czwartek, 30 kwietnia 2015

różowy tort dla NieAlergika


Megaalergen, ale jakże smakowity! Miałam nie pokazywać, no bo to megaalergen, ale pokażę NieAlergikom, bo tort jest po prostu boski. Czekoladowy biszkopt, lekki krem śmietanowy, biała czekolada, maliny, truskawki... Ideał. Taki komplement z ust wielbicielki tortów kawowych mówi sam za siebie. Zrobiłam go córce na urodziny - moje dzieci mogą już odrobinę takich przysmaków jeść. To znaczy starszy niemal bez ograniczeń, a młodsza, o ile jest to raz czy dwa na jakiś czas. Jak więcej lub częściej, to niestety, mamy pod kolankami eleganckie azetesowe plamy. Mamom alergików chcę przy okazji tego tortu powiedzieć, żeby się wyluzowały. Jeremi jako małe dziecko miał takich potortowych plam, jak Nina pod kolanami mnóstwo, a nie jadł takich tortów. A teraz je, ba! je tiramisu oraz bezy, pije mleko i plam nie ma. Zatem głowa do góry, będzie dobrze, dzieciaki zazwyczaj "wyrastają" z pokarmówek.
A na tort należy mieć:

na biszkopt rzucany:
5 jajek
3/4 szklanki cukru
2/3 szklanki mąki
1/3 szklanki kakao
na krem:
500 g mascarpone
400 g śmietanki do ubijania 30%
100 g białej czekolady
3 łyżki cukru pudru
łyżeczkę cukru wanilinowego
po garści malin i truskawek (mogą być mrożone)
do nasączenia: szklanka posłodzonego do smaku kompotu z truskawek z kieliszkiem wódki lub rozcieńczonego soku malinowego z kieliszkiem wódki - w zależności od tego, czy bardziej lubicie truskawki czy maliny (ja dałam kompot truskawkowy)
różowy barwnik spożywczy dobrej jakości

Biszkopt: rozdzielić żółtka od białek, te ostatnie ubić na sztywną pianę, pod koniec dodając po łyżce cukru, a następnie po żółtku. Wymieszać suche składniki i dodawać stopniowo do masy jajecznej, najlepiej przesiewając i mieszając. Ciasto wylać do tortownicy, której dno jest wyłożone papierem do pieczenia, a boki suche, nienatłuszczone. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (z termoobiegiem) i piec ok. 35 minut. Jeszcze gorące ciasto upuścić na blat z w wysokości ok. pół metra, wstawić z powrotem do piekarnika i studzić przy otwartych drzwiczkach. Wystudzony biszkopt pokroić na trzy części. Krem: mascarpone chwilę miksować z cukrem pudrem na małych obrotach, a następnie dodać do niego rozpuszczoną czekoladę i ostrożnie, krótko zmiksować ją z serem. Ubić śmietanę, pod koniec dodając łyżeczkę cukru waniliowego. Następnie stopniowo dodawać mascarpone do śmietany, delikatnie mieszając. Spodni blat nasączyć, poukładać na nim całe maliny oraz pokrojone truskawki, przykryć warstwą kremu, nałożyć drugi blat i czynności powtórzyć, pamiętając, by zachować nieco kremu do dekoracji. Do zachowanego do dekoracji kremu stopniowo, delikatnie mieszając, po kropli dodawać barwnik - do uzyskania pożądanego efektu kolorystycznego. Udekorować tort i odstawić do lodówki. Najlepiej przygotować go dzień wcześniej.
Tort w przekroju. Wybaczcie fotę, ale jest reporterska.


wtorek, 28 kwietnia 2015

[przed]szkolne śniadania część 2


Obiecałam Wam sprawozdania z ninowych wałówek przedszkolnych. Wybaczcie, że są dość rzadko, ale córka moja, jak każdy szanujący się przedszkolak początkujący, tydzień jest w przedszkolu, a dwa w domu. Stąd częstotliwość cyklu się nam trochę obniża. Właśnie - jak dziecko zaczyna chodzić do przedszkola, to musi swoje odchorować, nie przejmujcie się tym. Taki immunotrening, no cóż, nic nie poradzimy.
Przedszkolne wałówki zawierały:

w poniedziałek kanapkę z pasztetem i ogórkiem kiszonym
we wtorek - banana i sezamki
natomiast w środę drożdżówkę i przecier owocowy
w czwartek był deserek ryżowy waniliowy z porcją domowych płatków śniadaniowych
a w piątek dwa naleśniczki figa z makiem

To tak to wyglądało, o ile dobrze pamiętam. Dziecko relacjonowało, że smakowało i raczej zjadało wszystko. Plus mamby od kolegi... Dobrze, że nie snickersa!

niedziela, 26 kwietnia 2015

alergik na Majówce


Majówka coraz bliżej, czas pomyśleć o tym, jak ją spędzić. Ja akurat jestem zwolenniczką wyjazdów, nawet krótkich. Immunologia alergika ma wówczas okazję zdziwić się i poćwiczyć. Warto się przelecieć tu i tam, nawet jeśli miałby to być wypad jednodniowy. Z doświadczenia wiem, że alergik podróżujący szybciej się alergii "pozbywa", dlatego o ile to możliwe, wyjeżdżajcie jak najczęściej, nawet na bardzo krótko i koniecznie w różne miejsca. To nie jest trudne, trzeba się tylko do takiego wypadu dobrze przygotować.

Wycieczka jednodniowa
Wyruszamy rano, wracamy wieczorem, a zatem nie oddalamy się zbytnio od domu. Możemy pojechać nad wodę (najlepiej morską), pochodzić po sosnowym lesie (sosnowym koniecznie 
i jak najdalej od pylącej właśnie brzozy), zrobić sobie piknik pod chmurką (uważamy na dym z grilla, to nie jest zdrowa rzecz, i to nie tylko dla alergików) albo pojechać gdzieś, gdzie można pooglądać stare zamczyska, albo cuda techniki, gdzie można pomalować albo w coś pograć, czy pogłaskać rybki, albo pożeglować po rzece. Co kto lubi i chce, i jak jest ładna pogoda, oczywiście. Jedyną rzeczą, jaką odradzam, i to też nie tak całkiem, bo trzeba wypróbować, to zoo i gospodarstwa agroturystyczne - alergik może nie najlepiej znieść towarzystwo zwierząt opierzonych i usierścionych. Taki wyjazd jest mało kłopotliwy, bo oprócz jedzenia i leków dla naszego alergika, niczego specjalnego nie musimy ze sobą zabierać. Jednocześnie nie jest też tak skuteczny w trykaniu alergii jak wyjazdy dłuższe. 
Ale lepszy rydz niż nic.

Wyjazd z noclegiem
Tu jest zarazem ciekawiej, lepiej i bardziej pod górkę. Musimy bowiem znaleźć sobie miejsce, do którego nie można przyjeżdżać ze zwierzętami, miejsce bez wykładzin, dywaników etc., oddalone od brzozowych zagajników. Być może dobrym rozwiązaniem będzie zabranie ze sobą własnej pościeli i jakiejś antyroztoczowej podkładki na materac. Musimy mieć też swój prowiant oraz dostęp do kuchni z lodówką. Dobrze by było, żeby gdzieś niedaleko był lekarz czy nawet szpital. Taka podróż raczej musi się odbyć samochodem, co stawia jej minus w stosunku do wyjazdu jednodniowego. Ale ilość plusów i tak przeważa. Ja polecam nasze polskie morze z jego majowymi bryzami. Niezastąpione, choć zimno.

Wybierając się na łono natury uważajcie na kleszcze i błonkoskrzydłe. Te pierwsze są dla alergika o tyle niebezpieczne, że w razie, gdy pojawi się rumień wędrujący, trzeba będzie brać antybiotyk, a antybiotyk jest przez alergików tolerowany różnie. A te drugie wiadomo, ich jad może uczulić. Ale nie musi, więc bez paniki. Możecie też przy okazji pozbierać kwiatki na miód z mniszka lub pędy na syrop sosnowy, czyniąc przyjemne z pożytecznym.
Udanej Majówki! 

piątek, 24 kwietnia 2015

4 urodziny bloga i konkurs

Dziś czwarte urodziny Smakołyków. Łomatulu, jak ten czas leci! W tym czasie trochę się wydarzyło, kilka alergenów przestało być alergenami (a kilka innych zaczęło nimi być), zdobyliśmy nagrodę, wydaliśmy książkę, pogwiazdorzyliśmy w tv, zostaliśmy redaktorami poczytnych pism, a nawet od czasu do czasu udaje nam się zrobić całkiem niebrzydkie zdjęcie. Znaczy się nie jest najgorzej. Przede wszystkim jednak mamy takie przyjemności, jak cztery miliony wyświetleń z okładem, prawie jedenaście tysięcy komentarzy i ponad cztery tysiące polubiantów na fejsbuku. To chyba całkiem wporzo, jak na mocno profilowany blog. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że zaglądacie do nas i mamy nadzieję, że dzięki smakołykowym przepisom oraz poradom trochę łatwiej jest Wam walczyć z alergią.
Zatem uczcijmy czwarte urodziny. Tradycyjnie już, czyli konkursem, w którym można wygrać moją książkę "100 smakołyków dla alergików".

Co należy zrobić, żeby wziąć udział w konkursie? 
Napisać w komentarzu pod tym postem lub przysłać na maila smakolykialergika@wp.pl propozycję (nie musi to być pełny przepis) deseru dla alergika, czyli deseru bez jajek, mleka i jego przetworów, orzechów, czekolady i cytrusów.

Na odpowiedzi czekamy do 30 kwietnia 2015 roku, do północy.
Autor propozycji, która wyda się Smakołykom najsmakowitsza otrzyma w nagrodę książkę "100 smakołyków dla alergików".
Wyniki ogłosimy już na początku maja 2015 roku.

Jeśli zachwyci nas więcej propozycji, to zwycięzców też będzie więcej. To oczywiście nie oznacza, że będą się musieli 
podzielić jedną książką ;)

Serdecznie zapraszamy do  udziału w konkursie!

Nagrodę wysyłamy tylko na terenie Polski.

środa, 22 kwietnia 2015

leciutki omlet biszkoptowy dla NieAlergika


Powiem Wam szczerze - nie lubiłam omletów, dopóki nie zrobiłam tego. Ten nie smakuje jak omlet, raczej jak biszkopt. No pyszne ciasteczko, po prostu. Jest puszysty, lekki i nie opada. Moi alergicy mogą już jajka od czasu do czasu, więc takim omlecikiem objadają się w niedzielne poranki. Jeremi smaruje go sobie miksem popularnego kremu czekoladowego (czy prowadząca blog dla alergików powinna się do tego przyznawać?) i domowych konfitur malinowych, a Nina polewa syropem klonowym, ale doskonały jest też z kokosową bitą śmietanką i świeżymi owocami.
Należy mieć:

2 jajka, najlepiej od szczęśliwej kury
2 łyżki mąki (używam orkiszowej)
płaską łyżkę demerary
1/3 łyżeczki cukru z pieczoną wanilią
szczyptę soli (używam różowej)
masło do smażenia (najlepiej klarowane)

Oddzielić białka od żółtek. Białka ubić z solą na sztywną pianę. Dodać cukry i miksować jeszcze chwilę. Następnie zmniejszyć obroty miksera do minimum i na nich wmiksować żółtka, a potem mąkę. Na patelni rozgrzać masło, wylać masę i równomiernie rozprowadzić. Smażyć omlet na niedużym ogniu. Gdy spód się zarumieni, a omlet stanie bardziej "stabilny", zsunąć go na talerz. Na patelni rozpuścić nieco masła i ostrożnie przełożyć na nią omlet z talerza, surową stroną do dołu. Smażyć jeszcze kilka minut, ewentualnie sprawdzić za pomocą patyczka, czy omlet nie jest surowy w środku. Podawać z ulubionymi dodatkami.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

śmietniczek z pęczakiem


Człowiekowi na przednówku to tak warzywek trochę brakuje, prawda? A jak kwiecień poprzeplata i zaproponuje maks 7 stopni, to gorąca, warzywna zupka z pożywnym pęczakiem i aromatycznymi ziołami jest tym, czego człowiekowi trzeba. I dużemu, i małemu. No to cyk, jak mówi stare herbatnicze przysłowie.
Należy posiadać:

ok. 1½ litra bulionu drobiowego
3 ziemniaki
3 łyżki zielonego groszku
2 marchewki
pietruszkę lub pasternak
kawałek selera
kilka różyczek kalafiora
garść fasolki szparagowej
½ czerwonej papryki
½ szklanki pęczaku
po sporej szczypcie estragonu i oregano
sól i pieprz - do smaku
natkę pietruszki do posypania

Kaszę wypłukać, zalać bulionem i gotować przez ok. 10 minut. W tym czasie pokroić warzywa - w kostkę lub słupki, a ziemniaki w kosteczkę. Dodać je wraz z przyprawami do bulionu i gotować powoli przez ok. 15 minut. Tuż przed podaniem obficie posypać zupę posiekaną natką pietruszki. 

piątek, 17 kwietnia 2015

karobella śliwkowa - nutella śliwkowa bez cukru


Śliwkowa karobella służy nam za dekorację mazurkowego ciasta i jakoś nie pomyśleliśmy, że przecież spokojnie może również robić za kanapkowe smarowidełko. Dziwne... W każdym razie teraz jest już jasne, że może, w dodatku za smarowidełko zdrowe i bardzo smaczne. No i robota przy nim praktycznie żadna. Poza tym alergicy często miewają zaparcia, a suszone śliwki, jak wszem i wobec wiadomo, mają moc rozwiązywania tego problemu.
Posiadać należałoby:

pełną garść miękkich, suszonych śliwek (bio, niesiarkowanych)
łyżkę karobu
melasę karobową - do smaku
miąższ z 1/3 laski wanilii

Śliwki namoczyć, pogotować 10 minut i zblenderować na mus. Przełożyć do rondelka, dodać karob i przesmażyć, by masa zgęstniała. Dosłodzić melasą, dodać wanilię i wymieszać. Przełożyć do wyprażonego słoika i wystudzić. Przechowywać szczelnie zamkniętą, w lodówce, do tygodnia (zapewne można dłużej, i to znacznie, ale ja się jednak trochę boję). Można używać do smarowania kanapek, ciasteczek, jako wypełnienia do tart, mazurków etc.

środa, 15 kwietnia 2015

kołduny babci Stachy


Tato mój był ukochanym wnuczkiem swojej babci ze strony matki. Babcia go głaskała, karmiła i zabierała ze sobą na targ. Była praczką porzuconą przez małżonka - hulaszczego żołdaka. Dobrą babcią. Lata mijały i mój tata, jako że zawsze był z tych bystrzejszych, zaczął dostrzegać dysonans między proletariackim zawodem babci, a innymi faktami. Na przykład, dlaczego masło rozsmarowujemy takimi błyszczącymi nożykami. Dlaczego posmarowany tym masłem chleb kładziemy na takich pięknych talerzykach. I dlaczego jak kupujemy to masło, to sprzedawcy kłaniają się babci w pas, jakby była jakąś księżniczką. A w ogóle dlaczego babcia ma takie zadbane dłonie, skoro jest praczką. No i dziadek. Coś tu nie gra. Dziadek na tym koniu z tą szablą uciekł, jak na tym zdjęciu tu? To chyba daleko nie uciekł?
W połowie ubiegłego wieku, wierzcie lub nie, dzieci chowało się inaczej. Wiedziały tyle, ile wystarczyło, żeby nie było żadnych kłopotów. Ale mój tata nie dał sobie ciemnoty wciskać. Tak długo drążył, aż wydrążył. Otóż babcia owszem, związana była z praczą profesją. Tyle, że w nieco innym charakterze. Mianowicie była właścicielką dużej, dobrze prosperującej pralni. Małżonek jej i dziadek taty mego w jednej osobie, okazał się być ułanem. Ale nie liczcie na emocjonalnie lub historycznie ckliwe zakończenie tej opowiastki. Dziadek wcale nie porzucił babci. Nie został też zamordowany w Katyniu. Po prostu babcia Stacha wyrzuciła go na zbity pysk za karciane długi. Jako kobieta wyzwolona i sprawiedliwa, nie mogła pozwolić na to, by dziadek przepuszczał zarobione przez nią, wilgotne od potu praczek pieniądze.
Szacun dla babci Stachy.
I dla jej kołdunów.
Trzeba mieć:

na ciasto:
mąkę - ok. 300 g
wodę
odrobinkę stopionego masła
na farsz:
ok. 300 g tłustego mięsa wołowego*
niedużą cebulę
kilka łyżek bulionu
2 łyżki smalcu, najlepiej domowego
sól i pieprz, majeranek do smaku
okrasa: domowy smalec ze skwarkami**

Mąkę wsypać do miski, dolać nieco ciepłej wody oraz masło. Wyrabiać, podlewając wodą, do uzyskania elastycznego, sprężystego, niezbyt twardego ciasta. Przykryć je ściereczką i odstawić, by chwilkę odpoczęło. Mięso dwukrotnie zmielić, cebulę pokroić w drobną kostkę i podsmażyć na smalcu. Gdy wystygnie, dokładnie wyrobić z mięsem, dolewając tyle rosołu, by farsz był lekki, delikatny. Powstałą masę doprawić. Ciasto rozwałkować jak najcieniej i wykrawać z niego nieduże kółka - kołduny powinny być małe, na jeden kęs. Nakładać po odrobinie farszu i zlepiać małe pierożki. Wrzucać je na wrzący rosół lub wodę i gotować, aż wypłyną. Można podać w rosole lub odcedzić z wody i podawać okraszone domowym smalcem ze skwarkami lub masłem.

*ja robię z wołowiną, ale podobno dobrze się składa, gdy jest dodatek baraniny
**czyli pokrojona w kosteczkę słonina, którą się wytapia, aż skwarki zbrązowieją, przelewa do słoików, chowa do lodówki i używa jako omastę lub do smarowania chleba

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

zupa serowa dla NieAlergika


No cóż... Nie jest to fit-zupka, nie jest to też zupka dla alergików. Ale jest, niestety, wybitnie pyszna. Nie mam pojęcia, jak się ten przepis pojawił w moim kukbuku, w dodatku nie robię jej zbyt często, bo po pierwsze (jak już wspomniałam) nie sposób na niej schudnąć, a poza tym (jak również już wspomniałam) nie nadaje się dla alergików. Jednakowoż, gdy się już pojawia, to znika błyskawicznie, bo jest genialna. Warta wypróbowania, naprawdę. Robi się ją trochę na oko, więc proporcje składników potraktujcie raczej z jego przymrużeniem.
Należy mieć:

ok. 2 litry bulionu (warzywnego lub drobiowego, rzecz jasna domowego)
szklankę startego żółtego sera
kostkę sera topionego
mleko
gruby plaster wędzonego boczku*
małą cebulę
łyżkę mąki
mleko
sól, pieprz i chili - do smaku

Ser żółty zalać mlekiem - tylko żeby przykryło - i odstawić na godzinę. Boczek pokroić w kostkę i wysmażyć na suchej patelni, dodać posiekaną cebulę i razem przesmażać, aż cebula się zezłoci. Następnie oprószyć mąką i chwilę razem zasmażać. Do gorącego bulionu dodać ser topiony oraz żółty razem z mlekiem, w którym się moczył. Mieszając, powoli rozpuszczać sery, nie dopuszczając do zagotowania. Gdy sery się rozpuszczą, wrzucić boczek z cebulą, doprawić zupę i podawać z grzankami.

*zupa całkiem nieźle obędzie się bez boczku; zamiast niego można też ewentualnie dodać podsmażone resztki wędlin

sobota, 11 kwietnia 2015

zabawki dla alergika

 

   Słyszeliście pewnie, że mały alergik nie powinien mieć pluszaków. Ale co to za dzieciństwo bez mięciutkiej, ukochanej przytulanki, którą można miętosić, która odgania smutki, żale i strachy! I co w zamian? Plastik? Drewno?
   Kwestia zabawek pewnie spędza Wam sen z powiek, choć wcale nie powinna, a odpowiedź na pytanie, czym wolno się bawić alergikowi jest prostsza, niż się może wydawać. Po pierwsze: pluszakom mówimy zdecydowanie "tak". Nie wszystkim, rzecz jasna. Zadbajmy o to, by były to szmacianki w jasnych kolorach (barwniki) i żeby miały odpowiednie certyfikaty. Nie wiem, czy można im do końca ufać, ale załóżmy, że jak coś dopuszczono do kontaktu z dziećmi, to szkodzić nie powinno. Pluszaki kupujmy w dobrych, renomowanych sklepach z artykułami dla dzieci. Teoretycznie będzie bezpieczniej. Po drugie, po zakupie upierzmy je ze dwa razy w płatkach mydlanych i dobrze wywietrzmy. Potem raz w tygodniu fundujmy im pranie w 60 stopniach lub przynajmniej ekscytujący survival w postaci nocy spędzonej w zamrażalniku. Najfajniej, żeby pluszaki były bawełniane, więc warto takich poszukać.
   Zabawki plastikowe nie należą do moich ulubionych, ale zalały rynek. Nie dziwię się, bo są zazwyczaj wytrzymałe i łatwe do czyszczenia. Plastik to jednak plastik, czyli chemia. Radzę unikać, ale oczywiście bez przesady. O ile to jednak możliwe, niech ich w pokoju naszego alergicznego malucha będzie najmniej. Taki przykład: zabawka-sklep. No cóż, kasa musi być plastikowa, pieniążki też. Ale sklepowe półki możemy zrobić sami, z kartonu. Koszyk - kupmy wiklinowy, malutki. Ja używam maleńkich "łubianek", w których daaaaaawno temu kupiłam borówki. Takich:

Torby do pakowania zakupów to po prostu nieduże torebki papierowe. Zamierzam też uszyć (łomatulu, przecież ja nie umiem szyć!) kilka płóciennych torebeczek eko. A asortyment? Tu też jest problem, bo najłatwiej dostępny jest oczywiście asortyment plastikowy. No trudno, ustąpimy. Ale jeśli się da, zaopatrzcie się w tekstylne warzywa i owoce, a inne wiktuały niech będą w miarę możliwości kartonowe.
   Zabawki drewniane wydają się najlepszym wyborem, choć nigdy nie wiadomo, czym je pomalowano czy polakierowano, nasączono i tak dalej. Jeśli Wasza pociecha jest wyjątkowym alergikiem, to można kupić zabawki z surowego drewna i nasączyć je olejem jadalnym. A kolory? No cóż, niech zadziała wyobraźnia.
   A skoro jesteśmy przy kolorach - rysowanie, malowanie, wyklejanie i zabawy z masami plastycznymi to jest to! Matki alergików często mają z tym problem (czasem słusznie), bo obawiają się barwników czy składników różnorakich ciastolin. No cóż... o ile kredki i pędzle możemy kupić w drewnianych, naturalnych oprawkach, o tyle z masami typu playdoh trzeba po prostu próbować. Nas nie uczula. Pieczątki, które są też zazwyczaj oprawione w drewno są jak najbardziej ok. Bardzo fajne są też  klocki-chrupki kukurydziane - jeśli nie ufamy tym ze sklepu, możemy użyć... prawdziwych chrupek ze spożywczaka.
   Powiem Wam szczerze, że ja najbardziej cenię sobie zabawki używane. Przeszły swoje, więc co się miało wywietrzyć, to pewnie wywietrzało, a co zetrzeć, starło. Może to głupie, ale tak właśnie uważam. Uwielbiam też zabawki hand made, np. ciocia PozytywnieKreatywnie podarowała Ninie własnoręcznie uszytą, piękną lalę.
   Jeśli macie czas i możliwości, kombinujcie z hendmejdem - to wielka frajda dla dziecka, a poza tym wiecie, czego użyliście do zrobienia takiej zabaweczki.  Chciałabym bardzo napisać, że z pomocą może przyjść natura. Może, oczywiście, ale tu też trzeba ostrożnie. Dawno dawno temu zabawa w robienie figurek z kasztanów zakończyła się atakiem kichania, więc coś jest na rzeczy.
   I na koniec apeluję o zachowanie zdrowego rozsądku - mały alergik nie musi mieć przymusowego montessori, naprawdę. Jednak zabawki wybierajcie ostrożnie, omijajcie dziwne stragany szerokim łukiem i przepytujcie znajomych na okoliczność zalegania zabawek, którymi ich pociechy już się nie bawią. Zwłaszcza o to, gdzie owe zabawki były przechowywane, bo jeśli w jakimś szemranym garażu pełnym pleśni czy chemii gospodarczej, to lepiej ich nie dawać dziecku.
Dobrej zabawy!

czwartek, 9 kwietnia 2015

rilettes z kaczki


Archiwalny kukbuk znów był w użyciu. Smarowidełko z resztek po pieczystym, a raczej confitowanym, obok aromatycznego smalczyku, ratowało nas, gdy Jeremi miał niewielki wybór, jeśli chodzi o produkty, które mógł jeść. Teraz robię je dla smaku i z wrodzonego instynktu niemarnowania jedzenia. Jest smakowite, zwłaszcza z gęsi, ale z kaczki też niomniom. Kanapeczka z rilettes i kiszonym ogórkiem to jest to! Gorąco polecam Wam confitowanie gęsi i kaczek - długie pieczenie w niskiej temperaturze sprawia, że mięso rozpływa się w ustach.
Wystarczy mieć:

resztki mięsa z confitu lub pieczeni 
resztki jabłek z confitu lub pieczeni (niekoniecznie)
tłuszcz z confitu lub pieczeni

Niezjedzone mięso obrać z kości i skóry, porwać na małe kawałeczki i przełożyć do garnuszka. Jabłka, jeśli zostały, odłożyć. Naczynie, w którym mięso się piekło odstawić przechylone w chłodne miejsce, by tłuszcz zastygł na wierzchu pozostałego sosu. Zebrać zestalony tłuszcz i dodać do mięsa. Tłuszcz i mięso podgrzewać razem - jeśli przedtem było confitowane, wystarczy, że pogotuje się razem 3 minuty, jeśli pieczone, potrzebuje ok. pół godziny, by dobrze zmiękło. Ewentualnie wmieszać jabłka, przełożyć do wyprażonego słoiczka i przechowywać zamknięte w lodówce. 

wtorek, 7 kwietnia 2015

granola rumowa z marcepanem dla NieAlergika


Bardzo smaczna i aromatyczna, ale zdecydowanie dla miłośników słodkości. Jeśli lubicie mniej słodkie granole, to zredukujcie nieco ilość słodzidła oraz czekolady i marcepanu. Ja tam lubię słodkie, więc jak dla mnie wporzo. Robię różne granole, ta jest bardzo dobra, ale jak na razie nic nie przebije czekoladowo-pomarańczowej. Przymierzam się do pralinowej i piernikowej, może któraś z nich zdetronizuje wreszcie moją faworytę.
Trzeba mieć:

400 g płatków owsianych (lub innych)
100 g migdałów (słupki)
80 g marcepanu
po 1/2 szklanki rodzynków (niesiarkowanych) i pestek słonecznika
po 2 pełne łyżki nasion lnu i niełuskanego sezamu
100 g gorzkiej czekolady (może być mniej)
50 ml karmelu, miodu z mniszka lub zwykłego, czy syropu klonowego etc.
łyżeczka cukru z pieczoną wanilią
1/2 łyżeczki cynamonu
nieco rumu

Rodzynki obficie skropić rumem i odstawić. Marcepan mocno schłodzić i pokroić w drobną kostkę, czekoladę posiekać, odstawić. Wymieszać wszystkie składniki oprócz rodzynków, czekolady i marcepanu. Wyłożyć na blachę, wstawić na nagrzanego do 170 stopni piekarnika (termoobieg) i piec, od czasu do czasu mieszając, aż mieszanka się lekko zrumieni - ok. 20 minut. Dodać rodzynki (nie osączać ich z rumu!), marcepan i czekoladę, wymieszać, wyłączyć piekarnik i zostawić w nim granolę jeszcze na kilka minut. Po ostudzeniu przesypać do szklanego słoja.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Słodkiej Wielkanocy!

Kochani!
Smakołyki życzą Wam smakowitych, spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych! Oczywiście także mokrego Dyngusa 

i szczodrego zajączka!

sobota, 4 kwietnia 2015

mazurek śliwkowy


Mazurek dobra rzecz, zwłaszcza na Wielkanoc. Wielkanoc, jako święto wielce jajowe, jest dość trudne dla alergików. Stoły uginają się pod półmiskami jaj przygotowanych na sposoby wszelakie. No i te paschy, serniki... Jednak coś słodkiego na wielkanocnym stole się uczuleniowcom należy. W takim razie może szybki i smaczny mazurek? Z aromatyczną i smakowitą karobellą śliwkową?
Potrzebujemy:

na ciasto:
200 g mąki
100 g bezmlecznej margaryny
łyżkę cukru pudru
zimną wodę
na masę:
pełną garść miękkich, suszonych śliwek (bio, niesiarkowanych)
łyżkę karobu
melasę karobową - do smaku
miąższ z 1/3 laski wanilii
opcjonalnie - garść pokrojonych, dozwolonych w diecie bakalii, np. niesiarkowanych fig, moreli, prażonych pestek słonecznika, suszonej żurawiny etc.

Składniki ciasta zagnieść, dodając tyle wody, by uzyskać zwartą i elastyczną konsystencję. Rozwałkować ciasto i wyłożyć nim formę, tworząc rant. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piec aż, ciasto się zrumieni - ok. 20 minut. Śliwki namoczyć, pogotować 10 minut i zblenderować na mus. Przełożyć do rondelka, dodać karob i przesmażyć, by masa zgęstniała. Dosłodzić melasą, dodać wanilię, wymieszać, ewentualnie dodać bakalie i jeszcze ciepłą rozprowadzić na cieście. Udekorować według uznania.

Wielkanocne Smaki - edycja V Wegetariańska Wielkanoc 2015

czwartek, 2 kwietnia 2015

wegański sos tatarski


Wybaczcie, ale zdjęcie dodam, gdy sos zostanie przygotowany na stół - teraz jest na to trochę za wcześnie, bo sosik musi być świeżutki :)
Sos tatarski to jest bardzo dobry sos. Nie powinno go zabraknąć na wielkanocnym stole, zwłaszcza w sąsiedztwie półmiska z wędlinami. Prawdziwy jest bombą alergenową, więc niestety... Ale tym, nie dość, że smacznym, to jeszcze bezpiecznym, mogą się uczuleniowcy objadać bez obaw. Dobry jest nie tylko do wędlin czy zimnego pieczystego, ale też, na przykład, do wędzonego łososia. A i z plackami ziemniaczanymi wchodzi fantastycznie.
Przygotujmy:

szklankę majonezu wegańskiego
pełną łyżeczkę musztardy sarepskiej
po czubatej łyżce posiekanych: korniszonów, grzybków marynowanych i cebuli
posiekany szczypiorek i koperek - do smaku
sól, pieprz i odrobinę cukru trzcinowego - do smaku

Wszystkie składniki wymieszać, sos doprawić. Przełożyć do słoika i zakręcić. Przechowywać w lodówce, do trzech dni.

Wielkanocne Smaki - edycja V Wegetariańska Wielkanoc 2015