poniedziałek, 29 września 2014

bitki szwajcarskie


Dziś wpis konkursowy pod wezwaniem szwajcarskich inspiracji. Myślę "Szwajcaria", widzę sery i czekoladę. Zbyt proste. No to góry, krowy, złoto... Też proste, ale może być. W ten deseń zrobię. No i mamy prostą, pasterską (czytaj: brzuszek sycącą) potrawę z krowy, ze złotą cebulą i ozłoconymi grzybkami. Bardzo smaczna tak zwyczajnie, ze swojskimi kopytkami na przykład, ale podawana na rosti to już można powiedzieć, że całkiem w temacie.
Weźmy:

600-700 g wołowiny
4 cebule
szklankę oczyszczonych i pokrojonych grzybów lub pieczarek 
płaską łyżeczkę musztardy
ok. 50 ml czerwonego wina (opcjonalnie)
sól i pieprz do smaku
szczyptę chili
kilka łyżek oleju
2 łyżki śmietany z łyżką mąki do zabielenia
łyżkę masła

Wołowinę pokroić w plasterki, rozbić i szybko podsmażyć na oleju z obu stron. Mięso przełożyć do garnka. Na tłuszczu pozostałym po smażeniu mięsa lekko podsmażyć pokrojoną w plastry cebulę, a następnie dodać ją do wołowiny. Grzyby także pokroić w plasterki, na patelni po mięsie i cebuli rozpuścić masło, podsmażyć grzyby i odstawić. Wołowinę z cebulą lekko podlać wodą, dodać wino, musztardę oraz przyprawy i dusić razem, aż mięso nieco zmięknie. Dodać wówczas grzyby (patelnię zalać połową szklanki wrzątku, przemieszać i wlać do mięsa razem z grzybami), wymieszać i dusić dalej razem do miękkości. Zabielić. Podawać z rosti, kopytkami lub kluskami kładzionymi.

Szwajcarskie inspiracje

piątek, 26 września 2014

naleśniki 'figa z makiem', czyli bomba wapniowa


Zdjęcia nie ma, bo te naleśniki możecie sobie obejrzeć tutaj. Ale uwierzcie mi - nie dość, że to "bomba wapniowa", nie dość, że fajnie wyglądają, to na dodatek są niewypowiedzianie pyszne. Z bliżej nieznanych przyczyn są jeszcze pyszniejsze, gdy placki naleśnikowe smażymy na mniejszej patelni. Wychodzą wtedy takie urocze ni to rurki, ni to naleśniczki. Omnom i na zdrowie!
Weźmy:

naleśniki z tego lub tego przepisu albo ciasto zrobione z:
ok. 2 szklanek mąki
ok. 2 szklanek gazowanej wody mineralnej
2 jajek
łyżki oleju
łyżeczki soli
łyżeczki cukru
na nadzienie:
200 g maku
melasę z karobu – do smaku
3 łyżki niesiarkowanych rodzynków
garść suszonych, niesiarkowanych fig
łyżkę skórki pomarańczowej (alergicy pomijają)
Wszystkie składniki na ciasto dokładnie zmiksować. Ciasto powinno mieć konsystencję niezbyt gęstej śmietany – w razie potrzeby, dodać mąki lub wody. Naleśniki smażyć na złoto z obu stron. Usmażone odkładać, przykryte ściereczką. Mak oczyścić i ugotować w wodzie do  miękkości (ok. 30 minut), figi namoczyć. Ugotowany mak odsączyć i zmielić trzykrotnie lub zmiksować w blenderze. Figi osuszyć i pokroić. Wymieszać z makiem, dodać rodzynki oraz ewentualnie skórkę i dosłodzić do smaku melasą. Masą smarować naleśniki i zawijać je w ruloniki lub składać w trójkąty.


środa, 24 września 2014

łagodny ketchup bez cukru dla dzieci


Robota praktycznie żadna, a efekt świetny. Wolę własny keczup, bo mam nad nim pełną kontrolę, wiem, że pomidory były zdrowe, przyprawy naturalne, a ocet - jabłkowy. No dobra, ma jedną wadę - nie można go wyciskać z plastikowej butli, bo mama wkłada go do słoików. Ale na to też się znajdzie rada. Wystarczy mieć opakowanie po keczupie, najlepiej takim opatrzonym dwoma żółtymi łukami i... no wiecie.
Przygotujmy:

2-3 kg pomidorów (podłużnych, mięsistych)
2 cebule
czerwoną paprykę
10 ziaren pieprzu
3-4 liście laurowe
2 ziela angielskie
2 ząbki czosnku
po łyżeczce bazylii i oregano
goździk
sól morską, ocet jabłkowy i syrop daktylowy - do smaku

Paprykę opiec pod grillem, włożyć do foliowej torebki na kilka minut, a następnie obrać ze skórki i oczyścić z nasion i błon. Umyte, pokrojone w ćwiartki pomidory, oczyszczoną paprykę, pokrojoną w kostkę cebulę oraz czosnek i przyprawy włożyć do garnka i powoli dusić, aż pomidory zmiękną. Wyjąć przyprawy, a warzywa przetrzeć przez sito. Przetartą masę redukować powoli, aż nabierze odpowiedniej konsystencji. Doprawić do smaku syropem, solą i octem, wymieszać, jeszcze chwilę pogotować i rozlać do wyparzonych słoików. Słoiki z ketchupem pasteryzować ok. 20 minut.

poniedziałek, 22 września 2014

allerDMC - morderca roztoczy - recenzja


Jakiś czas temu trafiło do naszego domu urządzenie Aller DMC. Ta mała myszka, wpięta pod 220V ma za zadanie zdziesiątkować roztocza, które miały czelność bez zaproszenia rozgościć się w naszych domach. Jak powszechnie wiadomo, wraz z nastaniem jesieni następuje wzrost aktywności roztoczy. Kiedyś o tym nie wiedziałam i byłam niezwykle zdumiona, dlaczego mamy objawy, skoro przecież nic już nie pyli. I to mimo pokrowców i eliminacji wszelakich dywaników, codziennego prania ubrań etc. No niestety, co do nogi tego się wybić nie da. Skoro nie da się tak całkiem odkurzaniem, praniem i pokrowcami, to może warto wziąć dziadów jednych z powietrza? Ileż można rozpylać chemię, prać, usuwać, eliminować i wykonywać tańców z odkurzaczem bez stuprocentowej pewności co do wymordowania przeklętego pajęczaka?
Aller DMC emituje ultradźwięki. Owe ultradźwięki nie szkodzą ludziom i zwierzętom, ale zaburzają cykl rozwojowy i żywieniowy roztoczy oraz neutralizują ich alergeny białkowe.
Efektem jest potężny spadek liczebności tychże niemiłych stworzeń. Czyli dokładnie to, o co chodzi alergikom. Po konkretne, poparte badaniami informacje zapraszam Was na stronę Aller DMC. Warto się z nimi zapoznać, a w razie nurtujących wątpliwości, skontaktować się z dystrybutorem. A póki co, zapoznajcie się z moją recenzją.

"Myszka", bo tak pieszczotliwie nazwaliśmy naszego Aller DMC, jest niewielka, niebrzydka i dyskretna. Podłączamy ją do kontaktu i... to by było na tyle. Tam ją zostawiamy, a ona robi swoje. Nie spodziewajcie się efektów od razu, musicie dać jej trochę czasu - producent deklaruje, że na pierwsze efekty trzeba poczekać 3-4 tygodnie. I warto poczekać. Bo u nas, po 3 tygodniach pomieszkiwania Myszki w kontakcie, atmosfera zaczęła się poprawiać. Nie jest to nic spektakularnego. Po prostu coraz rzadziej pokasłujemy, mniej chusteczek zużywamy, a napady wieczornego kichania stają się zdecydowanie mniej natarczywe. Czyli Myszka musi działać, choć trudno w to uwierzyć. No bo przecież jest jako ta gospodyni domowa - siedzi w domu, nic nie robi. Nic nie robi, a jest zrobione. Magia ;)
Żeby nie było, że wyliczam tylko zalety, powinnam teraz przejść do wad urządzenia. Trochę ciężko je znaleźć, ale udało się. Jaka jestem z siebie dumna! Otóż Myszka działa na obszarze około 63 m3.  Nie jestem mocna z matmy, ale wydaje mi się, że w przełożeniu na metraż kwadratowy, będzie to pokój o powierzchni dwudziestuparu metrów. Pokój spory, owszem, ale na całe, nawet nieduże mieszkanie jedno urządzenie nie wystarczy. Najważniejsze jednak, żeby je zamontować w sypialni alergika,  bo głównie tam jest potrzebne. Nasza Myszka siedzi sobie w pokoju Jeremiego, bo Nina jeszcze nie wykazuje alergii na kupki roztoczy, a jej brat owszem.

Ogólnie jestem z Myszki bardzo zadowolona i cieszę się, że z nami zamieszkała. Mogę ją Wam z czystym sumieniem polecić. Nawet jeśli teraz nie myślicie jeszcze o alergenach wziewnych, bo na razie macie "tylko" alergię pokarmową, pomyślcie jednak o Aller DMC. Marsz alergiczny raczej nikogo nie ominie, a poza tym tu nie chodzi jedynie o alergeny. Nie jest miło uzmysłowić sobie, że nie Wy jedyni wypoczywacie na Waszych sofach i śpicie w Waszych łóżkach. Macie do towarzystwa takich oto przyjemniaczków...
... i to wielu, bardzo wielu...

Jeśli zainteresował Was recenzowany produkt - zapraszam na poświęconą mu stronę. Poza tym, powiem Wam w sekrecie, że być może będę miała dla Was jakąś fajną niespodziankę związaną z Aller DMC. Zaglądajcie na Smakołyki, także na fanpage!






piątek, 19 września 2014

bezglutenowy makaron z pieczarkami i groszkiem


Jeszcze jeden przepis z archiwalnego kukbuka, czyli czasów, w których mogliśmy jeść tylko kilka produktów. Chyba dla tego kukbuka muszę wymyślić jakąś nazwę. A może macie jakieś pomysły? Nie ma zdjęcia, jak to zazwyczaj przy przepisach z archiwum, ale wierzcie mi, danie było dobre i nieźle wyglądało. Jak tak czasem patrzę na te przepisy sprzed lat, to szacun mi się dla samej siebie włącza. Taki makaron to pikuś, ale pierogi z mąki i skrobi kukurydzianej!? Dziś bym się pewnie nie odważyła...
Weźmy:

garść makaronu bezglutenowego
2-3 pieczarki
1/2 małej cebuli
1/2 szklanki ugotowanego zielonego groszku
3 łyżki oliwy lub masła klarowanego
sól i pieprz do smaku

Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu. Cebulę pokroić w kostkę. Pieczarki oczyścić, pokroić na plasterki, podsmażyć razem z cebulą, a następnie wszystko powoli udusić do miękkości. Dodać makaron oraz groszek, doprawić, chwilę razem przesmażać i podawać.

środa, 17 września 2014

tarta orzechowa a'la snickers dla NieAlergika


Płaczę. Płaczę zawsze, kiedy upichcę coś takiego, jak ta tarta. Płaczę, bo wiem, jakie to pyszne, a moi alergicy nawet spróbować nie mogą. Straszne. Na osłodę dokładam sobie jeszcze jeden kawałek, a tym samym kilogramy, oczywiście. I to jest jeszcze straszniejsze. No to po co to piec?, zapytacie.
Sami upieczcie i spróbujcie - każdy kęs odpowie wam na to pytanie...
PS. Kajmak jest, moim zdaniem, odrobinę za delikatny w konsystencji dla orzechów, potrzebuję masy kajmakowej/karmelowej "twardszej", ciągnącej się, zbliżonej to tej, która jest w batonie Snickers. Ktoś coś, ile tej śmietany na ile cukru etc.? To niech da znać, proszę, będę wdzięczna.
Weźmy:

na ciasto:
200 g mąki
100 g masła lub margaryny
50 g cukru pudru
30 g kakao
2 żółtka
szczyptę soli
lodowatą wodę
na farsz:
puszkę masy kajmakowej*
200 g niesolonych, prażonych orzechów arachidowych
na ganache:
150 g śmietanki 30%
250 g deserowej czekolady
łyżeczkę masła

Suche składniki na ciasto wymieszać, dodać posiekane masło, żółtka i wyrabiać, dodając tyle wody, by masa nabrała elastycznej konsystencji. Wylepić ciastem formę na tartę (z powłoką nieprzywierającą, o średnicy ok. 26 cm), formując rant. Formę z ciastem włożyć do zamrażarki na 15-20 minut. Rozgrzać piekarnik do 175 stopni (termoobieg), wyjąć ciasto, ponakłuwać widelcem, wstawić do gorącego piekarnika i piec ok. 15 minut. Na jeszcze ciepłym cieście rozprowadzić kajmak, posypać orzechami i lekko wgnieść je dłonią w masę krówkową. Przygotować ganache: śmietankę zagotować, zdjąć z ognia, dodać czekoladę oraz masło i dokładnie wymieszać, aż czekolada się rozpuści. Odstawić, by wystygł, a następnie polać nim warstwę orzechów z kajmakiem. Gotową tartę odstawić w chłodne miejsce na 2 godziny.

*używam masy krówkowej, czyli kajmaku z Gostynia, 510 g


poniedziałek, 15 września 2014

francuski paj mięsny


Nie znoszę marnować jedzenia. Dlatego co ma się zmarnować, to się nie marnuje. Na przykład, mięsa z rosołu, resztki pieczeni etc. chowam do zamrażarki. Jak się nazbiera co nieco, to w ruch idą paszteciki, pierogi i tak dalej. Ale to nie oznacza, że zanim zrobicie tego paja, macie dwa miesiące zbierać mięsne nadwyżki poobiadowe. Wystarczy kupić po ćwierć kilograma tego i owego, oby tłustego, udusić i zmielić.
Paj jest bardzo fajny, bo zupełnie niekłopotliwy i błyskawiczny. Nie trzeba rzeźbić pasztecików, lepić pierogów... Znakomity z czystym barszczem, świetny z sałatą i genialny tak po prostu, popychany małosolniakiem lub kiszeńcem. I na zimno, i na ciepło.

2 opakowania ciasta francuskiego*
2 szklanki zmielonego, uduszonego mięsa (tłustego!)
mała cebula plus łyżka oleju
duże jajko (alergicy pomijają)
sól, pieprz, gałka muszkatołowa i inne przyprawy do smaku

Cebulę drobno pokroić i zrumienić na oleju. Wymieszać z mięsem i ewentualnie jajkiem, doprawić. Jedną porcję ciasta francuskiego rozłożyć razem z papierem na dużej blasze. Na cieście równomiernie rozłożyć farsz, zostawiając krawędź ciasta (ok. 2 cm) czystą. Rozłożyć drugą porcję ciasta i za pomocą słomki wyciąć w niej trochę dziurek. Chwycić ciasto z dziurkami razem z papierem i rozłożyć je na mięsie, papierem do góry. Papier ostrożnie zdjąć, obie warstwy ciasta ugnieść, podwinąć brzeg i docisnąć widelcem. Wstawić paja do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (termoobieg) i piec ok. 30 minut z dolną grzałką. Kroić, gdy lekko przestygnie.

*najlepiej kupić ciasto francuskie okrągłe, jest takie w moim ulubionym dyskoncie na "L"

sobota, 13 września 2014

prosta i pyszna papryka w oliwie


Moja ulubiona przekąska, jako że paprykowa jestem bezwstydnie. Nawet przepis na konfiturę z papryki przerobiłam tak, by smak tego warzywa był dominujący. Jadłam różne papryki w zalewach, ale żadna nie smakowała mi tak, jak ta. Może to zasługa prostoty przepisu. W każdym razie dwie rzeczy czynią to cudo cudem, i te dwie rzeczy muszą być najlepszej jakości: papryka - ma być dojrzała, jędrna, aromatyczna oraz bio i oliwa - przednia, z pierwszego, najlepiej tradycyjnego tłoczenia. Z czym taką paprykę?, zapytacie. A z czym kto może i lubi. Można z fetą i bagietą, można dorzucać do sałatek, można na chlebek plus oliwki, można do serów, można do frittaty. Wiele można. Uwaga! Jeśli kto nie przepada za papryką, to niechaj od tego przepisu trzyma się z daleka, bo tu jej smaku nic nie zakłóca i nie mąci. Natomiast paprykowym skrytożercom mówimy TAK!
Trzeba mieć:

4 papryki czerwone
oliwę z oliwek

Papryki umyć, ułożyć na blasze, wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni, najlepiej z górnym grillem. Opiekać przez ok. 15 minut, przewracając papryką, aby jej skórka solidnie przypiekła się z każdej strony. Papryki włożyć do torebki foliowej i odstawić, by przestygły. Letnie papryki wyjąć z torebki, obrać ze skórki (dzięki trzymaniu w torebce skórka łatwo schodzi), usunąć gniazda nasienne, papryki pokroić wzdłuż w paski. Poukładać dość ciasto w wysterylizowanych słoikach i zalać oliwą. Zalewając, postukiwać dnem słoika o blat, by usunąć bąbelki powietrza spomiędzy papryk. Zakręcić słoiki i zostawić na blacie na 2-3 godziny, do wstępnego "przegryzienia", a następnie w chłodne, zacienione miejsce na 12 godzin.

czwartek, 11 września 2014

brownie na palonym maśle


Niby zwyczajne brownie, a jednak. Miłość do palonego masła wyssałam z mlekiem matki, a raczej z leniwych, które moja mama posypywała mi bułką tartą oraz cukrem i polewała lekko przypalonym masełkiem. Nie jest ono zbyt zdrowe, niestety. Ale od czasu do czasu da się znieść. A w tym cieście jest wprost genialne, warto zaryzykować. To jest niewypowiedzianie smakowite ciasto. Ma cudowną, idealną konsystencję i lekko orzechowo-słony smak. Niom... Niestety, nie wiem, skąd mam przepis. Z jakiejś kartki, po prostu.
PS. Dodanie z lekka przypalonego masła do brownie nie jest wynikiem mojego geniuszu, niestety. Po prostu trochę mi się przypaliło podczas rozpuszczania i pomyślałam sobie, że jak tak dobrze smakuje na leniwych, to w cieście też będzie. I nie pomyliłam się. Poza tym gdzieś już widziałam ciasta czy ciastka na palonym maśle, więc szczególnie to nie ryzykowałam.
Weźmy:

200 g gorzkiej czekolady
180 g cukru (w tym 50 g dark muscovado)
80 g masła
65 g mąki
3 jajka
3 szczypty soli
miąższ z laski wanilii

Masło postawić na dość silnym ogniu i podgrzewać, aż nieco ściemnieje i nabierze orzechowego zapachu. Błyskawicznie zdjąć z ognia i gdy przestanie wrzeć wrzucić połamaną czekoladę. Mieszać, aż czekolada się rozpuści. W osobnej misce ubić jaja z cukrami i wanilią na puszystą masę. Wymieszać ją z masą czekoladową (mikserem), a następnie dodać mąkę i delikatnie zmiksować. Blachę wielkości ok. 18x24 cm wyłożyć papierem do pieczenia, wylać do niej ciasto i wyrównać. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec ok. 20 minut. Odstawić do ostygnięcia i pokroić na porcje.

wtorek, 9 września 2014

ja, gaga i [przed]szkolne śniadania


Drodzy, ja wiem, że nie wypada, ale chciałam się tak odrobinkę pochwalić, że począwszy od numeru wrześniowego, patyskowe przepisy będzie można znaleźć w magazynie Gaga. Zaczynamy tematem na czasie, czyli artykułem o zdrowych, nadających się także dla alergików śniadaniach do szkoły lub przedszkola. Tak, tak... Pamiętam te czasy, gdy Jeremi musiał do przedszkola zabierać upichcone przeze mnie całodzienne wyżywienie. Jakże piękne wschody słońca miałam wówczas okazję oglądać! Lub też przyświecać sobie energią elektryczną, jako że o piątej rano w naszej szerokości geograficznej bywa zazwyczaj ciemno. Dlaczego piąta rano?, zapytacie. Ano dlatego, że jak już wspomniałam, musiałam do przedszkola przygotować śniadanie, drugie śniadanie, obiad, deser i podwieczorek. Następnie to wszystko ładnie popakować, czasem napisać list do Szanownych Pań Kucharek. Zaraz potem fru pod prysznic, ubieranki, szorowanie ząbków, odpalanie autka i w półtoragodzinną podróż przez całe miasto do matki-korpory, w której znajdowałam tamtymi czasy zatrudnienie. Na śniadanie dla mnie już czasu nie stawało. Ale co tam. Poczucie, że dziecię moje ma co jeść, syciło nie tylko moje ego, ale także owego ego opakowanie. Nic tak dobrze człowiekowi nie robi, jak poczucie dobrze spełnionego obowiązku...
A zatem zapraszam do salonów prasowych po magazyn Gaga! Oprócz moich przepisów znajdziecie tam oczywiście jeszcze wiele innych, arcyciekawych rzeczy ;)

poniedziałek, 8 września 2014

konfitura z papryki z rozmarynem


Taką konfiturę dostałam od Tarzynki. Nigdy wcześniej takich delicji nie kosztowaliśmy. A szkoda! Kasia powiedziała, że najlepsza do sera, więc z serami ją popychaliśmy. Smak początkowo zaskakujący, potem zmienia status na uzależniający. Zrobiłam oczywiście z kasiowego przepisu, dając nieco mniej cytryn i goździków, aby smak mej ukochanej papryki był nieco bardziej oczywisty. 
Weźmy

2 kg czerwonej papryki
2 cytryny
2 szklanki cukru
2 goździki
2 gałązki świeżego rozmarynu
płaską łyżeczkę cynamonu
szczyptę soli

Papryki umyć, osuszyć, pozbawić gniazd nasiennych i zblenderować. Przełożyć do garnka, dodać szklankę cukru, sól i gotować 20 minut. Listki rozmarynu drobno posiekać, a goździki rozgnieść - zawinięte w papier tłuczkiem do mięsa lub w moździerzu. Umyć i sparzyć cytryny. Zetrzeć z nich skórkę (odłożyć ją do pojemniczka) i wycisnąć sok. Sok dodać do papryki, razem z drugą szklanką cukru i gotować, aż konfitura zgęstnieje. Dorzucić skórkę z cytryny, rozmaryn, goździki i cynamon. Dobrze wymieszać i przełożyć do wyprażonych słoiczków. Pasteryzować 10 minut i wystudzić odwrócone do góry dnem. 

sobota, 6 września 2014

konkurs z bakeo.pl!


Dziś chciałabym Wam przedstawić bakeo.pl. Nie ukrywam, że trochę z pobudek osobistych, jako że miałam swój maluteńki wkład w to smakowite przedsięwzięcie. Bakeo proponuje zdrowe paczki z bakaliami wprost na Twoje pracownicze biurko (ale też do domu, i prawie wszędzie, gdzie tylko zechcesz). To, moim zdaniem, świetna alternatywa dla szybkich i nieprzemyślanych przekąsek typu batoniki czy chipsy. O nic nie musicie się martwić - wybieracie to, co lubicie oraz kiedy chcecie to dostawać, a resztą zajmują świstaki, czy też inne, tajemnicze stworzonka, które dzielnie pracują, by każdy dostał to, co chce, gdzie chce i kiedy chce.
A zresztą, co ja tu Wam będę gadać - wejdźcie na stronę bakeo.pl i sami zobaczcie. Przy okazji weźcie udział w konkursie, w którym można wygrać Paczki ze smakiem!


Zadanie konkursowe

Przejrzyj bakeowe Paczki ze smakiem i napisz w komentarzu pod tym postem, która z przekąsek najbardziej Ci się spodobała i dlaczego.

Komentarze można zostawiać od dziś, to jest od 6.09.2014 do 13.09.204 do północy. Niedługo potem, na fanpage'u bakeo.pl zostaną ogłoszone wyniki.


Nagrody

I miejsce - 3 kody na gratisowe Paczki ze smakiem
oraz:
2 wyróżnienia - każde wyróżnienie to kod na jedną gratisową Paczkę ze smakiem

Kody do zrealizowania na stronie bakeo.pl.

Bardzo serdecznie zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie!

Ja już miałam okazję wypróbować kilka przekąsek. Moi alergicy także, bo oprócz orzechów, w Paczkach ze smakiem są suszone owoce i różne nasiona. Szczególną miłością obdarzyłam Słodką Idiotkę i Pamelę. A tak przy okazji: jak Wam się podobają nazwy przekąsek? ;)


piątek, 5 września 2014

ryba z owocami - wspólne gotowanie


Aguś i Łucja zaprosiły mnie do wspólnego gotowania pod wielce zacnym wezwaniem rozpowszechniania uwielbienia dla dań rybnych. Temat (ryba z owocami) stanowił spore wyzwanie, ale udało się i powstał całkiem przyjemny, pieczony halibut z karmelizowanym, pikantnym mango. Nie jest to może taki wykwint, jak pstrąg z truskawkami, ale jeśli miałabym zachęcić kogoś do jedzenia ryb, to ta propozycja jest ideałem, jako ani zbyt nudna, ani zbyt awangardowa. Zresztą, z mango czy bez - jedzmy ryby!
Jeszcze raz dziękuję Gospodyniom akcji za zaproszenie. Razem gotowały:
Łucja, Mysza75Dorota, Ewelina, Beata, Renata, Ania, Basia&Julka, Magdalena oraz Aga.
Dziękuję, było super!
Należy przygotować:

500-600 g filetów z halibuta (bez skóry)
limonkę*
łyżkę masła (mocno schłodzonego, dla alergików - klarowanego)
sól i pieprz
owoc mango
łyżkę ciemnego cukru trzcinowego
chilli, pieprz, kardamon - do smaku

Karmelizowane mango: owoc umyć, obrać, pozbawić pestki. Miąższ pokroić w niezbyt dużą kostkę. Na suchej patelni rozpuścić cukier, wrzucić mango i karmelizować powoli, aż nieco zmięknie. Doprawić pieprzem, chili i kardamonem, wymieszać, jeszcze chwilę trzymać na patelni, a następnie przełożyć do miseczki. Gdy wystygnie dodać do smaku soku z limonki lub octu winnego, wymieszać i odstawić. Ryba: filety umyć, skropić sokiem z limonki, posolić oraz popieprzyć (jeśli płaty są cienkie - zawinąć je w roladki), posypać wiórkami masła i owinąć folią aluminiową, tworząc tzw. papilot. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piec 20-25 minut. Podawać z karmelizowanym mango.

*sok z limonki jest potrzebny do skropienia ryby oraz doprawienia mango - alergicy uczuleni na cytrusy pomijają skrapianie ryby, natomiast do mango zamiast soku dodają ocet winny

środa, 3 września 2014

czekoladowa tarta z malinami i bezą dla NieAlergika


Zachwycona tartą Natalii (jadłam własnogębnie, zjadłam prawie całą, a resztę bezwstydnie wysępiłam), postanowiłam dogodzić NieAlergikom czymś podobnym. Moja tarta wyszła równie zacna, jak natalkowa, choć różni się nieco, jako że ciasto jest czekoladowe, a zamiast porzeczek użyłam malin. Nie mieszałam też owoców z cukrem i kaszą manną, i może źle zrobiłam, bo akurat trafiły mi się bardzo kwaśne maliny. Mnie się bardzo podobało zestawienie czekoladowego ciasta, kwaśnych malin i słodkiej bezy, ale jeśli użyjecie mocno kwaśnych owoców, to koniecznie załatwcie je sposobem Natalii.
PS. Tarta w przekroju ukaże się na końcu posta.
Wziąć należy:

na ciasto:
200 g mąki
100 g masła lub margaryny
50 g cukru pudru
30 g kakao
2 żółtka
szczyptę soli
lodowatą wodę
na bezę:
4 białka*
2/3 szklanki cukru
czubatą łyżeczkę mąki ziemniaczanej
łyżeczkę cukru z wanilią
szczyptę soli
oraz:
ok. 500 g malin

Suche składniki na ciasto wymieszać, dodać posiekane masło, żółtka i wyrabiać, dodając tyle wody, by masa nabrała elastycznej konsystencji. Wylepić ciastem formę na tartę (z powłoką nieprzywierającą, o średnicy ok. 26 cm), formując rant. Formę z ciastem włożyć do zamrażarki na 15-20 minut. Rozgrzać piekarnik do 175 stopni (termoobieg), wyjąć ciasto, ponakłuwać widelcem, wstawić do gorącego piekarnika i piec ok. 15 minut. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli (mikserem), dodać cukier i ubijać dalej, aż staną się lśniące. Dodać cukier z wanilią oraz mąkę ziemniaczaną i miksować jeszcze przez chwilę. Na cieście rozłożyć maliny, a na malinach rozprowadzić pianę z białek. Tartę wstawić do piekarnika nagrzanego do 150 stopni i piec przy uchylonych drzwiczkach ok. 40 minut. Następnie zamknąć piekarnik, zwiększyć temperaturę do 175 stopni i piec jeszcze 10 minut.

*na zdjęciu jest ciasto z pianką zrobioną z trzech białek, ale zdecydowanie lepiej tarta wypada z bezą zrobioną z czterech białek



wtorek, 2 września 2014

mamy-blogerki poszukiwane!!! (tatusiowe też ;))


Moje Drogie Czytelniczki! Oraz Czytelnicy!
Jeśli prowadzicie bloga parentingowego (lub innego, ale bardzo ciekawego, może być nawet moto), lub macie jakieś blogi godne polecenia, to proszę, zgłaszajcie się do mnie na adres:
smakolykialergika@wp.pl.
Moje rozpoznanie terenu wiąże się z fajnym projektem, ale na razie nie mogę zdradzić szczegółów.
Bądźcie cierpliwi.
Uprzejmie proszę Was o pomoc w tej sprawie, będę bardzo wdzięczna!
Dziękuję :)