sobota, 14 lutego 2015

afrodyzjaki dla alergika


Moi Drodzy, dzisiejszy wpis sponsoruje Lumpiata. Mnie by takie bezeceństwa przecież nawet do głowy nie przyszły, jako że w moim sędziwym wieku świntuszyć nie wypada już, niestety. I oto po raz pierwszy (ale nie wiem, czy ostatni) na Smakołykach zagościł Eros.
Walentynki. Święto obce, ale jakże sympatyczne. Można go spożytkować jak należy i, na przykład, zrobić ukochanemu alergikowi/ukochanej alergiczce, seksowną kolację, która będzie smakowitym preludium wiecie do czego. Ale żeby uczuleniowcowi spuchło to, co trzeba, a nie, dajmy na to, krtań lub powieki, należy ją przygotować z wielką starannością.
Maria podrzuciła mi ten link, abym wytresowanym alergią okiem rzuciła na listę best afrodyzjaków ever. Musiałam poczynić kilka grubych, czarnych (podobno takie są najlepsze) kresek, ale to, co zostało wygląda nie tylko sexy, ale też zdrowo i smacznie. Zróbmy szybki przegląd podniecającej żywności, a potem poczynimy jakieś konkretne ustalenia dotyczące walentynkowego menu.
Ostrygi - no cóż, od razu skreślamy, i to bez wielkiego żalu. Może i mają mnóstwo cynku, ale też skłonność do uczulania, a czasem nawet ołów. Jak to owoce morza.
Papryczka chili jest spoko. Nie dość, że pobudza zmysły, to jeszcze odchudza. Podobno.
Awokado to jest to! Biorę. Przy okazji wchłonę takie ilości witaminy E, że odmłodnieję jak ta lala.
Czekolada - odpada, przykro mi. Nawet nie wiecie, jak, kurde, bardzo mi przykro...
Banany - smaczne, rzadko uczulają, no i ostatecznie mogą się przydać, jeśli ukochany się na kolacji nie pojawi.
Miód? Sorry, alergicy...
Kawa - jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś reagował na kawę, ale pamiętajcie, że to produkt palony, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne i tak dalej, czyli niezbyt zdrowo. Z tym, że Walentynki są raz w roku, to może ujdzie.
Arbuz. Byłby super, ale o tej porze roku w naszej szerokości geograficznej? Z podobnego powodu odpadają nam także figi, truskawki, karczochy i wiśnie. I brzoskwinie. Chyba że traficie eko.
Orzeszki piniowe - ja mam na nie alergię, a kto nie ma, niechaj się pokusi, bo zdrowe.
Rukola, oliwki, szparagi - niom!
Chai tea - powiało wielkim światem... Niby wporzo, ale mam pewne zastrzeżenia. Po pierwsze, jeśli z mlekiem, to roślinnym. Po drugie - sporo w niej przypraw korzennych, a te potrafią uczulić. Zatem do rozważenia i niekoniecznie.
Granat - tu różnie bywa. Jakiś czas temu mnie uczulał, teraz nie...
Pestki dyni - jakoś mało erotycznie mi się kojarzą. Owszem, dobre, zdrowe, ale jak tu je zaaranżować, żeby jakoś erotycznie zabrzmiały?
Bita śmietana - ta z mleka krowiego to zły pomysł, ale z kokosowego to zupełnie inna sprawa, a też będzie seksownie.

Sexy menu

Miecz wojownika
szparagi (nie wiem, jak teraz z dostępnością takich eko, to może weźcie słoikowe) maczane w wegańskim sosie musztardowym (śmietankę roślinną doprawcie solą, pieprzem, odrobiną cukru, musztardy i wina)
Tajemnice Wenery
zielone i czarne oliwki - każda faszerowana "orzeszkiem" dyniowym
Ognisty podmuch
sałatka z rukoli, awokado i pestek granatów, oczywiście z winegretem na oliwie, ze szczyptą chili z piniami, jeśli nie uczulają
Daj mi tę noc
pieczone banany z polewą karobową i śmietanką kokosową (czyli ubitym mlekiem kokosowym)

Na koniec chciałam jeszcze przypomnieć, że lateks często uczula...

7 komentarzy:

  1. Czytałam z przyjemnością :) U mnie dziś będzie na pewno awokado, chilli i rukola :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, fajnie napisane :D Współczuję wszystkim alergikom, którzy nie mogą pozwolić sobie na czekoladę w tym dniu :( A co do Twojej propozycji menu...deser wymiata! Biorę w ciemno! Teraz tylko znaleźć sobie chłopaka :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie napisane, miło sie czyta :)
    Z tą czekoladą przykro, dla mnie to najbardziej sexy produkt ever. Ale na szczęście można zrobić czekoladę z karobu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Troszkę poszalałaś z tym wiekiem. Jeśli ty jesteś sędziwa to co mam ja powiedzieć. Fajnie się czyta i nie powiem że nie używa afrodyzjaków ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w Walentynki posiliłam się bardzo romantycznie w KFC (to moja fast foodowa słabość, pewnie ze względu na słabą dostępność) w przerwie w dwunastogodzinnej podróży :) A po dotarciu do domu sił nam starczyło tylko na pójście do łóżka... I to nie w tym walentynkowym sensie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale fajnie to napisałaś! Rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!