czwartek, 8 stycznia 2015

blogerzy w Gruzji - część II


Jak może pamiętacie, miałam możliwość uczestniczenia w superowym projekcie Blogerzy w Batumi. Jest też pierwsza część relacji - pisałam ją jeszcze oszołomiona, a dziś zapraszam na drugą część, pisaną już "na zimno", a zatem bardziej przytomną.
Podczas pobytu w Gruzji miałam okazję poznać dwa jej oblicza: nowoczesne, miejskie oraz bardziej swojskie, w postaci tego, co się dzieje wokół wielkich miast. Oba oblicza mnie uwiodły, ale bliższe memu sercu jest to, co zobaczyłam w górach. To miejsca, które przeniosły mnie do czasów niewyszukanego dzieciństwa, prostoty życia i otwartości ludzi.
W tej Gruzji zakochałam się bez pamięci i do niej chciałabym wracać. Chociaż jestem zwierzem miejskim z urodzenia i drogi życiowej, to jednak właśnie ta druga Gruzja skradła moje serce. Chciałabym na emeryturze zamieszkać w kaukaskiej wsi, mieć ule, pędzić chachę i spacerować, jak zdrowie pozwoli, po urokliwych stokach w poszukiwaniu moich krów. Dobry plan!
Gruzini to naród gościnny, o wyjątkowo ciepłej duszy, nie stroniący od dobrej zabawy
i kontaktów, nazwijmy to, cielesnych, które w Europie postrzegane są jako zbyt intymne.
Nie, nie mówię o tym, o czym myślicie. Mówię o tym, że dotyk nie jest tam naruszaniem przestrzeni prywatnej. Gruzini są skorzy do gadki i zaprzyjaźniania się, wspólnej zabawy, mają w sobie taki luz, który niejednego Niemca przyprawiłby o palpitację serca. Uwielbiam to. Gruzinki wdziękiem biją na głowę wszystkie znane mi narodowości, a Gruzini mają w sobie spokój i pogodę ducha. W kraju tym nic nie musi być tip top i zapięte co do ostatniego guziczka, dzięki czemu można tam po prostu wziąć głęboki oddech.
Miasta
Widziałam Tbilisi, Kuitisi i Batumi. O Tbilisi już trochę pisałam, to teraz opowiem Wam o Batumi (i nie tylko!). Chociaż może więcej niż słowa mówi to zdjęcie:


Tak, to miasto kontrastów. Mamy kamienice retro, blokowiska, wypasione hotele, sztukę nowoczesną, urokliwe, choć zaniedbane podwórza, nadmorskie bulwary, trochę kiczu
i niesamowite widoki. Dwie z moich czterech ścian sporego pokoju w Radissonie Blu były oknami, z których rozciągał się widok na miasto, morze i góry. Jest na co popatrzeć.
A wszystko to jakieś takie przyjemne, kameralne, choć Batumi to przecież oblegany w sezonie, duży kurort. Uliczkami gruzińskich miast na równych prawach co ludzie, spacerują koty i psy, przy czym te ostatnie są bardzo przyjazne - biada temu, kogo pies upatrzy sobie na przyjaciela. Będzie miał towarzystwo do wieczora. Jak już Wam się znudzi plażowanie, knajping czy zwiedzanie miasta, skoczcie sobie do którejś z batumskich jaskiń hazardu. My byliśmy, a ja to nawet konkretnie pierwszy raz w życiu zaliczyłam kasyno, bo żyłki hazardzisty zupełnie nie posiadam. Ale było bardzo fajnie. No i co nieco tam wygrałam, ha!
A jak już się Wam w mieście trochę znudzi, to koniecznie zróbcie sobie wycieczkę w górskie, dzikie okolice.
Nie chcę Wam dokładnie opisywać miasta, po prostu wybierzcie się tam na wakacje i sami je poznajcie. Gruzja to kraj, który warto odwiedzić, wierzcie mi. Znajdzie się tam coś i dla fanów zabytków, i agroturystyki, i kurortowych rozkoszy.

Świątynia chachy, czyli gruzińskiego bimbru, bardzo smacznego.


A tu pan strudzony, odpoczywa sobie przy fontannie chachy. Fontanna ta w sezonie jest czynna codziennie przez 15 minut, i wtedy każdy może wypić ile chce za darmo.


Wieża gruzińskiego alfabetu, podświetlana po zmroku.


Panorama miasta.



Batumi ogólnie jest under construction.



Uroczy detal z placu Piazza, czyli Placu Placu.


Uliczka taka po prostu...

Padało akurat, więc plaża wygląda trochę ponuro.


Ogród botaniczny...


... i jego magiczne okolice - stacja kolejowa, a za nią morze i inne ciekawe rzeczy...





























Wieś, góry...
Uwielbiam przejechać się ekstremalnie, np. mając dziesięciocentymetrową przestrzeń między krawędzią opony a przepaścią. W taki sposób podróżowaliśmy, robiąc off road busem Mercedesa. Odwiedziliśmy park Mtirala, gdzie trekkingowaliśmy, podziwiając dzikie krajobrazy i ziplinowaliśmy. Odwiedziliśmy także rozsławioną przez Mellera, położoną wysoko w górach wieś Gobroneti, w której kulinarni mieli możliwość pogotować prawdziwe gruzińskie potrawy z prawdziwą gruzińską gospodynią w jej prawdziwej gruzińskiej kuchni. Przygoda! Czy wiecie, jak wyglądało próbowanie przygotowanego ajapsandali? Tą samą łyżeczką próbowała gospodyni, Natalia, Tomek i ja, a gospodyni za każdym razem troskliwie dmuchała na nałożoną na tę samą łyżeczkę porcję, żebyśmy się nie poparzyli. Jeśli do tego powiem Wam, że zapaliłam papierosa skręconego przez gospodarza z ekologicznego, jego własnego tytoniu, przygotowanego przez owego gospodarza do samego końca, czyli polizania bibułki, to zapewne zrozumiecie, o co mi chodzi, kiedy mówię o luziku i powrocie do dzieciństwa, jaki w Gruzji zaliczyłam. Żadnych jednorazowych plastików i zbędnej higieny. Czyli raj dla alergików. Raj także dlatego, że Gruzja to kraj o czystym powietrzu i silnie rozwiniętej przydomowej uprawie i hodowli. Wszystko tam właściwie jest eko. Alergicy, do Gruzji! A jak tam już będziecie, pamiętajcie o dwóch rzeczach. Pierwsza to Surami, miejscowość słynąca z sosnowego gaju, pobyt w którym jest ordynowany przez lekarzy przy problemach z alergią wziewną, w tym dla astmatyków. Bierzecie hamak (z jednej z licznych miejscowych wypożyczalni na przykład), rozpinacie wśród sosen i leczycie się. Druga - gruzińska kuchnia raczej nie jest dla alergików. Jest bardzo nabiałowa, cytrusowa, orzechowa. Oczywiście to nie znaczy, że nic tam nie zjecie. Da się znaleźć potrawy bezpieczne, ale są one w mniejszości. Za to jak już są, to przepyszne. I to bogactwo świeżych owoców, niommmm...
No, ale o kuchni gruzińskiej będzie kiedy indziej.
A tymczasem kilka fotek "dzikiej" Gruzji.



























Pędzi się czacza, pędzi...


Mtirala. Z jednego brzegu na drugi, w domku, kręcąc korbą...
































Gobroneti...




Ten pan ma grubo po 80tce, jak nie więcej, a jest tancerzem, że ho ho!


10 komentarzy:

  1. Bardzo urokliwe zdjęcia i niesamowita przygoda :) Zazdraszczam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja kocham takie relacje...też chcę do Gruzji.A prze Pani jesio coś będzie,czy to już wsio? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie pozostaje mi nic innego jak nadal zazdrościć takiej wyprawy i miećc nadzieję że i mnie się kiedyś uda taka eskapada :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gruzja jest piękna, a ludzie wspaniali! Miło sobie przypomnieć chwile tam spędzone. Zdecydowanie wszystkim polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż za różnorodne przeżycia, niezastąpione :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna relacja, piękne zdjęcia tych uroczych miejsc. Fantastycznie to opisałaś. Dzięki za to.... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z przyjemnością przeczytałam twoją relacje z wyjazdu :D Wspaniałe widoki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Po raz kolejny zazdraszczam Ci, Wam tej Gruzji:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniałe miejsce, zazdroszczę wyjazdu! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudownie musiało tam być Zazdroszczę serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!