wtorek, 31 marca 2015

szynka glazurowana dla NieAlergika


Tradycyjna szyneczka z miodową glazurą, paluszki lizać. No może tak nie do końca tradycyjna, bo przyprawy ciutas dziwne. Ale dobrze dopasowane, nie ma się czego obawiać. Doskonała także na zimno, zatem ma szansę zostać gwiazdą wielkanocnego stołu. 
Trzeba przygotować:

szynkę kulkę (ok. 700 g)
100 ml płynnego miodu 
na marynatę: 
łyżkę musztardy sarepskiej
50 ml brandy lub koniaku
skórkę otartą i sok z jednej pomarańczy
łyżeczkę soli
1/2 łyżeczki soli
rozgnieciony goździk
po szczypcie chili, cynamonu i kakao

Wymieszać wszystkie składniki marynaty i natrzeć nią mięso. Przełożyć szynkę do miseczki, przykryć folią spożywczą i odstawić na kilka godzin (a nawet na dwa dni) do lodówki. Następnie rozgrzać piekarnik do 200 stopni, przełożyć szynkę do naczynia do zapiekania i wstawić do piecyka na 10 minut. Po tym czasie mięso podlać odrobiną wody, przykryć, zmniejszyć temperaturę do 175 stopni i piec przez ok. półtorej godziny. Następnie odkryć, posmarować miodem i piec jeszcze 10-15 minut, w tym czasie smarując szynkę kilkakrotnie miodem i obracając ją, by się równomiernie przyrumieniła. 

Wielkanocne Smaki - edycja V

sobota, 28 marca 2015

domowy zakwas na żurek


O żurku w proszku się w domu Smakołyków w ogóle nie rozmawia. Kupuje się zakwas w butelce. Tradycyjny i bez chemii, rzekomo. To znaczy kupowało. Bo teraz się robi domowy, własny i wie się na pewno, co się ma. Bez zakwasu nie ma naszego ulubionego żurku, ba! nie ma w ogóle żurku. Robimy też pyszny niczym soczek zakwas buraczany - na dobrą krew, wzmocnienie odporności i inne takie. Ale to już osobna historia, teraz skupmy się na tym, co ważne w czasie wielkanocnego śniadania.
Weźmy:

8 łyżek mąki żytniej typ 2000*
litr przegotowanej, ciepłej wody (nie gorącej!)
5 ziaren pieprzu
2 ząbki czosnku - obrane i nacięte wzdłuż
2 ziela angielskie
liść laurowy
łyżkę aktywnego zakwasu żytniego** lub kromkę chleba żytniego na zakwasie (niekoniecznie, bez tych dodatków też się ukisi, tyle, że zajmie to więcej czasu)

Do wyprażonego słoja lub naczynia z kamionki wsypać mąkę, wlać wodę, dodać przyprawy, ewentualnie zakwas i wszystko razem dobrze wymieszać. Jeśli dodajemy chleb, to należy go zanurzyć na końcu. Słoik/kamionkę przykryć podwójnie złożoną gazą i obwiązać. Odstawić w ciepłe miejsce na 3 dni. Po tym czasie spróbować, czy jest już odpowiednio ukwaszony. Jeśli nie - odstawić jeszcze na dzień lub dwa. Z gotowego zakwasu wyjąć chleb (jeśli był dodawany) i przygotować żurek. Zakwas można przechowywać w lodówce przez tydzień, a nawet dłużej.

*zdecydowanie polecam mąkę typ 2000, bo na 720 żurek wychodzi potem kisielowaty
**robię na niczym, czasem na zakwasie

Wielkanocne Smaki - edycja V

czwartek, 26 marca 2015

domowa wędlina wędzona


Wspaniała, co tu dużo gadać. Jeśli macie możliwość - róbcie wędliny w domu. Zawsze marzyłam o własnych wędlinach wędzonych i przymierzałam się od nich od lat, ale konkretnego smaka narobiła mi Bazylka swoją szyneczką. Nie tylko na wielkanocny stół takie frykasy się nadają, ale zbyt często alergik wędzonych rzeczy jeść nie powinien, więc bez szaleństw. Zwłaszcza, że przygotowane w ten sposób mięso można po prostu upiec, albo poddać parzeniu, na przykład.
Należy mieć:

kawałek mięsa (szynka, schab środkowy lub karkowy) - ok. 1 kg
wodę (ok. 2 l.)
sól kamienną
2-3 ząbki czosnku
po 4 liście laurowe i ziela angielskie
10 ziaren pieprzu
surowe, świeże, wymyte i sparzone jajko - do testów

Wodę przegotować i do letniej wsypywać stopniowo sól i mieszać, by się rozpuściła. Roztwór będzie odpowiednio nasolony, gdy włożone do niego jajko nie utonie. Wrzucić obrane 2 ząbki czosnku oraz przyprawy*. Włożyć mięso, przykryć i odstawić do lodówki na tydzień. Mięso codziennie obrócić.
Gdy nadejdzie pora wędzenia, mięso wyjmujemy z solanki, opłukujemy szybko, osuszamy i obwiązujemy bawełnianym sznurkiem lub wkładamy do specjalnej siatki wędzarniczej. Wieszamy, by mięso odciekło. Mięso umieścić w wędzarni i wędzić w dymie z drzew liściastych czy owocowych - czas wędzenia zależy od temperatury. To mięso było wędzone kilka godzin w niezbyt wysokiej temperaturze.

*czasem zagotowuję wodę z solą i przyprawami, a potem dodaję czosnek - musicie wypróbować, jak wam bardziej smakuje

Wielkanocne Smaki - edycja V

wtorek, 24 marca 2015

pchali dla NieAlergika


Pamiętacie, jak pisałam Wam o kuchni gruzińskiej? Postanowiłam, że czas zabrać się za przywoływanie tamtych smaków, zwłaszcza, że w szafce zmiłowania czekają gruzińskie przyprawy. Na pierwszy rzut poszło pchali z bakłażana, bo to moja ulubiona przekąska. Niestety, domowa nie smakuje tak magicznie, jak te serwowane przez gościnnych Gruzinów, ale też jest dobra. No i nie miałam akurat granatu, ale polane sosem z tego owocu też dobrze wchodziło. Przepis dostałam od Ani K., której niniejszym ogromne "Bóg zapłać", a ona wzięła go z książki o kuchni gruzińskiej. Tytułu nie pamiętam, ale dowiem się i zamieszczę.
Weźmy:

ok. 500 g bakłażanów (wzięłam 2 młode, nieduże)
1/2 szklanki orzechów włoskich
po 2-3 łyżki oleju lub oliwy i czerwonego octu winnego
2-3 ząbki czosnku
ostra papryczka (w oryginale świeża, ja dałam chili w płatkach) - do smaku
po łyżeczce szafranu imertyjskiego (aksamitki) i nasion kolendry
garść świeżej kolendry (natki)
nieco ciepłej, przegotowanej wody
sól do smaku

Bakłażany umyć i pokroić na plastry o grubości ok. 1 cm. Ewentualnie pozbawić goryczki poprzez odstawienie posolonych na pół godziny, a następnie opłukanie i osuszenie. Plastry bakłażana smażyć powoli na tłuszczu z obu stron, aż zmiękną. Orzechy utrzeć lub zblenderować, wymieszać z czosnkiem roztartym z nasionami kolendry, drobno posiekaną natką kolendry, octem, aksamitką, chili i solą. Do mieszanki dolać tyle wody, by uzyskać konsystencję lekkiego kremu. Bakłażany posmarować orzechową pastą i zawinąć. Podawać na zimno posypane pestkami granatu.

Wiosenny detoks

niedziela, 22 marca 2015

[przed]szkolne wałówki

   
    W życiu każdego małego alergika nadchodzi doniosły moment pójścia do przedszkola i szkoły. Fajowo, ale nie dla jego mamy. Największym problemem jest oczywiście jedzenie. Nie mniejszym jego przygotowanie. No i nie wiadomo, czym naszą alergiczną latorośl poczęstują koleżanki lub koledzy. Dlatego najważniejsza rzecz to uczyć od małego, że jemy tylko swoje, ewentualnie to, co znamy. Spokojnie, dziecko lubi się wykazać i jak dostanie takie zadanie, to na pewno dobrze się z niego wywiąże. I nie martw się, Matko! Dasz radę. Tylko pamiętaj - wszystkie panie przedszkolanki (a w szkole nauczycielki) muszą wiedzieć o ograniczeniach w diecie. Najlepiej spotkać się z nimi po zebraniu i wytłumaczyć na spokojnie o co chodzi. Będziesz też prawdopodobnie musiała podpisać oświadczenie. Ale to już ci wytłumaczą na miejscu.
    Załóżmy, że nasz dzidziuś idzie do przedszkola. Trzeba wziąć pod uwagę, jak długo tam będzie. Jeremi chodził na cały dzień, więc musiałam mu przygotować full opcję: śniadanie, obiad i podwieczorek. Łatwo nie było, wstawałam o piątej rano i pichciłam. Panie kucharki mu obiad odgrzewały, reszta pojemniczków była podpisana. Jak poszedł do szkoły, to dostawał kanapkę, a panie kucharki zupę w termosie, którą mu nalewały na talerz stołówkowy. Tak było do trzeciej klasy, bo od tego czasu chłopak dostaje kanapkę i owoc, i jest git. Nina chodzi na razie do przedszkola w takich godzinach, że wystarczy jej nieduży, zimny posiłek. Nie ma też problemu z zazdrością, bo każde dziecko w grupie Niny przynosi swoją menażkę. Ale nadejdzie czas, że będzie w przedszkolu dłużej i już teraz przygotowuję się psychicznie na powtórkę z czasów dawniejszych.
No właśnie - dziecko jest w przedszkolu cały dzień. Jak to ogacić!? Ja robiłam tak: przepisywałam sobie menu na cały tydzień i starałam się dopasowywać wałówkę Jeremiego do dań serwowanych w przedszkolnej stołówce. Dla przykładu. Jeśli danego dnia na śniadanie były płatki na mleku, to młody dostawał porcję swojego mleka i swoich płatków. Drugie śniadanie nie było wielkim problemem, bo dzieci dostawały misy owoców, a Jeremi wiedział, które z nich może jeść. Obiad też starałam się robić podobny, np. jeśli mieli schabowego z ziemniakami i surówką, to syn dostawał swojego kotleta bez panierki i surówkę, bo przedszkolne były wiadomo jakie - majonez, śmietana etc., a kartofelki jadł takie, jak inne dzieci. Jeśli na podwieczorek było, np. ciasto z jagodami, no to oczywiście Jeremi miał swój placek z jagodami. Ja wiem - nie sposób codziennie piec ciasta. Ale można po upieczeniu je podzielić i pomrozić. Poza tym nie zawsze na podwieczorek jest ciasto. Czasem jest budyń. Czyli jeszcze gorzej, bo bardzo mlecznie. I wiele różnych rzeczy, już nie pamiętam jakich, bo to było tak dawno, ale na pewno coś dopasujecie, a w razie pytań, po prostu do mnie piszcie.
    Powiem Wam w sekrecie, że nawet gdyby Nina nie miała uczulenia, to chyba i tak bym ściemniła, że ma i że musi mieć swoją wałówkę. To dlatego, że większość przedszkoli korzysta z cateringu, któremu za grosz nie ufam, a nawet się nim brzydzę. Jak niemal każdym żywieniem zbiorowym. Ucięłam sobie kiedyś pogawędkę z osobą, która zna się na rzeczy, nawet miała jakiś czas knajpę. I stąd wziął się mój światopogląd w tej kwestii.
    No dobra, bo my tu gadu gadu, a walizki na piątym peronie. Niedawno zapytałam Was na fejsie, czy chcielibyście cykl prezentujący pomysły na [przed]szkolne wałówki. Zechcieliście. No to będzie, ale ponieważ nie mam możliwości codziennego fotografowania ninowej wałówki, będę robić post zbiorczy raz w tygodniu. Może być? Będą to proste luchboxy, dobre dla przedszkolaka, i dobre dla ucznia, pod warunkiem zwiększenia ilości ich zawartości, rzecz jasna. Sprawdzające się tylko jako jeden posiłek na zimno. Propozycje całodniowych menu raczej nie bardzo mają sens, bo jest za dużo zmiennych, by wszystkim dogodzić, ale jeśli będziecie chcieli, to kto wie...
Zacznijmy od przeglądu zeszłego tygodnia:
Poniedziałek: cheesburger, Snickers i cola. He he, żartowałam. W poniedziałek córka moja w swoim lunchboxie znalazła batoniki amarantusowe i szaszłyki owocowe, podobne do tych ze zdjęcia, ale zrobione z jabłek i bananów.
Wtorek: bułka orkiszowa z domową polędwicą i ogórkiem kiszonym
Środa: bułeczka jak we wtorek, bo bardzo smakowała
Czwartek: mus owocowy (zwykły ze sklepu) oraz herbatniki
Piątek: ciasto bananowe i "kakao" karobowe na mleku ryżowym, słodzone melasą
Nie jest konieczne, że tak szło po kolei, ale przecież nie o to chodzi.
Oczywiście zawsze daję wodę, czasem też sok, taki zwykły, z kolorowego kartonika, już trudno i bez przesady.
A co lubią Wasze dzieci? Jakie przekąski? Może macie jakieś inspirujące pomysły?

piątek, 20 marca 2015

firmusowa golonka


Wybaczcie brak zdjęcia, ale tej potrawy, skądinąd wybitnie smakowitej, nie umiem sfotografować. Już z pastą z bakłażana ledwo dałam radę, a golonkowe wyzwanie mnie przerosło. Przepis na tę golonkę dostałam od taty, a on dostał go od kolegi, który wziął go od kogośtam i zapewne łańcuszek jest długi, bo golonka upichcona wedle tego przepisu jest czystą poezją. I pod wódeczkę dobra, i do piwka, a jak coś w garze zostanie, to można narobić kapuśniaku. Uwielbiam golonkę, choć pewnie prawdziwi fani tej części świniaka posądziliby mnie o herezję, jako że nie tknę tłuszczu i skóry, błeeeee... Ale wyżeranie mięska i pogryzanie go kapuchą - omnomnom!
A! Nie wiem, dlaczego potrawa ta figuruje u nas pod taką, a nie inną nazwą, ale myślę, że ma to coś wspólnego z fundatorem przepisu.
Przygotujmy:

na jedną golonkę*:
cebulę - objętościowo niemal tyle samo, co golonki
2 liście laurowe
4 ziela angielskie
1/2 łyżeczki soli
200 g kapusty kiszonej

Golonkę, obraną cebulę i przyprawy włożyć do garnka, zalać wrzątkiem, zagotować i gotować pod przykryciem na małym ogniu, powoli, przez 2 godziny. Po tym czasie wyjąć cebulę i przyprawy, dodać kapustę kiszoną i dalej gotować, aż kapusta zmięknie, czyli ok. 25 minut. Podawać na gorąco, z ziemniakami lub chlebem.

*jeśli robimy dwie golonki, to dodatki podwajamy, jeśli trzy - potrajamy i tak dalej

środa, 18 marca 2015

granola 'pina colada'


Nie jestem miłośniczą słodkich drinków, ale granola pina colada to co innego. Pyszna. Jeśli nie macie alergii na kokosy, ani na ananasy, to serdecznie polecam. Postarajcie się kupić ananasy bio, będzie bezpieczniej. Chociaż odrobina siary nikomu jeszcze nie zaszkodziła, jak mawiają herbatniki...
Dla NieAlergików polecam przy okazji granolę czekoladowo-pomarańczową, a dla Alergików granolę owocową. Jeśli użyjecie certyfikowanych płatków, pinacoladowa, podobnie jak inne, nada się dla bezglutków.
Przygotujmy zatem:

2 paczki płatków owsianych (800 g)
szklankę pestek słonecznika
po 4 pełne łyżki nasion lnu i niełuskanego sezamu
200 g kandyzowanego ananasa
200 g wiórków kokosowych
100 ml karmelu, syropu ananasowego lub innego syropu (klonowego, z agawy etc.)

W misce wymieszać wszystkie składniki prócz wiórków kokosowych i ananasa. Przełożyć do blaszki, wstawić na nagrzanego do 170 stopni piekarnika (termoobieg) i piec, od czasu do czasu mieszając ok. 10-15 minut. Wsypać wiórki, wymieszać i piec jeszcze 5-10 minut. Dodać ananasy, wymieszać, wyłączyć piekarnik i zostawić w nim granolę jeszcze na kilka minut. Po ostudzeniu przesypać do szklanego słoja.

poniedziałek, 16 marca 2015

kurczak a'la KFC dla NieAlergika


Alergicy mają swoje stripsy jak z KFC, to i NieAlergikom też się należy. Przepis znalazłam u Poezji Smaku i przyswoiłam. Bardzo dobre, soczyste i chrupiące. Dla Alergików mordercze (i jajko, i kurczak, i mleko!), ale NieAlergicy mogą sobie swobodnie chrupać. Panierkę robi się trochę na powód śmierci chłopa w szpitalu, bo wszystko zależy od ilości i wielkości użytych pałek. U mnie na sześć niezbyt dużych jedno jajko i pół szklanki mąki było ciutas jeno za dużo. Kejefsi to panierka raczej przypomina w sensie smaku, niż konsystencji - ta jest również bardzo chrupiąca, ale delikatniejsza.
Należy mieć:

pałki z kurczaka - po 2-3 sztuki na osobę
mleko
łyżkę soli
na panierkę:
ok. 1/2 szklanki mąki
jajko
łyżeczka słodkiej papryki
1/2 łyżeczki soli
pieprz i chili - do smaku (dałam po dużej szczypcie)
olej do smażenia

Pałki umyć, zalać zimnym mlekiem tak, by były nim przykryte i odstawić na noc. Następnego dnia dosypać łyżkę soli i gotować mięso w mleku, w którym się moczyło przez ok. 25 minut. Wyjąć i przestudzić pod przykryciem (by zbyt mocno nie obeschły). Jajko roztrzepać, mąkę wymieszać z przyprawami. Pałki obtaczać w mące (można uprzednio zdjąć z nich skórę), następnie w jajku i znów w mące. Wrzucać na gorący olej tak, by były zanurzone w nim co najmniej do połowy. Obsmażać z obu stron na złoty kolor i osączać z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

piątek, 13 marca 2015

kruche ciasteczka anyżowe


Córka przyasystowała matce przy kuchennych porządkach i z czeluści najciemniejszych oraz zupełnie zapomnianych wyciągnęła foremki w kształcie motylków oraz jakąś jednorazową, tekturową paterę. Znaleziska na miarę Cro-Magnon, prawda? W głowie córki mej od razu zaskoczyły odpowiednie zębatki i oczywistym stało się, że ciasteczka w formie motylków będą się doskonale prezentować na paterce w różową kratkę. Ja też coś znalazłam! Paczkę aromatycznego anyżku, który to ponoć jest zdrowy, zwłaszcza dla alergików, podobnie jak lukrecja. Rzuciłyśmy sobie po porozumiewawczym spojrzeniu i kwadrans później wszyscy objadali się cudownie kruchymi ciasteczkami o delikatnym aromacie anyżu. Po kolejnym kwadransie nic nie zostało. A miał to być poczęstunek dla dziadków, umilający im przedstawienie domowego teatru kukiełkowego... Na szczęście wykazałam się należytym refleksem i upiekłam im pomarańczowe brownie.
Wynaleźć trzeba:

200 g mąki (użyłam jasnej orkiszowej)
100 g bezmlecznej margaryny
1/3 szklanki cukru pudru
czubatą łyżeczkę mielonego anyżku
żółtko (alergicy pomijają)
lodowatą wodę

Z podanych składników wyrobić ciasto, dodając tyle wody, by masa była zwarta i elastyczna. Uformować kulę i wstawić na 5-10 minut do lodówki. Rozwałkować dość cienko (3-4 mm) i wycinać ciasteczka. Ciasteczka układać na blasze i piec w piekarniku z termoobiegiem nagrzanym do 175 stopni, aż się zrumienią (ok. 6-8 minut, w zależności od wielkości).

wtorek, 10 marca 2015

prosta pasta z bakłażana


W cudownych, choć średnio dobrze zapamiętanych czasach studenckich, moim głównym zajęciem było imprezowanie (co wyjaśnia luki w pamięci). Udało mi się wtedy zaliczyć bibkę brazylijską. Taką prawdziwą - urządzaną przez studentów z Brazylii, z ichnią muzyką, tańcami i jedzeniem. Od razu powiem, że jak laski zaczęły kręcić sambę, to mi szczena opadła. Zwykłe dziewczyny, nie żadne tam demony seksu wprost z deżanejrowskiego karnawału, a wywijały, że ho ho! Ale to nawet dobrze, że się tak mi z tą szczeną stało, bo dzięki temu miałam łatwiejszy dostęp do wybitnie smakowitych przekąsek rodem z ziemi brazylijskiej, choć przyrządzonych na ziemiach polskich. Były to niewyszukane przysmaki typu pieczone pierogi z wołowiną, fasolowy gulasz z suszonym mięsem, mleczne kulki kokosowe, czy pasta z bakłażanów, o której jest rzecz. Mój kurytybski przyjaciel Roberto, oczywiście podzielił się ze mną przepisami na poznane podczas imprezki smakołyki. Szczególnie pasta z bakłażana mi smakowała i długo nie mogłam uwierzyć, że taką pyszność można stworzyć z kilku składników. A jednak... Tylko czy pasta z bakłażana jest potrawą brazylijską?
PS. Sorki za fotę, ale trudno zrobić zdjęcie tak mało urodziwej potrawie.
Trzeba mieć:

2 nieduże bakłażany
3 ząbki czosnku
2-3 łyżki oliwy
sok z limonki (alergicy - sok z białej  porzeczki), do smaku
sól i pieprz - do smaku
świeża kolendra lub natka pietruszki do posypania

Bakłażany pokroić wzdłuż w grube plastry i albo usmażyć do miękkości na wolnym ogniu na oliwie, albo posmarować oliwą i zgrillować. Zdjąć z nich skórę (niekoniecznie, ale bez skóry będzie lżej strawny), pognieść widelcem i doprawić do smaku. Pastę podawać obficie posypaną posiekanymi ziołami, jako dodatek do grillowanych mięs lub pastę do pieczywa.

Wiosenny detoks

niedziela, 8 marca 2015

jak wytropić alergen


Szukanie pokarmowej przyczyny reakcji alergicznej, jak wiecie, proste nie jest. Testy u małych dzieci potrafią być niemiarodajne, wydaje się, że wszystko uczula, a reakcje pojawiają się "po niczym". To ostatnie to akurat kwestia typu reakcji, zależna od tego, czy jest ona szybka, czy tzw. opóźniona. Jednak zanim pogadamy o tropieniu alergenów w pokarmach, zajmiemy się kwestią picia. Alergik pić musi jak należy, bo dzięki temu jego organizm szybciej się oczyszcza. Druga sprawa - najlepiej, żeby pił tylko wodę. Woda przecież nie uczula, ha ha. No ale tutaj też nie jest łatwo. Mały alergik powinien dostawać wodę ze szklanych butelek. Plastik bowiem może mieć jakieś PBA czy inne świństwa. Ja wiem, taka woda jest droga. No cóż... na władze nie poradze, jak mawiał filmowy bohater. Jeśli nasz niemowlak jest alergikiem, to uczmy go popijania ze szklanek, albo wprost ze szklanej butelki. Niech z takich luksusów popija chociaż do trzeciego roku życia. Potem jego organizm się wzmocni i konfrontacja z plastikiem nie będzie mu taka straszna.
No to tyle w temacie wodnym.
Tropienie alergenu może się zakończyć sukcesem, o ile stosujemy dietę rotacyjną. Jeżeli alergen podawany jest codziennie, szanse maleją do zera. Zatem przede wszystkim na spokojnie, z dużą ostrożnością, ale i sporym parciem wprowadzajmy bezpieczne nowości. Oczywiście wszystko może uczulić, ale statystycznie dynia rzadziej uczula niż np.: pomidor. Czasem mamy "farta" i objawy pojawiają się wkrótce po podaniu uczulającego pokarmu, a czasem nie. Wtedy możemy się sposiłkować tzw. kwestionariuszem Patyski. To takie tabelki, które wypełnia się każdego dnia i po dwóch tygodniach możemy się im dokładnie przyjrzeć celem odnalezienia jakichś stałych. Zapisujmy w nim wszystko: co dziecko jadło, jak się zachowywało, jaki był stan skóry, wprowadzane nowości i tak dalej. Jeśli będziemy je sumiennie wypełniać, a potem wnikliwie studiować, to może się okazać, że zdobyliśmy cenne informacje. Na przykład zapisaliśmy, że tej i tej nocy dziecko nam źle spało. Sprawdźmy co jadło dzień-dwa wcześniej, może znajdziemy jakąś prawidłowość. A może nie było wtedy kąpane, albo było, ale w... czymś? A może wiąże się to z wizytą u kogoś? To taka zabawa
w detektywa czy analityka i łatwa nie jest, ale może przynieść rezultaty, więc warto się potrudzić. Ja dzielnie wypełniałam swój kwestionariusz i dzięki temu namierzyłam kilka alergenów. Wersja z linka jest wersją podstawową, ale możecie ją wzbogacić o inne tabelki, np. dotyczące zachowania, wyjątkowych sytuacji w ciągu dnia, informacji o pyleniu etc.
Powodzenia!

piątek, 6 marca 2015

ciasteczka holenderskie dla NieAlergika


Był sobie kiedyś sekretarz KC, który chciał dobrze. Edward G. mu było. W czasach, gdy kraj nasz znajdował się pod światłym przewodnictwem Edka, granice nieco się rozszczelniły, dzięki czemu dało się pożyć. Moi rodzice skorzystali i wybrali się w wiadomym celu do pięknego kraju zwanego Holandią. Przywozili stamtąd różne fajne rzeczy, między innymi ciasteczka 
i krem do ich smarowania. Krem, jak się pewnie domyślacie, był znienawidzonym przez dietetyków i bardzo popularnym obecnie nad Wisłą smarowidłem, którego nazwa zaczyna się na literę "n". Ciasteczka za to do dziś się na naszym rynku nie pojawiły. Szkoda. Dobrze chociaż, że okazały się łatwe do podrobienia. Ładne nie są, ale za to smak ich jest wyborny, zwłaszcza, gdy posmarujemy je wiadomym smarowidłem.
Wziąć trzeba:

250 g mąki
120 g masła
50 g cukru pudru
100 g niesolonych orzechów arachidowych
białko
cukier wanilinowy*

Z masła, mąki i cukru zagnieść ciasto i włożyć je do lodówki. Po godzinie wyjąć i zagnieść jeszcze raz z orzechami. Formować małe placuszki, smarować je białkiem i posypywać cukrem waniliowym. Wstawić do gorącego piekarnika nagrzanego do 180 stopni (termoobieg) i piec, aż się zrumienią. Podawać z nutellą do posmarowania.

*niestety, posypane waniliną są najlepsze, z cukrem z prawdziwą wanilią to już nie to samo

środa, 4 marca 2015

dynia piżmowa z kiełbasą na ostro


Jakiś czas temu natknęłam się na dynię piżmową i omamiona unoszącym się wokół niej nimbem, nabyłam. No cóż... może była za mała, a może nie taka, jak należy, w każdym razie nie przemówiła do mnie tak, jak nasze rodzime, słodkie, aromatyczne, maślane dynie. Jednakowoż na ostro z kiełbaską pyszności, równie smakowicie wypadła jako składowa farszu do tarty. Ponieważ uznałam piżmówkę za zbyt mało swojską, nie próbowałam zrobić z niej zupy dyniowej. Źle zrobiłam?
Mieć należy:

niedużą dynię piżmową
200 g dobrej, tradycyjnie wędzonej kiełbasy
3 łyżki masła klarowanego lub oleju
2 ząbki czosnku
szczyptę chili (najlepiej w płateczkach)
szczyptę słodkiej wędzonej papryki
sól i pieprz do smaku

Dynię pokroić w kostkę, kiełbasę w półplasterki, czosnek przecisnąć przez praskę. Rozgrzać tłuszcz i podsmażyć na nim wędlinę. Dodać czosnek, przesmażać razem chwilę i zdjąć z patelni. Na tym samym tłuszczu, powoli smażyć lekko osoloną dynię, aż zmięknie - ok. 20-30 minut. Dodać kiełbasę z czosnkiem, doprawić i podawać, np. z lekko opieczoną pajdą domowego pieczywa.

poniedziałek, 2 marca 2015

carbonade flamande


Są takie potrawy, w których zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Wejrzenia, podkreślam. Urodą poraziło mnie, na przykład, ciasto zwane mrówczym gniazdem, natomiast jego inne zalety do mnie nie przemówiły. W przeciwieństwie do carbonade flamande. Przepis znalazłam tutaj, schowałam i rok czekał, aż się zbiorę na przysłowiową odwagę. Nie wiem, czemu tak długo to zajęło, bo potrawa właściwie robi się sama. Moja karbonada jest trochę niekoszerna, bo zamiast belgijskiego ciemnego piwa użyłam mojego ulubionego dziwadełka, a zamiast jakiegoś ichniego cukru - muscovado. No i trochę pomieliłam w proporcjach, ale i tak wyszło genialne. Cudowne. Wspaniałe.
Najlepiej robić tę potrawę w żeliwnym garnku, w którym możemy smażyć, a potem piec. Ja takiego nie posiadam, więc podsmażałam na patelni, a piekłam w naczyniu żaroodpornym.
Należy posiadać:

800-1000 g chudej łopatki
cebulę
2 kromki piernika*
2 łyżki musztardy
ok. 300 ml ciemnego piwa
ok. 200 ml cielęcego bulionu**
50 g cukru muscovado
3 łyżki oliwy
łyżka masła
sól i pieprz do smaku

Mięso umyć, usunąć błonki, pokroić w dużą kostkę. Mocno rozgrzać oliwę i usmażyć na niej łopatkę. Zdjąć mięso z rondla, zmniejszyć ogień i na maśle podsmażać posiekaną cebulę - przez ok. 5-6 minut. Wsypać cukier i smażyć razem dalej, aż cukier się nieco skarmelizuje (minutę, dwie). Wtedy z powrotem wrzucić mięso, dodać piwo i zagotować. Wlać bulion, posolić i popieprzyć do smaku. Kromki piernika posmarować musztardą i ułożyć na mięsie (posmarowaną stroną do góry). Danie przykryć, wstawić do piekarnika nagrzanego do 130 stopni (termoobieg) i piec przez 2 godziny. Po tym czasie przemieszać i piec jeszcze godzinę, aż mięso będzie miękkie.

*jak nie macie, to się sposiłkujcie dwoma katarzynkami bez polewy
**wołowy też będzie ok