środa, 30 października 2013

dyniowa pajęczyna


Delikatnie słodkie tartaletki z korzennym nadzieniem dyniowym. Taki trochę zdrowszy halloweenowy treat. Bardzo smaczny! Dekor porażka, wiem, ale nie jestem wybitnie uzdolniona, powiem nawet, że jest gorzej, niż mi się wydawało. Prowadzenie strzykawki z polewą natychmiast i na amen dyskwalifikuje mnie jako pielęgniarkę. Szkoda.
A tutaj inne straszne pyszności.
Przygotujmy:

ciasto na tartę
na farsz:
300 ml przecieru z dyni*
opakowanie budyniu waniliowego (bez cukru, w proszku)
30 g brązowego cukru
polewę karobową
do smaku: łyżeczka cynamonu lub przyprawy piernikowej

Przecier z dyni wymieszać z budyniem, cukrem i przyprawami. Ciasto rozwałkować, wylepić nim formy na tartaletki (lub formę na tartę) i podpiec w 175 stopniach do lekkiego zrumienienia. Na jeszcze gorące ciastka nałożyć farsz i z powrotem wstawić je do gorącego piekarnika. Piec ok. 10-15 minut. Wyjąć i gdy wystygną, udekorować.

Smakołyki przypominają, że można już kupić książkę Patyski! TUTAJ

I zapraszają na swój fanpejdż ;)

*przecier z dyni czyli dynia uduszona z odrobiną wody lub upieczona i zblenderowana lub przetarta przez sitko

poniedziałek, 28 października 2013

Już jest! "100 Smakołyków dla Alergików"


No nareszcie. Moja książka, trudno uwierzyć, niesamowite... Jakież to wzruszające!
W każdym razie książka. Z przepisami, których nigdzie dotąd nie publikowałam oraz megagwiazdami bloga. 110 przepisów na przeróżne słodkości, oczywiście ułożone tematycznie, z uwzględnieniem przepisów na Wielkanoc i Boże Narodzenie.


Przefajowo się nad nią pracowało, ledwo ta się wydrukowała, a już bym chciała pisać następną. Następna byłaby zbiorem przepisów na niesłodkie smakołyki. Co Wy na to?

"100 smakołyków dla alergików" można kupić w tym sklepie. Kupujcie, kupujcie! Smakołyki będą bardzo wdzięczne. A zachęcone powodzeniem ruszą pisać książkę o śniadaniach, obiadach i kolacjach. Chcecie?



niedziela, 27 października 2013

jesienna zupa wspólnie gotowana


Dzięki zaproszeniu Veggie miałam okazję pogotować w znakomitym towarzystwie. A i to, co gotowałyśmy warte jest postania nad garami. Aromatyczna, rozgrzewająca (także kolorem) jesienna zupa będzie hitem czasu Wielkich Jesiennych Chłodów ;)
Wspólnie gotowały:
Łucja - Fabryka Kulinarnych Inspiracji
Angie - I Adore Cinnamon
Zufik - Zufikowo
Karmelitka - Karmel-itka
Aurora - Blog Czekolady
Basia - Przepisownia Barbary
Ilona - Vegetarian and Indian Food
Justinka - Justinka
Veggie - Veggieola
no i ja.

A teraz przejdźmy do naszej jesiennej zupy. Będziemy potrzebować:
małej dyni hokkaido
2 dużych cebul
5 średnich marchewek
filiżanki czerwonej soczewicy
małego przecieru pomidorowego
oleju (ok. 2 łyżki)
soli, przeciśniętego czosnku (dałam 2 ząbki) i czerwonej papryki (dałam płaską łyżeczkę) do smaku
szczyptę lub dwie chili
kilku kropel tabasco

W dużym garnku rozgrzać olej i podsmażyć na nim pokrojone w kosteczkę cebule. Dodać pokrojone w małe kawałki marchewki oraz dynię, zalać wodą, dodać soczewicę i gotować wszystko do miękkości. Następnie zmiksować na krem, dodać przecier i doprawić do smaku.


czwartek, 24 października 2013

bułeczki orkiszowe na zakwasie


Upiekłam przepyszny chleb Tarzynkowy. Starsze dziecię zachwycone, ale młodsze - niestety nie bardzo. No ale jak się ma dwa lata, to można zrozumieć. W każdym razie dla GrubejBuby musiałam upiec bułeczki. Te smakują, i to bardzo. No to dobrze, bo mnie jakoś szczególnie nie smakują, muszę jeszcze pokombinować, bo coś tutaj "nie siedzi". Pewnie dodatek masła, następnym razem zrobię bez. Korzystałam z tego przepisu, zamieniając mąkę pszenną na orkiszową, bo przeca orkisz tyż pszenica. Czynnikiem wzrostu był Kasiny zakwas pszenny dokarmiony potem orkiszem, jako że mąki pszennej u nas w domu ostatnio wielki brak ;)
Należy mieć:

500 g mąki orkiszowej jasnej typ 550 bio
ok. 250-300 ml letniej wody
130 g zakwasu (dowolnego, ja dałam pszenny)
łyżkę roztopionego masła klarowanego
łyżeczkę soli
łyżeczkę cukru

Wymieszać wszystkie składniki i wyrabiać, aż dobrze się połączą (kilka minut). Przykryć i odstawić ciasto w ciepłe miejsce, by podwoiło objętość. Wyrośnięte ciasto podzielić na 15-16 części, z każdej uformować kajzerkę. Ułożyć bułki na oprószonej mąką blasze i wstawić do piekarnika z lampką, by urosły. Gdy urosną, wyjąć i nagrzać piekarnik do 175 stopni, wstawić z powrotem i piec (z termoobiegiem i naczyniem z wodą) ok. 20 minut, aż się zrumienią.

I środeczek:

środa, 23 października 2013

groby deserowe


Sama nie wiem, dlaczego lubię halloween. Może dlatego, że dość ponure rzeczy bierze na wesoło i bez patosu. W każdym razie wspomniane już deserki-nagrobki fajnie wyglądają, dzieciakom się podobają, a roboty przy nich tyle co nic. Deserki można zrobić w dowolnych naczyniach, ale najlepiej sprawdzą się plastikowe prostokątne pojemniczki. Podstawą jest dekor - dobrze mieć, na przykład, takie duszki, żelki-robale, żelki-nietoperze, cukierki-kostki etc. Niezwykle emocjonujące jest też to, co można z grobu wykopać łyżeczką. Należy przygotować się na okrzyki typu "O, robal!" albo "Patrz, oko!" ;)
I należy mieć:

ciastka na "nagrobki"
ozdoby typu cukierki-kości etc.

Budyniem wypełnić nieduże naczynia lub pojemniki. Na jeszcze ciepły budyń wysypać warstwę pokruszonego ciasta i lekko docisnąć. Powtykać ciastka-nagrobki i zrobić na nich "cmentarne" napisy z polewy karobowej. Udekorować tematycznymi dodatkami (cukierki-kości, żelki-robale etc.).

piątek, 18 października 2013

gofry belgijskie dla NieAlergika


Gofry takowe chodziły za mną już baaaaardzo dłuuuuugo. Wreszcie zrobiłam, bo już mi wstyd przed samą sobą było. Przepis wzięłam z bloga Agaty. Bardzo pyszne są te goferki, trzeba przyznać. Nawet porządnych zdjęć nie dali popykać, tak wyżerali ;) Już kombinuję, jak zrobić wersję dla alergików... 
W sumie, co za problem pominąć jajka, zamiast mleka krowiego dać roślinne, a zamiast masła bezmleczną margarynę, a najlepiej masło klarowane, prawda? A gdybyście mieli wątpliwości lub pragnęli krzewić kulturę i poprawność języka polskiego, to Wujek Wikisłownik mówi: mianownik liczby pojedynczej to gofr, nie gofer!
Należy mieć:

270 g mąki pszennej
2/3 szklanki letniego mleka
100 g miękkiego masła
paczkę suchych drożdży (7 g)
4 łyżki grubego cukru typu kandyz*
jajko
żółtko
łyżeczkę cukru z wanilią (lub wanilinowego)
szczyptę soli
opcjonalnie: płaską łyżeczkę cynamonu

W misce wymieszać mąkę, cukier z wanilią, drożdże i sól, a następnie dodać mleko, jajko i żółtko. Wymieszać (mieszałam mikserem z hakami do ciasta, na najniższych obrotach, po dodaniu masła i cukru także), aż nabierze jednolitej konsystencji o odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na pół godziny. Gdy urośnie, dodać pokrojone w kosteczkę, miękkie masło (oraz ewentualnie cynamon) i dobrze wymieszać. Dosypać gruby cukier, wymieszać i odstawić na 15 minut. Smażyć w rozgrzanej (Agata nagrzewa do 750 W, ja do opcji "gofry", bo mam też i inne ;)), gofrownicy, nakładając po pełnej łyżce, przez ok 3-4 minuty. Ostudzić na kratce.

*raz dałam taki dałam cukier i też było ok, ale z kandyzem wychodzi fajniej:



środa, 16 października 2013

chleb Tarzynkowy potrójnie zakwaszany. World Bread Day 2013


Nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że będę kiedyś piec chleb na zakwasie. To przecież ponad moje siły i umiejętności! No to niespodzianka. Dostałam od Tarzynki stare, mocne zakwasy (żytni i pszenny) oraz wiele cennych rad, wróciłam do domu i, mimo grubej delirki, nastawiłam zaczyn na Kasiny chleb na potrójnie zakwaszanym zaczynie. Chlebek, wbrew pozorom, nie jest ani praco, ani czasochłonny, ale wymaga naszego towarzystwa co kilka godzin. Kurczowo trzymałam się przepisu, pozwoliwszy sobie jedynie na zmianę w rodzajach i proporcjach mąk. Wyszedł mi tak pyszny, że postanowiłam uczcić nim Światowy Dzień Chleba. To na pewno dlatego, że Kasia nie tylko podzieliła się zakwasem, ale też słała nam dobre myśli. Zatem chleb z tego przepisu będzie się na jej cześć nazywał się Tarzynkowy :)
Weźmy:

na ciasto potrójnie zakwaszane:
110 g zakwasu żytniego
3x150 ml mąki żytniej razowej
3x150 ml letniej wody (najlepiej przegotowanej źródlanej)

na chleb:
gotowe ciasto potrójnie zakwaszane
1,5 szklanki wody
2 łyżeczki brązowego cukru (dałam muscovado)
150 g mąki żytniej razowej typ 2000 bio
300 g mąki żytniej chlebowej typ 720 bio
150 g mąki orkiszowej razowej typ 1100 bio
łyżkę soli
olej do wysmarowania foremek
otręby do wyspania foremek (lub papier do pieczenia)
ewentualnie ulubione dodatki do posypania (czarnuszka, sezam, kminek etc.)

Ciasto potrójnie zakwaszane: wymieszać zakwas ze 150 ml mąki i 150 ml wody. Odstawić w ciepłe miejsce (piekarnik z lampką, kuchenna szafka, blisko jakiegoś źródła ciepła) na 6-12 godzin. Następnie dodać po 150 ml mąki i wody, wymieszać i znów odstawić w ciepłe miejsce na 6-12 godzin. Po tym czasie dodajemy kolejne 150 ml mąki i 150 ml wody, mieszamy i zostawiamy na 6-8 godzin na blacie.

Chleb: do potrójnie zakwaszonego ciasta dodać resztę składników i niezbyt długo wyrabiać (wyrabiałam mikserem z hakami do ciasta), do uzyskania raczej luźnego, kleistego ciasta. Ciasto przykryć ściereczką i odstawić na kilka godzin, by podwoiło objętość. Odgazować (czyli wymieszać, poklepać, żeby uszły gazy) i przełożyć do foremek do 2/3 ich wysokości, wygładzić dłonią zanurzoną w wodzie i ewentualnie posypać wybranymi dodatkami. Foremki przykryć folią i odstawić na kilka godzin, by ciasto urosło. Zdjąć folię, wstawić foremki do zimnego piekarnika i piec w 190 stopniach ok. godzinę, w asyście naczynia z wodą. Wyjąć chleb, popukać w jego spód - jeśli wydaje głuchy odgłos - jest gotowy. Jeśli nie - dopiec. Studzić na kratce, kroić, gdy wystygnie. Najlepiej przechowywać w płóciennym woreczku i drewnianym chlebaku.


World Bread Day 2013 - 8th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!

poniedziałek, 14 października 2013

2 tygodnie bez pszenicy - efekty

zdjęcie: wikipedia

Ostatnio dużo złego mówi się o nowoczesnej pszenicy. Może zła ona, a może to tylko moda. Zatem postanowiłam sprawdzić, co się stanie, jak wyeliminuję pszenicę ze swojej diety. To znaczy zamienię ją na orkisz, który też jest pszenicą, ale niemodyfikowaną.

Dieta nie była wielce "koszerna", bo gdzieś tam się jakieś ilości pszenicy do żołądka mego dostawały, ale śladowe. Tak ze dwa tygodnie jej nie jadłam. Podczas diety nie zauważyłam szczególnej różnicy w samopoczuciu. Ot, zmniejszył mi się brzuch. Bo jak nie jem syfiastych słodyczy, to od razu czuję się inaczej, a jak zjem, to może i kubeczki smakowe są zadowolone, ale reszta jestestwa mego już mniej. Ale do rzeczy. Nie jadałam, a potem zjadłam i wtedy poczułam różnicę.

Brzuch się powiększył i ulotniło się gdzieś niezauważone dotąd uczucie lekkości. Znowu zaczął mnie nosić nieokreślony, niespokojny głodek. Znacie to: co by tu przekąsić, zjadłabym coś, czy nie zjadłabym... Wzdęcia i wiatry postanowiły pokazać, co potrafią. Czyli coś jest na rzeczy. Mam też wrażenie, że zniknął dobry humor i luz, ale może to już nadinterpretacja ;)

Czytałam o wspaniałym samopoczuciu i cudownym ustąpieniu różnych dolegliwości po odstawieniu nowoczesnej pszenicy. Przeczytałam też wywiad z autorem książki "Dieta bez pszenicy" - można się przestraszyć. Może moja dieta była zbyt krótka, by zniknęły wszelakie dolegliwości, może nasza pszenica nie jest tak zmutowana jak jej amerykańska koleżanka, ale wiem jedno: wracam na orkisz.
I Wam też to radzę :)

Kup zanim zniknie! 

Wyprzedaż "100 smakołyków..." - tylko 19 zł! 


Smakołyki zapraszają na swój fanpejdż!

piątek, 11 października 2013

bezy lniane (bez jajek)


Widziałam je tutaj oraz u Ali. Od razu wiedziałam, że zrobię takie, tylko najpierw muszę się przygotować. Trochę medytacji plus lufa dla kurażu i oto jest. Beza lniana! To całkiem przyzwoita namiastka prawdziwej bezy. Zwłaszcza, gdy się nie zna tej prawdziwej smaku... Niczego nie odważyłam się w przepisach zmienić. Tu już żadna lufa nie pomogła. Nie odważyłam się też na pokazaną przez Alę wersję bez cukru. Ale może kiedyś...
Przygotujmy:

1/2 szklanki nasion lnu (też użyłam złocistego)
3 szklanki zimnej wody
5 łyżek cukru pudru
1/4 łyżeczki kamienia winnego
szczyptę soli

Siemię opłukać, zalać wodą i gotować powoli, aż zrobi się bardzo gęsty kisiel (ok. 30 minut). Przetrzeć (sic!) przez sitko, nasiona lnu wyrzucić. Kisiel wystudzić i chłodzić w lodówce do momentu, aż nabierze zwartej konsystencji (mój stał dobę na tzw. zimnej półce, na której producent mojej lodówki obiecuje 0-2 stopnie). Przełożyć go do miski, wsypać kamień oraz sól i ubijać mikserem jak śmietanę przez ok. 10 minut, aż zamieni się w pianę. Następnie, nie przerywając ubijania, stopniowo dodawać cukier. Nakładać pianę na blachę wyłożoną papierem do pieczenia tak jak bezy - w odstępach, łyżką lub rękawem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 100 stopni (z termoobiegiem) i suszyć przez ok. 1,5-2 godziny, w zależności od wielkości bez. Zostawić na kilka godzin w piekarniku.

Kilka uwag:
1. Kisiel powinien być długo i mocno chłodzony.
2. Różne piekarniki różnie pieką - co jakiś czas sprawdzaj, czy suszące się "bezy"są już gotowe.




czwartek, 10 października 2013

gulasz węgierski


Co prawda węgierskie bratanki podiwaniły mi zdjęcie lodów, ale ich kuchnię zawsze będę kochać. Jako bardzo młode dziewczę wybrałam się na wakacje do węgierskiego "wujostwa" i po dwóch dniach szoku kulinarnego zakochałam się w madziarskich specjałach bez pamięci. Miłość trwa. Taki gulasz na przykład. Wyjątkowo wdzięczne danie, które smakuje wybornie zarówno z kluchami, jak i na ziemniaczanym placku.
Należy mieć:

kilogram wołowiny gulaszowej
2 cebule
2 papryki
4 pomidory
grzybek suszony
2 ząbki czosnku
4 łyżki smalcu
łyżeczkę soli
po łyżeczce kminku i majeranku
2 łyżeczki słodkiej papryki
1/2 łyżeczki chilli
łyżkę mąki

Cebulę pokroić w kosteczkę, podsmażyć na 2 łyżkach smalcu, dodać przeciśnięty czosnek, oba rodzaje papryk w proszku, a następnie grzybek. Przełożyć do garnka, patelnię wytrzeć i na kolejnej porcji smalcu usmażyć pokrojone w kostkę i oprószone mąką mięso. Przełożyć do garnka z cebulą, podlać odrobinką wody, dodać sól oraz majeranek i mielonego kminek. Dusić powoli pod przykryciem. Gdy mięso zmięknie dodać pokrojoną w kostkę paprykę, a następnie obrane i pokrojone w ósemki pomidory. Wszystko razem dusić jeszcze ok. 20 minut, na koniec ewentualnie doprawić. Podawać na placku ziemniaczanym, z kopytkami, makaronem etc. 


wtorek, 8 października 2013

Przygotuj się na wstrząs!


Wstrząs anafilaktyczny. Oby się Wam nigdy nie przydarzył. Jednak na wszelki wypadek warto wiedzieć, co robić w sytuacji, gdy dojdzie do anafilaksji. 
Akcja "Przygotuj się na wstrząs!" to ogólnopolski program edukacyjno-informacyjny, objęty patronatem Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, dotyczący problemu anafilaksji. Celem Programu jest edukacja na temat przyczyn anafilaksji, konsekwencji oraz zasad postępowania w sytuacji wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego. Kampania ma pomóc w szybkim i trafnym rozpoznawaniu objawów, w poprawnym określaniu alergenów oraz prawidłowym zachowaniu się wobec osoby mającej wstrząs anafilaktyczny.
Tyle oficjalna informacja - spokojna i zgrabna. Ale wstrząs to niebezpieczna, zagrażająca życiu reakcja i, niestety, może się zdarzyć nie tylko po użądleniu, ale także po zjedzeniu czegoś silnie alergizującego. Zdarzyła się osobie bardzo mi bliskiej, więc zdaję sobie sprawę, że wiedza o tym, jak się zachować w takim przypadku jest kluczowa i może uratować komuś życie. Najważniejsze to zachować zimną krew. I robić to, co zalecają fachowcy. Zapoznajcie się z tymi informacjami, naprawdę warto to wiedzieć!

poniedziałek, 7 października 2013

tarta z brokułami dla NieAlergika


Zapewniam, że nawet ci, co brokułów nie lubią, taką tartą nie pogardzą. Kruchutkie ciasto i kremowy, dobrze doprawiony farsz - oto cała tajemnica. Przy okazji, jako że dni coraz chłodniejsze, przypominam błyskawiczny i konkretny quiche lorraine. Hmmm... też dla NieAlergika. To bardzo nieładnie z mojej strony, muszę koniecznie się poprawić.
Przygotować musimy:

na ciasto:
160 g mąki
80 g masła
żółtko
zimna woda
szczypta soli
farsz:
brokuł
jajko
1/3 szklanki śmietany
1/2 szklanki mleka
1/2 łyżeczki soli
po 1/4 łyżeczki pieprzu, chili i gałki muszkatołowej
2 łyżki startego sera

Zagnieść ciasto dodając tylko tyle wody, by masa była elastyczna. Rozwałkować ciasto i wylepić nim tortownicę, tworząc niezbyt wysoki rant. Ponakłuwać ciasto widelcem, wstawić do nagrzanego do 175 stopni piekarnika i podpiec przez 10 minut. Różyczki brokuła gotować przez 3 minuty (nie dłużej) w osolonym wrzątku. Odcedzić i poukładać na podpieczonym cieście. Jajko, śmietanę, mleko, ser oraz przyprawy wymieszać widelcem, mieszaniną polać brokuła i całość wstawić ponownie do gorącego piekarnika. Zapiekać 20 minut.

sobota, 5 października 2013

bułki orkiszowe


Tak, tak, ja wciąż na wojnie z nowoczesną pszenicą. Tym razem wojowałam orkiszowymi bułeczkami. Dzieciaki nie zawsze chcą jeść razowy chleb, to znalazłam mąkę orkiszową jasną (typ 500) bio i jadę ;)
Wziąć trzeba:

500 g mąki orkiszowej typ 500
ok. 200 ml mleka roślinnego lub wody
20 g świeżych drożdży
2 łyżki klarowanego masła lub oleju
łyżeczkę soli
łyżeczkę cukru

Z 50 ml mleka, drożdży, cukru i odrobiny mąki zrobić rozczyn. Gdy podrośnie, dodać go do mąki wymieszanej z solą, wlać resztę mleka i wyrabiać ciasto mikserem z hakami do ciasta, aż będzie jednolite. Jeśli ciasto jest zbyt twarde, dolać nieco mleka lub wody. Dodać rozpuszczone masło lub olej, jeszcze chwilę wyrabiać i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Gdy podwoi objętość, rozwałkować na bardzo gruby placek (3-4 cm) i szklanką wycinać koła (lub odrywać po kawałku ciasta i formować bułeczki). Bułki ułożyć w odstępach na posypanej mąką blasze i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Gdy urosną wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (z termoobiegiem i naczyniem z wodą), a po 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i piec ok. 20 minut. Sprawdzić patyczkiem, czy się upiekły. 

czwartek, 3 października 2013

pieczone figi korzenne


Znowu figi. Był dżem, jest pieczonka. Bardzo smaczna. Uparłam się trochę na świeże figi. No bo podobno jak dobre, to poezja smaku. Wybrałam się więc do pewnych eleganckich delikatesów i kupiłam piękne, drogie i dorodne figi. I co? I nadal nic...
Należy mieć:

figi
masło klarowane (lub bezmleczną margarynę)
syrop klonowy lub z agawy
po szczypcie cynamonu i kardamonu na figę (lub przyprawy do piernika)

Figi umyć, naciąć na krzyż (tak do 1/3 ich wysokości licząc od podstawy), rozchylić nacięte części. Ułożyć owoce w naczyniu do zapiekania. Każdą figę posypać przyprawami, polać odrobiną syropu (ok. 1/2 łyżeczki) i nałożyć do jej środka kilka wiórków masła lub margaryny. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i zapiekać ok. 15 minut.

środa, 2 października 2013

najlepsze grzybki marynowane


Od razu mówię - jeśli lubicie grzybki pławiące się w cebulowym glucie, to ten przepis nie jest dla Was. Natomiast fani chrupiących grzybków w lekkiej, acz ostrej marynacie będą wielce usatysfakcjonowani. Przepis na te grzybki to chyba jeszcze od którejś prababci, można by więc tu jakąś rozprawkę o nawykach żywieniowych... W każdym razie leśne perełki (tudzież inne pyszności) możecie zamawiać u Bogusi via Facebook. A potem delektować się nimi pod zmrożoną wódeczkę lub świeżą szyneczkę, w zależności od metryki czy światopoglądu. Arcyserdecznie polecam.
Trzeba wziąć:


kilogram grzybów (kurki, podgrzybki etc.)
sól
obraną cebulę 
na marynatę:
½ litra wody
szklankę octu 10%
2 liście laurowe, 7-8 ziaren pieprzu, 3-4 ziela angielskie 
pełną łyżkę cukru

Oczyszczonym grzybom (ale nie kurkom!) obciąć trzonki (można je zużyć do zupy). Kapelusze włożyć do solidnie posolonego wrzątku (nie dodaje się już soli do marynaty) razem z pokrojoną w ćwiartki cebulą. Gotować do miękkości, np. podgrzybki i inne twardsze ok. 30 minut od ponownego zagotowania wody. Odcedzić. Wymieszać i zagotować składniki marynaty, włożyć grzyby (bez cebuli!), ponownie zagotować, przełożyć do wyparzonych słoików, zalać wrzącą marynatą. Słoiki zakręcić i odstawić w zacienione miejsce na minimum miesiąc.