sobota, 31 października 2015

halloweenowe gruszki-duszki


Strasznie zdrowo, że tak halloweenowo zagaję. I szybko i łatwo, a efekt fajny. Pomysł nie mój, ale nie pamiętam, gdzie go widziałam, więc autor wybaczy. Gruszki-duszki co prawda nie przebiją cmentarnego ciasta czy armii duchów spektakularnością efektu, ale też są fajne. Powinny mieć buźki, ale jak raz czarny sezam wyszedł... Przy okazji zapraszam do zakładki Halloween, w której znajdziecie kilka pomysłów na potworrrrrne party.
Bierzemy:

gruszki o "duszkowatym" kształcie (4-5 sztuk)
na syrop:
litr wody
250 g cukru
dozwolone przyprawy korzenne (wanilię, laskę cynamonu, kardamon, ziarno ziela angielskiego etc.)
do polania: syrop czerwony (z granatów, malin itp.), albo melasa lub syrop klonowy
do dekoracji: rodzynki i czarny sezam (lub ziarna czarnuszki)

Wodę z cukrem i przyprawami wymieszać i gotować, aż do uzyskania lekkiego syropu. Włożyć obrane gruszki (muszą być całe przykryte syropem podczas gotowania), doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu ok. 15 minut. Wyjąć, przestudzić, obciąć spody, by gruszki stabilnie stały. Zrobić duszkom oczy z rodzynków oraz straszne miny z sezamu (niestety w tym przypadku dekoracje z polewy karobowej się nie sprawdzają, ponieważ polewa nie trzyma się powierzchni gruszek). Przed podaniem polać sokami lub syropami.

czwartek, 29 października 2015

mleko owsiane waniliowe


U nas waniliowe, bo mlek roślinnych używamy już tylko śniadaniowo, ale wanilię możecie pominąć. Zdecydowanie najłatwiejsze w robocie ze wszystkich wegańskich napojów mających imitować krowi dar. Raczej neutralne w smaku, delikatne, całkiem sympatyczne. Tak sympatyczne, że z pewnością wyprze mleko ryżowe.
Trzeba mieć:

szklankę płatków owsianych
4 szklanki wody
1/2 laski wanilii
melasę do smaku

Szklankę wody zagotować z wanilią i odstawić. Gdy woda będzie letnia, wyjąć laskę wanilii i zalać płatki. Odstawić na noc, dolać resztę wody (woda ma być zimna) i dobrze zblenderować. Jeśli płyn będzie za gęsty, dolewać wody do osiągnięcia pożądanej konsystencji. Sitko wyłożyć bawełnianą ściereczką i przecedzić napój. Ewentualnie dosłodzić do smaku. Przelać do butelki i wstawić do lodówki. Zużyć w ciągu 2-3 dni, zawsze przed użyciem wstrząsnąć.

poniedziałek, 26 października 2015

czarne ciasto halloweenowe - jeszcze z PRLu dla NieAlergika


Tatuś mój nie lubi ciemnych ciast. Z wyjątkiem jednego - właśnie tego. Ciasto te, rodem
z PRLu, robiła moja mama chyba jeszcze od czasów panieńskich. Chciałyśmy je zrobić po 30 latach nierobienia, ale mama nie mogła sobie przypomnieć składników. W końcu ją przycisnęliśmy z tatusiem i oto jest. Kakaowiec z bakaliami. Fajny. Nie murzynek! Murzynek nie miał bakalii przecież, i w ogóle był bardziej kryzysowy. To ciasto, gdy je odpowiednio zaaranżować jest straśliwie ciarniste i może straszyć podczas halloweenowych zabaw. Wyglądem, rzecz jasna, nie smakiem.
Musimy mieć:

2 szklanki mąki
2 szklanki cukru
szklankę bakalii (rodzynki, orzechy włoskie i skórka pomarańczowa)
4 pełne łyżki kakao
3 duże jajka
200 g masła
ok. 2/3 szklanki mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru wanilinowego (jak retro, to retro)
szczyptę soli

Białka oddzielić od żółtek i ubić z solą na sztywną pianę. Cukier, mleko, masło i kakao wymieszać w rondelku i zagotować. Odlać 1/2 szklanki, a do reszty płynu, gdy wystygnie, dodać mąkę, żółtka, cukier waniliowy oraz proszek do pieczenia i zmiksować. Dodać ubite białka i wymieszać, a następnie wrzucić bakalie i wymieszać. Keksówkę wysmarować masłem, oprószyć bułką tartą i wylać do niej ciasto. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (termoobieg) i piec przez ok. godzinę, do tzw. suchego patyczka. Gdy wystygnie, polać lekko podgrzaną polewą.

sobota, 24 października 2015

bezglutenowe, wegańskie pierogi Kruffy z dynią


O Olce M. aka Kruffie wspominałam na blogu już nie raz i nie dwa, bo to osoba ważna w naszym alergicznym życiu. Właściwie gdyby nie ta laska, to nie wiem, co by dzisiaj było. Czasem Siła Wyższa postawi nam na drodze takiego aniołka i zaraz sprawy zaczynają zmieniać kierunek na dobry. W każdym razie Olka M., mimo, że czasy były to dawne, a w sklepach nieszczególnie można się było mając alergika obkupić, umiała tak zakombinować, żeby rzeczony alergik jednak miał co jeść. Na przykład bezglutenowe pierogi z najzwyklejszej mąki kukurydzianej. Z farszem dowolnym i dozwolonym zarazem. Zdjęcia nie ma, bo już nie mam potrzeby robienia takich pierogów. Ich lepienie nie było łatwe, ale jak się nabrało wprawy... No i były smaczne. Zwłaszcza z dynią. A dlaczego akurat z dynią? No cóż, jak się mogło jeść pięć produktów na krzyż, w tym dynię, to jakże mogła nie smakować?
Trzeba mieć:

na ciasto:
mąkę kukurydzianą
ciepłą wodę
na farsz:
kawałek dyni (objętościowo +/- taki jak mąki)
muscovado - do smaku
opcjonalnie: cynamon do smaku

Dynię pokroić w kawałki, które będą nam "pasowały" do pierogów (np. w niedużą kostkę) i poddusić krótko lub podpiec z cukrem i cynamonem, by wciąż była jędrna, ale już nie surowa. Odstawić. Mąkę mieszać stopniowo z ciepłą (ale nie gorącą!) wodą i wyrabiać elastyczne, niezbyt twarde ciasto. Gdy osiągniemy odpowiednią konsystencję, ciasto należy rozwałkowywać, rozciągając jednocześnie - należy to robić łagodnymi ruchami, by nie porwać masy, biorąc na raz niedużą porcję ciasta. Wykrajać szklanką kółka, nakładać farsz i zlepiać pierogi. Wrzucać na osolony wrzątek, przykryć. Gdy wypłyną, odczekać do zawrzenia wody, wyjąć i osączyć.

czwartek, 22 października 2015

gruzińskie szaszłyki dla NieAlergika


Jak żem była w Gruzji, to w restauracji w Mtshecie podano nam, między innymi, szaszłyki z kurczaka. Tak mi one posmakowały, że poszłam do kucharek po przepis. Przepis dostałam, ale potem jak zaczęłam go rozkminiać, to okazało się, że mi rozkmina nie bardzo idzie. To pewnie dlatego, że po gruzińsku umiem słabo, żeby nie powiedzieć wcale, a angielskie dopiski mogły się nie całkiem zgadzać z tym i owym. No ale zrobiłam. Nie wyszło mi tak cudownie, jak w oryginale, ale też całkiem całkiem. Myślę, że szefowe kuchni nie zdradziły mi jakiejś tajemnicy. Ale ja ją kiedyś jakoś odkryję...
Należy mieć:

500 ml piersi z kurczaka
30 ml oliwy
30 ml majonezu
30 ml syropu z granatów
20 ml soku z cytryny
łyżkę ciemnego cukru
łyżeczkę soli
1/2 łyżeczki askamitki

Mięso umyć i pokroić w kostkę. Składniki marynaty wymieszać i powstałym sosem zalać kurczaka. Odstawić na kilka godzin do lodówki, a następnie mięso nabić na patyczki do szaszłyków i zgrillować. 

poniedziałek, 19 października 2015

granola dyniowa


Za czasów mej bardzo wczesnej młodości październik był miesiącem oszczędzania. Przyznać się, kto trzymał hajs w SKO? Bo ja nie trzymałam, niestety... Pewnie dlatego, jak by powiedział towarzysz Gierek, teraz złotówki nie umiem zaoszczędzić. Ale do rzeczy. W czasach halloweenów październik stał się miesiącem dyni, co mnie akuracik znacznie bardziej pasuje, bo dynię, w przeciwieństwie do kutwienia kasy, bardzo lubię. Lubię też zapożyczony zza oceanu halloween, bo po pierwsze trochę oswaja to, co straszne, po drugie uczy dzieci tego, czego towarzyszowi Gierkowi nie udało się wpoić memu pokoleniu, czyli przedsiębiorczości (trick or treat) oraz kojarzy się zawsze ze spotkaniami przy ognisku. Dzieciaki się straszą, a my sączymy grzane wino, smażąc im kiełbaski. A w razie porannej, pogrzańcowej niedyspozycji, uzupełniamy elektrolity zdrową i smaczną dyniową granolą.
Należy posiadać:

paczkę płatków owsianych (400 g)
po 2 łyżki pestek słonecznika, sezamu i nasion lnu
4 kopiaste łyżki puree z pieczonej dyni
ok. 1/4 szklanki syropu klonowego, domowego karmelu lub innego słodzidła w syropie
łyżkę tłuszczu (oleju, masła klarowanego lub innego, np. kokosowego)
po łyżeczce cynamonu i cukru z wanilią
łyżeczkę przyprawy do piernika
sporą szczyptę soli himalajskiej
2/3 szklanki pokrojonych, suszonych owoców

Płatki wymieszać w misce z pestkami i nasionami. Pozostałe składniki wymieszać w rondelku (tłuszcz musi być rozpuszczony), a następnie wmieszać dokładnie w miks płatków z dodatkami. Piekarnik z termoobiegiem rozgrzać do 170 stopni. Mieszankę rozłożyć na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i wstawić do piekarnika na 10 minut. Przemieszać i wstawić na kolejne 10-15 minut - granola musi się zrumienić. Ewentualnie dorzucić owoce i gdy wystygnie, przełożyć do szczelnie zamykanego naczynia.

sobota, 17 października 2015

[przed]szkolne śniadania część 6



Kolejny post o terNinatorowych wałówkach przedszkolnych. Mamy lekarski nakaz spożywania większej ilości warzyw, owoców oraz pełnego ziarna, zatem wałówki zrobiły nam się bardziej w ten deseń, co procentuje unormowaniem wypróżnień mimo przyzwyczajania się do dłuższego pozadomowego programu dnia. Śniadań nie opisuję, bo to zazwyczaj kanapka, poszukajcie inspiracji zaglądając do śniadań/kolacji.

Poniedziałek
obiad: pełnoziarnisty makaron orkiszowy z sosem warzywnym
podwieczorek: maliny i ciastko otrębowe*

Wtorek
obiad: potrawka z indyka i warzyw**
podwieczorek: piernik dyniowy i jabłko

Środa
obiad: krem z dyni z krakersami żytnimi
podwieczorek: sałatka owocowa

Czwartek
obiad: gołąbek z cukinią (bez ryżu)
podwieczorek: suszone śliwki i daktyle oraz sok przecierowy (z tzw. "tubki")

Piątek
obiad: chowder
podwieczorek: gruszka i ciastka pełnoziarniste

*kupne, ale mam zamiar wkrótce zrobić wersję home made
**podsmażam indyka, dodaję pokrojone warzywa (różne, ale unikam marchewki, musicie dać takie, które są dozwolone w diecie waszej pociechy; ja daję np.: cukinię, groszek, paprykę kukurydzę itp.), dosmaczam solą himalajską i ziołami i duszę do miękkości

czwartek, 15 października 2015

emolienty Latopic - test, recenzja i KONKURS


Dostaliśmy do przetestowania emolienty Latopic. Bo Latopic to nie tylko probiotyki, ale też cała seria kosmetyków dla atopików. I osób, których skóra jest sucha i skłonna do podrażnień. Produkowana przez polską firmę Biomed i rozsądna cenowo. W skład serii wchodzi emulsja do ciała, krem do twarzy i ciała oraz emulsja do kąpieli. Na opakowaniach napisane jest, że kosmetyki te nawilżają, natłuszczają, regenerują i szybko łagodzą świąd. Mieliśmy stosować je przez miesiąc, a potem dać znać, co o nich sądzimy. No to przetestowaliśmy i oto, co odkryliśmy:
1. Wszystkie obietnice producent spełnił. To się niezbyt często zdarza, a tym razem, proszę bardzo, co za miła niespodzianka!
2. Ja wiem, że trudno w to uwierzyć, ale dosłownie po 2-3 aplikacjach emulsji do ciała zniknęły nam wydrapki pod kolanami! Wydrapki, które właściwie nie znikały nam od wielu lat. Nie wiem, dlaczego, być może dlatego, że Latopic ma fajne działanie przeciwświądowe - nie swędzi to nie drapię, ranki się goją i wydrapki znikają.
3. Myślę, że w zniknięciu przeczosków niemałą rolę odegrały działające antydrobnoustrojowo metabolity dobrych bakterii. Fajna rzecz. Tym mnie Latopic kupił bez targów.
4. Zarówno emulsja, jak i krem u nas się sprawdziły znakomicie. Ogólnie nie jesteśmy fanami emulsji do kąpieli, ale tu nie chodzi konkretnie o testowaną - po prostu nie lubimy się kąpać w takich emulsjach. Co nie zmienia faktu, że po takiej kąpieli skórę dzieciaki mają super.
5. Zapach - właściwie to nie ma zapachu, to znaczy nie ma substancji zapachowych, ale kosmetyki mają delikatny zapach, który nie przeszkadza i jest ledwo wyczuwalny, ale jednak jest. Ciekawe, co to pachnie... może to masło shea?
6. Na koniec o jednym małym minusiku dotyczącym emulsji do ciała i kremu. Nie wchłaniają się błyskawicznie. Co prawda nikt tego nie obiecywał, no ale wiadomo - jak coś jest super, to by się chciało, żeby było super po od a do z. Wchłaniają się dość szybko, ale tak zupełnie jak błyskawica to nie.
7. Ważne, a zapomniałam - Latopic nadaje się już od pierwszego dnia życia dzieciny. W pierwszym dniu jego życia co prawda jeszcze nie wiemy, czy nasz dzidziuś jest alergikiem, ale można stosować.
Czas na ocenę ogólną - daję 10 w dziesięciostopniowej skali. I z czystym sumieniem polecam. Uwielbiliśmy zwłaszcza emulsję do ciała, podkradam dzieciakom, ha!

A teraz czas na konkurs
Jeśli chcecie wygrać zestaw Latopic (taki, jak na zdjęciu, czyli zawierający emulsję do kąpieli, krem do twarzy i ciała oraz emulsję do ciała), to koniecznie weźcie udział w konkursie. Nagrodę funduje Biomed, organizacją konkursu, wyborem zwycięzcy i wysyłką nagrody zajmuję się ja, czyli matka Smakołyk. Zapraszam!


Zadanie konkursowe:
W komentarzach pod tym postem lub na adres: smakolykialergika@wp.pl napisz odpowiedź na pytanie:


Jak powinien działać twój wymarzony kosmetyk dla małego atopika?


Na odpowiedzi czekam od dziś, czyli od 15.10.2015 do 21.10.2015 do północy. Zwycięzcę wybiorę najpóźniej do 23.10.2015. Rozwiązanie konkursu na facebooku. Wysyłka nagrody tylko na adres na terenie Polski.

wtorek, 13 października 2015

ciasto owsiane z orzechami i czekoladą dla NieAlergika


Zmodyfikowany nieco przepis z dyskontowego folderka. No cóż... Powiem tak: jeśli lubicie zdrowe lub mało słodkie ciasta, to polubicie. Ja nie lubię. To gniotek w stylu wegańskim, choć ma jaja i mleko. W sumie nawet nie jest zły, ale w nie moim guście i tyle. Wolę, na ten przykład, makaroniki. Albo czekogniotka. Grzeszenie na pół gwizdka to nie moja bajka. To dlaczego go upiekłam? Bo mama kazała. Na szczęście też się na nim przejechała, więc może nie będzie się więcej upierać, jak z góry mówię, że wyboru należy jeszcze raz dokonać, nieco rozważniej...
Trzeba mieć:

400 ml mleka
250 g płatków owsianych
240 g cukru trzcinowego
150 g posiekanych orzechów włoskich
120 g masła
80 g mąki
3 jajka
po płaskiej łyżeczce sody i proszku do pieczenia
100 g gorzkiej czekolady

Mleko zagotować, zalać nim płatki i odstawić na 10 minut. Następnie dodać masło oraz 120 g cukru i odstawić masę, by wystygła. Jajka zmiksować z resztą cukru na puszysty sos i stopniowo dodawać masę owsianą, dobrze wymieszać, dorzucić posiekaną czekoladę, mąkę, sodę, proszek oraz 100 g orzechów i dokładnie wymieszać. Tortownicę wysmarować masłem i oprószyć bułką tartą. Przełożyć do niej ciasto i posypać resztą orzechów. Wstawić na piekarnika nagrzanego do 160-165 stopni (termoobieg) i piec ok. 50 minut, do suchego patyczka.

sobota, 10 października 2015

pieczone frytki z batatów


Bataty są dobre i zdrowe - przynajmniej tak się o nich mówi. Do tej pory robiłam z nich tylko zupę-krem. Smaczną, więc postanowiłam się kolorową bulwą bliżej zainteresować. Zrobiłam więc pieczone bataty, jako dodatek obiadowy. Dzieciom smakowały, bo słodkie, ale wśród dorosłej części biesiadników fanów nie zdobyły. Następnym razem zrobię z nich ciasto. Mam nawet przepis, dostałam od Magdy B., muszę go w końcu wypróbować.
Trzeba mieć:

batata (lub dwa)
kilka łyżek oliwy (2-3 na jedną bulwę)
kilka ząbków czosnku (3-4 na jedną bulwę)
sól, pieprz i tymianek - do smaku

Bataty umyć i obrać. Pokroić w grube słupki, przełożyć do miski. Dodać oliwę oraz zioła i dobrze wymieszać. Ząbki czosnku (nieobrane) lekko zmiażdżyć. Formę wyłożyć papierem do pieczenia i równomiernie rozłożyć na niej bataty (można też je rozłożyć w ceramicznym naczyniu do zapiekania). Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (termoobieg) i piec frytki ok. 25 minut, aż będą miękkie.

Wegetariański obiad V

czwartek, 8 października 2015

figi karmelizowane


Niestety, nadal nie polubiliśmy świeżych fig. Polubiliśmy natomiast, i to bardzo, figi karmelizowane. Robi się je na oko, a są bardzo wdzięcznym zamiennikiem cukierków i fajnym dodatkiem - można nimi dekorować ciasta, można taki słodki plasterek włożyć między dwa ciasteczka i mieć owocową markizę, można z ich użyciem maić tartaletki i tym podobne. Ja, jako NieAlergik, bardzo lubię sobie położyć taką figę na pumperniklu posmarowanym kremowym serkiem. A swoją drogą, jestem bardzo ciekawa, czemu uwielbiane przez miliony wykwintnych podniebień świeże figi naszym wsiórskim podniebieniom jadą trawą...
Wziąć należy:

cukier
świeże figi

Figi umyć i pokroić wzdłuż na plastry o grubości ok. 1/2 cm. Na patelni rozsypać równą, niezbyt grubą warstwę cukru. Gdy cukier się rozpuści, ale jeszcze nie zacznie ciemnieć, poukładać na patelni, jeden przy drugim, plasterki fig. Zmniejszyć ogień i karmelizować owoce ok. 10 minut. Odstawić i następnego dnia znów karmelizować kilka minut. Karmelizowanie należy ponawiać do momentu, gdy figi będą szkliste i staną się zwarte. Wówczas przełożyć do słoiczka i przechowywać dobrze zamknięte w lodówce.

wtorek, 6 października 2015

potpourri dla alergika


Alergik to ma ciężkie życie. Ubrania musi prać w specjalnych proszkach, zazwyczaj bezzapachowych, o płynie do płukania raczej może zapomnieć, nie wspominając o wszelakich „zapaszkach” do szafy. W dodatku ubrania prane w mydle czy płynie dla alergików w najlepszym razie nie mają zapachu. Ale za to jak w szafie poleżą, to jednak nabierają jakiejś takiej niezbyt sympatycznej woni. Oczywiście wszelakie pachnidła toaletowe też odpadają. No i jak w dzisiejszym, wymagającym aromatyczności świecie ma się rzeczony alergik odnaleźć? Może dzięki potpourri? Całkowicie naturalnemu bigoskowi pachnących ingrediencji? Skomponowanie pachnącej kompozycji nie jest trudne, ale musimy wziąć pod uwagę trzy rzeczy: po pierwsze, czy coś nam w ogóle ładnie pachnie, po drugie, czy ma jakieś ciekawe właściwości (na przykład zniechęca mole), a po trzecie i zarazem najważniejsze – czy nie uczula. Syn mój kiedyś rozkichał się w czasie, gdy piekłam pierniczki. Długo się zastanawiałam, czy uczula go któryś ze składników przyprawy piernikowej, czy może to przypadek. Okazało się, że kichanie nie było powiązane z wypiekiem, ale ziarno niepokoju i podejrzliwości zostało zasiane. Dlatego nawet nie rozmyślałam o potpourri. Ale nadszedł dzień, w którym zapragnęłam odrobiny luksusu i dzierżąc lniany woreczek poczęłam przeszukiwać kuchenne szafki na okoliczność wykreowania wyrafinowanej, a zarazem nieuczulającej kompozycji zapachowej. I tak oto w moim woreczku wylądowały liście laurowe oraz suszone ostre papryczki (antyrobalowo), zaraz za nimi garść ziaren kawy oraz pieczona laska wanilii. Jakoś mi było mało, no to wpakowałam jeszcze laskę cynamonu, kilka gwiazdek anyżu oraz suszoną skórkę z pomarańczy. Chciałam coś jeszcze, ale pomyślałam sobie, że na razie starczy. Zawiązałam woreczek, wsadziłam do szafy i czekałam na objawy. Nic się nie wydarzyło. Zapaszek z takiego naturalnego potpourri jest raczej wątły, no ale jest. Nie ma za to moli. Naprawdę. Może im nie przypasowała kawa, a może liście laurowe… W każdym razie polecam. Robiąc domową zapachową saszetkę trzeba zacząć od wypróbowanych, bezpiecznych składników, potem można kompozycję rozszerzać. Na pewno fajny aromat daje pieprz, ale on podrażnia noski do kichania nawet u nieuczulonych, więc odradzam. Jest jeszcze kwestia trwałości takiego potpourri, która nie jest imponująca, jest natomiast różna, trzeba zawartość woreczka wymieniać wtedy, gdy przestaje wydzielać jakikolwiek aromat. Przyjemnie pachnący miks można też wykorzystać do aromatyzowania domu. Wtedy pasującą nam kompozycję wrzucamy do wysokiej szklanki, stawiamy w ciepłym miejscu i pachnie. Wyrzucamy ją po kilku dniach, bo zbiera się na niej kurz. Kilka dni możemy zamienić na kilkanaście, jeśli szklankę przykryjemy gazą.
I jak? Zachęciłam was do perfumiarskiej przygody?

niedziela, 4 października 2015

tort węgierski dla NieAlergika


Ktoś pamięta tort węgierski z cukierni warszawskiego Hotelu Europejskiego? Ja pamiętam, ale bardzo mgliście. Pamiętam, że było to ciastko składające się z cienkiej warstwy mocno nasączonego wiśniówką i bardzo czekoladowego ciasta, na której siedziała sobie gruba warstwa ultraczekoladowego, tłuściutkiego kremu, a w nim - wiśnie z likieru. Jednym kawałkiem można się było nawalić do bąka. Niestety, mimo wieloletnich poszukiwań, nie znalazłam przepisu, który by był TYM przepisem. Za to znalazłam inny, brzmiał dobrze, więc go sobie przepisałam, schowałam i... tyle. Leżał sobie z 15 lat, aż postanowiłam się za niego zabrać. No i co? No cóż... Po pierwsze - ciasta za dużo. Albo kremu za mało. Po drugie - krem za lekki, to niestety nie to. Będę musiała pokombinować z kremem na maśle, a te, jak wszem wiadomo, lubią się warzyć, niestety. Może też położę ten krem na spodzie z brownie, albo na ciasteczkowym. Jeśli mi się uda wymiędlić coś, co będzie bardzo, ale to bardzo przypominać tort z hotelowej cukierni, to na pewno się z wami moim szczęściem podzielę. Bo to ciasto jest bardzo dobre, ale nie tego szukałam.
Wziąć należy:

na ciasto (zalecam użyć połowy ilości podanych składników lub podwoić składniki kremu):
4 jajka
2 łyżki wrzątku
2 łyżki kakao
szklankę cukru
100 g gorzkiej czekolady (jak najlepszej jakości, bez lecytyny)
1/2 szklanki mąki pszennej tortowej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
łyżeczkę proszku do pieczenia
na krem:
4 jajka
3/4 szklanki cukru
szklanka śmietanki kremówki (30%)
200 g gorzkiej czekolady przedniej jakości
2 łyżki żelatyny + 1/2 szklanki wody
szklankę wiśni z likieru*
wiśniówka do nasączenia (niemało, ze 3/4 szklanki)
opcjonalnie - 100 g posiekanej gorzkiej czekolady do kremu (nie dałam) oraz 100 g roztopionej czekolady do polania (też nie dałam)

Ciasto: żółtka zmiksować z wrzątkiem, dodać cukier i miksować jeszcze kilka minut. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, wymieszać z masą żółtkową. Delikatnie wmieszać roztopioną czekoladę (masa będzie sprawiała wrażenie zwarzonej, ale nie należy się tym przejmować), a następnie kakao i oba rodzaje mąk, wymieszane z proszkiem do pieczenia. Formę wyłożyć papierem do pieczenia, wylać ciasto, wstawić je do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec ok. 20 minut, do suchego patyczka. Ciasto ostudzić i nasączyć wiśniówką. Krem: jajka ubić z cukrem na parze - masa musi mieć puszystą, gęstą konsystencję. Ubić śmietankę, czekolady roztopić. a żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie. Do jajek dodać śmietankę, czekoladę oraz żelatynę i dobrze, lecz delikatnie wymieszać. Odstawić, by masa zaczęła odrobinę tężeć, wmieszać wiśnie i całość wyłożyć na ciasto. Wstawić do lodówki do stężenia, najlepiej na całą noc.

*jak robię wiśniówkę, to wiśnie po osączeniu zalewam lekkim syropem - mam w ten sposób fajne wiśnie jak z likieru, tylko lepsze

czwartek, 1 października 2015

Piramida na wynos - recenzja i KONKURS


Książki Aśki Gorzelińskiej bardzo lubię, właściwie to nawet je kolekcjonuję. Teraz trafiła mi się "Piramida na Wynos" (z dedykacją!), bardzo fajny zbiór prostych i zdrowych pomysłów na zawartość lunchboxów. Kto zna i lubi mój cykl "Przedszkolne śniadania", ten nie powinien obok najnowszej książki Gorzelińskiej przejść obojętnie. Po pierwsze - jest świetnie opracowana artystystycznie, szacun dla grafika! Po drugie, oprócz przepisów znajdziemy tu sporo cennych, a także zabawnych zdań dotyczących żywienia naszych latorośli. Po trzecie, Aśka wie, że jej książki nie powinny być skierowane jedynie do mamusiek, więc możecie liczyć, że wasze dzieciaki też będą chętnie z egzemplarza korzystać. A po czwarte - książka po prostu musi być fajna, skoro jest na pierwszym miejscu w rankingu Merlina, co nie? Ma jednak jedną wadę - nie wszystkie przepisy nadają się dla alergików, bo Aśka gotuje zdrowo, ale nie bez alergenów. Na szczęście składniki łatwo podmienić (np. miód na syrop klonowy, czy masło orzechowe na masło słonecznikowe). "Piramida na wynos" składa się z trzech części. W pierwszej jest o tym, jak jeść, co jeść, a czego unikać i dlaczego. Druga część to proste, ale pyszne przepisy, które przydadzą się przy trzeciej części, w której znajdziecie pomysły na zdrową zawartość lunchboxów. Powiem wam szczerze - Aśka odpaliła kawał świetnej roboty, ta książka powinna znaleźć się w biblioteczce każdej matki, której zależy na tym, by jej dziecko zjadało w szkole czy przedszkolu zdrowe i jednocześnie smaczne rzeczy. Są tu takie mamusie? To zapraszam je do wzięcia udziału w konkursie, w którym można wygrać książkę "Piramida na wynos".

Zadanie konkursowe jest bardzo proste: 
opisz w komentarzu pod postem konkursowym na blogu lub facebooku swoją propozycję zestawu "na wynos" dla dziecka - przedszkolaka lub ucznia. 
Pamiętaj, że taki zestaw powinien być smakowity i zdrowy. Nie musi to być lunchbox alergika! Zwycięzcę wybierze matka Smakołyk, rzecz jasna po konsultacjach z córką Smakołyk i synem Smakołyk. Zdanie taty Smakołyk niestety nie będzie brane pod uwagę ze względu na umiłowanie wyżej wymienionego do kiełbas i niezdrowych słodyczy. 
Na zgłoszenia czekam od dziś, czyli od 1.10.2015 do 5.10.2015, do północy. Wyniki ogłoszę najpóźniej 7.10.2015, na facebookowym fan pagu bloga. Zwycięzca otrzyma książkę 
Joanny Gorzelińskiej "Piramida na wynos".
Wysyłka nagrody tylko na adres na terenie Polski.

Gorąco zapraszam do udziału w konkursie!