środa, 27 maja 2015

prowokacja alergenem pokarmowym

  Prowokowanie alergenem zapewnia nie mniejsze emocje niż oglądanie dobrego horroru. Jednak musimy to robić, bo rozszerzanie diety rzecz ważna i konieczna. Opowiem Wam, jak ja to robię.
   Bez względu na to, czym mam zamiar prowokować, zawsze trzymam się schematu gotowane-skóra-surowe-skóra-gotowane-brzuszek-surowe-brzuszek. Czyli najpierw ugotowanym produktem (załóżmy, że testujemy, czy uczula gruszka) smarujemy jakiś wrażliwy obszar skóry - ja smarowałam wewnętrzną stronę nadgarstka. Smarujemy 2-3 dni, raz dziennie. Jeśli nic się nie dzieje, możemy w taki sam sposób smarować surowym produktem. Jeśli nadal nic się nie dzieje, podajemy dziecku łyżeczkę naszej gotowanej gruszki - najlepiej eko. Nic się nie dzieje? W takim razie za 2 dni znów dajemy łyżeczkę, a może nawet dwie. Po 2-3 dniach: 2-3 łyżeczki. Jeśli jest dobrze, to robimy to samo z surowym owocem. Jeśli po trzecim podaniu nic się nie wydarzyło, to najprawdopodobniej prowokację możemy uznać za udaną, chlapnąć sobie za ten doniosły fakt i kombinować, co następnego będziemy wprowadzać, jednocześnie cały czas zwiększając ilość podawanej gruszki. Jeśli natomiast gotowana grucha nie sprawiała kłopotów, a surowa owszem (lub "wicewersal", jak mawia mój kolega) to szczególnie się nie przejmujemy i karmimy młode gruchą pod nieuczulającą postacią. Ja, na ten przykład, mogę się bezkarnie obżerać naszymi polskimi darami sadów pod warunkiem, że choć krótko obrobię je termicznie. Na surowo nie ma opcji, bo zaraz mam OAS, co miłe nie jest. Podobnie ma mój syn z zielonym groszkiem - surowy uczula, ugotowany nie.
   Taki rodzaj prowokacji jest ok, jeśli wprowadzamy coś, co nie jest uznane za ciężki alergen. Zatem gdy chcemy przetestować coś z grubej rury - żółtko, białko, mleko, miód, orzechy etc., to wtedy lepiej robić to metodą szczypt, czyli albo dodawać po szczypcie, dwóch, trzech do jakichś bezpiecznych potraw (np. zupy), albo, dajmy na to, zrobić naleśniki z żółtkiem, bo wtedy wiadomo, że w jednym naleśniku alergikowi dostanie się jedynie odrobina żółtka.
   A! Ważne: jeśli objawy są niejednoznaczne, nie potrafimy stwierdzić, że dany produkt na 100% uczulił, to wówczas nie rezygnujemy z niego, ale podajemy go co kilka dni w małych ilościach i obserwujemy.
   Pamiętajmy, że podczas prowokacji dziecko musi być w dobrej kondycji, zdrowe. Unikajmy, o ile to możliwe, wprowadzania nowości w okresie pylenia drzew czy traw. Nie róbmy też tego tuż po infekcji, w dniu pełnym wrażeń, czy przykrych objawach ząbkowania.
   Ten sposób prowokacji sprawdza się najlepiej wtedy, gdy dany produkt wprowadzamy na nowo po jego kilkumiesięcznej eliminacji. Z nowościami robię identycznie, ale wówczas częściej takie produkty robią mi średnio fajową niespodziankę, czyli uczulają po dwu-trzykrotnym podaniu doustnym, choć na skórze nie spowodowały zmian. Czemu tak? Pojęcia nie mam. Oczywiście nie jest powiedziane, że jak dane pożywienie nie da efektu po smarowaniu skóry, to i via brzuszek nie uczuli. I tu znów wicewersal.  To co robić, jak podrażnia skórę, a zjedzone nie uczula? Jeść, rzecz jasna, a skóry nie smarować.
Odwagi i powodzenia Wam życzę!

6 komentarzy:

  1. Ciekawy sposób na testowanie alergenów :) Nie wiedziałam, zapamiętam na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy tak postępować z każdą nowoscia? Przeraża mnie tempo rozszerzania..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie z każdą, niestety.

      Usuń
  3. Fajny patent na sprawdzanie alergii na jajko w naleśnikach :) Przyda się!

    OdpowiedzUsuń
  4. mieliśmy o tym zajęcia, najlepiej ok 5-6 miesiąca.. przy karmieniu piersią, etc :)
    Przydatny i bardzo fajny post! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobry sposób. Jadłam kiedyś kiwi i było OK. Do czasu. Jak się zorientowałam, że coś jest nie tak to było niebezpiecznie. Coraz więcej produktów mnie uczula. Będę musiała zrobić prowokację :)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!