niedziela, 27 września 2015

jak urządzić pokój alergika


Tytuł tego wpisu jest ciutkę mylący, bo właściwie powinien brzmieć „Jak urządzić dom, w którym mieszka alergik”. Bo to niestety jest tak, że musimy myśleć bardziej ogólnie. A ogólnie to po prostu w całej chacie bez dywanów, dywaników, wykładzin, tapicerek i tym podobnych siedlisk roztoczy. Bez chemicznych pachnidełek, odświeżaczy, kostek toaletowych i lodówkowych. Z jak najmniejszą ilością zakamarków, w których zbierają się „koty”. Bez przesadnej czystości, ale pilnując, by gdzieś nie powstawała pleśń – nie tylko na ścianach, ale też, na przykład, na wiklinowych koszykach w łazience. Najlepiej bez zwierzątka, a jeśli już, to z kilkoma naraz (wieść niesie, że jak mamy w domu zoo, to są mniejsze szanse na uczulenie). Na podłodze gołe dechy plus pod pupcię dywanik, który możemy łatwo uprać w 60 stopniach i szybko wysuszyć. Do przechowywania meble, które łatwo oczyścić, bibeloty w zamykanych szafeczkach, półeczkach, szufladach. Przewiewnych! Na ścianach farby dla alergików, na materacach pokrowce antyroztoczowe. Ale nie szpital! Otoczenie alergika nie może być sterylne – wręcz przeciwnie, niech mu się immunologia gimnastykuje. W pokoju małego alergika warto tak poustawiać meble, by był łatwy dostęp do wszelakich zbierających roztocza „kocich” kącików. Meble powinny być na nóżkach, by przypadkiem pod takim meblem nie pojawiła się jakaś pleśń. Kupmy takie specjalne dla dzieci, mamy wtedy szansę, że będzie w nich mało chemii. Nie zapominajcie, by z domu alergika usunąć rośliny, bo to potencjalne siedlisko pleśni. Pilnujcie wentylacji i dużo wietrzcie. W czasie pylenia wystawcie oczyszczacz powietrza, może się przydać.
Nie ma pokoju dziecięcego bez zabawek. Teoretycznie dobrze by było, żeby to nie były plastiki, jeno coś z podwórka Montessori. No ale jak to wygląda w praktyce to wiemy wszyscy bardzo dobrze. W każdym razie postarajcie się, by były to zabawki ze wszystkimi możliwymi certyfikatami. I nie żałujcie dziecięciu pluszaków. Tylko pierzcie je co tydzień w 60 stopniach lub mroźcie dobę w zamrażarce.
I bez paniki. Najważniejsze, żeby nie było zbyt czysto i żeby nie było roztoczy i pleśni. I będzie git.

3 komentarze:

  1. wow.. to musi być ciężkie zadanie.. ale jak to mówią: dla chcącego nic trudnego? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadanie trudne, ale bardzo pomaga w leczeniu. Sama pamiętam, że wywalenie kwiatów z domu zdziałało cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rety, ależ tych wytycznych... :P Moje dziecię póki co nie ma żadnych objawów, bym mogła podejrzewać je o jakąkolwiek alergię, odpukać w niemalowane, ale kto wie, co będzie z następnym maleństwem, w dzisiejszych czasach co drugie dziecko jest na coś uczulone... Według mnie masz totalną rację z tym, by nie przesadzać ze sterylnością, bo wtedy można faktycznie równie mocno dziecku zaszkodzić, co nie dbaniem o otoczenie...
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!