sobota, 11 kwietnia 2015

zabawki dla alergika

 

   Słyszeliście pewnie, że mały alergik nie powinien mieć pluszaków. Ale co to za dzieciństwo bez mięciutkiej, ukochanej przytulanki, którą można miętosić, która odgania smutki, żale i strachy! I co w zamian? Plastik? Drewno?
   Kwestia zabawek pewnie spędza Wam sen z powiek, choć wcale nie powinna, a odpowiedź na pytanie, czym wolno się bawić alergikowi jest prostsza, niż się może wydawać. Po pierwsze: pluszakom mówimy zdecydowanie "tak". Nie wszystkim, rzecz jasna. Zadbajmy o to, by były to szmacianki w jasnych kolorach (barwniki) i żeby miały odpowiednie certyfikaty. Nie wiem, czy można im do końca ufać, ale załóżmy, że jak coś dopuszczono do kontaktu z dziećmi, to szkodzić nie powinno. Pluszaki kupujmy w dobrych, renomowanych sklepach z artykułami dla dzieci. Teoretycznie będzie bezpieczniej. Po drugie, po zakupie upierzmy je ze dwa razy w płatkach mydlanych i dobrze wywietrzmy. Potem raz w tygodniu fundujmy im pranie w 60 stopniach lub przynajmniej ekscytujący survival w postaci nocy spędzonej w zamrażalniku. Najfajniej, żeby pluszaki były bawełniane, więc warto takich poszukać.
   Zabawki plastikowe nie należą do moich ulubionych, ale zalały rynek. Nie dziwię się, bo są zazwyczaj wytrzymałe i łatwe do czyszczenia. Plastik to jednak plastik, czyli chemia. Radzę unikać, ale oczywiście bez przesady. O ile to jednak możliwe, niech ich w pokoju naszego alergicznego malucha będzie najmniej. Taki przykład: zabawka-sklep. No cóż, kasa musi być plastikowa, pieniążki też. Ale sklepowe półki możemy zrobić sami, z kartonu. Koszyk - kupmy wiklinowy, malutki. Ja używam maleńkich "łubianek", w których daaaaaawno temu kupiłam borówki. Takich:

Torby do pakowania zakupów to po prostu nieduże torebki papierowe. Zamierzam też uszyć (łomatulu, przecież ja nie umiem szyć!) kilka płóciennych torebeczek eko. A asortyment? Tu też jest problem, bo najłatwiej dostępny jest oczywiście asortyment plastikowy. No trudno, ustąpimy. Ale jeśli się da, zaopatrzcie się w tekstylne warzywa i owoce, a inne wiktuały niech będą w miarę możliwości kartonowe.
   Zabawki drewniane wydają się najlepszym wyborem, choć nigdy nie wiadomo, czym je pomalowano czy polakierowano, nasączono i tak dalej. Jeśli Wasza pociecha jest wyjątkowym alergikiem, to można kupić zabawki z surowego drewna i nasączyć je olejem jadalnym. A kolory? No cóż, niech zadziała wyobraźnia.
   A skoro jesteśmy przy kolorach - rysowanie, malowanie, wyklejanie i zabawy z masami plastycznymi to jest to! Matki alergików często mają z tym problem (czasem słusznie), bo obawiają się barwników czy składników różnorakich ciastolin. No cóż... o ile kredki i pędzle możemy kupić w drewnianych, naturalnych oprawkach, o tyle z masami typu playdoh trzeba po prostu próbować. Nas nie uczula. Pieczątki, które są też zazwyczaj oprawione w drewno są jak najbardziej ok. Bardzo fajne są też  klocki-chrupki kukurydziane - jeśli nie ufamy tym ze sklepu, możemy użyć... prawdziwych chrupek ze spożywczaka.
   Powiem Wam szczerze, że ja najbardziej cenię sobie zabawki używane. Przeszły swoje, więc co się miało wywietrzyć, to pewnie wywietrzało, a co zetrzeć, starło. Może to głupie, ale tak właśnie uważam. Uwielbiam też zabawki hand made, np. ciocia PozytywnieKreatywnie podarowała Ninie własnoręcznie uszytą, piękną lalę.
   Jeśli macie czas i możliwości, kombinujcie z hendmejdem - to wielka frajda dla dziecka, a poza tym wiecie, czego użyliście do zrobienia takiej zabaweczki.  Chciałabym bardzo napisać, że z pomocą może przyjść natura. Może, oczywiście, ale tu też trzeba ostrożnie. Dawno dawno temu zabawa w robienie figurek z kasztanów zakończyła się atakiem kichania, więc coś jest na rzeczy.
   I na koniec apeluję o zachowanie zdrowego rozsądku - mały alergik nie musi mieć przymusowego montessori, naprawdę. Jednak zabawki wybierajcie ostrożnie, omijajcie dziwne stragany szerokim łukiem i przepytujcie znajomych na okoliczność zalegania zabawek, którymi ich pociechy już się nie bawią. Zwłaszcza o to, gdzie owe zabawki były przechowywane, bo jeśli w jakimś szemranym garażu pełnym pleśni czy chemii gospodarczej, to lepiej ich nie dawać dziecku.
Dobrej zabawy!

3 komentarze:

  1. Przydatny post, już wiem czemu czasami za bardzo kichałam jak trzymałam pluszaka w rękach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Plastik ma mniej chemii niż drewno. Wiesz ile chemikaliów wtłaczane jest w drewno już w tartaku? Paskudztwa przeciwgrzybiczne i inne takie tam. Potem dochodzą farby na drewnie i lakier. Co do barwników - nieważne czy coś jest jasne, czy ciemne, alergizuje dokładnie tak samo. Wiem, bo mam akurat alergię na barwniki używane na pościeli. Czerwone plamy na skórze pojawiają mi się i przy ciemnej, i przy śnieżnobiałej bawełnie. Tylko niefarbowana bawełna ikeowska daje radę (nie każda pościel z ikei jest niefarbowana) oraz stara pościel sprzed 30 lat. Nie wiem, dlaczego jestem uczulona na współczesną pościel, a na starą nie, może inaczej ją farbowali. Przeciez kiedyś stara pościel była nowa i nic mi nie było.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś mama uszyła mi żółwia. To był najukochańszy pluszak. Zrobiony z serca :)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!