niedziela, 22 marca 2015

[przed]szkolne wałówki

   
    W życiu każdego małego alergika nadchodzi doniosły moment pójścia do przedszkola i szkoły. Fajowo, ale nie dla jego mamy. Największym problemem jest oczywiście jedzenie. Nie mniejszym jego przygotowanie. No i nie wiadomo, czym naszą alergiczną latorośl poczęstują koleżanki lub koledzy. Dlatego najważniejsza rzecz to uczyć od małego, że jemy tylko swoje, ewentualnie to, co znamy. Spokojnie, dziecko lubi się wykazać i jak dostanie takie zadanie, to na pewno dobrze się z niego wywiąże. I nie martw się, Matko! Dasz radę. Tylko pamiętaj - wszystkie panie przedszkolanki (a w szkole nauczycielki) muszą wiedzieć o ograniczeniach w diecie. Najlepiej spotkać się z nimi po zebraniu i wytłumaczyć na spokojnie o co chodzi. Będziesz też prawdopodobnie musiała podpisać oświadczenie. Ale to już ci wytłumaczą na miejscu.
    Załóżmy, że nasz dzidziuś idzie do przedszkola. Trzeba wziąć pod uwagę, jak długo tam będzie. Jeremi chodził na cały dzień, więc musiałam mu przygotować full opcję: śniadanie, obiad i podwieczorek. Łatwo nie było, wstawałam o piątej rano i pichciłam. Panie kucharki mu obiad odgrzewały, reszta pojemniczków była podpisana. Jak poszedł do szkoły, to dostawał kanapkę, a panie kucharki zupę w termosie, którą mu nalewały na talerz stołówkowy. Tak było do trzeciej klasy, bo od tego czasu chłopak dostaje kanapkę i owoc, i jest git. Nina chodzi na razie do przedszkola w takich godzinach, że wystarczy jej nieduży, zimny posiłek. Nie ma też problemu z zazdrością, bo każde dziecko w grupie Niny przynosi swoją menażkę. Ale nadejdzie czas, że będzie w przedszkolu dłużej i już teraz przygotowuję się psychicznie na powtórkę z czasów dawniejszych.
No właśnie - dziecko jest w przedszkolu cały dzień. Jak to ogacić!? Ja robiłam tak: przepisywałam sobie menu na cały tydzień i starałam się dopasowywać wałówkę Jeremiego do dań serwowanych w przedszkolnej stołówce. Dla przykładu. Jeśli danego dnia na śniadanie były płatki na mleku, to młody dostawał porcję swojego mleka i swoich płatków. Drugie śniadanie nie było wielkim problemem, bo dzieci dostawały misy owoców, a Jeremi wiedział, które z nich może jeść. Obiad też starałam się robić podobny, np. jeśli mieli schabowego z ziemniakami i surówką, to syn dostawał swojego kotleta bez panierki i surówkę, bo przedszkolne były wiadomo jakie - majonez, śmietana etc., a kartofelki jadł takie, jak inne dzieci. Jeśli na podwieczorek było, np. ciasto z jagodami, no to oczywiście Jeremi miał swój placek z jagodami. Ja wiem - nie sposób codziennie piec ciasta. Ale można po upieczeniu je podzielić i pomrozić. Poza tym nie zawsze na podwieczorek jest ciasto. Czasem jest budyń. Czyli jeszcze gorzej, bo bardzo mlecznie. I wiele różnych rzeczy, już nie pamiętam jakich, bo to było tak dawno, ale na pewno coś dopasujecie, a w razie pytań, po prostu do mnie piszcie.
    Powiem Wam w sekrecie, że nawet gdyby Nina nie miała uczulenia, to chyba i tak bym ściemniła, że ma i że musi mieć swoją wałówkę. To dlatego, że większość przedszkoli korzysta z cateringu, któremu za grosz nie ufam, a nawet się nim brzydzę. Jak niemal każdym żywieniem zbiorowym. Ucięłam sobie kiedyś pogawędkę z osobą, która zna się na rzeczy, nawet miała jakiś czas knajpę. I stąd wziął się mój światopogląd w tej kwestii.
    No dobra, bo my tu gadu gadu, a walizki na piątym peronie. Niedawno zapytałam Was na fejsie, czy chcielibyście cykl prezentujący pomysły na [przed]szkolne wałówki. Zechcieliście. No to będzie, ale ponieważ nie mam możliwości codziennego fotografowania ninowej wałówki, będę robić post zbiorczy raz w tygodniu. Może być? Będą to proste luchboxy, dobre dla przedszkolaka, i dobre dla ucznia, pod warunkiem zwiększenia ilości ich zawartości, rzecz jasna. Sprawdzające się tylko jako jeden posiłek na zimno. Propozycje całodniowych menu raczej nie bardzo mają sens, bo jest za dużo zmiennych, by wszystkim dogodzić, ale jeśli będziecie chcieli, to kto wie...
Zacznijmy od przeglądu zeszłego tygodnia:
Poniedziałek: cheesburger, Snickers i cola. He he, żartowałam. W poniedziałek córka moja w swoim lunchboxie znalazła batoniki amarantusowe i szaszłyki owocowe, podobne do tych ze zdjęcia, ale zrobione z jabłek i bananów.
Wtorek: bułka orkiszowa z domową polędwicą i ogórkiem kiszonym
Środa: bułeczka jak we wtorek, bo bardzo smakowała
Czwartek: mus owocowy (zwykły ze sklepu) oraz herbatniki
Piątek: ciasto bananowe i "kakao" karobowe na mleku ryżowym, słodzone melasą
Nie jest konieczne, że tak szło po kolei, ale przecież nie o to chodzi.
Oczywiście zawsze daję wodę, czasem też sok, taki zwykły, z kolorowego kartonika, już trudno i bez przesady.
A co lubią Wasze dzieci? Jakie przekąski? Może macie jakieś inspirujące pomysły?

16 komentarzy:

  1. Pamiętam, jak byłam dzieckiem zawsze z domu miałam dobre zdrowe jedzonko - kanapa z wędlinką i warzywami, jakiś owoc soczek lub wodę. Nie zawsze było to coś wymyślnego, ale kanapki od Mamy były super <3 Przykre było to, że wielu moich rówieśników nie miało jedzenia z domu, dostawali pieniądze, które wydawali na drożdżówki, chipsy albo batoniki :(

    OdpowiedzUsuń
  2. jako dziecko chciałbym dostać takie śniadanko do szkoły, niestety czasy były jakie były i na rarytaski liczyć nie mogłam ale tak jak poprzedniczka mogłam liczyć na pyszną bułeczkę z wędlinką, na domową drożdżówkę.... i było genialnie nikt nie narzekał :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uwielbiam do dzisiaj jak mój tata robi mi kanapki do pracy <3 Do tego owoc i gotowe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od września mój dynek pozedł do przedszkola i tym samym rozpoczęła się zabawa w dostarczanie jedzenia. Synek jest bezmleczny, bezglutek i bez wielu innych rzeczy a do tego niejadek. Moja propozycja na przedszkolne menu to 1.śniadanie-bułeczka z powidłami własnej roboty 2. śniadanie to budyń na mleku ryżowym +pokrojone w kostkę jabłko wymieszane z amarantusem i rodzynkami. 3. obiad - ryż i pulpecik w sosie warzywnym a na deser kluseczki jaglane. Przygotowuję też ciepłą herbatkę w termosie. Jest co robić od rana:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm.."Od września mój dynek pozedł"....tak to jest jak się pisze na mini klawiaturze na tablecie

    OdpowiedzUsuń
  6. Zuzia je w przedszkolu, ale jak od września pójdzie do szkoły też będę musiała kombinować, jak urozmaicić jej menu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja bym chciała dostawać do szkoły takie owocowe szaszłyki.... Zawsze dostawałam okropne kanapki, których nigdy nie jadłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie właśnie czeka przygotowywanie posiłków dla dziecka. Idzie od maja...W sumie teraz też szykuję wałówkę dla dziecka, ale dotychczas nie musiałam zwracać uwago na to co jadły inne dzieci, bo był sam u niani. Teraz się to zmieni...Planuję obrać podobną strategię - przygotowywać (w miarę możliwości) podobne posiłki. Tylko jak wytłumaczyć 2,5 letniemu dziecku, że innych rzeczy nie można mu jeść...oj będzie ciężko... ciężko...

    OdpowiedzUsuń
  9. Chętnie sama zjadłabym zawartość śniadaniówki Twojego dziecka:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. U Syncia po moich rozmowach respektują dietę narzucona przez lekarza i nas, rodziców. Sami gotują i dla niewielkiej ilości dzieci więc póki co tylko Córcia boryka się z problemem żywienia zbiorowego na wycieczkach głównie, tak śniadaniówkę zapełniam ja :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż marzę o powrocie do szkoły. Tylko po to by dostawać takie śniadania :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak bym mogła to też bym robiła Leo posiłki do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  13. Śniadania pyszne :) Amarantus u nas tez juz trochę leży, zaraz wypróbuję batoniki :)
    Ja synkowi na śniadanie często robie naleśniki z mąki orkiszowej i placuszki z owocami, ale on jeszcze do września jest w domku. Gdy wychodzimy to zazwyczaj kanapka i banan lub jabłko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem czemu dopiero teraz trafiłam na ten wpis, bo jestem stałą klientką bloga, a Twoją książkę znam chyba na pamięć:) Od marca pierworodny chodzi do klubiku (mini wersja przedszkola), a ja móżdże nad jedzeniem i ręce mi opadają. Synek przez bardzo długi czas miał baaardzo ograniczoną dietę i teraz są tego efekty: nie lubi=nie je żadnych surowych warzyw, z owoców tylko banana, i jak tu zrobić normalne śniadanie i obiad... Jak warzywa nie są w postaci rozpaćkanej też ich nie zje (czasem się zlituje nad groszkiem, albo burakami). A ma skończone 3 lata. I nie wiem, czy lepiej żeby jadł przez cały dzień chleb+mięso i kaszę+mięso, czy lepiej postawić w sytuacji bez wyjścia i dać bardziej normalną wałówkę, tyle że jak nie zje to będzie głodny i delikatnie mówiąc nie w humorze. Masz może jakiś pomysł? Będę bardzo wdzięczna:)
    Jadwiga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadwigo, to nie wynik ograniczenia diety - Jeremi miał straszliwie ograniczoną dietę, a zawsze był chętny do nowości i różności, Nina natomiast może jeść właściwie wszystko, poza najsilniejszymi alergenami, a zachowuje się jak Twój syn, choć ma już 4 lata :) Widocznie niektóre dzieci tak mają. Ja bym spróbowała dać mu do klubiku coś nowego, innego, surowego i tak dalej. Moja córka w przedszkolu zjadła pół mandarynki, w domu ucieka z wrzaskiem na widok tego owocu. Trzeba dbać o równowagę kwasowo-zasadową organizmu, dlatego o ile to możliwe, wciskaj mu warzywa i owoce. A naleśnika z paćką warzywną w roli farszu zje? A placki z warzyw? Napisz do mnie na maila blogowego, coś rozkminim ;)

      Usuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!