poniedziałek, 11 maja 2015

słodycze dla alergików


   Jakie słodycze nadają się dla alergików? Oszołomscy puryści z pewnością wykrzyknęliby w odpowiedzi "Żadne!". I mieliby trochę racji. Na szczęście tylko trochę, bo jak to zazwyczaj bywa, teoria sobie, a życie sobie.
   Wszyscy wiedzą, że cukier to samo zło. Wszyscy wiedzą, że dzieciństwo powinno być słodkie. Pogodzenie tych dwóch oczywistości łatwe nie jest, zwłaszcza w przypadku alergika, któremu stanu zapalnego nie należy podkręcać, nawet cukrem, choć taki pyszniutki, słodziutki. Stewia i inne wynalazki też nie wiadomo, czy są tak do końca fajowe. To już wolę stary, dobry cukier...
   Wracając do słodkiego dzieciństwa. Jakiś czas temu, dość dawno nawet, modne było "nieuczenie" dziecka słodkiego smaku (he he, chyba zapomniano, jaki smak ma cycusiowe mleko). Polegało to na tym, że dziecku nie dawano niczego słodkiego do czwartego roku życia. Moja koleżanka, matka dwóch córek przetrenowała tę metodę na swej pierworodnej. Najsłodszą rzeczą, jaką to biedne dziecko jadło przez swoje pierwsze cztery lata życia była jarzynka z buraków. Ale w końcu okres wielkiej smuty się skończył i mała dama mogła wreszcie spróbować cukierka. Spróbowała. I co? I od tej pory pragnęła żywić się tylko i wyłącznie słodyczami. W związku z tak spektakularną porażką, druga córka słodycze już dostawała, oczywiście w granicach rozsądku, ale i bez specjalnych ograniczeń. I co? I też je bardzo lubiła, ale nie obdarzyła ich tak namiętnym uczuciem, jak pierwsza córka. Bo człowiek po prostu tak jest skonstruowany, że lubi słodkie, a mutanty, które ze słodyczy najbardziej lubią śledzia mają fajnie i zdrowo, lecz są w zdecydowanej mniejszości.
   Po tym przydługim i nudnawym wstępie zapewne domyślacie się, jaka jest moja teoria słodkości. Tak, daję swoim dzieciom słodycze. Ale nie bez ograniczeń i nie wszystkie. Jak Jeremi był malutki i mógł jeść bardzo niewiele rzeczy, to jego cukierkiem była kostka cukru. Potem zaczęłam robić mu lizaki karmelowe. A potem dieta się rozszerzała i okazało się, że suszone banany i daktyle znakomicie sprawdzają się w roli batona, i mniej więcej w ten deseń, stopniowo pozbyliśmy się tej kostki cukru na rzecz ciekawszych i zdrowszych słodyczy. No dobra, bo ja tu znowu sobie popierdalam, a miałam zamiar wrzucić w tego posta kilka krótkich, konkretnych porad. No to siup.

1. Nie walcz z naturalnym pociągiem do słodkiego. To bezcelowe, jak mawiał Borg, mój ulubiony bohater StarTreka. Zamiast tego, proponuj dziecku smaki naturalnie słodkie - suszonych owoców, melas, świeżych owoców, soków ze świeżych owoców, niesłodzonych kompocików etc.
2. Nie słodź! Jeśli młode nie chce pić wody, o ile nie dodasz do niej cukru, nie ustępuj, nie słodź, nie podawaj soku etc. Jak się gnojkowi naprawdę zachce pić, to zwykła woda będzie dla niego słodka niczym ambrozja. A chwilowe odwodnienie raczej nie doprowadzi was do pobytu w szpitalu. Ale jeśli tak ma się stać, to trudno, ustąp. Ale tylko po to, by z cichacza, stopniowo i konsekwentnie zmniejszać poziom słodkości napoju do zera.
3. Nie dosładzaj też przecierów owocowych, no chyba, że owoce są wyjątkowo kwaśne i chyba, że dziecko kategorycznie odmówi ich jedzenia. Wtedy dosmacz czymś w miarę zdrowym, np. melasą czy syropem daktylowym.
4. Wprowadź w życie Słodki Dzień. Jeśli dziecię zna i jada słodycze sklepowe, to postaraj się, by ich obecność w waszym domu ograniczała się do jednego czy dwóch dni w tygodniu. Nie, nie chodzi o to, że masz je mieć w szafce będącej poza zasięgiem wzroku dziecka. Zapewniam cię, że jak młode zacznie mędzić, to złamiesz się i dasz mu coś z tej szafki. Na co dzień w szafce możecie mieć sezamki, domowe batoniki czy trufelki, suszone, liofilizowane czy świeże owoce, melasy i tym podobne, czyli zdrowe słodycze. Bo jak się nie ma co się lubi... No właśnie.
5. Nie rób ze słodyczy niczego ponad to, czym są. Nie są nagrodą, nie są pocieszycielem w smutku, nie łagodzą złości, nie usuwają bólu. I nie są na obiad. Są rzeczą, na którą czasem ma się ochotę i tylko tak powinny funkcjonować.
6. Dokładaj wszelkich starań, by twoje dziecko się najadało i to jak najgęstszymi odżywczo produktami. Jedzcie powoli, freestylem, towarzysko, długo. Jak się człowiek głównym posiłkiem nasyci, to ochota na słodkie zapewne nie nadejdzie.
7. Cukier uzależnia. To nie farmazon, sprawdziłam na swoich dzieciakach. Dlatego warto się postarać o jak najmniej regularne jego używanie. Ale nie wolno popadać w skrajności. Ja się zawsze boję, że dziecko, które słodycze widzi tylko wtedy, gdy jedzą je inne dzieci, może wyrosnąć na psychopatę.

I jeszcze jedno: jeśli zrobiliście posiew kału i okazało się, że macie przerost candidy, to lekarze, zwłaszcza ci niekonwencjomalni, zapewne zalecą wam dietę pozbawioną niemal wszelakich węglowodanów, a nawet banana. A konwencjonalni mogą dodatkowo zaatakować jakąś antygrzybiczną chemią. Róbta co chceta, ale ja nigdy diety antykandydozowej nie stosowałam, podobnie jak leków, dawałam tylko probiotyki (w tym s. boulardii, co jest tu bardzo ważne) i ograniczyłam cukier, a i tak się przerostu pozbyliśmy.

A jaki jest wasz pogląd na słodycze w menu alergika?

13 komentarzy:

  1. Ja za słodyczami nie przepadam, w mojej diecie zatem nie ma ich zbyt wiele. Więc i w diecie dzieci słodyczy było niewiele. Zastosowałam manewr skandynawski - słodyczy do woli w jeden dzień tygodnia. W przypadku naszych młodych sprawdził sie idealnie - jedna sobota pełna słodyczy na tzw. full czyli na śniadanie, obiad, kolację i pomiędzy nimi do woli i ile dusza zapragnie. Następnego dnia (a właściwie już w okolicach kolacji) padła prośba "Mama chce coś normalnego".

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak jest u alergików nie wiem, ale mam podejście do tematu bardzo podobne. Dzieci moje mają dostęp do słodyczy, ale z umiarem. Staram się im tłumaczyć i uczyć w domu rozsądnego podejścia do słodkości, by później puszczone między dzieci nie musiały zachłannie zjadać wszystkiego co wpadnie im w ręce, bo akurat mama nie patrzy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje starsze dziecko miało silną alergię, z której trochę wyrosło już. Na początku były herbatniki, biszkopty, ale gdy alergia zaczęła ustępować, od czasu do czasu dostaje słodycze. W niewielkiej ilości, ale dostaje:-) I na szczęście nie jest tak, że podjada, jak nie widzę. Ale wiem, że są takie domy, gdzie dzieci mają w pokoju porozkładane słodycze i budzą się rano i od razu lizaki, ciastka i cukierki. Nie są alergikami, ale słodycze mają na porządku dziennym w nielimitowanej ilości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam jednym tchem! Nie zapominajmy, że cukry w małej ilości też są w diecie potrzebne :) Słodzić można miodem, bananem, daktylem,a tak jak mówisz cukier od czasu do czasu też nie zaszkodzi. Rozsądek chyba jest najważniejszy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm... owoce, owoce i... owoce. Chyba, że mamy na nie alergię! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy, intersujący post. Wszystko w granicach rozsądku. Mnie akurat nie dotyczy ten problem, ale interesuje na tyle, że chętnie przeczytałam, tym bardziej że mam dwie wnuczki, które mają od rodziców pewne przykazania dotyczące słodyczy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mam dzieci, ale wydaje mi się, że jak ze wszystkim, wskazany jest tu umiar. Nie wolno przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę, bo cukry przecież są potrzebne do prawidłowego rozwoju, tak samo jak wszystkie inne składniki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Gin, najważniejszy jest umiar :D A najlepsze są słodycze, które sami przygotujemy :D

      Usuń
  8. Wkurza mnie jak rodzicie z prawdziwą manią zakazują dziecku spróbować czekolady, cukierka itd. Dla mnie to chore! Najważniejsze pod kontrolą i z umiarem, ale żeby dziecko wszystkich smaków spróbowało :)

    OdpowiedzUsuń
  9. umiar tyczy się wszystkich i tych dużych i tych małych, alergicznych i niealergicznych :) Ja wychodzę z założenia najlepsze słodycze to domowe :) Zgadzam się z Tobą w 100 %

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja od dawna walczę ze swoim uzależnieniem od cukru, ale niestety jeśli postanowię nie jeść słodyczy, pękam po kilku dniach i rzucam się na nie.
    Co zaś do mojego juniora, to jest dzieckiem, który jest otoczony słodyczami, nie ograniczam, nie bronię i o dziwo, jak napisałaś, on traktuje je jako coś tak normalnego, że sięga po nie rzadko, tylko jak ma ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj te Twoje rady są na wagę złota, nie tylko dla tych małych i nie tylko dla alergików :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Doskonały pomysł, uratowałaś życie nie jednemu :P

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!