czwartek, 31 grudnia 2015

wybornego Nowego Roku!


Życzymy Wam, aby Nowy Rok przyniósł to, o czym marzycie, żeby to był rok zdrowy i obfitujący we wszelkie dobra. I żeby to był rok, w którym pokonacie alergię!


Szczęśliwego Nowego Roku!

wtorek, 29 grudnia 2015

ciasto czekoladowe Nigelli - nutella cake dla NieAlergika


Swego czasu modny i popularny przepis Nigelli Lawson, teraz już chyba trochę z myszką, ale powiem wam, że lepiej późno niż wcale, jak to mówią. Trochę za mało słodkie jak na mój gust, ale wzbudziło sensację u innych, tych lubiących mało słodkie właśnie. Ze specyficznego smaczku Nutelli nic nie zostaje, ciasto jest po prostu mocno czekoladowe - myślę, że to dlatego, że nie dodałam Frangelico. Polewka była-lśniła, ale przetrzymałam ciasto w ganku i lśnienie się skończyło, no trudno. Konsystencją przypomina mojego ukochanego czekogniotka, niby gniotek, ale lekki jakiś taki, miękki. Dobre, ale jednak wolę gniotka. Szkoda, że alergicy nie mogą, choć z drugiej strony ta nutella... To może i dobrze, że nie mogą.
Przygotować trzeba:

na ciasto:
6 dużych jajek
400 g Nutelli
125 g masła
100 g gorzkiej czekolady
100 g mielonych orzechów laskowych
łyżkę mocnego alkoholu (dałam wódkę)
szczyptę soli
na polewę:
100 g gorzkiej czekolady
100 ml śmietanki 30%
łyżkę alkoholu
do posypania:
100 g orzechów laskowych (pominęłam, bo jak orzechów laskowych zjem za dużo, to mam uczulenie)

Składniki na ciasto wyjąć z lodówki na kilka godzin przed przygotowywaniem ciasta, by osiągnęły tzw. temperaturę pokojową. Białka oddzielić od żółtek. Zmiksować masło z nutellą na gładki krem, dodać alkohol, orzechy oraz żółtka, zmiksować, a następnie dodać rozpuszczoną czekoladę i jeszcze raz zmiksować, by się składniki połączyły. Białka ubić solą na sztywną masę i ostrożnie, delikatnie mieszając dodać do masy nutellowej. Ciasto przelać do wyłożonej papierem do pieczenia (tylko spód) lub natłuszczonej i wysypanej bułką tartą tortownicy (ok. 24 cm). Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec ok. 40 minut. W tym czasie uprażyć na suchej patelni orzechy i odstawić, by ostygły. Przygotować polewę: mocno podgrzać śmietankę, dodać do niej alkohol oraz połamaną czekoladę i mieszać, aż się czekolada rozpuści. Wystudzone ciasto polać polewą i posypać orzechami.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

[przed]szkolne śniadania część 8


Jak ten czas leci! To już ósmy, comiesięczny wpis o przedszkolnych wałówkach, zaczęłam je publikować w marcu, kiedy to TerNinator poszła do przedszkola. Pewnie się trochę dziwicie, że menu jest tygodniowe, a pokazuję je raz w miesiącu, co? Nie ma się czemu dziwić, to dlatego, że jemy w sumie bez fajerwerków, dania się powtarzają, a poza tym cykl ten ma być raczej inspiracją niż drogowskazem. Jak zawsze zachęcam do dzielenia się swoimi pomysłami na zawartość lunchownika dla alergika. I jak zawsze nie pokazuję śniadań, tylko odsyłam do zakładki śniadanie/kolacja.

Poniedziałek
obiad: krem z pasternaku z bułką orkiszową na zakwasie
podwieczorek: deserek ryżowy waniliowy (ze sklepu) i suszone daktyle

Wtorek
obiad: kuskus bio razowy z duszonymi warzywami*
podwieczorek: koktajl jagodowy** i kokosanki

Środa
obiad: stripsy a'la KFC z gotowaną kukurydzą
podwieczorek: winogrona i ciastko ze słonecznikiem

Czwartek
obiad: zupa parzybroda (czyli kapuśniak ze słodkiej kapusty)
podwieczorek: kawałek ciasta cukiniowego

Piątek
obiad: makaron z pesto dyniowym
podwieczorek: jabłko i banan

*ja robię taki miks warzywny do rzucania na kaszę z czego tam akurat mam - wystarczy poddusić dozwolone warzywa (rozdrobnione) na dozwolonym tłuszczu i doprawić dozwolonymi ziołami, pilnując, by się z tego nie zrobiła nieapetyczna papka
**z mrożonych jagód, oczywiście

czwartek, 24 grudnia 2015

radosnych i smakowitych Świąt!


Kochani Smakołykowicze!

Życzymy Wam pełnych radości, miłości, zdrowia 

i szczęścia Świąt Bożego Narodzenia! Żebyście zapomnieli o alergii i spędzili ten czas spokojnie

i by Mikołaj się sprawił jak należy, a na stole były przysmaki, które Was nic a nic nie uczulą.

Wesołych Świąt!

wtorek, 22 grudnia 2015

bezglutenowe łazanki ze słodką kapustą


Jak wszem i wobec wiadomo, wigilijne przysmaki średnio nadają się dla dzieci. Mój żeński potomek kategorycznie odmawia wszystkiego prócz ryby i barszczu. Potomek męski osiągnął już odpowiedni wiek, by uzyskać zezwolenie na jedzenie grzybów, więc może więcej, no i jest zdecydowanie bardziej otwarty, chętnie skubnie tego i owego, nawet śledzia w cebuli. Ale jak był w wieku siostry, to również niemal niczego z wigilijnych potraw tknąć nie chciał. Wyjątkiem były łazanki z kapustą, przyrządzane specjalnie dla niego, tak bardziej na słodko i łagodnie. Niezłe, ale raczej nie w guście dorosłych. Za to smakują dzieciom. I o to chodzi.
Należy mieć:

na łazanki:
mąkę kukurydzianą - ok. 1/2 szklanki
lekko ciepłą wodę
na kapustę:
szklankę poszatkowanej słodkiej kapusty
2 pieczarki
małą cebulkę
śliwkę suszoną bio
łyżkę oleju
po szczypcie kminku i majeranku
sól i pieprz do smaku

Pieczarki i śliwkę pokroić w małe kawałki, cebulę w drobną kosteczkę. Rozgrzać tłuszcz i podsmażyć na nim cebulę z pieczarkami. Dorzucić śliwkę, a następnie kapustę, doprawić, podlać odrobiną wody i dusić na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż kapusta zmięknie. Wówczas przygotować łazanki: mąkę wsypać do miski i stopniowo dodając wodę, wyrabiać zwarte, elastyczne ciasto makaronowe. Ciasto cienko rozwałkować i radełkiem do pizzy pokroić w łazanki. Kluski wrzucić na osolony wrzątek, przykryć i zagotować. Odcedzić i od razu dodać do kapusty. Dobrze wymieszać, ewentualnie doprawić i podawać.

niedziela, 20 grudnia 2015

piernik sielski dla NieAlergika


Bardzo lubię pierniki i pierniczki. Może dlatego, że je się je tak rzadko, właściwie tylko zimą, a konkretnie w okolicach Gwiazdki. Lubię robić różne odmiany tego ciasta, bo choć najbardziej smakuje nam piernik staropolski, to jednak człowiek ma jakiś pęd do wypróbowywania nowości. Tym razem piernik aspirujący do biszkoptu, bo na bitych białkach. Nie wiem, czy piana coś pomogła, bo wyszedł mi bardzo smaczny, ale jednak piernik. No, może ciut lżejszy niż inne. Ale jednak piernik.
PS. A dlaczego sielski? Na cześć pewnego otrzymanego w prezencie boxu, w którym znalazłam przepis będący mi inspiracją.
Należy posiadać:

300 g mąki
150 g cukru trzcinowego
100 g masła
100 ml miodu
100 g kwaskowatego dżemu, np. porzeczkowego
4 jajka
pełną łyżkę przyprawy do piernika
łyżeczkę cynamonu
miąższ z laski wanilii
po łyżeczce proszku do pieczenia i sody
skórkę startą z pomarańczy i cytryny
ok. 200 g bakalii (np.: pokrojonych suszonych fig, dymnych śliwek, rodzynków, kandyzowanej skórki pomarańczowej, gorzkiej czekolady, orzechów etc.)
letnie mleko (ok. 50-100 ml)
szczyptę cukru

Żółtka jaj zmiksować z cukrem i miodem, a następnie dodać roztopione masło oraz dżem i miksować jeszcze chwilę. Wymieszać w misce suche składniki (bez bakalii), dodać do masy żółtkowej i miksować, aż składniki się połączą, dodając stopniowo tyle mleka, by ciasto nie było twarde. Dodać skórki starte z owoców oraz wanilię i zmiksować krótko. Białka ubić z solą na sztywną pianę, delikatnie wymieszać z ciastem. Keksówkę wysmarować masłem i oprószyć tartą bułką, a następnie przełożyć do niej ciasto. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 150-160 stopni (termoobieg) i piec ok. 45 minut, do suchego patyczka.

sobota, 19 grudnia 2015

wegańskie trufle piernikowe


Trufle, podobnie jak piernik czy pierniczki, pojawiają się u nas właściwie tylko w okolicach Bożego Narodzenia. Do tej pory najbardziej lubiliśmy trufle rumowe, ale już nam się ciutas przejadły, więc musiałam pomyśleć o czymś innym. No to zrobiłam piernikowe. Fajowe bardzo, z pokruszonymi pierniczkami, aromatyczne i świąteczne jak należy. Pycha!
Przygotować należy:

szklankę roślinnego mleka w proszku
3 pełne łyżki bezmlecznej margaryny lub masła klarowanego (z masłem nie będą już vegan)
ok. 2-3 łyżki wody
3 łyżki cukru pudru
2 łyżki połamanych na pył kruchych ciasteczek korzennych*
1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
do obtaczania: ok. 2 łyżki karobu wymieszane ze sporą szczyptą cynamonu

Wymieszać wszystkie suche składniki, także pokruszone ciasteczka. Tłuszcz rozpuścić i dolać wraz z wodą do suchych składników. Wymieszać i wyrabiać łyżką, aż masa będzie jednolita. Następnie formować dłońmi nieduże kulki i obtaczać je w karobie wymieszanym z cynamonem.

*ja używam cienkich pierniczków Anna's

czwartek, 17 grudnia 2015

zakwas z buraków - kwas buraczany


Ponoć świat dzieli się na miłośników i nienawistników buraczanego zakwasu. My w większości należymy do grupy pierwszej, więc kisimy to i owo. Kiszonki dla alergika to pozycja wręcz obowiązkowa, bo właśnie z nich może czerpać niedostępne dla niego z przetworów mlecznych tak zwane "dobre", czy po prostu probiotyczne bakterie. W związku z tym warto się zaprzyjaźnić z kiszonkami i karmić naszych alergików ogórami, kapuchami, żurami oraz zakwasem buraczanym (jednakowoż z ostrożnością, bo kiszonki są aminami biogennymi, więc przy bardzo zaostrzonych objawach lepiej poniechać). Spożycie tego ostatniego skutkuje zwłaszcza, a najlepiej pić go jak sok nie tylko jesienią, ale też na przednówku. Oprócz dobrych bakterii, wraz ze szklaneczką zakwasu dostanie nam się też nieco bogactw zasadotwórczego buraka in propria persona - przeciwutleniaczy, minerałów, kwasu foliowego i innych poprawiających naszą kondycję substancji. Krwiotwórczych, uodparniających... Jakby nie do końca smakowało, to można też zrobić barszcz. Proporcje składników określa się tym samym aparatem, który spowodował zgon chłopa w szpitalu, zatem poniższe potraktujcie raczej jako ogólną wskazówkę.
Przygotujmy:

ok. 2 kg buraków bio*
woda
sól
4-5 ząbków czosnku
liść laurowy
2-3 ziela angielskie
5 ziaren pieprzu
ewentualnie: małą obraną cebulę, goździk, nieco nasion kminku - musicie wypróbować, jak przyprawiony zakwas najbardziej wam smakuje
piętkę z żytniego razowca

Buraki wyszorować, nie obierać, pokroić w ćwierćplasterki i przesypać do kamionki lub szklanego słoja (naczynia powinny być wyprażone w piekarniku nagrzanym do 100 stopni przez kilka minut). Wodę zagotować, posolić (łyżka soli na litr wody) i odstawić, by przestygła. Lekko ciepłą zalać buraki, ok. 10 cm nad ich powierzchnię. Dodać obrane, nakrojone ząbki czosnku, cukier oraz przyprawy i wymieszać. W mieszankę wetknąć skórkę z chleba. Wszystkie dodatki powinny być pokryte wodą, bo jeśli będą pływać po wierzchu - mogą spleśnieć. Naczynie zakryć podwójnie złożoną gazą, ścisnąć gazę gumką lub sznurkiem. Odstawić zakwas w ciepłe miejsce na 3-4 dni. Po tym czasie sprawdzić, czy jest już kwaśny. Jeśli nie, kisić go kolejne 2-3 dni. Przecedzić i przelać do wyprażonych butelek

*jeśli buraki nie są bio, to proponuję zrobić im antypestycydową płukankę - najpierw ze 2 minuty w wodzie z octem, potem ze 2 minuty w wodzie z sodą, a na koniec opłukać pod bieżącą wodą; nie wiem co prawda, czy taki rodzaj płukanki cokolwiek zdziała, ale mam taką nadzieję, zwłaszcza, że jest dość popularny wśród wegetarian, wegan i innych witarian

wtorek, 15 grudnia 2015

sałatka ziemniaczano-śledziowa


Mam koleżankę, która ze wszystkich słodyczy najbardziej lubi śledzie. Bardzo jej zazdroszczę, bo jednak ryba jest znacznie zdrowsza i bardziej fit od cukru, mam rację? Ta sałatka może śmiało zagościć na wigilijnym (i nie tylko!) stole, przy którym zasiada karmiąca matka alergika, o ile jej dziecię nie ma uczulenia na ryby, oczywista. Bo dzieciom to takiej sałatki nawet nie ma co pokazywać. Fuj paciaja, co widać na załączonej focie. Dzieci niech się raczą barszczem z uszkami oraz pieczoną rybką o łagodnym smaku. Ale wróćmy do śledziowej sałatki. Można ją doprawić na dwa sposoby: albo wegańskim majonezem, albo winegretem na bazie naturalnego octu, oliwy i musztardy. Jak wolicie. Ja śledziową wolę z majo, a wersję z kiełbasą z winegretem. Jeśli boicie się ryby (no bo jednak potrafi uczulić), to zamiast niej dodajcie grillowanego bakłażana lub lekko podgotowane różyczki brokuła - sałatka w wersji wege też jest pyszna.
No to weźmy:

5 większych ziemniaków
2 płaty śledziowe
2 ogórki kiszone (lub konserwowe)
cebulę
kilka łyżek wegańskiego majonezu wymieszanych z płaską łyżeczką musztardy*
sól i pieprz do smaku

Ryby namoczyć w wodzie, a następnie opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem i pokroić na nieduże kawałki. Ziemniaki ugotować w mundurkach, ostudzić, obrać i pokroić w grube plastry lub większą kostkę. Ogórki i cebulę pokroić w kostkę. Wszystkie składniki delikatnie wymieszać z majonezem i doprawić, uważając na sól, bo śledź jest dość słony. Odstawić na minimum 2 godziny do lodówki do "przegryzienia".

*napisałam nieprecyzyjnie kilka łyżek, bo ich ilość zależy od upodobań (czy lubimy suche, czy pływające sałatki) oraz wielkości ziemniaków

niedziela, 13 grudnia 2015

ambasador ala lodowiec - wyborny deser retro dla NieAlergika


Przepis na lodowiec moja mama dostała od ciotki Krychy, tej od pysznego piernika. Z bliżej nieznanych przyczyn lodowca od kiedy pamiętam robiło się na Święta. To znaczy przyczyn się domyślam - deser ten był wykwintem w czasach PRLu, bo zawierał kakao, rodzynki oraz brzoskwinie i ananasy z puszki. Dziś, mimo dostępności świeżych owoców robię go tak samo, jak moja mama, bo to smak dzieciństwa. Jak kiedyś raz pozmieniałam owoce na świeże, a aromat waniliowy na prawdziwą wanilię to jednak to nie było TO, choć też było pyszne, a właściwie to nawet pyszniejsze... Ponieważ nie jest to jak mniemam wasz smak dzieciństwa, to jednak polecam wersję nowoczesną. No chyba, że chcecie poznać smak PRLu.
Należy mieć:

paczkę okrągłych biszkoptów
150 g masła
2 szklanki mleka
4 żółtka
opakowanie budyniu waniliowego
½ szklanki cukru
kilka kropel aromatu waniliowego
po ½ puszki brzoskwiń i anansów
po 2 łyżki rodzynków i orzechów włoskich
2 łyżki kakao
galaretkę truskawkową

Galaretkę rozpuścić w połowie podanej na opakowaniu ilości wody i odstawić do zastygnięcia. Żółtka utrzeć z cukrem, dodać budyń i dokładnie zmiksować. Zagotować mleko i stopniowo, wciąż miksując dolać do masy. Zagotować (mieszając) i odstawić do ostygnięcia. Utrzeć masło, dodać masę budyniową oraz aromat i podzielić na dwie części w proporcji +/- 2/3 do 1/3. Do mniejszej dodać pokrojone i osączone owoce. Do większej wmiksować kakao, a następnie wmieszać rodzynki i kawałeczki orzechów. Na spodzie formy (robię w tortownicy) ułożyć biszkopty, następnie wyłożyć na nie ciemną masę, a potem jasną. Wstawić do lodówki, a gdy deser zastygnie udekorować go posiekaną galaretką. Lodowiec przechowywać w lodówce.

piątek, 11 grudnia 2015

Wigilia i Boże Narodzenie z alergikiem


Rodzinna impreza z alergikiem to nie jest bułka z masłem. Zza każdego rogu czyha na niego ciocia/wujek/babcia/dziadek/kuzyn/stryjek i tak dalej z jakimś potwornym batonikiem pełnym alergenów. Ale Wigilia i tak nie jest zła, bo tradycyjnie potrawy wigilijne powinny być bez nabiału i jajek, czyli po naszemu postne. Jednak pamiętajmy, że są ciężkostrawne i w związku z obecnością suszonych grzybów dla dziecin nieprzydatne, natomiast wypieki są pełne miodu i orzechów. Poza tym w polskiej tradycji silnie zakorzenione jest obdarowywanie dzieci łakociami, natomiast gorzej idzie ze zrozumieniem istoty alergii. A po drugie nigdy nie wiadomo, co się kryje w podanych na stół przysmakach. Zatem jak bezpiecznie przejść przez Święta?
Jeśli to my jesteśmy gospodarzami, sprawa ma się całkiem całkiem. Delikatnie, by nikogo nie urazić, kontrolujemy podarki dla naszego dziecka, mamy też całkowitą kontrolę nad menu, a jeśli nie mamy, bo impreza jest "składkowa", to po prostu nie dawajmy dziecku (o ile nie do końca ufamy składkodawcy) przyniesionego jedzenia. Należy się zawsze upierać przynajmniej z przygotowaniem ciast, bo te zazwyczaj pozostają w głównym obszarze dziecięcych zainteresowań. Wiem, że należy spróbować wszystkich 12 potraw, no ale sorry, są rzeczy, które podlegają tylko i wyłącznie jednemu prawu - zdrowiu dziecka. Czujcie się więc rozgrzeszeni. A co wtedy, gdy idziemy do kogoś z wizytą? No to jest Sparta. Pierwsza zasada - nie spuszczaj dziecka z oka, żeby jakaś ciocia nie zapragnęła wcisnąć mu jakiejś czekolady. Niestety nie każde dziecko potrafi odmówić, nawet jeśli wie o swoich ograniczeniach żywieniowych. Druga - umów się z gospodynią na coś bezpiecznego, a najlepiej przynieś własne jedzenie dla dziecka. Czysty barszcz to nie jest coś, czego się możesz obawiać, ale nigdy nie wiadomo, czy panierka na rybie jest bezjajeczna. Trzecia - ustalcie dokładne menu z gospodynią i jeśli dziecko jest wrażliwe na tym punkcie, przygotuj mu w domu podobne dania. Na przykład: jeśli będzie smażony w panierce karp, a twoje dziecko jest uczulone na ryby, zrób mu i przynieś coś podobnego, np. stripsy albo pakorę wege. Jeśli dziecko jest uczulone na buraki (co się zdarza, choć bardzo rzadko), weź dla niego zupę-krem z batatów, jeśli obawiasz się siary z suszonych owoców w kompocie wigilijnym, weź kompot z suszonek bio. To samo z deserami. I tak dalej. Bo czwarta i najważniejsza zasada brzmi: jemy tylko to, co możemy bez względu na okazję czy okoliczności. Nie licz na to, że się podczas świątecznej imprezy zrelaksujesz - musisz mieć oczy dookoła głowy, bo im więcej ludzi, tym więcej pomysłów, w tym także głupich. I nie martw się tak bardzo o jedzenie dla swojego alergika, bo dla maluchów najważniejsza jest choinka, a raczej to, co pod nią no i możliwość poganiania się z kuzynami. Zje, co mu dasz i poleci się bawić.
Idealnie by było, żeby wszyscy respektowali waszą alergię. Jeśli możesz liczyć na takie grono, to umówcie się tak, że żadne dziecko nie dostaje pod choinkę sklepowych słodyczy, a jeśli już to takie, które nie zaszkodzą twojemu dziecku w razie poczęstunku (bezpieczne ciasteczka, lizaki, żelki etc.). Poproś gospodynię, by dostosowała się do waszych ograniczeń. Niech twój alergik nie idzie na imprezę głodny, daj mu coś przed wyjściem. Jego jedzenie zapakuj tak, by nie wymagało odgrzewania na miejscu - w termiczne lunchowniki lub termos. I nie zapomnij o specjalnych łakociach. A tak poza tym - nie martw się! To tylko kilka godzin, dacie radę.

środa, 9 grudnia 2015

szybka drożdżówka z owocami i kruszonką dla NieAlergika


Znowu mi mama z jakimś świstkiem z gazety wyciętym na chatę wbiła. I z mrożonymi jagodami. Cóż było czynić... wzięłam zmiędlony do granic możliwości świstek, michę, mikser i do roboty. Ciasto okazało się zaskakująco łatwe i błyskawiczne, ale jednak to i owo pozmieniałam, bo wydawało mi się na przykład ciutas za luźne. Bardzo dobre, ale czuć, że to ciasto szybkie i tanie. Ale na nagłych gości albo nagłą chętkę jak znalazł. Jak na mój gust trochę mało słodkie, więc polecam posypać je cukrem pudrem. A! Robiłam je dwa razy i za każdym razem środek opadał, widocznie tak ma być. Co dziwne, temu opadniętemu środkowi daleko do zakalca, a sprawia, że placek jest rustykalnie malowniczy.
PS. Sorry za fotę, ale ciemną nocą bez softboxów i tego typu wynalazków trudno coś w miarę nieźle ująć.
Należy mieć:

350 g mąki
200 ml ciepłego mleka
75 g cukru
60 g roztopionego masła
30 g świeżych drożdży
jajko
łyżkę cukru z wanilią
szczyptę soli
do posypania: 2 garści owoców (dałam jagody, ale mogą być truskawki czy inne)
na kruszonkę:
60 g mąki
30 g cukru pudru
30 g roztopionego masła

Wymieszać mleko z cukrem, łyżką mąki i drożdżami. Gdy rozczyn "ruszy", dodać go do reszty składników ciasta i wyrobić mikserem na gładką masę. Odstawić w ciepłe miejsce, by ciasto podwoiło objętość, a następnie przełożyć je do formy (ja zrobiłam w tortownicy 24 cm, ale większa byłaby lepsza), przykryć ściereczką i odstawić jeszcze na ok. 30 minut. Przygotować kruszonkę: roztopione, wystudzone masło wymieszać z mąką i cukrem do uzyskania konsystencji kruszonki. Owoce umyć i osączyć. Gdy ciasto drożdżowe urośnie, posypać je owocami oraz kruszonką, wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (termoobieg) i piec ok. 30 minut. Jeszcze ciepłe posypać cukrem pudrem.

niedziela, 6 grudnia 2015

wegańskie mince pies


No to zaczynamy serię przepisów bożonarodzeniowych - przepisem z książki, na przepyszne mince pies, czyli kruchutkie babeczki z aromatycznym nadzieniem z moczonych w brandy suszonych owoców. Gwiazdki wigilijnego stołu dla małych alergików mogą was straszyć zawartością alkoholu, ale zapewniam, że nie ma się czego bać, bo brandy zostawi jedynie swój wykwintny posmaczek, alkohol natomiast ulotni się podczas pieczenia. Ku rozpaczy niektórych...
Weźmy:

na ciasto:
200 g mąki
100 g bezmlecznej margaryny
łyżkę cukru pudru
szczyptę soli
zimną wodę
na nadzienie:
ok. 220 g dozwolonych suszonych, niesiarkowanych owoców (fig, rodzynków, moreli, daktyli, żurawiny etc.)
3-4 łyki dżemu morelowego*
4 łyżki brandy (lub innego aromatycznego, mocnego alkoholu, np.: karmelówki lub koniaku)
4 łyżki soku jabłkowego lub innego dozwolonego
opcjonalnie - 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika

Suszone owoce drobno pokroić, przełożyć do miseczki, zalać sokiem wymieszanym z alkoholem, przykryć i odstawić do lodówki na całą noc. Zagnieść kruche ciasto dodając tylko tyle wody, by masa była zwarta i elastyczna. Rozwałkować je na grubość 2-3 mm i wyciąć tyle samo kółek, ile gwiazdek (kółka wycinam szklanką, a gwiazdki foremką do ciastek). Kółkami ciasta wylepić formy na małe babeczki. Owoce wyjąć z lodówki, wymieszać z dżemem i przyprawą do piernika. Farszem wypełnić ciasto w foremkach, a na wierzchu każdej babeczki ułożyć gwiazdkę, lekko dociskając brzegi. Ciastka wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni (termoobieg) i piec ok. 20 minut. Po upieczeniu posypać cukrem pudrem.

*najlepiej domowego, robi się go tak samo, jak dżem brzoskwiniowy, tylko z moreli

piątek, 4 grudnia 2015

krem z kukurydzy


Krem z kukurydzy jest pyszną zupką, ale zaprawdę jego oblicze jest niejedno. Krem sam w sobie jest delikatny i lekko słodkawy, więc robi za fajną bazę. W związku z tym u nas na stole są cztery rodzaje kremu kukurydzianego. Najmłodszy Smakołyk, wiadomo - je bez przypraw, a najstarszy, też wiadomo - z imbirem, pieprzem i chili sypanymi hojną ręką. Przepis jest banalnie prosty, a zupa smakowita, tylko trzeba mieć blender, po kolbie i kartoflu na łebka oraz sporo luzu na info, że nie ma już na świecie kukurydzy nieGMO...
Należy mieć:

4 kolby kukurydzy*
4 niezbyt duże ziemniaki
2 łyżki masła klarowanego lub oleju
bulion (dowolny, u nas warzywny) - ok. 1,5 l
sól, pieprz i słodką paprykę do smaku
po szczypcie imbiru i chili (opcjonalnie)

Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, kolby kukurydzy obrać z ziaren. Rozgrzać tłuszcz i podsmażyć na nim kartofle z ziarnami. Zalać bulionem tak, by pokryło i gotować na niedużym ogniu do miękkości (ok. 15-20 minut). Zmiksować blenderem, dodając ewentualnie tyle bulionu, by osiągnąć odpowiednią konsystencję i doprawić według uznania. Podawać chrupiącymi dodatkami, np. paluchami grissini, grzankami etc.

*jeśli używacie kukurydzy mrożonej, to dorzućcie ją do ziemniaków w takim momencie, by czas gotowania się zgadzał z tym napisanym przez producenta na opakowaniu; jeśli używacie kukurydzy z puszki to nie wiem, bo nie robiłam z takiej

środa, 2 grudnia 2015

masło słonecznikowe


Jak syn mój kurował azetesa nad naszym pięknym morzem, to w ramach plażowej przekąski dostawał kanapki. Chciałabym napisać "różne", ale niestety, przy tak ograniczonej diecie różne one być nie mogły. Zatem na zmianę trenowaliśmy pieczyste, warzywne smarowidła i hit wakacyjny - kanapki z masłem słonecznikowym, niezbędnym także przy robieniu przepysznych słonecznikowych ciasteczek. Najłatwiej co prawda było mi takowe masło kupić, ale że w tamtych czasach było ono trudno dostępne, więc czasem musiałam sama robić. Foty nie ma, bo to kolejny przepis wyciągnięty z czeluści archiwalnego kukbuka. Masło jest fajne, bo można je doprawiać według uznania, robić na słodko, używać do naleśników albo jako pesto pod pieczone warzywka etc. Nie musi być tylko do kanapek.
Trzeba wziąć:

ziarna słonecznika, obłuszczone, najlepiej bio (robiłam z paczki 250 g, o ile mnie pamięć nie myli)
sól, najlepiej morska czy himalajska - do smaku, ze dwie szczypty
opcjonalnie: odrobina oleju

Ziarna lekko podprażyć na suchej patelni, przesypać do blendera, dodać sól i zblendować na gładką masę, ewentualnie dodając tylko tyle oleju, by masło miało odpowiednią konsystencję (jeśli będzie zbyt suche). Przełożyć do słoiczka i przechowywać w lodówce. Zużyć w ciągu kilku dni.