poniedziałek, 29 lipca 2013

zrzucamy kilogramy

zdjęcie: dukanadieta.net.pl

Jak matka eliminująco-cycująca odstawia młodzież od mlecznego źródełka, to zazwyczaj efekt jest ten sam: pożera wszystko, co do tej pory było jej zakazane i tyje, tyje, tyje... Znacie to? Ja poznałam. Zanim się opamiętałam, byłam 13 kg do przodu. Ciężko się zrobiło. Fitness, mniejsze porcje, a tu efektów właściwie zero. Patyska owszem, zna się na diecie, ale tylko eliminacyjnej. Po odchudzającą udała się zatem do eksperta, czyli Moniki. I się zaczęło...
Dawaj wymiary!
Nie żryj cukierków!
Jak to - masz na to uczulenie?
Nie patrz teraz na wagę!
A błonnik gdzie!?
Ile więcej zeżarłaś niż pozwoliłam?

I tak dalej...
Ale gdzieś pomiędzy zniknęło mi 8 kilogramów. Monia zeskanowała mój tryb życia, sposób odżywiania, typ figury/otyłości, wiek i ograniczenia żywieniowe (tak, tak, wszystkie Smakołyki są alergikami, np. TataSmakołyk ma alergię tylko na buraki, ale ma). Potem wyznaczyła dietę, nawet fajną, bo różnorodną i niedrakońską. Chciałam chudnąć powoli, żeby skóra nie ucierpiała, bo "nie ten już wiek" - to też wzięto pod uwagę. Oprócz monikowych zaleceń dietetycznych - tbc i pilates (no, muszę przyznać, że średnio regularnie ten fitness, ale jednak). I udało się. Został mi jeszcze bochenek na brzuchu, ale brzuch to trudne miejsce, a jako tzw. jabłko wiem, że tu zawsze będzie problem. Trudno.
Podsumowując: z Moniką odchudzałam się jakieś 3-4 miesiące, dokładnie nie pamiętam. W tym czasie ćwiczyłam, ale bardzo nieregularnie niestety. Dieta Moni jest w porządku, dziewczyna zna się na rzeczy. Moje zestawienia trudno właściwie nazwać dietą, nie głodowałam, na samym początku było trochę ciężko, zwłaszcza ze słodyczami.
Jeśli chcecie schudnąć, a średnio Wam to wychodzi - piszcie do Moniki. Jeśli potrzebujecie innej diety - antyrakowej, antymiażdżycowej - piszcie do Moniki:
chilifiga@gmail.com lub monik129@op.pl 
Szybko i bezproblemowo, wszystko załatwicie mailem, a w razie czego telefonem :)
Powodzenia!

11 komentarzy:

  1. Oj znam ten ból. Wprawdzie ja w ciąży sporo przytyłam, ale jakoś samo ładnie zeszło. Dopiero zeszły rok przyniósł mega rozżarcie. Tyłam w oczach! Teraz jest mnie zdecydowanie mniej, a mam ochotę na dalsze odchudzanie. Teraz to już tylko trening, bo dietą wiele, już nie osiągnę. Ale walczmy kochana!

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby tak pysznie gotować i piec i żeby musieć się odchudzać! Toż to tortury najokrutniejsze. Ty moja kochana już daj spokój z tym chudnięciem dobra? Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  3. No Moja Droga- gratulacje! Ja żem z tych leniwych, co to czekają na czas, kiedy waga mi w końcu stanie i wyjścia chyba nie będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję utraconych kilogramów i trochę zazdroszczę, też mi się marzy kilka kilo w dół. Powoli zmieniam nawyki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Halo! Pytanko o kolor na moim blogu zadałam :) proszę bez wymigiwanek tutaj. Poważnie proszę do sprawy podejść Patuniu kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  6. oj, a ja jakoś nie mogę się przełamać, co zaczynam, to mnie coś skusi i tak ciągle ;( brak mi silnej woli. Gratuluję, bo wiem, jakie to trudne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dzieciaczków jeszcze nie mam, ale z wiekiem kg przybywa. Ból, bo zawsze byłam jak patyk ;) Dieta by się przydała, ale za bardzo kocham żreć słodycze :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Polecam duużo ćwiczyć ;) dla łasuchów jest to najlepsze wyjście. Ja wolę sobie zjeść coś słodkiego a potem spalić to na treningu, niż odmówić sobie takiej przyjemności :) Dzięki temu nie mam żadnych problemów z figurą :) Poza tym, po treningu mam wielką satysfakcję..

    Zapraszam na: http://damskomeskipunktwidzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. ja już też dużo nadrobiłam... ale jeszcze jestem poniżej wagi sprzed ciąży, więc się pocieszam że nie jest tak źle:) zobaczymy jak to będzie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochanego ciała nigdy za wiele:)
    Na szczęście w trakcie karmienia jadłam prawie wszystko, ale i tak hormony robią swoje i już ciałko zmienione lekko:)
    Dobrze że w porę znalazłaś Monikę ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety u mnie było dokładnie tak samo:( I też wciąż nie mogę poradzić sobie z brzuszkiem. Ale za to córka twierdzi, że tak miło się do niego przytula, bo jest taki mięciutki;)

    OdpowiedzUsuń

Smakołyki uwielbiają Twoje komentarze i bardzo za nie dziękują!