środa, 24 czerwca 2015

chronimy alergika


Pojechał tatuś z Niną na plac zabaw. Wraca i mówi "A na placu zabaw był chłopczyk w skarpetkach na rączkach. Pewnie ma azetesa, jak Jeremi, gdy był mały". Pewnie ma i nie ma się czemu dziwić. Ta mężowska uwaga przypomniała mi sytuację sprzed lat: byliśmy z młodym w sklepie, Jeremi miał wtedy ze 2-3 lata i bardzo zaostrzone zmiany skórne. Był upał, syn miał podkoszulkę i krótkie spodenki. W tym samym sklepie był też tatuś z córeczką, dziewczątkiem mniej więcej w wieku Jeremiego. Oczywiście dzieci natychmiast się dogadały. Jak tatuś córeczki zobaczył mojego syna, to stracił oddech, a następnie dyskretnie zaczął próbować własnym ciałem zasłaniać małą przed parchatym. No a co? Wiadomo, na co ten dzieciak jest chory? A jeśli to zaraźliwe? Przez ułamek sekundy zrobiło mi się przykro, ale zaraz sobie pomyślałam, że ten tata dobrze robi, bo przecież chroni swoje dziecko. Ale oprócz ewakuacji są inne reakcje obcych na parchatość, a wśród nich najczęściej występujące to dociekliwość, współczucie oraz udawanie, że sprawy nie ma. Wszystkie są dla naszego atopika niedobre, nawet ta ostatnia, bo dzieci bardzo często kierują się wyczuciem. Poza tym, jak ogólnie wiadomo, nie słuchają, a słyszą. Wracając do sklepowego tatusia - też musimy chronić nasze dzieci. Przed niezdrową ciekawością, głębokim współczuciem i nie do końca eleganckimi zachowaniami innych rodziców. Jak?
Przede wszystkim nie rozmawiajmy przy dziecku o jego chorobie. Z nikim. Ani w domu, ani poza domem. Do naszej alergolog trzeba chodzić z osobą towarzyszącą, bo po badaniu dziecko musi opuścić gabinet. Dlaczego? Nie tylko dlatego, żeby można było spokojnie porozmawiać, ale też po to, by dziecko nie słyszało tego, co się będzie o nim mówić. O chorobie rozmawiaj natomiast z dzieckiem. Wytłumacz, co mu jest, dlaczego, od czego i jak temu można zaradzić. Nie dramatyzuj, rozmawiajcie pogodnie. Jeśli ktoś obcy się zainteresuje naszym maleństwem, zacznie go oglądać ze zbolałą miną i artykułować litość - od razu utnijcie. E tam, to tylko alergia, najadł się truskawek i go wysypało, za dwa dni mu przejdzie. A słyszała pani, że ubranka dla dzieci znowu mają zdrożeć? Jeśli nasz interlokutor ma choć odrobinę taktu - nie będzie drążył. Jeśli nie ma nawet odrobiny - zmywajmy się. Jeśli natomiast zobaczymy, że rodzic w panice oddala się wraz z ze swą pociechą od naszej - odpuśćmy. Nie tłumaczmy, nie przekonujmy. Zajmijmy szybko czymś naszego malucha, żeby odwrócić jego uwagę od sytuacji. Wierzcie lub nie, ale dzieci wyczuwają sytuacje, mają jakiś taki zmysł, i czują, że coś jest nie tak. Poza tym warto stosować prewencję. Ubierać dziecko w koszulki z długim rękawem i długie spodnie. Latem w jasne, leciutkie, bawełniane, batystowe. Po pierwsze, gdy zmiany są ostre, lepiej ich nie odkrywać ze względów higienicznych, a po drugie - pod materiałem nie będą widoczne.
No dobrze, powiecie, póki dziecko jest małe, to jakoś możemy go przed ostracyzmem chronić. Ale co ciocia Dobra Rada zaordynuje na czas przedszkola, a zwłaszcza szkoły? O to się nie martwcie. Dzieci w przedszkolu Jeremiego nawet nie zauważały jego zmian skórnych. Zainteresowały się natomiast jego jedzeniem, ale po uzyskaniu informacji o powodzie takiego żywienia, zupełnie o sprawie zapomniały. No, pominąwszy fakt, że od czasu do czasu musiał kogoś poczęstować swoją wałówką, bo dzieciaki są po postu ciekawe i chcą próbować czegoś innego. W szkole poszło jeszcze lepiej. Zmiany były już bardzo niewielkie, a jak w okolicach października, jak zwykle pogorszyła się skóra dłoni, to któraś z koleżanek zauważyła i z wielką troską w głosie zapytała, co mu się stało. Zleciało się jeszcze kilkoro, Jeremi wytłumaczył, w czym rzecz, dzieci przyjęły do wiadomości i do tematu nigdy nie powrócono. Bo dzieci są fajne, otwarte i pełne zrozumienia. Takie drobnostki są po prostu zupełnie nieważne. Słusznie, prawda?

4 komentarze:

  1. Oj tak słusznie! Ważne, że dzieci potrafią sobie same w grupie radzą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój młodszy syn Julek ma w grupie przedszkolnej chłopca na wózku i chłopca z zespołem Downa. Nigdy nie słyszałam, by mówił o nich, że są inni, a podczas występów widać najlepiej, że dzieci nie dostrzegają tej inności we wzajemnych relacjach... Czasy chyba się jednak zmieniły na lepsze pod tym względem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dorośli zazwyczaj przesadzają. Dobrze, że dzieci mają swoją mądrość i z niej korzystają

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako nastolatka miałam alergię na słońce. Przez dwa lata latem nie mogłam wychodzić na dwór, bo mi wysypywało plecy. I nie tak jakimiś drobnymi krosteczkami - miałam wielkie pęcherze z wodą, które pękały... Ech, nie wyglądało to dobrze. I to nie dzieci w moim wieku miały z tym problem, ale dorośli. Na plaży - wiadomo, koszulka, ale jak się chce dzieciak wykąpać, to nic go nie powstrzyma ;) Ściągałam koszulkę i czułam te palące spojrzenia na plecach, jakby mi miał zaraz obcy czy inny gremlin z tych pęcherzy wyskoczyć. Masakra.

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!