowy i genialny jako przemytnik warzyw. Nie jest to przepis genialny i niezwykły, ale po pierwsze koszyczki są ładne, a po drugie mogą być na wynos, a po trzecie zawszeć to jakieś urozmaicenie, nie wspominając o tym, że warzywka w takim koszyczku od razu lepiej wchodzą. Jeśli podamy koszyczki na kolorowych talerzykach i powtykamy w masę kolorowe łyżeczki - sukces murowany. Wiem, co mówię, bo przetrenowałam.
Musimy mieć:

opakowanie ciasta francuskiego*
ok. 2 szklanki dozwolonych, startych warzyw
1-2 łyżki masła klarowanego lub oleju
sól i pieprz do smaku
opcjonalnie - dozwolone przyprawy ziołowe (bazylia, lubczyk etc.)

Ciasto rozłożyć i pociąć na równe kwadraty (wielkość kwadratów zależy od wielkości formy na muffiny). Każdy kwadrat włożyć do zagłębienia formy na muffiny, tworząc "naczynie" dla nadzienia - brzegi "naczynia" powinny wystawać nad brzeg zagłębienia formy. Jeśli nie mamy formy nieprzywierającej, musimy wyłożyć zagłębienia papierem do pieczenia. Wstawić blachę do rozgrzanego piekarnika i upiec "koszyki" według sposobu podanego na opakowaniu ciasta. Gdy wystygną, wyjąć. Przygotować farsz: starte warzywa udusić na maśle i odparować, by masa była nieco zwarta. Doprawić, wymieszać i nałożyć po porcji warzyw do każdego koszyczka.

*wybierając ciasto sprawdzajcie skład, bo niektóre ciasta mają za dobry, czyli są z dodatkiem masła

piątek, 18 listopada 2016

hummus - najlepszy przepis


Najlepszy przepis na hummus to taki, który... danej osobie najbardziej pasuje. Jeden lubi mocniej tahinowy, drugi mniej, trzeci lubi z kuminem, a czwarty z chili, więc tak naprawdę przygotowując hummus nie da się zrobić obiektywnie najlepszego. Hummus dla alergika nie powinien mieć dodatku cytryny, no chyba że akuracik cytryny nie uczulają. Ale jeśli tak, to trzeba znaleźć jakiś kwaskowaty zamiennik, bo jednak kwaśny akcencik powinien być. Dziś przepis na nasz ulubiony sposób na tę pastę. Prosty, podstawowy i oczywiście z podmienioną na coś innego cytrynką, ha ha.
Należy mieć:

2 szklanki ciecierzycy - ugotowanej lub z puszki/słoika*
3 łyżki tahiny
2 łyżki octu jabłkowego (lub kwaśnego soku, np. z białej porzeczki)
2 nieduże ząbki czosnku
wodę
sól do smaku

Ciecierzycę z odrobiną wody dobrze zmiksować blenderem, by była jak najbardziej gładka. Dodać ocet, tahinę, czosnek oraz sól i blenderować dalej, dodając stopniowo wodę do uzyskania pożądanej konsytencji. Podawać hummus polany oliwą i posypany ulubioną przyprawą, jako dodatek do pieczywa czy grillowanych warzyw lub jako pastę do wrapów etc.

*jeśli chcemy gładziutki hummusik, to trzeba odrzucić skórki; przy okazji dodam, że zdecydowanie polecam gotowaną we własnej kuchni cieciorkę

poniedziałek, 14 listopada 2016

kremowa zapiekanka z ryby i pora dla NieAlergika


Taka rybka chodziła za mną od pięciu lat. Naprawdę. Takowe danie podano kiedyś u znajomych, a ja nie mogłam, bo karmiłam, potem jakoś zapomniałam (trudno nie zapomnieć, jak się karmi dwa lata), potem zawsze coś i wreszcie... jest. Fit danko to to nie jest, niestety. I śmietana, i masło, i żółtka. Ale zdrowa rybka z jeszcze zdrowszym porem są mi tu rozgrzeszeniem. Pycha - kremowy sos, delikatne mięso i lekko chrupiący por z wierzchu. NieAlergicy, zaprawdę powiadam, raz spróbujecie i się zakochacie, bo w taki sposób przyrządzona ryba pod porem jest najlepsza. Myślałam o tym, żeby zrobić taką zapiekaną rybę, używając śmietany wegańskiej. Myślę, że to się może udać tylko z mlekiem kokosowym, no ale wiadomo, wtedy zbliżymy się do kuchni tajskiej, bardziej niż do swojskiej zapiekanki...
Należy posiadać:

500 g filetów rybnych (u nas dorsz atlantycki)
duży por
sól, pieprz
szczypta skórki startej z cytryny
masło klarowane (łyżka do pora, 2-3 łyżki do ryby)
masło do wysmarowania fory
200 ml śmietanki 30%
1-2 żółtka
sok z cytryny - do skropienia ryby

Rybę oczyścić i pokroić na porcje. Skropić sokiem z cytryny, posolić i popieprzyć. Naczynie do zapiekania wysmarować masłem. Na patelni rozgrzać łyżkę masła klarowanego i zeszklić na nim pokrojonego w plasterki pora. Pora zdjąć z patelni, rozgrzać 2 łyżki masła i usmażyć na nim kawałki ryby - po ok. 3 minuty z każdej strony. Przełożyć je do naczynia, na rybie rozłożyć pora. Śmietanę roztrzepać z żółtkami, doprawić 1/2 łyżeczką soli, pieprzem do smaku, dodać skórkę cytrynową i wymieszać. Mieszanką zalać rybę z porem, wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i zapiekać przez 25 minut.

piątek, 11 listopada 2016

wegański deser patriotyczny


Dzieci lubią mieć wolne od szkoły. Lubią też historyczne opowieści, a dziadkowie są w tym najlepsi. Jeśli przy okazji młodzież liźnie historii oraz pysznego deseru, to możemy liczyć na znaczne zwiększenie patriotyzmu w młodych sercach. Dlatego dziś deser patriotyczny, prosty, szybki, ładny i łatwy do adaptacji dla NieAlergika. Tak łatwy, że warto go zrobić razem z dzieciakami. Biało-czerwona galaretka. Sok, agar i mleko kokosowe. Myślę, że największą frajdę daje zdobienie deseru - można zrobić polskie flagi z wykałaczek i papieru albo obwiązać łyżeczki wstążkami w narodowych barwach. Tak że jest okazja do rękodzieła, z tym, że wyzwanie nieduże. Deser będzie dobrze wyglądał (i smakował) nawet bez dodatkowych atrakcji.
Potrzebujemy:

400 ml posłodzonego do smaku soku z wiśni lub malin + nieco agaru (lub opakowania galaretki truskawkowej dla niewegan) 
400 ml mleka kokosowego (lub 200 ml słodkiej śmietanki + 200 ml mleka dla niewegan)
agaru (lub żelatyny dla niewegan) w ilości odpowiedniej do zagęszczenia (patrz opakowanie)

Z soku i agaru przyrządzić galaretę (a galaretkę w proszku rozpuścić w 400 ml wrzątku). Wypełnić nią naczynka tak, by warstwa galaretki i potem warstwa biała były równe, ale nie sięgały samego brzegu naczynia. Odstawić do stężenia. Mleko kokosowe (lub śmietankę i mleko krowie) wymieszać. Dodać rozpuszczony w odrobinie wrzątku agar (lub żelatynę), dobrze wymieszać. Białą warstwę wylać na czerwoną i odstawić do stężenia. Przed podaniem w każdą porcję wetknąć flagę lub inaczej ozdobić (oczywiście nie jest to konieczne).

poniedziałek, 7 listopada 2016

testy alergiczne


Kiedy i jakie zrobić testy na alergię? Listopad to idealny moment na zrobienie testów alergicznych - każdy alergolog wam to powie. Nic już na pewno nie pyli, organizm się już zdołał po ostatnim pyleniu ogacić, jak jest śnieg, to nawet pleśnie nie szkodzą. Tylko te nieszczęsne roztocza pewnie dokuczają, jak to w zimie. Ale testom nie przeszkadzają.
Testów na alergię jest trochę, trudno się zdecydować, które wybrać. Zaczynając od magicznych kuleczek, a kończąc na drogim, lecz zaawansowanym ISAC'u. Nie będę opisywać poszczególnych, można sobie poguglać (choć najlepiej jednak byłoby wypytać swojego alergologa), bo chcę wam tylko przypomnieć, że warto je zrobić i to właśnie teraz, zimą. Wybór testu należy do was. Ja uważam, że najlepszym testem jest prowokacja, no ale nie będę was oszukiwać, takie rzeczy można robić jak się ma trochę alergię wygaszoną. Myśmy robili testy z krwi i skórne. Nasza alergolog bardzo sobie ceni ISAC*, a skoro ona ceni, to ja też, rzecz oczywista. Choć ponoć nie ma testu idealnego. Nie ufam dziwadłom, które właściwie każdemu pokazują taki sam wynik plus obowiązkowy przerost candidy, na który na tenże tychmiast ordynowane są buteleczki z niezwykle drogim płynem, który ma te candidę usunąć. Ufam klasycznym, naszemu znachorowi i chciałabym kiedyś zrobić ten ISAC, choć na razie nie mamy szczególnie takiej potrzeby, bo tak żem się na tej alergii wyślizgała, że bez testów zazwyczaj udaje mi się wytropić alergen. Jak już zdecydujecie się na testy, to zawsze w porozumieniu z lekarzem. Niech wam uczciwie powie o ich miarodajności vs wiek waszego maluszka i inne czynniki, niech zrobią wam też skórne na IgE-niezależną, choć to okrutnie upierdliwe. Pamietajcie też, że skórne potrafią być niebezpieczne - Jeremi musiał po nich zostać na noc na oddziale, bo mu białko jaja niezły bąbel zrobiło. Mieliśmy też przygodę burakową - trzeba było wcześniej zdejmować z plecków kapsel z burakiem i w ten deseń wyjaśniła się podejrzana niechęć mego syna do tego jakże zdrowego i smacznego warzywa korzeniowego.
No, ale testy skórne można robić dopiero, o ile dobrze pamiętam, po 3 roku życia. Można zrobić z krwi, ale te są miarodajne też u nie całkiem maluszków. W ogóle wszelakie testy trzeba traktować raczej jako pomoc, niż wyrocznię. I pamiętać o tym, żeby zrobić zarówno w kierunku alergii IgE-zależnej jak i IgE-niezależnej. Jak macie już wyniki, to weźcie je, dołóżcie zapiski z waszych obserwacji i na spokojnie omówcie to wszystko z lekarzem.
Najczulszym testem jest uważne oko mamy, ale czasem wszystko się tak na siebie nałoży, że nie da się znaleźć alergenu. I wtedy warto iść na testy. Ich rodzaj powinien wybrać lekarz, ale serce matki też jest ważne, więc ja uważam, że warto iść wszędzie i po cokolwiek, o ile to ma pomóc.
I jeszcze pamiętajcie o przygotowaniach do testów - przed skórnymi na przykład trzeba odstawić antyhistaminy. Jeśli macie swoje spostrzeżenia i porady, to podzielcie się nimi proszę w komentarzach.

*link nie jest sponsorowany, po prostu jeśli zajdzie taka potrzeba wybiorę się do tej kliniki, bo poznałam osobę robiącą te testy i wiem, że na jej wiedzy mogę polegać

piątek, 4 listopada 2016

przepisy z archikukbuka

Myślę, że w obliczu ilości zapytań o udostępnienie archikukbuka ten post ma głębszy sens. Będę tu zbierać przepisy z czasów, gdy wszystko uczulało. Tym potrawom nie robię zdjęć, bo już samych potraw nie robię. Wiadomix - przejadły się, źle się kojarzą, no i poza tym zniknęły pod nawałem nowych, dozwolonych smaków. Archikukbuk nie jest opasłym tomem. Prawdę powiedziawszy jest to kilkustronicowy dokumencik wordowski. Ale te naście lat temu, gdy w menu były trzy składniki, a w sklepach niewiele więcej specjalistycznych produktów, każda strona wydawała się być pełną ważkich treści...
Po trochu post ten będzie rozbudowywany, w miarę jak będę wrzucać przepisy z archikukbukowych czeluści.

poniedziałek, 31 października 2016

bezglutenowy deser halloweenowy


Błyskawiczna, megałatwa, niezupełnie niezdrowa i pozostająca w guście dzieci słodka przekąska na halloweenową imprezkę. Najfajniej wygląda podawana w małych, szklanych naczynkach, ale jeśli podamy ją zbiorczo w misie, też będzie dobrze. A może i lepiej?
Po więcej przepisów na strrrraszne dania zapraszam do zakładki Halloween.
Weźmy (na 4 porcje):

szklankę puree z pieczonej dyni
garść bezglutenowej posypki lub ciemnych ciasteczek (np. czarnych z mojej książki)
kilka żelków-robali
do smaku - syrop klonowy, wanilia i cynamon

Puree z dyni podgrzać, dodać do smaku przyprawy i syrop klonowy, wymieszać. Rozłożyć mus do małych naczynek i odstawić do schłodzenia. Wierzch posypać pokruszonymi ciasteczkami lub posypką i powtykać w każdą porcję żelki-robale.

sobota, 29 października 2016

menu na imprezę halloweenową dla alergika


Halloween jest różnie postrzegany. Jedni widzą w nim przyczynek do sąsiedzkiej integracji i oswajania dzieci z tym co straszne, a inni twierdzą, że to zapraszanie demonów do domu. Ja jestem zwolenniczką pierwszego z wymienionych podejść i po prostu lubię tę zabawę. Kojarzy mi się z wygłupami, przyjemnym światłem z dyniowego lampionu i sąsiedzkimi ogniskami z grzanym winem. Wygląda na to, że halloween przyjmuje się w PL, więc możecie się spodziewać, że wasz alergik zechce go zorganizować u siebie lub pójść w gości, bo zawsze to okazja do zabawy. Jeśli będzie to poza waszym domem, to ustalcie z gospodynią szczegóły, żeby nie było żadnej dietetycznej wpadki. Dla bezpieczeństwa polecam robić imprezkę u siebie, wtedy wszystko w menu będzie bezpieczne dla naszego alergika. A co podać podczas takiej imprezy? Najważniejsze są przebrania i lampion z dyni. Jeśli macie możliwość, to zróbcie ognisko. Bardzo ważne, jak na każdej imprezie, są zabawy i konkursy, ale mój blog jest miejscem kulinarnym, więc o takich rzeczach musicie pomyśleć sami. A pomyśleć warto, bo wierzcie mi, bieganie w prześcieradłach w końcu się znudzi.
A oto kilka propozycji bezpiecznych dla alergika halloweenowych przekąsek i deserów:

Popcorn (domowy, rzecz jasna) malowniczo skropiony czarną polewą karobową.

Straszne kanapki - czyli małe kanapeczki ubrane tak, by zdobienie tworzyło wzór mord potworów.

Zupa z dyni - klasyk, który warto "przyozdobić" czymś strasznym, np. pająkiem z lukrecjowych żelków.

Czarny makaron z krwistym sosem pomidorowym - wygląda epicko, zwłaszcza jak na wierzchu leży oko (można kupić żelki-oczy, ale obawiam się, że ich skład może się dla alergika nie nadawać).

Gruszki-duszki - fajnie wyglądają, a są całkiem zdrowe, bo to owoce przecież.

Lizaki-potworaki - czyli nadziane na patyczki białe pianki z namalowanymi polewą karobową strasznymi minkami.

Paluchy wiedźmy - kruche ciastka z dodatkiem karobu, z pestkami dyni zamiast migdałów udających paznokcie. Jest przy nich trochę roboty, ale efekt też jest.

Nawiedzone ciasto - absolutny hit, na jego widok dzieciaki szaleją!

Armia duchów - też robi wrażenie, no ale nie takie jak nawiedzone ciasto.

Galareta-mózg - świetny pomysł na bezpieczny deser, zwłaszcza, gdy galaretę zrobimy sami z soku owocowego z mlekim roślinnym i agaru. Tylko trzeba uruchomić amerykańskie znajomości, dzięki którym niedostępna w Polsce forma będzie nasza.

Dyniowe pajęczyny - trochę pracochłonne, ale wygodne do chapnięcia bez brudzenia rączek.

Do picia - najlepiej domowy sok wiśniowy, bardzo krwawy, koniecznie muszą w nim pływać żelki-robale.

Najważniejszy jest pomysł. Nawet zwykły mus z dyni będzie wydawał się fajowy, jeśli ponakładamy go do szklaneczek, na których namalujemy straszne, wapmirze buźki.

Po więcej propozycji zapraszam do zakładki Halloween.

środa, 26 października 2016

deser "pani jesień" dla NieAlergika


Miałam kiedyś przyjemność popichcić live. Dla NieAlergików co prawda, ale i tak było fajnie. Powstały wtedy, między innymi, dwa smakowite, nawet fit i błyskawiczne desery. Jeden z nich to pokazywany już u Smakołyków krem karmelowy. Drugi jest bohaterem dzisiejszego wpisu i posiadaczem jakże wdzięcznej marketingowo nazwy, którą, nie chwaląc się, sama obmyśliłam. Zawsze bardzo chciałam go wam pokazać, a może już pokazałam, tylko nie pamiętam? No to trudno, pójdzie drugi raz, jest tego wart.
Weźmy (na 4-5 porcji):

litr gęstego jogurtu (typu greckiego)
5-6 śliwek w czekoladzie
garść pokruszonych chipsów jabłkowych
miód - do smaku, 1-2 łyżeczki na porcję
cynamon - do smaku, niezbyt dużo, ok. szczyptę na porcję

Jogurt mocno schłodzić, a następnie zmiksować z cynamonem i miodem. Przełożyć do naczyń, w których deser będzie serwowany. Każdą porcję posypać łyżką drobno posiekanych cukierków oraz chipsów i podawać.

sobota, 22 października 2016

wegański sos bolognese


Jak ja uwielbiam takie wynalazki! Przepis znalazłam tutaj, arcymega mi się spodobał, więc zrobiłam. Gdybym była bardziej rozgarnięta, to moje niezdrowe zainteresowanie kuchnią wegetariańską rozkminiłabym już 20 lat temu, podczas jakiegoś spotkania typu buddyjskiego, na którym podano poczęstunek, który smakował mi jak nic dotąd. Potem co prawda miałam mały romans z wegetarianizmem, ale zaczęłam tak chorować, że musiałam sobie darować. Teraz, na stare lata, wraca moja miłość do kuchni wege, ale nauczona na własnym błędzie nie rezygnuję całkowicie z mięsa. Powiem wam, że roślinne dania mają znakomity wpływ na rozmiarówkę mojej stylówki. Powolutku zbliżam się do 36 (z 40) i dalej nawet nie będę próbować, bo wiem, że do studenckiego 34 ani nie chcę, ani nie mogę wrócić. Chociaż może to byłby dobry pomysł, bo mogłabym zadawać szyku swoimi ciuchami sprzed 20 lat, jako że moda powtarza się jakoś tak cirka ebałt w takim interwale. Wyciągnęłabym swoją bomberkę w stylu college, aksamitny żakiet w stylu Gucci oraz ukochane, metalizowane spodnie. Ja tam się na modzie nie znam, ale takie ubrania widziałam w jakimś modowym piśmie jako fall 2016 must have...
A tymczasem na sos wyciągnijmy:

ok. 80 g czerwonej soczewicy
marchewkę
niedużą cebulę
ząbek czosnku
6-7 podłużnych pomidorów
2 łyżki oliwy
po sporej szczypcie oregano, bazylii, tymianku
sól i pieprz do smaku
ok. pół łyżeczki cukru trzcinowego
opcjonalnie: szczypta chili

Soczewicę opłukać i ugotować według przepisu na opakowaniu, w razie potrzeby osączyć. Marchew zetrzeć, cebulę pokroić w kostkę, a czosnek przecisnąć przez praskę. Pomidory sparzyć, obrać i pokroić w kostkę. Rozgrzać oliwę i podsmażyć na niej cebulę, a następnie dodać marchew oraz czosnek i przesmażać jeszcze przez ok. 5 minut na małym ogniu, mieszając. Dodać pomidory, przyprawy i gotować powoli pod przykryciem ok. 20 minut, aż się zrobi sos. Dodać soczewicę i jeszcze chwilę razem pogotować. Podawać z makaronem warzywnym, np. z cukinii: zrobić makaron (urządzeniem typu spiralizer czy innym lub po prostu krojąc warzywo na cienkie paseczki), przełożyć na durszlak i na 2-3 zanurzyć w osolonym wrzątku (trzymać, aż warzywo troszkę zmięknie). Osączyć, wyłożyć na talerze i podawać polane sosem pomidorowo-soczewicowym.

wtorek, 18 października 2016

wegańskie knedle ze śliwkami


Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, jak mawia mój tata. To zapewne dlatego jak nie miałam wyboru, to te knedelki robiłam, a jak nie mamy potrzeby, to przepis utknął w archikukbuku na dobre. Nie jesteśmy knedlowi, to po pierwsze. Po drugie, jak wszem i wobec wiadomo, alergikowi na monotonnym menu się przejada to i owo. Ale podaję przepis, bo knedle były nawet bardziej niż wporzo. Maluchom proponuję zrobić je ze śliwkami obranymi ze skórki.
Przygotujmy:


3-4 ugotowane ziemniaki
mąka ziemniaczana
wydrylowane śliwki (lub wiśnie)
cukier
sól
masło klarowane

Zimne ziemniaki przecisnąć przez praskę, dodać mąkę ziemniaczaną w 1/5 ich ilości, uformować wałek, pokroić, uformować placuszki, w każdym zalepić śliwkę/wiśnię z odrobiną cukru. Ugotować w osolonej wodzie (ok. 3-5 minut), polać masłem. 

czwartek, 13 października 2016

zupa dyniowa z mlekiem kokosowym


Nie lubię zimna, jesieni, zimy. W te długie złe miesiące przy życiu trzyma mnie myśl o tym, że przyjdzie w końcu wiosna oraz... niektóre potrawy. Na przykład zupa dyniowa w różnych wariacjach. W sezonie przygotowuję sobie zapas purre dyniowego i dzięki temu nawet w lutym mogę się rozgrzewać ulubioną zupką. Zresztą moja zamrażara-gigant zawsze obfitowała w dynię, jako że była to jedna z niewielu rzeczy, na którą Kajzer jako maluszek nie był uczulony. Bo na pestki był, co nam wyszło dopiero na testach skórnych. Ech z tą alergią... Nie dojdziesz, nie rozkminisz, jaja sobie normalnie suka z nas robi. Miąższ dyni nie uczula, a pestki owszem. No cyrk!
Trzeba mieć:

2 szklanki puree z pieczonej dyni
1-2 szklanki bulionu warzywnego*
mleczko kokosowe - do smaku (ok. 150 ml)
pełną łyżkę masła klarowanego
małą cebulę
ząbek czosnku
przyprawy do smaku: imbir, curry, sól, pieprz, chili
"orzeszki dyniowe" do dekoracji
opcjonalnie talarki żytnie do podania

Rozgrzać masło klarowane i lekko zeszklić na nim pokrojoną w kostkę cebulę. Dodać posiekany czosnek, pół łyżeczki curry oraz sporą szczyptę imbiru, wymieszać na ogniu, a następnie dodać puree oraz szklankę bulionu, mleczko kokosowe i zmiksować na krem. Sprawdzić konsystencję i dolewać jeszcze tyle bulionu lub mleczka, by osiągnąć ulubioną postać kremu. Doprawić solą, pieprzem i chili. Podawać zupę posypaną prażonymi pestkami dyni (czyli "orzeszkami dyniowymi") lub z talarkami.

*ilość "rozcieńczacza" zależy od gęstości puree oraz naszych preferencji

poniedziałek, 10 października 2016

szkolne śniadania część 2


Kolejna lista, tym razem, za sprawą jednej z fejsbukowych fanek (dziękuję, Ewo E.!) wzbogacona pomysłami na to, co do termosa. Bo może panie kucharki zgodzą się wylać zawartość termosa na szkolny talerz, dzięki czemu dziecko zje z kumplami na stołówce. Przecież nawet nie muszą podgrzewać...

Poniedziałek
deserek ryżowy z granolą, gruszka, do termosa: cukiniowe spaghetti z soczewicowym sosem "bolognese"

Wtorek
kanapka z szynką i papryką, banan, do termosa: zupa pieczarkowa

Środa
wrap z domowym hummusem i warzywami, batonik słonecznikowy, do termosa: ryż z jabłkami i cynamonem

Czwartek
kanapka z resztką pieczeni i sałatą, winogrona, do termosa: krem z dyni

Piątek
bułka z karobellą śliwkową, suszone owoce, do termosa: leczo z ryżem

piątek, 7 października 2016

kurczak po polsku - faszerowany wątróbką dla NieAlergika


Kurczak faszerowany wątróbką to, obok barszczu ukraińskiego czy murzynka, smak mojego dzieciństwa. Robiła babcia, robiła mama... Ja też zatem zrobiłam. Oczywiście jest trochę inny, niż ten babciny czy maminy, ale też dobry. Farsz jest konkretny i bardzo aromatyczny, bo u nas nie lubi się "bułczanych" mas, więc jeśli wolicie lżejsze, podwójcie ilość bułki. To jest kurczak dla NieAlergika, ale myślę, że gdyby wątróbkę zmielić, a masło podmienić na klarowane, to można by sobie jajko i mleko na luziku darować, a farsz by się trzymał.
PS. Sorki za fotę, ale banda głodomorów nie dała mi ptaka nawet na półmisek przełożyć.
Potrzebne będą:

kurczak
sól, pieprz, przeciśnięty ząbek czosnku
pełna łyżka masła
farsz:
50 g masła
2 garści wątróbki (dałam cielęcą)
2 pełne łyżki tartej bułki
2 łyżki mleka
jajko
pełna garść posiekanej natki pietruszki
pół łyżeczki soli
pieprz - ok. 1/4 łyżeczki
spora szczypta gałki muszkatołowej

Kurczaka umyć, osuszyć, odciąć kuper i szyjkę, ale szyjkę tak, by nie powstała dziura. Posolić, popieprzyć i natrzeć czosnkiem, także wewnątrz; odstawić. Farsz: masło utrzeć ze szczyptą soli, dodać jajko, zmiksować. Dodać bułkę tartą i mleko, zmiksować. Wymieszać łyżką z drobno posiekaną lub poszarpaną wątróbką oraz przyprawami. Masą nafaszerować kurczaka. Tuszę spiąć wykałaczkami lub zszyć. Rozgrzać piekarnik do 200 stopni (najlepiej z górnym grillem) i zrumienić skórkę kurczaka. Następnie przełożyć go "pleckami" do góry, położyć na niego masło i piec w 160 stopniach (termoobieg) ok. 2 godziny. W czasie pieczenia co 10-15 minut polewać mięso tworzącym się sosem. Po godzinie przewrócić kurczaka.

wtorek, 4 października 2016

bezglutenowa posypka z kaszki


Leciutka, delikatna, kruchutka i pyszna. Posypka zrobiona przy okazji lodów bananowych okazała się tak fajna, że postanowiłam zadedykować jej osobny wpis, co by się gdzieś nie zapodziała. Jeśli upieczemy ją samą, rozsypaną na blasze, będzie posypką strictowego sensu, a jeśli surową posypiemy owoce i zapieczemy - otrzymamy crumble. Gotową posypką możemy dekorować lody, desery, przetarte owoce, koktajle i co tam nam przyjdzie do głowy. Z tej ilości składników wychodzi nieduży słoiczek, więc jeśli potrzebujemy więcej posypki - podwójmy tę ilość.
Wystarczy mieć:

50 g kaszki typu Alerlac czy Sinlac
30 g wegańskiej margaryny
po łyżeczce karobu i cukru pudru
szczyptę sody

Wszystkie suche składniki dokładnie wymieszać, a następnie wetrzeć w nie palcami margarynę, by uzyskać konsystencję lekkiej kruszonki. Odstawić na 30 minut do lodówki. Po tym czasie równomiernie rozsypać kruszonkę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, wstawić do piekarnika z termoobiegiem, nagrzanego do 170 stopni i piec przez ok. 10 minut. Wyjąć i wystudzić. Przełożyć do szczelnego naczynia. Gotową posypkę można przechowywać w lodówce 3-4 dni.

czwartek, 29 września 2016

mocno owocowy kisiel


Dziś z czeluści archikukbuka wyszperałam deser. Kisiel. Tak zwany przecierany, choć w dzisiejszych czasach to raczej blenderowany. Ja nie jestem fanką tego typu słodkości, wyjątkiem jest kisiel żurawinowy, ale jak się jest alergikiem i zarazem bezglutkiem, to się nie wybrzydza i spożywa. Kisiel można zrobić z dowolnych, dozwolonych owoców, także tych, które uczulant może jeść tylko po obróbce termicznej. No i jest bezglutenowy. Mój sposób na kisiel jest bardzo prosty, błyskawiczny i sprawdza się zarówno na świeżych, jak i mrożonych owocach. Syn mój jadł, w ramach urozmaicenia deserowego, ale też nie było szału, widocznie my niekisielowi. Jednakowoż, jak się taką paciaję udekoruje wegańską śmietanką z wanilią i posypie świeżym owocem to nawet całkiem elegancko zaczyna wyglądać, powiem wam...
Należy mieć:

szklankę dozwolonych owoców
preferowane słodzidło (muscovado, syrop klonowy lub inny wynalazek typu stewia)
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
wodę*

Owoce oczyścić i przełożyć do blendera. Zmiksować, dolewając tyle wody, by uzyskać konsystencję lekkiego, nieco lejącego się musu. Dosłodzić do smaku, przelać do garnuszka i postawić na ogniu. W tym czasie wymieszać mąkę ziemniaczaną z 1/4 szklanki wody. Gdy mus owocowy się zagotuje, dodawać do niego mieszankę z mąką, stopniowo, ciągle mieszając, do uzyskania preferowanej konsystencji. Krótko zagotować i przelać do naczyń, w których deser będzie serwowany.

*ilość wody będzie różna dla różnych owoców, bo jedne są bardziej, a inne mniej soczyste, jak wszem i wobec wiadomo

niedziela, 25 września 2016

najlepsze placki z cukinii dla NieAlergika


Najsampierw błagam o wybaczenie foty, nie mogłam lepiej, potraktujcie ją jako jedynie poglądową. Ale jak zrobicie placki, to z pewnością ich smak wam ten afront wynagrodzi. Placuchy są niezwykle aromatyczne, a pewien magiczny dodatek dodaje smaku głębi. Szkoda, że alergicy nie mogą się nimi raczyć. Te racuszki doskonale smakują także z dodatkiem ugotowanych ziaren kukurydzy, więc jeśli wam jakieś zalegają - dorzućcie. No i jeszcze muszę powiedzieć o konsystencji ciasta: ja robię bardzo gęste, bo nie chce mi się czekać, aż cukinia puści sok i potem go odciskać i tak dalej. Jednak jeśli robicie luźniejsze ciasto, to cukinię powinniście odcisnąć. Fit oraz pycha, zwłaszcza z domowym ketchupem.
Przygotujmy:

3 średnie, młode cukinie
3 łyżki naturalnego jogurtu
jajko
ok. 2/3 szklanki mąki
po 1/2 łyżeczki cukru i proszku do pieczenia
po sporej szczypcie granulowanego czosnku, słodkiej papryki, rozmarynu i tymianku
sól i pieprz do smaku
garść aromatycznego, dobrej jakości startego żółtego sera

Cukinie umyć i zetrzeć na tarce o grubszych oczkach. Zmiksować jajko z jogurtem, a następnie dosypywać mąkę, dalej miksując, aż do uzyskania gęstego ciasta. Przyprawić i dobrze wymieszać. Cukinię dodać do ciasta razem z serem i dokładnie wymieszać. Smażyć nieduże placki na rozgrzanym oleju, z obu stron, przekładając na drugą stronę, gdy placki zaczną się ścinać. Podawać z surówką i ulubionym sosem.

czwartek, 22 września 2016

szynka z jelenia marynowana na sucho


Ja to się chyba muszę na jakąś siłkę zapisać, bo choćbym nie wiem jak mocno wiązała te mięcho, to i tak mi z dziurką wychodzi... No nic, pomyślimy. Marynowanie na sucho było mi dotąd obce i trochę mnie przerażało, ale zjedliśmy i się nie zatruliśmy, więc chyba spoko. Łatwiejsze jest niż paćkanie się z zalewą, dużymi naczyniami zajmujacymi lodówkę i osączaniem, więc pewnie wyprze zalewę z mojej kuchni. Kiedyś być może odważę się na suchą marynatę bez peklosoli. Może... Jelonka piekłam długo w niskiej temperaturze, mięso wyszło kruche i aromatyczne. Dziczyzna jest jednak super.
Weźmy:

szynka z jelenia, pozbawiona kości (+/-3 kg)
40 g soli peklowej*
po łyżeczce pieprzu, jałowca i ziela angielskiego
5-6 średnich liści laurowych
2 goździki - opcjonalnie

Przyprawy utrzeć w moździerzu i wymieszać z peklosolą. Powstałą mieszanką dokładnie natrzeć mięso, z wierzchu i we wszystkich zakamarkach. Przełożyć do naczynia (kamionka lub szkło), przykryć i wstawić do lodówki na 10-14 dni**. Co 2-3 dni obrócić mięso. Po tym czasie mięso wyjąć i obwiązać sznurkiem lub włożyć w gotową siatkę do wędlin. Odstawić na ok. 2 godziny, by się nieco zbliżyło do temperatury pokojowej. Rozgrzać piekarnik z termoobiegiem do 200 stopni, wstawić szynkę na 10 minut, a gdy się podrumieni, przełożyć do rękawa piekarniczego, temperaturę zmniejszyć do 125 stopni i piec na blasze ok. 3 godziny. Wyłączyć piekarnik i zostawić w nim mięso do całkowitego wystudzenia. Upieczoną szynkę owinąć w pergamin i przechowywać w lodówce do tygodnia.

*niestety, boję się robić bez tej soli, choć to jednak chemia, ale pewnie można zrobić na zwykłej soli
**ponoć 10 wystarczy, ale ja trzymałam 2 tygodnie

poniedziałek, 19 września 2016

makaron z pieczonymi warzywami


Mój warzywny szał trwa. Dziś danie w stylu "szanuję - nie marnuję", czyli warzywa do zużycia upieczone i podane z wczorajszym makaronem. Jednak tymże makaronem się w ogóle nie sugerujcie. Takie warzywka równie, a nawet smaczniejsze są z mięsem, mogą też wypełnić galette czy być wciągnięte tak po prostu, albo z kuskusem, albo z czym tam komu przyjdzie ochota. I na zimno i na ciepło. Warzywa piecze się w ilościach i czasie na oko, doprawia czym lubi. To bardzo łatwy, wdzięczny, zdrowy i uniwersalny sposób na przygotowanie jarzyn. Nie musicie się ograniczać rodzajem podanych tu przeze mnie składników. Jeśli jest jakiś problem, to z czasem pieczenia - może się zdarzyć, że coś już się upiecze, a coś jeszcze nie, dlatego warto się postarać, by warzywka miały podobną grubość. Pycha!
Przygotować musimy:

paprykę
cukinię
cebulę
i/lub inne ulubione czy dozwolone warzywa
nieco oliwy
do smaku: sól, pieprz, rozmaryn (lub inne ulubione zioła)
ugotowany makaron*

Na blasze wyłożonej papierem do pieczenia poukładać pokrojone warzywa. Spryskać je oliwą. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni z funkcją grilla i gdy się opieką, odwrócić na drugą stronę. Gdy się przypieką z drugiej strony, wyjąć, z papryki zdjąć skórkę. Przełożyć do miski, dodać ewentualnie jeszcze odrobinę oliwy, doprawić i wymieszać z ugotowanym makaronem - najlepiej w proporcjach 1:1.

*może być bezglutenowy, ale może być też ulubiona kasza

czwartek, 15 września 2016

szkolne śniadania część 1


Latka lecą. Starszy już w gimnazjum, młodsza w zerówce. O alergiku w szkole już pisałam, teraz przyszła pora na dzielenie się z wami pomysłami na zawartość szkolnego lunchboxa. Znacznie mniej z tym roboty, muszę przyznać. Jeśli wasze dzieci zechcą jednak jadać z kolegami na szkolnej stołówce, zaopatrzcie się w dobrej jakości termos, przychylność kucharek i kilka przepisów na zupy. Bo zupy polecam - kucharki nie muszą ich odgrzewać, więc tylko naleją do talerza, kłopot nieduży, więc zapewne nie odmówią tak drobnej przysługi. A co u nas w luchowniku? No nic specjalnego, prawdę mówiąc, ale zawsze to jakiś pomysł i inspiracja, co nie?
PS. Niestety, seria wpisów "Śniadania do szkoły" nie będzie miała zdjęć poszczególnych zawartości lunch boxa - nie mam możliwości ich zrobienia. A poza tym... czy tu są potrzebne zdjęcia?

Poniedziałek
kanapka z szynką z dzika i papryką, banan

Wtorek
naleśnik posmarowany kremem daktylowym, jabłko

Środa
drożdżówka ze śliwką i szaszłyki owocowe

Czwartek
deserek ryżowy waniliowy z granolą i brzoskwiniami, herbatniki na oliwie

Piątek
bułka orkiszowa z pieczoną kaczką i ogórkiem, gruszka

Jeśli chcecie zobaczyć, co terNinator jadała w przedszkolu, zapraszam do poczytania o [przed]szkolnych śniadaniach.

sobota, 10 września 2016

odwracane ciasto z figami dla NieAlergika


Ciasta z tego przepisu używam zazwyczaj do robienia odwracanego placka z ananasem i wiśniami, ale do fig też sie nadało. Zrobiłam z połowy porcji, na małą tortownicę, bo nie chciałam ewentualnie zmarnować dwa razy tyle składników. Powiem tak: po zrobieniu odwracanego ciasta dla alergików okazało się, że to z jajami i mlekiem jakoś szczególnie bardziej boskie nie jest. Owszem, troszkę, ale bez szału, wiec jak komu zabraknie jaj czy mleka to niech zrobi z przepisu dla alergików, różnica nie będzie wielka.
Należy przygotować:

1,5 szklanki mąki
80 g masła
pół szklanki cukru
pół szklanki mleka
2 jajka
czubata łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka cukru z wanilią
oraz:
200 ml demerary
100 g masła
8-10 fig

Figi umyć, obciąć im ogonki. Owoce pokroić wzdłuż na 4 grube plastry. Blachę (ok. 25x30 cm) wysypać demerarą oraz pokrojonym masłem i wstawić na chwilę do gorącego piekarnika, by się masło rozpuściło, a następnie ułożyć figi. Miękkie masło utrzeć z cukrami, dodać jajka, mleko oraz mąkę wymieszaną z proszkiem i zmiksować na puszyste ciasto. Ciasto wylać na figi, wyrównać, wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni (termoobieg) i piec ok. 45 minut. Gdy lekko przestygnie położyć na blasze talerz, odwrócić ciasto i zdjąć blachę.

wtorek, 6 września 2016

pesto z pieczonej papryki


Czerwona, zielona, żółta, pomarańczowa biała... Jestem wielką miłośniczką papryki. Uwielbiam ją pod każdą postacią - faszerowaną, w sosach, w leczo, sałatkach, świeżą, w oliwie, no po prostu każdą. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zatem dopiero niedawno zaczęłam robić paprykowe pesto. Pyszne. Jeśli możecie paprykę - róbcie. Ponieważ tak bardzo lubię paprykę, moje pesto doprawiam tylko solą i pieprzem, ale można doprawić ziołami, np. bazylią. Czym kto lubi, jak to w kuchni i nie tylko, ha ha!
Należy mieć:

2-3 dorodne, dojrzałe czerwone papryki
40 g pestek słonecznika (lub migdałów, jeśli dozwolone w diecie)
łyżkę lub dwie oliwy
sól i pieprz do smaku
opcjonalnie: odrobina sosu z ostrych papryczek lub szczypta chili, ulubione zioła

Paprykę umyć, ułożyć w całości na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni z funkcją grilla. Gdy skórka papryki się nieco spali, przełożyć ją na drugą stronę. Gdy się opiecze z obu stron, wyjąć, włożyć do miski, miskę przykryć i odstawić na kilka minut, by skórka łatwiej zeszła. Pestki (lub migdały) lekko podprażyć na suchej patelni. Zmiksować je z obraną papryką, przyprawami i oliwą. Podawać jako dodatek do makaronu lub dodatek do kanapek czy sałatek.

piątek, 2 września 2016

alergik w szkole


Alergia niezbyt często trwa niezmieniona do czasu szkolnego. Czasem w ogóle zanika, co oznacza, że nie była alergią. Jeśli jednak nie zanika, a tu już czas na zerówkę, musimy sobie jakoś radzić. Alergik w szkole (a raczej jego matka) ma nieco lżej niż alergik w przedszkolu. Dzieciak jest już rozumny (zazwyczaj) i wie, co to konsekwencje (powiedzmy), więc nie będzie raczej wielkich problemów (oby). Czego zatem można się obawiać? Jak Jeremi szedł do szkoły, to bałam się tylko tego, że dzieci będą się z niego śmiać w związku ze zmianami na skórze. Nie bałam się o nic innego, bo wiedziałam, że chłopak nie jest głupi i można na nim polegać. Okazało się, że moje obawy związane z odrzuceniem były zupełnie bezpodstawne. Jeśli zaś chodzi o wyżywienie, to jest nawet łatwiej, bo w szkole nie wysiaduje się przecież cały dzień. Wystarczy miło zaopatrzyć lanczownik i będzie git. Jeśli jednak chcemy, by nasze dziecko korzystało z dobrodziejstw szkolnej stołówki, to musimy pogadać z paniami kucharkami. Ja zostawiałam im termos z zupą. Jak Jeremi podchodził do okienka, to mu jego zupę wlewały na talerz i podawały. Wilk syty i owca cała - jadł w stołówce z kolegami, ale swoje jedzenie. Z tym, że nasza zadupiata szkoła była kameralna (była, bo młody już w wymarzonym gimnazjum), więc kucharki żadnych problemów nam nie robiły, choć miały dodatkową robotę. I doskonale znały uczniów, zazwyczaj swoich sąsiadów, więc nie mogło dojść do żadnej pomyłki. Na szczęście w 2 klasie epizod stołówkowy się znudził i Jeremi nosił swoje kanapki. Teraz Nina poszła do zerówki i też do kameralnej szkoły, więc będę kontynuować obyczaj termosowy lub czymś sympatycznym wypełniać lunchbox - zależy od tego, co panienka zażyczą.
Z innymi "zagrożeniami" musimy się pogodzić - mówię o chemii, na przykład. Na szczęście w szkołach nie ma wykładzin i dywaników, więc odpada nam roztoczowe zmartwienie. Jest jeszcze możliwość wzajemnych poczęstunków, ale nie martwmy się tym, po prostu w tym wieku dziecko już wie, czego nie może. Gdy są urodziny i kolega przynosi cukierki, nasza pociecha będzie wiedziała, który może wybrać. A jak wszystkie cuksy będą z gatunku niedozwolonych, to niech weźmie cukiereczka, podziękuje i schowa go dla mamy.
Generalnie w szkole alergikowi jest łatwiej, niż w przedszkolu. W wieku szkolnym alergeny typowe dla maluszków - mleko, jajka etc. - często ustępują takim, których łatwiej unikać. Dlatego zdarza się, że alergiczny uczeń może korzystać ze szkolnej stołówki. Jednak jeśli zdecydujemy się na obiady szkolnostołówkowe, powinniśmy dokładnie wnikać w menu i składniki potraw. Jako przykład weźmy surówki - popularna surówka z marchwi może mieć (i zazwyczaj ma) dodatek jabłka. Marchew nie uczula, ale jabłko owszem, no i mamy problem.
Oczywiście o ograniczeniach i zakazach musimy poinformować wychowawcę. To najważniejsze. I powiedzieć mu, co ma robić w razie kłopotów. No i przeszkolić własne dziecko, o ile do tej pory nie było nauczone, co mu wolno, a czego nie. Będzie dobrze, nie ma się czym martwić!