wtorek, 29 września 2015

polędwiczki w sosie śmietanowo-musztardowym dla NieAlergika


Ci, co mają małe dzieci wiedzą, jak ciężko jest być wówczas kulinarnym, blogerskim trendsetterem. Jak zrobisz coś fajnego, coś niezwykłego, to żreć tego nie chcą. A mnie się nie uśmiecha gotować osobno na blog (oraz dorosłych) i osobno dla dzieci. Bachy skutecznie działają na rzecz odstraszenia mnie od kuchennych eksperymentów - a to, że dziwne, a to nie takie jak zwykle, a to fuj, a to zjemy, ale za dokładkę dziękujemy. Celuje w tym zwłaszcza TerNinator, bo Cesarz jest znacznie bardziej otwarty w temacie. Zatem stara, dobra polędwica w musztardowo-śmietanowym sosie, no trudno. I nudno. Choć w smaku wyśmienicie.
Przygotujmy:

500 g polędwiczki wieprzowej
opakowanie śmietanki 30% (200 g)
łyżkę musztardy francuskiej (tzw. grubej)
ząbek czosnku (nieobrany)
sporą szczyptę muscovado
szczyptę tymianku
sól i pieprz - do smaku
masło klarowane do smażenia

Polędwiczki pokroić w grubsze plastry, lekko rozpłaszczyć dłonią i podsmażyć z obu stron na rozgrzanym maśle, razem z ząbkiem czosnku. Posypać cukrem i tymiankiem, posolić, popieprzyć, przełożyć jeszcze raz na druga stronę i po chwili zalać śmietanką wymieszaną z musztardą. Przykryć i dusić na małym ogniu do miękkości.

niedziela, 27 września 2015

jak urządzić pokój alergika


Tytuł tego wpisu jest ciutkę mylący, bo właściwie powinien brzmieć „Jak urządzić dom, w którym mieszka alergik”. Bo to niestety jest tak, że musimy myśleć bardziej ogólnie. A ogólnie to po prostu w całej chacie bez dywanów, dywaników, wykładzin, tapicerek i tym podobnych siedlisk roztoczy. Bez chemicznych pachnidełek, odświeżaczy, kostek toaletowych i lodówkowych. Z jak najmniejszą ilością zakamarków, w których zbierają się „koty”. Bez przesadnej czystości, ale pilnując, by gdzieś nie powstawała pleśń – nie tylko na ścianach, ale też, na przykład, na wiklinowych koszykach w łazience. Najlepiej bez zwierzątka, a jeśli już, to z kilkoma naraz (wieść niesie, że jak mamy w domu zoo, to są mniejsze szanse na uczulenie). Na podłodze gołe dechy plus pod pupcię dywanik, który możemy łatwo uprać w 60 stopniach i szybko wysuszyć. Do przechowywania meble, które łatwo oczyścić, bibeloty w zamykanych szafeczkach, półeczkach, szufladach. Przewiewnych! Na ścianach farby dla alergików, na materacach pokrowce antyroztoczowe. Ale nie szpital! Otoczenie alergika nie może być sterylne – wręcz przeciwnie, niech mu się immunologia gimnastykuje. W pokoju małego alergika warto tak poustawiać meble, by był łatwy dostęp do wszelakich zbierających roztocza „kocich” kącików. Meble powinny być na nóżkach, by przypadkiem pod takim meblem nie pojawiła się jakaś pleśń. Kupmy takie specjalne dla dzieci, mamy wtedy szansę, że będzie w nich mało chemii. Nie zapominajcie, by z domu alergika usunąć rośliny, bo to potencjalne siedlisko pleśni. Pilnujcie wentylacji i dużo wietrzcie. W czasie pylenia wystawcie oczyszczacz powietrza, może się przydać.
Nie ma pokoju dziecięcego bez zabawek. Teoretycznie dobrze by było, żeby to nie były plastiki, jeno coś z podwórka Montessori. No ale jak to wygląda w praktyce to wiemy wszyscy bardzo dobrze. W każdym razie postarajcie się, by były to zabawki ze wszystkimi możliwymi certyfikatami. I nie żałujcie dziecięciu pluszaków. Tylko pierzcie je co tydzień w 60 stopniach lub mroźcie dobę w zamrażarce.
I bez paniki. Najważniejsze, żeby nie było zbyt czysto i żeby nie było roztoczy i pleśni. I będzie git.

czwartek, 24 września 2015

mleko jaglane waniliowe


Było mleko sezamowe (idealne!) i ryżowe, to teraz czas na jaglane. Nie jest tak smaczne, jak napój z ryżu, ale przynajmniej nie działa stopująco na kupę. No i zapewne jest zdrowsze. Robi się je na oko, nie jest trudne, ale tak jak i przy mleku ryżowym mamy nierozwiązaną sprawę konsystencji, która nie każdemu tak do końca może odpowiadać. Można posłodzić, można nie, to zależy od tego, jak lubimy. Ja słodzę odrobinką melasy już gotowe, schłodzone. I robię z wanilią, bo mleko roślinne stosujemy już teraz głównie do granoli czy domowych płatków śniadaniowych.
No to weźmy:

szklankę kaszy jaglanej ugotowanej z laską wanilii* i łyżką tłuszczu**
schłodzoną, przegotowaną wodę (ok. litra)
melasę

Laskę wanilii wyjąć. Kaszę zalać ok. 1/2 litra wody i zmiksować. Dodawać więcej wody i miksować - tyle, by uzyskać konsystencję, która najbardziej nam odpowiada. Przecedzić przez sitko wyłożone podwójnie złożoną gazą. Ewentualnie posłodzić do smaku. Przelać do butelki i przechowywać w lodówce, do 2-3 dni.

*do gotowania należy dodać rozciętą laskę; wanilia nie jest konieczna, ale my bardzo lubimy mleka z jej nutką
**tłuszcz dowolny, ja robię na oleju

wtorek, 22 września 2015

feta pieczona z pomidorami dla NieAlergika


Wróciliście z imprezki, był fajowy melanżyk, bachy śpią. I co? I łapie was mały głodek, w dodatku na coś ciepłego, a w lodówce, jak to w lodówce, niewiele ciepłego. No to bierzecie fetę, pomidora i macie pyszne małe danie. Z grzankami ideał. Ale że co? Nie podoba się, że taki głupi przepis? Spróbujcie, a się spodoba. Gwarantuję. Feta z pieca sprawdzi się też jako kolacja, przekąska czy przystawka.
PS. Przepis znalazłam wieki temu w jakiejś gazecie, wypróbowałam, umieściłam w swoim kukbuku, a wycinek wyrzuciłam, więc autor niech wybaczy, że nie został należycie uhonorowany.
Trzeba mieć:

fetę* (2 grube plastry)
pomidora
pieprz i oregano (lub bazylię) - do smaku
oliwę

Fetę pokroić w kostkę o boku ok. 1-1,5 cm i rozłożyć (niechlujnie) na dnie niedużych, płytkich naczynek do zapiekania. Pomidora sparzyć, obrać ze skórki i pokroić w bardzo drobną kosteczkę. Posypać fetę pokrojonym pomidorem, popieprzyć, posypać ziołami i obficie skropić oliwą. Wstawić do piekarnika z termoobiegiem nagrzanego do 180 stopni i zapiekać ok. 15 minut.

*mam na myśli prawdziwą fetę, nie jakieś mazidło z kartonu

niedziela, 20 września 2015

polędwiczki z dzika


Dzięki pasji wujka Marcina, o której już kiedyś wspominałam, mamy przyjemnność raczyć się dziczyzną. Z przyjemnością się więc raczymy, bo to mięso jest nie tylko smaczniejsze, ale też zdrowsze, niż hodowlane. Piekę więc szynkę z dzika, pichcę potrawkę z królika, wkrótce może uda mi się zrobić coś z sarniny.
A tymczasem pyszne polędwiczki z dzika w delikatnym, aromatycznym sosie ziołowym.
Weźmy:

2 polędwiczki z dzika
sól himalasjką - do smaku
na marynatę:
wodę - ok. litra
2 łyżki naturalnego octu (dałam winny biały)
łyżkę ciemnego cukru trzcinowego
dużą szczyptę nasion kolendry
ziele angielskie
liść laurowy
2 jagody jałowca
2-3 ziarna pieprzu
goździk
2 ząbki czosnku
po sporej szczypcie majeranku, rozmarynu i tymianku
oraz:
masło klarowane lub olej do smażenia*
2-3 łyżki śmietanki roślinnej do zabielenia**

Kolendrę, ziele angielskie, pieprz, liść laurowy i jałowiec lekko rozetrzeć w moździerzu. Zagotować wodę z utartymi przyprawami i całym goździkiem. Gdy woda będzie letnia, dodać cukier, ocet oraz obrane ząbki czosnku i zalać marynatą umyte mięso. Nie dodawać soli! Mięso przykryć i trzymać w lodówce przez minimum 24 godziny (ja marynowałam 2 doby). Wyjąć mięso z marynaty na godzinę przed przyrządzaniem i zostawić, by nieco obeschło. Posypać je majerankiem, rozmarynem i tymiankiem. Nadal nie solić. Rozgrzać tłuszcz, szybko obsmażyć mięso ze wszystkich stron, przełożyć do rondla, posolić do smaku, podlać odrobiną wody, przykryć i dusić do miękkości (ok. godzinę). Na koniec zabielić. Doskonale smakuje z kopytkami i surówką z ogórków i cebuli.

*masła sporo, czubatą łyżkę, oleju płaską łyżkę
**alergicy biorą roślinną, ale ja używam kremówki 30% - dzieci mogą już trochę nabiału, a na kremówce sos jest wprost aksamitnie boski w smaku

piątek, 18 września 2015

domowa mielonka aka kiełbasa ze słoika


Delikatniejsza i przyprawiona bardziej w naszym guście, niż kiełbasa ze słoika. Co do przypraw jesteśmy zgodni, natomiast co do konsystencji - bywa różnie. Podzieliliśmy się na dwa obozy: damy wolą mielonkę, a huzary kiełbasę. Życie...
Weźmy:

1,8 kg łopatki wieprzowej
400 g boczku wędzonego surowego
30 g peklosoli
łyżeczkę soli morskiej
2 ziela angielskie
liść laurowy
dużą szczyptę mielonego kminku
płaską łyżeczkę majeranki
płaską łyżeczkę pieprzu
1/3 płaskiej łyżeczki czosnku granulowanego
wodę - ok. 3/4 szklanki

Liść i ziele utrzeć jak najdrobniej. Mięsa zmielić w maszynce (oczka sitka takie jak na pasztet, nie duże), dodać przyprawy i wyrabiać masę dłońmi kilka minut (ok. 10), dodając stopniowo letnią wodę do momentu, gdy masa stanie się lżejsza, bardziej puszysta. Przełożyć ją do wyprażonych słoików, starając się, by było jak najmniej przestrzeni z powietrzem, zostawiając od góry 2-3 cm (mielonka "rośnie" w trakcie obróbki termicznej). Zamknąć słoiki i wstawić je do szerokich garnków wyłożonych warstwą gazy - słoiki nie powinny się ze sobą stykać. Wlać tyle wody, by sięgała ok. 3 cm poniżej wieczka. Zagotować, zmniejszyć ogień i pasteryzować trzy dni z rzędu, co 24 godziny, licząc czas od zawrzenia wody:

słoiki do 0,5 litra: pierwszego dnia 60 minut, drugiego 40, trzeciego 30
słoiki litrowe: pierwszego dnia 90 minut, drugiego 60, trzeciego 45
słoiki 1,5 l: pierwszego dnia 120 minut, drugiego 80, trzeciego 60

Podczas tyndalizacji dolewać wody w miarę jak się będzie wygotowywać, by utrzymać jej poziom. Po każdej pasteryzacji słoiki zostawić w garnkach, by wystygły, a potem w temperaturze pokojowej. Tak przygotowaną mielonkę można przechowywać w suchym i chłodnym miejscu, ale niekoniecznie w lodówce. Jeśli chcemy, by wytworzyła się galaretka i warstwa tłuszczu, należy przed otwarciem wstawić słoik na ok. 2 godziny do lodówki.

wtorek, 15 września 2015

jogurtowiec ze śliwkami dla NieAlergika


Przepyszne, proste ciasto ze śliwkami zawsze się sprawdza. Jest mięciutkie, lekko wilgotne 
i aromatyczne. To jest ciasto z jajkami i na jogurcie, ale alergicy nie muszą z tego powodu czuć się źle - mogą przecież położyć sobie śliwki zamiast gruszek na ten placek z owocami.
Należy mieć:

350 g mąki
250 ml jogurtu
180 g cukru
40 g rozpuszczonego masła
2 jajka
2 łyżeczki cukru z wanilią
2 łyżeczki proszku do pieczenia
ok. 3/4 kg słodkich śliwek
łyżkę brązowego cukru wymieszaną z płaską łyżeczką cynamonu (opcjonalnie)

Owoce umyć i rozłożyć na papierowym ręczniku. Jogurt i jajka wyjąć z lodówki na co najmniej godzinę przed przygotowywaniem ciasta. Zmiksować masło z jajkami, wlać jogurt i miksować jeszcze przez chwilę. Dodać resztę składników i dobrze wymieszać. Ciasto przełożyć do natłuszczonej formy, na wierzchu poukładać śliwki, ewentualnie posypać je cukrem i cynamonem, wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec przez ok. godzinę, do suchego patyczka.

niedziela, 13 września 2015

syrop kawowy


Syrop kawowy się przydaje, np. do lodów, ciast czy deserów, ale też fajnie się sprawdza jako składnik marynaty do mięsa, czy dodatek do mrożonej kawy. Jesteśmy wielkimi kawoszami, więc dziwię się, że dopiero teraz go zrobiłam. Lepiej późno niż wcale, jak mawiał poeta, zatem proszę bardzo, oto jest.
Trzeba mieć:

500 ml mocnej kawy (naparu)
szklankę cukru
1-2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej

Kawę wymieszać z cukrem i ugotować na syrop. Zdjąć z ognia, odczekać 2-3 minuty, dodać kawę rozpuszczalną i wymieszać. Przelać do butelki (200-250 ml) i dobrze zakręcić. Przechowywać w lodówce, do 2 tygodni.

piątek, 11 września 2015

roladki ze śliwką


I znowuż sięgnęłam do archiwalnego kukbuka, dlatego nie ma zdjęcia. Tym razem wyciągnęłam zeń pyszne i jednocześnie znakomicie wpływające na trawienie roladki wieprzowe z suszonymi śliwkami. Nie muszą być wieprzowe, mogą być z dowolnego, nieuczulającego mięsa. Śliwek nie musimy też moczyć - zmiękną w trakcie duszenia potrawy. Musimy jednak pamiętać, by były to śliwki naturalnie suszone, niesiarkowane. Te nasze polskie, dymne, są pyszne, ale mogą być dla dzieci trochę za ostre, więc najlepiej sprawdzi się poczciwa kalifornijka. Przyprawy według uznania, można zaszaleć i sypnąć cynamonu, kardamonu czy pieprzu, ale ja robiłam tylko z solą, bo to były czasy spożywania bardzo niewielu produktów. Przepis jest banalny, wiem. Ale czasem bardziej niż wykwintne i skomplikowane recepty liczy się prostota pomysłu, szybkość, łatwość. A smak roladek zaiste nie zdradza, że robi się je w dwie minuty i to na oko.
Posiadać należy:

dozwolone mięso w plastrach (1-2 na osobę, w zależności od wielkości)
suszone, niesiarkowane śliwki (1-2 na plaster mięsa)
sól - do smaku
olej - do smażenia
nić kuchenną lub wykałaczki

Mięso umyć, osuszyć, rozbić. Posolić i na jednym z boków plastra ułożyć śliwkę (lub dwie, "gęsiego", w zależności od wielkości kotleta). Zrolować i albo związać nicią, albo spiąć wykałaczką. Podsmażyć lekko, ze wszystkich stron na rozgrzanym oleju, podlać wodą, przykryć i udusić do miękkości - ok. 25-30 minut.

środa, 9 września 2015

[przed]szkolne śniadania część 5


Wrzesień, więc znów chodzimy do przedszkola, ale teraz już od rana. Zatem i wałówki mamy większe, bo jest w nich śniadanie, lanczyk i podwieczorek. Na śniadanie daję na zmianę kanapki, płatki lub granolę z mlekiem lub deserkiem roślinnym, dlatego będę je pomijać przy wypisywaniu przedszkolnego menu, ok? Jak zajrzycie sobie do śniadań/kolacji, to znajdziecie sporo pomysłów. Podwieczorki też nie są zbyt spektakularne, ale pokażę, co jemy.

Poniedziałek
obiad: ryż z jagodami i śmietaną roślinną
podwieczorek: szaszłyki owocowe

Wtorek
obiad: krem z batatów
podwieczorek: kawałek ciasta z morelami

Środa
obiad: wegepieczonka z quinoa
podwieczorek: nektarynka

Czwartek
obiad: owsiany wrap z kurczakiem prowansalskim, sałatą i ogórkiem
podwieczorek: kisiel domowy (wiadomo, jak zrobić, czy życzycie przepis?)

Piątek
obiad: krupnik jaglany na dyni
podwieczorek: gruszka i ciasteczka melasowe

poniedziałek, 7 września 2015

wyborny królik w sosie śmietanowym dla NieAlergika


Z wiadomych powodów królik kojarzył mi się zawsze z mdłym kawałkiem mięsa, na który skazane było starsze z moich dzieci w czasach nasilonej alergii. Gdy dostałam tuszkę od wujka Marcina (dostała mi się też szynka z dzika, pycha!), przyjęłam ją kurtuazyjnie, a potem zaczęłam rozmyślać, co by tu z niej zrobić, żeby dało się zjeść. No i zrobiłam klasycznie, w śmietanie, przy czym okazało się, że królik potrafi smakować wyśmienicie, zwłaszcza, gdy potrawa jest... odgrzewana. Alergicy mogą sobie podmienić śmietanę na śmietankę roślinną lub w ogóle tego składnika poniechać. Też będzie dobre, no, ale nie arcysmakowite, niestety.
Należy mieć:

tuszkę króliczą*
ok. 200 ml śmietany
ok. 100 g dobrej, wędzonej kiełbasy (lub boczku)
cebulę
łyżkę musztardy
sól, pieprz i tymianek - do smaku
mąkę do oprószenia mięsa
łyżkę masła + 2 łyżki oleju
bulion lub bulion + nieco białego wina (zrobiłam na samym bulionie)

Tuszkę umyć i podzielić na części. Posolić, popieprzyć, posypać tymiankiem i posmarować musztardą. Odstawić. Cebulę oraz kiełbasę pokroić w kostkę i podsmażyć na maśle z olejem. Odsunąć. Królika oprószyć mąką i podsmażyć ze wszystkich stron na patelni, na której smażyła się kiełbasa z cebulą. Zalać bulionem i dusić pod przykryciem, aż mięso będzie miękkie, czyli przez ok. godzinę. Wtedy dodać śmietanę i zagotować.

*jedna tuszka przy większych apetytach może okazać się niewystarczająca, dlatego nawet lepiej użyć dwóch

piątek, 4 września 2015

sos do spaghetti napoletana


Kto jest równie wiekowy jak matka Smakołyk, ten zapewne pamięta imprezy zwane techno parties. Mniej lub bardziej legalne. Pamiętam, że impreza w Filtrach zaczynała się w piątek w nocy, a kończyła, jak Bóg dał. Potem chyba Filtry zamknęli, ale były inne klubiki. I w ogóle były różne techno hity (bardziej znane niż ich hardcorowe odpowiedniki) oraz klubowe gwiazdy, jak na ten przykład Daft Punk (boszszsz, co za rąbanka, a przecież 20 lat temu uwielbiałam!). Do Daft Punka mam szczególny sentyment i do dziś uwielbiam ich teledyski.
A sentyment mam dlatego, że nauczyli mnie... jak zrobić najzajebistszy, całkowicie naturalny sos napoletana. Robię go już od 20 lat (prawie, bo właśnie widzę, że nuta jest z 1997 roku) i zawsze wychodzi jak należy. Oczywiście z drobniutkimi zmianami: po pierwsze, papryczkę wyjmuję po kilku sekundach, żeby mi nie zgorzkniała, a po drugie, od czasu, gdy odkryłam podłużne, mięsiste pomidory, używam tylko takich właśnie. Oprócz tego, gdy się cebula zeszkli, chwilę przed dodaniem pomidorów, wrzucam przeciśnięty, świeży czosnek.
A! I jeszcze jedno: świeżej bazylii używam do posypania (jak ją mam), a duszę pomidory z odrobiną suszonej, wspomaganej oregano.
No to jak zrobić spaghetti napoli? Proszę bardzo, o tak (przy czym alergicy nie posypują sobie dania serem): 


PS: Ażem nostalgiczną łezkę uroniła oglądając... Ja też miałam bluzę od dresu adidasa, wygrzebaną w szmateksie, i srebrne szorty, te akuracik przywiezione z Paryża czy Londynu, to był szał...

Warzywa psiankowate 2015 Wegetariański obiad V Pora na pomidora!

środa, 2 września 2015

alergik w przedszkolu


Tego momentu matki alergików obawiają się przestraszliwie, prawda? A nie powinny. Wszystko da się ogarnąć, tylko trzeba się trochę przyłożyć. Pobyt w przedszkolu to nie tylko problem z wyżywieniem, ale też roztoczami, chemią i międzydziecięcą wymianą nie zawsze dozwolonych w diecie naszego uczuleniowca pyszności oraz bakterii i pasożytów. Te dwa ostatnie czynniki to akurat jeśli chodzi o alergię takie całkiem złe nie są i dają się leczyć. Jednak jakiś problem jest.
Jak sobie radzimy? Nina dostaje swoją wałówkę, nie ma alergii na roztocza, a przede wszystkim nie jest megaalergiczką, więc jest mi łatwiej niż w czasach, gdy do przedszkola chodził Jeremi. W pierwszym poście o przedszkolnych śniadaniach napisałam, jak sobie radzić w kwestii własnego prowiantu, więc nie będę się powtarzać. Skupmy się na innych kwestiach, np. roztoczy. Ja się w sprawie roztoczy dogadałam z paniami sprzątającymi. Raz w tygodniu, w piątek, gdy już wszystkie dzieci wyszły, pojawiałam się w przedszkolu z puszką preparatu antyroztoczowego. Spryskiwałam dywaniki i panie sprzątające zamykały salę. W poniedziałek rano, przed przyjściem dzieci, odkurzały dywaniki. Taka była instrukcja użycia tego konkretnego produktu, więc tak to się odbywało. No ale pojawił się inny problem - dłonie Jeremiego w zastraszającym tempie zamieniały się w skorupę. Ja mogę bez szkoły ubiegać się o etat detektywa, więc bardzo szybko rozkminiłam, że trzeba zmienić mydło w przedszkolnej łazience. Przedszkole było prywatne i drogie, więc szło się dogadać, ale jeśli w waszym przedszkolu takie ekscesy jak zmiana mydła na odpowiednie (choć wcale nie drogie) dla alergików nie wchodzi w grę, to musicie swojemu maleństwu zapewnić własne mydło. I liczyć się z tym, że będzie bardzo szybko "wychodzić"...
Jednak mydło i roztocza to pikuś przy chemii gospodarczej. Niestety, zasady są zasadami i nie jest łatwo z nimi walczyć. Jeremi często wracał z przedszkola ze zmianami w dziwnym miejscu, bo na spodzie rąk, od nadgarstków po łokcie. To znaczy wracał z takimi zmianami wtedy, gdy miał koszulkę z krótkim rękawem. Czy muszę tłumaczyć, że była to reakcja na coś, czym myte były blaty? No właśnie. Tu są dwie możliwości rozwiązania problemu - zaopatrujecie przedszkole w bezpieczne środki do mycia lub błagacie dyrekcję o zmianę chemii na polecane przez was, bezpieczne i wypróbowane. Obydwie możliwości są mocno dyskusyjne, dlatego polecam najłatwiejszy sposób - noszenie koszulek z długim rękawem - cieniuteńkich latem, rzecz jasna. I jeszcze jedno - jeśli dojrzycie w przedszkolu waszego dziecka odświeżacze powietrza, natychmiast zażądajcie ich usunięcia. Macie do tego prawo, odświeżacz nie jest obligiem. Przyjrzyjcie się też ścianom, czy nie ma zacieków, ukrywanego grzyba. Pociągnijcie noskami - czy nie ma dziwnego zapachu? Pleśniowego? Chemicznego? Spalenizny? Rozejrzyjcie się wokół przedszkola - nie ma fabryczki obuwia, warsztatu samochodowego, pralni i tym podobnych? No to spoko. Ideałem by było, gdyby przedszkole waszych dzieci miało wielki ogród wśród sosen. No ale co tu wybrzydzać, każde będzie dobre, o ile nie ma w nim brzóz.
Bakterie i pasożyty. Matka przedszkolaka co i raz dostaje zawiadomienie, że w przedszkolu są przypadki występowania różnych plag typu wszy, szkarlatyna, ospa i tym podobne. Nie mówi się o tym w zawiadomieniach, ale spodziewajcie się też owsików, lamblii i innych kolonizatorów. Dla alergika nie jest to znowu takie samo zło. Mała inwazja owsików czy zachorowanie na ospę obatoży chorą immunologię i właściwie można się spodziewać, że organizm wprowadzony na odpowiednie tory będzie sobie lepiej radził ze swoim chorym pędem do histaminowych wyrzutów. Jeśli jednak objawy alergii się zaostrzą lub pojawią się jakieś niepokojące sygnały, koniecznie zróbcie badania na pasożyty. A poza tym się nie martwcie - alergik w przedszkolu poradzi sobie koncertowo, spoko. Powodzenia!
PS. Jeśli macie jakieś pytania czy wątpliwości, zostawcie je w komentarzach.