niedziela, 31 maja 2015

zapiekanka ziemniaczana z brokułem dla NieAlergika


Wieść rodzinna niesie, że babcia Halinka i dziadek Kazik (ten od najlepszych pączków) zakochali się w sobie w stylu filmowym. Znali się trochę z konspiracji, i raz zdarzyło się, że razem nieśli jedzenie do getta. Babcia dla niepoznaki zarzuciła opaskę z gwiazdą, dziadek też, ale zapewniam, że nie było to wielce potrzebne, bo choć nie narodowości byli wiadomej, to z urody całkiem do niej pasowali. Oboje! Ale zanim te opaski pozarzucali, to z daleka dojrzeli niemiecki patrol, więc dla zmylenia wroga poczęli udawać całującą się zakochaną parę. Tak im dobrze szło, że postanowili przypieczętować swą narodzoną wówczas miłość ślubem. Niestety, nie żyli długo i szczęśliwe. Dziadek był hedonistą i ten sztandar zaprowadził go dość wcześnie do lepszego świata. Babci też już nie ma, ale ponieważ zawsze jadła niedużo i racjonalnie, dożyła sędziwego wieku 92 lat. Zapiekaneczka jest w stylu babci Heleny, zwanej Halinką i należy do rodzaju "posprzątałam, więc obiad ugotowałam". Recykling bardzo smaczny, prosty i gotowy w kilka chwil. Robi się z tego, co się akurat ma i ile akurat ma, więc ilości składników potraktujcie fristajlowo. Nawet liścia i ziela nie chciało mi się wyjąć. Bo i po co?
Należy mieć:

niedużą główkę brokuła
5-6 ugotowanych ziemniaków
cebulę
ok. 150 ml mleka
100 ml śmietany, najlepiej słodkiej
garść pokrojonych resztek wędlin i kiełbas lub wędzonego boczku
garść startego żółtego sera
liść laurowy
ziele angielskie
sporą szczyptę chili oraz gałki muszkatołowej
sól i pieprz do smaku

Naczynie do zapiekania wysmarować masłem i wysypać tartą bułką. Ziemniaki pokroić w plastry o grubości ok. centymetra i wyłożyć nimi naczynie "na zakładkę". Brokuła zblanszować przez 5 minut w osolonym wrzątku, osączyć i poukładać na kartoflach, lekko go wciskając między plastry. Śmietankę i mleko podgrzewać razem powoli z liściem oraz zielem, doprawić solą, pieprzem i gałką. Gdy będzie bardzo ciepła, zdjąć z ognia i rozpuścić w niej ser. Pokrojoną w kostkę cebulę podsmażyć z wędlinami i wymieszać z sosem śmietanowym. Polać nim ziemniaki z brokułem, naczynie wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (termoobieg) i zapiekać 10-15 minut.

piątek, 29 maja 2015

[przed]szkolne śniadania część 3


Dziś kolejny wpis prezentujący ninowe wałówki przedszkolne. Dwie poprzednie części są tutaj oraz tutaj. Robi się coraz cieplej, więc dzieci dłużej przebywają na dworze, a zatem muszę dbać o większą treściwość śniadanek. Oraz pełniejszy bidon, rzecz jasna.
A! Nie gniewajcie się na mnie, że wpisy śniadaniowe są tak rzadko, ale w lunchboxie Niny nie ma fajerwerków, produkty się powtarzają i tak dalej. W końcu zawartość lanczownika jest dość ograniczona, nie tylko dietą, ale też innymi wymogami, np. poręcznością danek, aktualnymi smaczkami panienki i tak dalej.
Oto czym wypychałam różowe pudełko z wizerunkiem takiego jednego miłego, w dodatku gadającego ludzkim głosem kotka:
Poniedziałek: sałatka owocowa (czyli pokrojone dozwolone owoce; ja dałam banana, jabłko, winogrona i truskawki bio) skropiona syropem klonowym i ciasteczko Nigelli
Środa: makaron (orkiszowy, ale bezglutenowy też będzie dobry) ze szparagami
Czwartek: jabłko i kawałek karobrownie z awokado
Piątek: fiszburger, czyli bułka z ziarnami z pieczoną rybą, wegańskim majonezem i listkiem sałaty

Może być?

środa, 27 maja 2015

prowokacja alergenem pokarmowym

  Prowokowanie alergenem zapewnia nie mniejsze emocje niż oglądanie dobrego horroru. Jednak musimy to robić, bo rozszerzanie diety rzecz ważna i konieczna. Opowiem Wam, jak ja to robię.
   Bez względu na to, czym mam zamiar prowokować, zawsze trzymam się schematu gotowane-skóra-surowe-skóra-gotowane-brzuszek-surowe-brzuszek. Czyli najpierw ugotowanym produktem (załóżmy, że testujemy, czy uczula gruszka) smarujemy jakiś wrażliwy obszar skóry - ja smarowałam wewnętrzną stronę nadgarstka. Smarujemy 2-3 dni, raz dziennie. Jeśli nic się nie dzieje, możemy w taki sam sposób smarować surowym produktem. Jeśli nadal nic się nie dzieje, podajemy dziecku łyżeczkę naszej gotowanej gruszki - najlepiej eko. Nic się nie dzieje? W takim razie za 2 dni znów dajemy łyżeczkę, a może nawet dwie. Po 2-3 dniach: 2-3 łyżeczki. Jeśli jest dobrze, to robimy to samo z surowym owocem. Jeśli po trzecim podaniu nic się nie wydarzyło, to najprawdopodobniej prowokację możemy uznać za udaną, chlapnąć sobie za ten doniosły fakt i kombinować, co następnego będziemy wprowadzać, jednocześnie cały czas zwiększając ilość podawanej gruszki. Jeśli natomiast gotowana grucha nie sprawiała kłopotów, a surowa owszem (lub "wicewersal", jak mawia mój kolega) to szczególnie się nie przejmujemy i karmimy młode gruchą pod nieuczulającą postacią. Ja, na ten przykład, mogę się bezkarnie obżerać naszymi polskimi darami sadów pod warunkiem, że choć krótko obrobię je termicznie. Na surowo nie ma opcji, bo zaraz mam OAS, co miłe nie jest. Podobnie ma mój syn z zielonym groszkiem - surowy uczula, ugotowany nie.
   Taki rodzaj prowokacji jest ok, jeśli wprowadzamy coś, co nie jest uznane za ciężki alergen. Zatem gdy chcemy przetestować coś z grubej rury - żółtko, białko, mleko, miód, orzechy etc., to wtedy lepiej robić to metodą szczypt, czyli albo dodawać po szczypcie, dwóch, trzech do jakichś bezpiecznych potraw (np. zupy), albo, dajmy na to, zrobić naleśniki z żółtkiem, bo wtedy wiadomo, że w jednym naleśniku alergikowi dostanie się jedynie odrobina żółtka.
   A! Ważne: jeśli objawy są niejednoznaczne, nie potrafimy stwierdzić, że dany produkt na 100% uczulił, to wówczas nie rezygnujemy z niego, ale podajemy go co kilka dni w małych ilościach i obserwujemy.
   Pamiętajmy, że podczas prowokacji dziecko musi być w dobrej kondycji, zdrowe. Unikajmy, o ile to możliwe, wprowadzania nowości w okresie pylenia drzew czy traw. Nie róbmy też tego tuż po infekcji, w dniu pełnym wrażeń, czy przykrych objawach ząbkowania.
   Ten sposób prowokacji sprawdza się najlepiej wtedy, gdy dany produkt wprowadzamy na nowo po jego kilkumiesięcznej eliminacji. Z nowościami robię identycznie, ale wówczas częściej takie produkty robią mi średnio fajową niespodziankę, czyli uczulają po dwu-trzykrotnym podaniu doustnym, choć na skórze nie spowodowały zmian. Czemu tak? Pojęcia nie mam. Oczywiście nie jest powiedziane, że jak dane pożywienie nie da efektu po smarowaniu skóry, to i via brzuszek nie uczuli. I tu znów wicewersal.  To co robić, jak podrażnia skórę, a zjedzone nie uczula? Jeść, rzecz jasna, a skóry nie smarować.
Odwagi i powodzenia Wam życzę!

poniedziałek, 25 maja 2015

słodko-słona krówkowa pavlova na Dzień Matki dla NieAlergika


Tak, wiem, za płaska na pavlovą. Ale moja mama tak lubi, a deser robiony był dla niej, na Dzień Matki. Beza, według maminego gustu, ma być przyrumieniona i wczorajsza, czyli ciągnąca w środku (nie surowa) i chrupiąca na zewnątrz. Ja też właśnie taką lubię. Mama jest trochę konserwa, w związku z czym obawiałam się, czy aby taki słodko-słony wypiek jej posmakuje. Tak po cichu to się Wam przyznam, że miałam też troszeńkę nadziei, że średnio posmakuje, a wtedy ja będę mogła ją uwolnić od tego słodkiego prezentu. Nadzieja matką głupich... Ta pavlova, zwana przeze mnie pieszczotliwie "SS", to bardzo smakowita dziewczyna. Dla miłośników kajmaku i połączenia słodkiego ze słonym - idealna.
Należy mieć:

na bezę:
4 białka
cukier - ok. 160 g, ja daję objętościowo tyle samo cukru ile ubitych białek
szczyptę soli
na krem:
250 g mascarpone
2/3 puszki gotowej masy krówkowej*
ok. 250 g śmietany kremówki
sporą szczyptę soli (jakiejś szlachetniejszej, np.: himalajskiej)
pełną łyżeczkę żelatyny
wrzątek
prażone, solone orzechy (arachidowe, pistacjowe etc.) do posypania

Białka ubić z solą na sztywno, dodać cukier i miksować do uzyskania lśniącej, gęstej masy. Wyłożyć okrąg z masy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i suszyć bezę przez 2-2i1/2 godziny w uchylonym piekarniku z termoobiegiem nastawionym na temperaturę 110 stopni.
Krem: zmiksować mascarpone z solą i kajmakiem. Osobno ubić śmietanę i delikatnie wymieszać z masą kajmakową. Żelatynę rozpuścić w jak najmniejszej ilości wrzątku (ok. 30-40 ml), dodać do kremu i chwilę miksować na wolnych obrotach. Krem wstawić do lodówki. Gdy lekko stężeje, wyłożyć na bezę. Posypać lekko rozdrobnionymi orzechami.

*lub ugotowanego na kajmak, słodzonego mleka skondensowanego (w puszce)

piątek, 22 maja 2015

Konkurs z Ballarini - wygraj granitowy garnek Lucca!


Jakiś czas temu, przy okazji recenzowania granitowego garnka Ballarini Lucca, obiecywałam Wam niespodziankę. I oto jest! Ruszamy z konkursem, w którym można wygrać właśnie taki garnek. A jest o co powalczyć, bo nagroda jest naprawdę fajna. Kilka słów o niej:

Granitowy garnek 24 cm Ballarini z pokrywką z serii Lucca
bez PFOA, metali ciężkich, niklu
z nieprzywierającą powłoką Granitium
pozwalający na beztłuszczowe smażenie
przystosowany do mycia w zmywarce
nadający się do użycia w piekarniku do 160 stopni

Więcej informacji o linii LUCCA znajdziecie na stronie dystrybutora.
Zachęceni? No to przejdźmy do konkursu.

Zadanie konkursowe
W komentarzu pod postem konkursowym lub na smakołykowym fan page-u napisz, jakie danie jednogarnkowe byś przygotował/a, gdyby na proszonym obiedzie miał się pojawić gość z alergią na mleko i produkty mlekopochodne (sery, jogurty etc.) oraz jajka.

Czas trwania konkursu
Na zgłoszenia czekamy od dziś do 29.05.2015 r. do północy. Każdy Uczestnik może przysłać tylko jedno zgłoszenie. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone dnia 02.06.2015 r. na moim blogu i fan page'u.

Nagroda
Spośród zgłoszonych propozycji wybiorę danie, którym najchętniej byśmy się na proszonym obiedzie uraczyli. Autor wybranego przepisu otrzyma w nagrodę 

granitowy garnek Ballarini z linii Lucca 24 cm z pokrywką


Gorąco zapraszam do wzięcia udziału w konkursie!

Organizatorem konkursu są Smakołyki Alergika.
Fundatorem nagrody i podmiotem odpowiedzialnym za jej wysyłkę jest ballarini.pl.
Nagroda może być wysłana tylko na terenie Polski.




środa, 20 maja 2015

wegańskie karobrownie bez tłuszczu


Zapomniało mi się o dwóch awokado. Nie wiem, jak to możliwe, bo bardzo lubimy i często jemy. Jednak stało się, więc trzeba było coś ze zbyt dojrzałymi sztukami zrobić. No to zrobiłam brownie z karobem, ale jak kto nie ma uczulenia, to może sobie zrobić na kakao.
A nawet dodać jajko, tylko właściwie po co... Ciasto jest bardzo dobre, można je zaliczyć do fit, bo bez tłuszczu, a awokado w ogóle nie czuć. Pokazywałam je Wam jakiś czas temu na facebooku, komu twarzoksiążka nie pokazała, to teraz ma.
Należy mieć:

2 bardzo dojrzałe, nieduże awokado
230 g mąki (zwykłej, orkiszowej lub mieszanki bezglutenowej)
200 g cukru trzcinowego
3 czubate łyżki karobu
po płaskiej łyżeczce sody i proszku do pieczenia
150 ml wody lub mleka roślinnego
łyżkę octu naturalnego
łyżkę cukru z pieczoną wanilią
szczyptę soli

Awokado obrać, wyjąć pestki, miąższ zmiksować na mus. Dodać cukier i jeszcze chwilę miksować, a następnie resztę składników. Miksować, dodając ewentualnie po odrobinie więcej wody lub mleka do uzyskania ciasta o lekkiej, dość zwartej, ale nie twardej konsystencji. Blachę (ok. 20x20 cm lub większą) wyłożyć papierem do pieczenia. Przelać ciasto, wyrównać. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec 25 minut, do suchego patyczka.

poniedziałek, 18 maja 2015

granola pierniczkowa


Jesteśmy Wielkimi Granolożercami. Kto śledzi Smakołyki, ten to wie. Zapragnęło nam się granoli piernikowej, no to zrobiłam. Bardzo dobra, a dla miłośników pierników - wręcz boska, niemal jak kawałek ich ulubionego ciasta. Tę granolę można tak zmodyfikować, że nada się też dla dla NieAlergików. A jeśli ta Wam nie posmakuje, spróbujcie klasycznej. Dla NieAlergików polecam czekoladowo-pomarańczową oraz rumową z marcepanem. W najbliższym terminie będę też próbować pralinowej i jeśli się uda, nie omieszkam podzielić się przepisem. No chyba, że macie to w zadkach, bo to będzie granola dla nieuczulonych...
A zatem weźmy:

400 g płatków owsianych (lub innych, np. bezglutenowych)
100 g pestek słonecznika (dla NieAlergików dodatkowo garść migdałów pokrojonych w słupki)
100 ml karmelu lub miodu z mniszka, lub syropu klonowego etc.
po 1/2 szklanki rodzynków i pokrojonych suszonych fig (niesiarkowanych)
po 2 pełne łyżki nasion lnu i niełuskanego sezamu
łyżkę karobu (dla NieAlergików: łyżkę kakao)
czubatą łyżeczkę przyprawy do piernika
łyżeczkę cukru z pieczoną wanilią
opcjonalnie dla NieAlergików - łyżkę posiekanej kandyzowanej skórki pomarańczowej

Wymieszać wszystkie suche składniki (oprócz suszonych owoców) z karmelem i przyprawami. Mieszankę wyłożyć na blachę, wstawić na nagrzanego do 170 stopni piekarnika (termoobieg) i piec, od czasu do czasu mieszając, aż granola się lekko zrumieni - ok. 15 minut. Dodać owoce (NieAlergicy także skórkę pomarańczową), wymieszać, wyłączyć piekarnik i zostawić w nim granolę jeszcze na kilka minut. Po ostudzeniu przesypać do szklanego słoja.

sobota, 16 maja 2015

lekki deser karmelowy dla NieAlergika


Wielce smakowity, trochę fit deser, do którego specjalnie pofatygowałam się zrobić karmelówkę. Bardzo chciałam go Wam pokazać, choć jest dla NieAlergika, ale tu spotkała mnie ciutas przykra niespodzianka, bo nie mogłam odnaleźć przepisu. Dopadłam go wreszcie w "wysłanych" (cóż za szczęście, że klienci targów żądali przepisu na maila!), ale co się naszukałam to moje... Krem jest lekki, lecz intensywny w smaku, ale jego nadmierne spożywanie może skutkować upojeniem alkoholowym. Fantastycznie smakuje saute, ale
z dodatkiem świeżych owoców, np.: malin, albo pokruszonych amaretti czy czekolady też niczego sobie.
Weźmy:

5 jajek
5 łyżek cukru dark muscovado
pełną łyżkę cukru z pieczoną wanilią
2 opakowania serka mascarpone (po 500 ml)
500 ml jogurtu greckiego
100-150 ml przepalanki lub likieru karmelowego

Jajka dobrze umyć, sparzyć i wybić do dużej miski. Dodać muscovado oraz cukier z wanilią
i bardzo dobrze zmiksować. Następnie dodać mascarpone oraz jogurt i miksować dalej, ale na niskich obrotach, pod koniec dodając alkohol. Rozlać do naczyń i schłodzić w lodówce.

czwartek, 14 maja 2015

test Ballarini Lucca i gulasz z fenkułem


Pamiętacie może moją ukochaną patelnię Portofino? W moim bezlitosnym teście wypadła znakomicie, zatem gdy nadarzyła się okazja zrecenzowania kolejnego produktu Ballarini, szybko i chętnie wykorzystałam okazję. Tym razem w łapki mi wpadł granitowy garnek z linii Ballarini LUCCA. Ładny, oj ładny. I bezpieczny, jak zresztą wszystkie produkty tej firmy - bez PFOA, bez niklu, bez metali ciężkich, więc dla alergików idealny. Za to z granitową, wzmocnioną cząsteczkami mineralnymi powłoką, na której można smażyć bez tłuszczu i którą trudno uszkodzić. Garnek ma uchwyty wytrzymujące temperaturę do 160 stopni, więc spokojnie można w nim coś zapiec albo zaconfitować w piekarniku. I oczywiście myć go w zmywarce.
No dobra, krótko opisałam, to zaraz opowiem, jak się sprawił w mojej kuchni. Jak test, to test, więc przygotowałam w nim coś, co miało maksymalnie wykorzystać możliwości garnka, czyli zostać podsmażone bez tłuszczu, ugotowane, zapieczone w piekarniku. A zatem wolnopieczona łopatka z fenkułem podana z domowymi gnocchi.
Przygotujmy:

500-600 g łopatki wieprzowej
bulwę kopru włoskiego
marchewkę
cebulę
100 ml ciemnego piwa
100 ml bulionu warzywnego
po łyżeczce klarowanego masła, oliwy
czubatą łyżeczkę musztardy
sól i pieprz - do smaku
sporą szczyptę muscovado
szczyptę anyżu - opcjonalnie
na gnocchi:
kilka ugotowanych ziemniaków
mąkę

Ziemniaki przecisnąć przez praskę. Z powstałej masy uformować placek i podzielić go na 4 części. Jedną część ziemniaków wyjąć i wypełnić mąką. Dodać czwartą część ziemniaków i wyrobić ciasto. Z ciasta utoczyć wałek, podsypując mąką, pokroić na kawałki i zrobić widelcem charakterystyczne wzorki. Gnocchi gotować w osolonym wrzątku, aż wpłyną. Odcedzić i odstawić. Mięso pokroić w kostkę i podsmażyć w rozgrzanym garnku, bez tłuszczu, ze wszystkich stron.  Dorzucić masło z oliwą oraz pokrojoną w piórka cebulę i chwilę podsmażyć. Dodać piwo, bulion oraz musztardę, doprawić i wymieszać. Przykryć przykrywką i wstawić garnek do piekarnika nagrzanego do 130 stopni. Po dwóch godzinach dodać pokrojone w plastry warzywa - fenkuł oraz marchew. Wymieszać, ponownie przykryć i piec jeszcze przez ok. godzinę, aż warzywa będą miękkie. W razie potrzeby podlewać potrawę piwem lub bulionem. Podawać z gnocchi i sałatą.


A jak poradził sobie Lucca? No cóż, muszę przyznać, że nie mam się do czego przyczepić... Poradził sobie świetnie. Wodę na gnocchi ugotował bardzo szybko, żaden klusek mi się do dna nie przykleił. Smażone bez tłuszczu mięso też nie! Masło dodałam potem, dla smaku. Garnek jest lekki i wygodny, zarówno jego rączki jak i pokrywka przeżyły pobyt w piekarniku bez najmniejszego problemu. Można potrawę postawić w nim na stole, bo design jest bez zarzutu i operować warząchwią bez obaw o uszkodzenie powłoki, a po wszystkim umyć go w zmywarce bez szwanku. Polubiłam go bardzo. Lucca Ballarini... Brzmi jak Luca Brasi, prawda? Wierny twardziel. Fajnie, że jest mój. Gdyby ktoś też go chciał, to powiem Wam w sekrecie, że do 31 maja w delikatesach Alma można kupić produkty z linii Lucca nawet o 50% taniej.
A w jeszcze większym sekrecie Wam powiem, że może będę wkrótce miała dla Was fajową niespodziankę. Zaglądajcie!

poniedziałek, 11 maja 2015

słodycze dla alergików


   Jakie słodycze nadają się dla alergików? Oszołomscy puryści z pewnością wykrzyknęliby w odpowiedzi "Żadne!". I mieliby trochę racji. Na szczęście tylko trochę, bo jak to zazwyczaj bywa, teoria sobie, a życie sobie.
   Wszyscy wiedzą, że cukier to samo zło. Wszyscy wiedzą, że dzieciństwo powinno być słodkie. Pogodzenie tych dwóch oczywistości łatwe nie jest, zwłaszcza w przypadku alergika, któremu stanu zapalnego nie należy podkręcać, nawet cukrem, choć taki pyszniutki, słodziutki. Stewia i inne wynalazki też nie wiadomo, czy są tak do końca fajowe. To już wolę stary, dobry cukier...
   Wracając do słodkiego dzieciństwa. Jakiś czas temu, dość dawno nawet, modne było "nieuczenie" dziecka słodkiego smaku (he he, chyba zapomniano, jaki smak ma cycusiowe mleko). Polegało to na tym, że dziecku nie dawano niczego słodkiego do czwartego roku życia. Moja koleżanka, matka dwóch córek przetrenowała tę metodę na swej pierworodnej. Najsłodszą rzeczą, jaką to biedne dziecko jadło przez swoje pierwsze cztery lata życia była jarzynka z buraków. Ale w końcu okres wielkiej smuty się skończył i mała dama mogła wreszcie spróbować cukierka. Spróbowała. I co? I od tej pory pragnęła żywić się tylko i wyłącznie słodyczami. W związku z tak spektakularną porażką, druga córka słodycze już dostawała, oczywiście w granicach rozsądku, ale i bez specjalnych ograniczeń. I co? I też je bardzo lubiła, ale nie obdarzyła ich tak namiętnym uczuciem, jak pierwsza córka. Bo człowiek po prostu tak jest skonstruowany, że lubi słodkie, a mutanty, które ze słodyczy najbardziej lubią śledzia mają fajnie i zdrowo, lecz są w zdecydowanej mniejszości.
   Po tym przydługim i nudnawym wstępie zapewne domyślacie się, jaka jest moja teoria słodkości. Tak, daję swoim dzieciom słodycze. Ale nie bez ograniczeń i nie wszystkie. Jak Jeremi był malutki i mógł jeść bardzo niewiele rzeczy, to jego cukierkiem była kostka cukru. Potem zaczęłam robić mu lizaki karmelowe. A potem dieta się rozszerzała i okazało się, że suszone banany i daktyle znakomicie sprawdzają się w roli batona, i mniej więcej w ten deseń, stopniowo pozbyliśmy się tej kostki cukru na rzecz ciekawszych i zdrowszych słodyczy. No dobra, bo ja tu znowu sobie popierdalam, a miałam zamiar wrzucić w tego posta kilka krótkich, konkretnych porad. No to siup.

1. Nie walcz z naturalnym pociągiem do słodkiego. To bezcelowe, jak mawiał Borg, mój ulubiony bohater StarTreka. Zamiast tego, proponuj dziecku smaki naturalnie słodkie - suszonych owoców, melas, świeżych owoców, soków ze świeżych owoców, niesłodzonych kompocików etc.
2. Nie słodź! Jeśli młode nie chce pić wody, o ile nie dodasz do niej cukru, nie ustępuj, nie słodź, nie podawaj soku etc. Jak się gnojkowi naprawdę zachce pić, to zwykła woda będzie dla niego słodka niczym ambrozja. A chwilowe odwodnienie raczej nie doprowadzi was do pobytu w szpitalu. Ale jeśli tak ma się stać, to trudno, ustąp. Ale tylko po to, by z cichacza, stopniowo i konsekwentnie zmniejszać poziom słodkości napoju do zera.
3. Nie dosładzaj też przecierów owocowych, no chyba, że owoce są wyjątkowo kwaśne i chyba, że dziecko kategorycznie odmówi ich jedzenia. Wtedy dosmacz czymś w miarę zdrowym, np. melasą czy syropem daktylowym.
4. Wprowadź w życie Słodki Dzień. Jeśli dziecię zna i jada słodycze sklepowe, to postaraj się, by ich obecność w waszym domu ograniczała się do jednego czy dwóch dni w tygodniu. Nie, nie chodzi o to, że masz je mieć w szafce będącej poza zasięgiem wzroku dziecka. Zapewniam cię, że jak młode zacznie mędzić, to złamiesz się i dasz mu coś z tej szafki. Na co dzień w szafce możecie mieć sezamki, domowe batoniki czy trufelki, suszone, liofilizowane czy świeże owoce, melasy i tym podobne, czyli zdrowe słodycze. Bo jak się nie ma co się lubi... No właśnie.
5. Nie rób ze słodyczy niczego ponad to, czym są. Nie są nagrodą, nie są pocieszycielem w smutku, nie łagodzą złości, nie usuwają bólu. I nie są na obiad. Są rzeczą, na którą czasem ma się ochotę i tylko tak powinny funkcjonować.
6. Dokładaj wszelkich starań, by twoje dziecko się najadało i to jak najgęstszymi odżywczo produktami. Jedzcie powoli, freestylem, towarzysko, długo. Jak się człowiek głównym posiłkiem nasyci, to ochota na słodkie zapewne nie nadejdzie.
7. Cukier uzależnia. To nie farmazon, sprawdziłam na swoich dzieciakach. Dlatego warto się postarać o jak najmniej regularne jego używanie. Ale nie wolno popadać w skrajności. Ja się zawsze boję, że dziecko, które słodycze widzi tylko wtedy, gdy jedzą je inne dzieci, może wyrosnąć na psychopatę.

I jeszcze jedno: jeśli zrobiliście posiew kału i okazało się, że macie przerost candidy, to lekarze, zwłaszcza ci niekonwencjomalni, zapewne zalecą wam dietę pozbawioną niemal wszelakich węglowodanów, a nawet banana. A konwencjonalni mogą dodatkowo zaatakować jakąś antygrzybiczną chemią. Róbta co chceta, ale ja nigdy diety antykandydozowej nie stosowałam, podobnie jak leków, dawałam tylko probiotyki (w tym s. boulardii, co jest tu bardzo ważne) i ograniczyłam cukier, a i tak się przerostu pozbyliśmy.

A jaki jest wasz pogląd na słodycze w menu alergika?

sobota, 9 maja 2015

karmelówka aka przepalanka


Kiedyś miałam okazję być odpowiedzialną za zimny bufet, którego zadaniem było uświetnienie imprezy promującej regionalne przysmaki. Tak głupio się przechwalać, ale po niektóre potrawy ustawiały się kolejki, miałam też niemało żądań przepisu. Pokażę kiedyś te potrawy i desery na Smakołykach, bo choć część z nich jest dla NieAlergika, to są warte pokazania. Na przykład krem karmelowy. Krem ten nie byłby zapewne takim hitem, gdyby nie magiczny dodatek - chluścik karmelówki z niedużej, tradycyjnej wytwórni, której nazwy niestety nie zapamiętałam. Karmelówka, o której mówię była raczej likierem, a że ja nie przepadam za słodkimi napojami, to zrobiłam jej nieco lżejszą wersję. Karmelówka light spoko się nada do rzeczonego kremu, bo nie chodzi przecież o słodkość, jeno karmelowy posmaczek. No, niektórym, jeśli chodzi o nalewki, to zapewne chodzi jeszcze o coś innego, ale to już nie nasza sprawa.
Weźmy:

500 ml wody
400 ml spirytusu
4 łyżki cukru
łyżkę miodu*
½ laski wanilii

Cukier równomiernie rozsypać na patelni i podgrzewać, aż zrobi się z niego bardzo ciemny karmel. Wówczas błyskawicznie oraz bardzo ostrożnie wlać wodę. Dodać wanilię oraz miód, zagotować, zdjąć z ognia i mieszać, aż karmel całkowicie się rozpuści. Odstawić syrop do ostygnięcia, a następnie wymieszać ze spirytusem. Odstawić na tydzień, a po tym czasie przefiltrować przez filtr do kawy i przelać do butelki.

*przy alergii pomijamy, mamy wówczas klasyczną przepalankę, nieco bardziej płaską w smaku, ale też bardzo dobrą

czwartek, 7 maja 2015

maślana szarlotka z kruszonką dla NieAlergika


Słodka, aromatyczna, maślana i, z przykrością stwierdzam, błyskawicznie znikająca. Mimo niemałych gabarytów. Na ciepło może być, ale zdecydowanie polecam pożerać po ostygnięciu, bo wtedy dopiero pokazuje, co potrafi. Ta szarlotka jest idealna dla tych, którzy nie mogą się zdecydować, czy wolą delikatność szarlotki po żydowsku, czy chrupiącą kruchość klepanej. Tu mają dwa w jednym i nie muszą więcej zaprzątać sobie głowy tego typu rozważaniami.
Potrzebować będziemy: 

na kruszonkę:
250 g mąki
160 g cukru trzcinowego
150 g masła, schłodzonego i posiekanego
łyżeczki cynamonu
szczypty soli
na farsz jabłkowy:
3 średnich jabłek typu szara reneta
2 łyżek cukru
po łyżeczce cukru z pieczoną wanilią i cynamonu
skórki otartej z połowy cytryny
na ciasto ucierane:
180 g mąki
120 g cukru
80 g masła
3 pełnych łyżek śmietany
jednego jajka+żółtka
łyżeczki cukru z wanilią
po 1/2 łyżeczki sody i proszku do pieczenia
szczypty soli

Składniki na kruszonkę wyrobić w miseczce palcami, do uzyskania sypkiego, lecz grudkowatego ciasta. Odstawić w chłodne miejsce. Farsz: jabłka umyć, obrać i pokroić na ćwiartki, a każdą ćwiartkę na cztery grube plastry, wymieszać z cukrem, cynamonem i skórką, odstawić. Ciasto ucierane: śmietanę, jajko, żółtko, bardzo miękkie masło, sól oraz oba rodzaje cukru wyrobić mikserem (wolne obroty) do połączenia składników. Dodać mąkę, proszek oraz sodę i wyrabiać mikserem na średnich obrotach prze 2-3 minuty. Piekarnik rozgrzać do 170 stopni (termoobieg). Dużą tortownicę wysmarować masłem i wysypać mąką. Rozprowadzić w niej ciasto ucierane, na nim rozłożyć jabłka i całość posypać kruszonką. Wstawić szarlotkę do piekarnika na 30 minut (polecam włączyć na pierwsze 10 minut dolne dogrzewanie, ale nie jest to konieczne), a następnie zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec jeszcze ok. 20-30 minut, do suchego patyczka.

poniedziałek, 4 maja 2015

konkurs urodzinowy - wyniki


Moi Drodzy! Nadszedł czas, by ogłosić, kto wygrał urodzinowy konkurs smakołykowy. Wybór do łatwych nie należał, bo wszystkie propozycje były świetne. W związku z tym zwycięzców jest dwóch. Najbardziej spodobały nam się następujące propozycje:

Buraczkowe bajaderki Justy
dietetyczne bajaderki

150 g buraka pieczonego, startego na tarce
5 daktyli moczonych we wrzątku
1 łyżka dżemu z czarnej porzeczki
1 kopiasta łyżka płatków owsianych błyskawicznych
1 kopiasta łyżka lnu mielonego
1 kopiasta łyżka mieszanki otrębowej
1 łyżka posiekanych rodzynek
1 łyżka jagód goji
1 łyżeczka nasion chia
aromat rumowy /opcjonalnie/
szczypta soli
płatki suszone nagietka
3 łyżki suszonego buraka /płatki/

Namoczone daktyle bardzo drobno siekam. Łączę z burakiem, dżemem, 
płatkami owsianymi, otrębami i lnem. Mieszam dokładnie.
Dodaję rodzynki, goji i chia. Solę i aromatyzuję rumem. Mieszam 
dokładnie i formuję 3 duże kule.
Wstawiam do lodówki na około 30 minut.
Płatki buraczane ucieram w moździerzu na drobny pył. Dodaję nagietka.
Kule buraczane wyjmuję z lodówki i obtaczam dokładnie w pyle 
buraczanym.
Chłodzę w lodówce jeszcze około 15 minut.

oraz

Pomidorowe tiramisu Justyny
Tiramisu wegańskie, bezglutenowe

Składniki : ( na 2 porcje )

około 6 bezglutenowe grissini lekko osolonych
1 łyżeczka cukru light muscovado
Grissini łamiemy na małe kawałki. Wrzucamy na patelnię razem z cukrem i podgrzewamy mieszając aż cukier się skarmelizuje a grissini podpieką. Odstawiamy.
Marmolada pomidorowa : ( marmolady wychodzi więcej niż na 2 porcje - na pewno starczy na 4 )
1/2 puszki pomidorów cherry w zalewie 
około 2 cm kawałek świeżego imbiru
2 łyżki cukru light muscovado
Wszystkie składniki umieszczamy w rondelku. Smażymy aż powstanie konsystencja marmolady bądź dżemu. Odstawiamy do ostygnięcia. Przed użyciem wyciągamy imbir. Ja używałam pokrojonych pomidorów z puszki i na końcu zmiksowałam na jednolity mus.
Tofu : 
125 g jedwabistego tofu ( może być naturalne )
1/2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej ( w wersji dla dzieci mozna zastąpić np. słodkim kakao )
1 porządna łyżka ulubionego likieru ( najlepszy byłby kawowy, żeby smakiem komponował się z całościa ale równie dobrze może być każdy inny ) Jeśli nie chcecie dodawać alkoholu możecie spróbować dodać gęsty syrop owocowy.
2 kopiate łyżeczki cukru light muscovado
Wszystkie składniki miksujemy za pomocą blendera na jednolitą masę. Odstawiamy.
Ponad to : 
melasa z karobu 
Na dno naczynek układamy kolejno skarmelizowane grissini, łyżka marmolady pomidorowej, tofu, ponownie skarmelizowane grissini i na końcu po górze polewamy około łyżką melasy. Najlepiej podać od razu, żeby grissini zachowały swoją chrupkość ale i takie namoknięte też są smaczne :) 


Serdecznie gratulujemy Justynom, a wszystkim Uczestnikom ogromnie dziękujemy!

sobota, 2 maja 2015

sznycle z indyka w ziołach


Indyk w ziołach jest wporzo, tudzież nawet trochę fit. Po moczeniu w marynacie pozbywa się suchości, a szałwia nadaje mu jakiegoś takiego świeżego, chłodnego posmaczku. Ja robię go na elektrycznym grillu, ale można go też rzucić na grill klasyczny, można też po prostu usmażyć. I podać z sałatką albo warzywami ugotowanymi na chrupko na parze. Niom.
Należy mieć:

4 sznycle z indyka
na marynatę:
1/3 szklanki oliwy rozmarynowej (lub zwykłej z 1/2 łyżeczki rozmarynu)
pełną łyżeczkę szałwii
po płaskiej łyżeczce musztardy sarepskiej, octu balsamicznego, sosu sojowego* i muscovado
po 1/2 łyżeczki pasty paprykowej i czarnego pieprzu
ząbek czosnku (przeciśnięty)
sporą szczyptę kurkumy

Sznycle umyć, oczyścić, osuszyć i lekko rozbić. Wszystkie składniki marynaty dobrze wymieszać i włożyć do niej mięso na kilka godzin (a przynajmniej na godzinę). Rozgrzać grill (klasyczny lub elektryczny) i smażyć mięso niezbyt długo, z obu stron. Mięso nie może być surowe, ani przesuszone. Czas grillowania zależy od wielkości i grubości sznycli, najlepiej grillować, aż wierzch mięsa zbieleje, wtedy przerzucić i dogrillować 2-3 minuty z drugiej strony.

*przy alergii na soję sos sojowy pomijamy, natomiast już gotowe sznycle solimy, najlepiej różową solą himalajską