wtorek, 6 października 2015

potpourri dla alergika


Alergik to ma ciężkie życie. Ubrania musi prać w specjalnych proszkach, zazwyczaj bezzapachowych, o płynie do płukania raczej może zapomnieć, nie wspominając o wszelakich „zapaszkach” do szafy. W dodatku ubrania prane w mydle czy płynie dla alergików w najlepszym razie nie mają zapachu. Ale za to jak w szafie poleżą, to jednak nabierają jakiejś takiej niezbyt sympatycznej woni. Oczywiście wszelakie pachnidła toaletowe też odpadają. No i jak w dzisiejszym, wymagającym aromatyczności świecie ma się rzeczony alergik odnaleźć? Może dzięki potpourri? Całkowicie naturalnemu bigoskowi pachnących ingrediencji? Skomponowanie pachnącej kompozycji nie jest trudne, ale musimy wziąć pod uwagę trzy rzeczy: po pierwsze, czy coś nam w ogóle ładnie pachnie, po drugie, czy ma jakieś ciekawe właściwości (na przykład zniechęca mole), a po trzecie i zarazem najważniejsze – czy nie uczula. Syn mój kiedyś rozkichał się w czasie, gdy piekłam pierniczki. Długo się zastanawiałam, czy uczula go któryś ze składników przyprawy piernikowej, czy może to przypadek. Okazało się, że kichanie nie było powiązane z wypiekiem, ale ziarno niepokoju i podejrzliwości zostało zasiane. Dlatego nawet nie rozmyślałam o potpourri. Ale nadszedł dzień, w którym zapragnęłam odrobiny luksusu i dzierżąc lniany woreczek poczęłam przeszukiwać kuchenne szafki na okoliczność wykreowania wyrafinowanej, a zarazem nieuczulającej kompozycji zapachowej. I tak oto w moim woreczku wylądowały liście laurowe oraz suszone ostre papryczki (antyrobalowo), zaraz za nimi garść ziaren kawy oraz pieczona laska wanilii. Jakoś mi było mało, no to wpakowałam jeszcze laskę cynamonu, kilka gwiazdek anyżu oraz suszoną skórkę z pomarańczy. Chciałam coś jeszcze, ale pomyślałam sobie, że na razie starczy. Zawiązałam woreczek, wsadziłam do szafy i czekałam na objawy. Nic się nie wydarzyło. Zapaszek z takiego naturalnego potpourri jest raczej wątły, no ale jest. Nie ma za to moli. Naprawdę. Może im nie przypasowała kawa, a może liście laurowe… W każdym razie polecam. Robiąc domową zapachową saszetkę trzeba zacząć od wypróbowanych, bezpiecznych składników, potem można kompozycję rozszerzać. Na pewno fajny aromat daje pieprz, ale on podrażnia noski do kichania nawet u nieuczulonych, więc odradzam. Jest jeszcze kwestia trwałości takiego potpourri, która nie jest imponująca, jest natomiast różna, trzeba zawartość woreczka wymieniać wtedy, gdy przestaje wydzielać jakikolwiek aromat. Przyjemnie pachnący miks można też wykorzystać do aromatyzowania domu. Wtedy pasującą nam kompozycję wrzucamy do wysokiej szklanki, stawiamy w ciepłym miejscu i pachnie. Wyrzucamy ją po kilku dniach, bo zbiera się na niej kurz. Kilka dni możemy zamienić na kilkanaście, jeśli szklankę przykryjemy gazą.
I jak? Zachęciłam was do perfumiarskiej przygody?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!