czwartek, 26 lutego 2015

idealna dieta dla alergika


To, że alergik pokarmowy powinien być na diecie jest oczywiste, i tak naprawdę nie o tym tu będzie... Będzie o tym, nie co, a JAK powinien jeść alergik.
Fakt takowy dawnymi czasy nastąpił, że syn mój zareagował na domowe pyzy. Domowe, podkreślam. Mocno mnie to dotknęło, więc poleciałam zaraz do naszej alergolog na skargę.
I dowiedziałam się, że owszem, że czemu nie. No jak to, czemu nie, przecież na ziemniaki nie jest uczulony. A pyzy składają się z ziemniaków i ziemniaków. No to jak to? No tak to, że biochemia rzecz magiczna i sposób przygotowania danego pokarmu może mieć znaczenie. Na szczęście nie maltretowano mnie szczegółami reakcji, powiedziano jedynie, że dieta alergika musi być prosta. Zwyczajna. Normalna. Niekłopotliwa. Tradycyjna. Czyli po bożemu. Nie wiem, jak to się ma do pyz, bo akurat to potrawa prosta i tradycyjna, no ale wnikać nie będę, Wyrocznia ma zawsze rację.
Postanowiłam temat wziąć sobie do serca. Czyli nie wydziwiać. Niewydziwianie polegało po pierwsze na tym, by jeść to, co urosło na podwórku naszej szerokości geograficznej. Czyli nie komosa, tylko gryka (i to niepalona, wracając do kwestii obróbki), nie granat, tylko śliwka i tak dalej. Takie żywienie wychodziłoby nawet całkiem niedrogo, gdyby nie fakt, że w amoku kolekcjonowania produktów z własnych i zaprzyjaźnionych grządek oraz zagród, nabyłam sprzęt specjalistyczny, czyli zamrażarkę. Kosztowała, nie powiem. Jednakowoż opłacało się.
Wracając do prostoty pokarmowej: oprócz tego, że jedzenie powinno być swojskie w sensie geograficznym, powinno też być przygotowywane jak najzwyczajniej. Nie bardzo mogłam zrozumieć, o co chodzi, dopóki na jakimś zdrowotnościowym blogu nie zobaczyłam, czego można dokonać ze zwykłej jaglanki. Jaglanka ta była tam przerobiona na jakąś paciaję. Paciaja była kładziona porcjami na patelnię, na te porcje nakładana była korona z nadzienia, potem to się jakoś składało w pierogi, czy coś takiego - słowem: fuj. Alergik tak jeść nie powinien. Alergik powinien mieć na talerzu porcję ugotowanej jaglanki, a obok składniki nadzienia, ugotowane lub surowe, ale z zachowaniem prostoty przygotowania. Pominąwszy fakt, że smażone potrawy to nie jest fajna rzecz, bo obciąża i tak nadwyrężony już brzuszek alergika.
Coś w tej prostocie (o ile nie prostackości) musi być, bo moje dzieci tak właśnie lubią jeść. Jeremi wolał zawsze mięsa gotowane w bulionie warzywnym, a szczytem wykwintu był schab w morelach, czy indyk ze śliwką. Wolał pochrupać kalarepkę pokrojoną w plastry, niż męczyć się z wieloskładnikową surówką. Nina jest bardziej awangardowa w tym temacie, ale też znacznie mniej alergiczna, niż jej brat.
Czyli: nie pyzy, tylko ziemniaki z wody, nie pierogi-paciaje z patelni, tylko klasyczne (mogą być z mąki i skrobi kukurydzianej) etc. Jeśli chodzi o przyprawy, lepiej ziołowe niż korzenne, bo te drugie częściej uczulają. Straszna nuda. No ale co poradzić...
Prostota to słowo kluczowe numer jeden. Drugim jest rotacja. Jeśli jemy w kółko to samo, to w końcu może toto zacząć uczulać. Poza tym trudno wtedy znaleźć alergen. Jak Jeremi miał trzy lata, to jadł chyba z pięć produktów na krzyż, więc łatwo nie było. Musiałam się nakombinować i uprawiałam kulinarną ekwilibrystykę monotematyczną. Ale jak już mamy takich produktów kilkanaście, sprawa staje się znacznie prostsza. Wystarczy zrobić rozpiskę, co możemy, a potem tak to porozkładać, żeby ten sam pokarm jeść nie częściej niż co 3-4 dni. Na kilku produktach to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Załóżmy, że możemy jeść dziesięć podstawowych produktów. Niech to będzie:
1. jagły
2. gryka
3. brokuł
4. dynia
5. gęsina
6. indyk
7. jagody
8. gruszki
9. ziemniaki
10. makaron kukurydziany
Co wtedy? Wtedy możemy ustawić dietę "monodzienną". Ja to robiłam tak: na śniadanie - płatki jaglane z gruszką, na drugie śniadanie kanapka (z chleba na miksie kukurydzianym)
z pasztetem z indyka, na obiad makaron z dynią i indykiem, a na kolację to, co na śniadanie. Następnego dnia podobne menu, tyle, że w trybie gryka-gęsina-brokuł-jagody. Następnego gwiazdą stawały się ziemniaki. Ciężka sprawa. Najdziwniejsze, że dziecku wszystko smakowało, nie było też niedoborów. Taka dieta jednak nie jest fajna i trzeba się starać ją rozszerzać tak szybko (i ostrożnie), jak to tylko możliwe. Wybierając produkty do "testów", bierzmy pod uwagę te najbardziej wartościowe odżywczo oraz przydatne kulinarnie. Wyrażając się bardziej obrazowo, gdybym miała do tej listy coś dodawać, to byłyby to warzywa i owoce, najchętniej fasolka szparagowa, buraki, awokado i melon. Bo mięsa nie musimy jeść każdego dnia. Ale spróbowałabym perliczki. Potem poddałabym próbie komosę albo amarantus. Tak, wiem, nie z własnego podwórka, ale za to zdrowe i bezglutenowe, a wtedy nie mogliśmy glutenu. Gdyby to przeszło, byłaby rozpusta.
Próbujcie, kombinujcie i specjalnie się nie przejmujcie. Bo wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija, jakby mawia w trudnych chwilach mój kolega. I tego się trzymajmy.

7 komentarzy:

  1. Kurczę, ta prostota ma sens, nie tylko w kwestii alergika. Poczuć ten pojedynczy smak, zachwycić się, zadbać o jego jakość, naturalność, bliskość. I nie wydziwiać.
    Bardzo mi się podoba ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko alergika! Moim zdaniem ludzie za bardzo wydziwiają robiąc jakieś niesłychane potrawy dla dzieci. Najgorzej mają niealergiczne, bo gołym okiem nie widać, że nadmiar smażonego im szkodzi. To dopiero wychodzi po latach.
    Ja już i tak robię za matkę wyrodną, bo moje dziecko ma 2,5 roku i prawie nie jada obiadów. BLW tu bardzo pomogło, ale bardziej to książkowe, ideologiczne. Sieć jest pełna przepisów na dania BLW, gdy tak naprawdę dziecię może żywić się surowym jabłkiem, ogórkiem, marchewką, rzodkiewką czy pomidorem. W ogóle nie musi jeść niczego gotowanego (gotowanie warzyw i owoców zabija witaminy, na parze trochę mniej, ale jednak). Gotować można kaszę, ryż, mięso, ale też dieta oparta wyłącznie na kaszy czy mięsie to nie jest zdrowa dieta. Pewnie narażę się wyznawcom jaglanki, ale dawanie tej kaszy kilka razy dziennie tylko zapycha i tuczy dziecko, zamiast prawidłowo je odżywiać. Podstawa to proste, nieprzetworzone produkty. Nieugotowane, niepokrojone, żadne tam szatkowane surówki tylko jabłko czy cukinia do ręki. Tak, moje dziecię potrafi jeść nawet surową cukinię, zwłaszcza skóra jej smakuje. I zajadać się rzodkiewkami. To po co jej pyzy? Przecież to tylko mąka z wodą, jak kisiel, który u nas służy za pokarm dietetyczny (przerabiamy rota, więc odpadła surowizna i mleko, trzeba się przegłodzić), a nie podstawę żywienia, jak u niektórych niemowlaków. Bo przecież od jabłka dziecko umrze z głodu, musi być mąka z oparami jabłka, wtedy lepiej. Ale czy zdrowiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lavinko! Świetny komentarz! Trzeba tylko pamiętać, że w alergii często jest tak, że coś na surowo uczula, a po ugotowaniu nie. Ale jak na surowo nie uczula, to capać prosto z krzaka i wcinać bez mycia nawet ;)

      Usuń
  3. Niby to przepis na dietę dla alergika, a sama miałabym chęć spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie zdałam sobie sprawę jak często zapominamy, że najlepsze skarby mamy na ryneczku i w ogródkach, a nie na półce sklepowej bio w supermarkecie

    OdpowiedzUsuń
  5. dokładnie.. dieta taka powinna być stosowana przez większość ludzi.. powinna opierać się na tym co najcenniejsze w pożywieniu :)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!