środa, 26 czerwca 2013

Henry szuka domu!


Prawie nigdy nie umieszczam u siebie recenzji, ale Henry'emu nie mogłam odmówić. Po prostu zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Uroczy! Ja wiem, że uroda to nie wszystko, dlatego zanim go przygarnęłam, postanowiłam go bliżej poznać ;) Producent obiecuje sporo: tutaj oraz tutaj możecie trochę o Henrym poczytać. Mnie interesowało głównie to, czy nadaje się do domu alergików. Okazało się, że Henry w wersji z filtrem Microtex jest rekomendowany przez Brytyjskie Towarzystwo Alergologiczne. To przygarnęłam chłopaka.
No i tak: ja się tam na tej całej technice nie znam, ale odkurzacz jest wygodny i ma niezłe ssanie, muszę to szczerze przyznać. Nie śmierdzi, przynajmniej mój egzemplarz z Microtexem. Henry pracuje dość cicho, zwłaszcza w trybie oszczędnościowym. I jeszcze jedna ważna rzecz - małe dzieci często boją się odkurzaczy. Moja córka też. Problem zniknął jak wyciągnęłam Henry'ego - nie tylko się go nie bała, ale chciała się z nim bawić.
Ogólnie jestem z niego bardzo zadowolona i szczerze go polecam, zwłaszcza do domów, w których mieszkają mali alergicy. No i jest taki słodki!
PS. Henry jest najpopularniejszym odkurzaczem na zachód od Odry. Ciekawe, że w Polsce nigdy o nim nie słyszałam...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

aminy biogenne

zdjęcie: wyborcza.pl

Dziś na fejsie znalazłam "fantastyczną" propozycję dla alergików, złożoną przez stronę zajmującą się tematyką alergii: kiwi w czekoladzie. No fakt, pycha. Tyle, że niestety, nie dla alergików. Dlaczego? Bo nawet jeśli czekolada czy kiwi nie uczulają, to zawierają aminy biogenne (histamina, tyramina, fenyletylamina itp.). Nie jest to żadna szczególna trucizna (choć tu można poczytać o zatruciu aminami), a substancja naturalna. Z tym, że w diecie alergika raczej nieszczególnie pożądana. Z tej prostej przyczyny, że jako tzw. substancja wyzwalająca, może zaostrzyć objawy alergii (i to zarówno IgE-zależnej, jak i IgE-niezależnej) oraz nietolerancji pokarmowej. Amin biogennych należy po prostu unikać przy nasileniu objawów alergicznych. Podobne działanie mają jeszcze salicylany, kwas benzoesowy i nikiel, ale ponieważ aminy występują naturalnie i producenci nie podają ich w składzie produktów, to pozwolicie, że Wam zrobię listę smakołyków z aminami biogennymi. Produkty oznaczone (!) mają ich szczególnie dużo.

Owoce jagodowe (truskawki, maliny, czarne jagody)
Śliwki
Kiwi
Figi
Banany
Cytrusy
Ananasy
Winogrona
Orzechy (!)
Warzywa strączkowe
Pomidory (!)
Kiszona kapusta
Kiełki
Wszelkie sery (!)
Wieprzowina
Wędliny
Ryby morskie i skorupiaki (!)
Przyprawa curry
Sos sojowy
Drożdże
Czekolada (!)
Wino i piwo (!)

Jest jeszcze jeden powód, dla którego piszę o tych aminach. Otóż, mogą dawać fałszywy obraz alergii - możemy być nieuczuleni na coś, ale jemy to (wdychamy etc.) w asyście biogennej aminy i mamy fałszywie dodatni wynik obserwacji. Może to nie krewetki nas uczulają, a jedynie winko, którym je popijamy daje fałszywe sygnały? Jak to winko... ;D
PS. Mam też listę smakołyków z salicylanami, kwasem benzoesowym i niklem, ale o tym innym razem i tylko wtedy, jeśli sobie zażyczycie. 



niedziela, 23 czerwca 2013

konfitura truskawkowa z kardamonem


Wielbiciele klasyki znajdą u mnie tradycyjne konfitury, a dla tych, którym się trochę znudziło, mam truskawki z kardamonem. Ciekawe i smakowite, nie powiem, chyba jeszcze poeksperymentuję z różnymi dodatkami. Na przykład ze skórką z limonki i pieprzem może fajnie wyjść. Ktoś tak robił?
Weźmy:

1 kg truskawek, najlepiej z własnego ogrodu lub eko
1 kg cukru
szklankę wody
płaską łyżeczkę kardamonu

Truskawki przebrać, wybrać tylko zdrowe, a następnie umyć, odszypułkować i osuszyć. Z cukru i wody ugotować syrop "do nitki". Wsypać kardamon, wymieszać i ostrożnie, stopniowo wkładać truskawki do syropu. Gdy się zagotują, zmniejszyć ogień gotować truskawki bardzo powoli. Zbierać powstającą w czasie gotowania piankę i od czasu do czasu mieszać, energicznie i koliście poruszając rondlem. Po 5 minutach konfiturę zdjąć z ognia i odstawić do następnego dnia. Gdy wystygnie - przykryć. Następnego dnia powtórzyć 5-minutowe gotowanie, i następnego również. W sumie truskawki powinny być gotowane 4, a nawet 5 razy. Słoiki oraz pokrywki umyć, wyparzyć (ja piekę słoiki w 100 stopniach przez 10 minut), osuszyć. Wlewać do słoików gorącą konfiturę, szybko zakręcać i odstawiać do góry dnem do ostygnięcia. 

Moją książkę można kupić na Allegro, w księgarni JakWyżej i Coryllus oraz w sklepie alergica.pl
Stacjonarnie w FOTO-MAG przy stacji metra Stokłosy oraz w Strefie Zdrowia

Smakołyki zapraszają na swój fanpejdż!

sobota, 22 czerwca 2013

smoothie TBK


Nie, nie total bady kondyszyn ;) Po prostu truskawka, brzoskwinia, kiwi. Fajne smoothie.
Weźmy:

szlankę truskawek bio
dojrzałą brzoskwinię
3 kiwi bio

Owoce umyć, kiwi i brzoskwinię obrać, z brzoskwini usunąć pestkę, a truskawki odszypułkować. Wszystkie składniki wrzucić do blendera i zmiksować.

czwartek, 20 czerwca 2013

szynka w pomadzie dla NieAlergika


Kolejny efekt sprzątania. Czy to tylko ja tak mam, że nie ogarniam własnego gospodarstwa domowego? Tym razem w szale porządkowym znalazłam, między innymi, słoik galarety cytrusowej nabyty wieki temu w czasie tygodnia angielskiego w popularnym dyskoncie o germańskich korzeniach, resztkę mocno już scukrzonego karmelu domowej roboty, szynkę w zamrażarce i wiele innych skarbów, jak, dajmy na to, sałatę podejrzanej konduity, przeterminowaną kukurydzę na popcorn, zapomniane pudła z ciastkami od BelVity czy prażone jabłka, które zużyłam do tarty. Te ostatnie nie będą przydatne przy omawianym przepisie, więc niech nas nie zajmują. A z pierwszych wymienionych zrobimy pieczoną szynkę.
Weźmy:

szynkę-kulkę
na marynatę:
2-3 łyżki galarety z limonki i cytryny
pół łyżeczki pieprzu
łyżeczkę suszonych warzyw
łyżkę octu balsamicznego
2 łyżki karmelu (miodu lub brązowego cukru)
płaską łyżeczkę soli

Składniki na marynatę (prócz soli) wymieszać. Szynkę umyć, osuszyć, posolić i posmarować marynatą. Przykryć i odstawić na 24 godziny. Rozgrzać piekarnik do 200 stopni, wstawić mięso bez przykrycia i podpiec przez 10, a następnie podlać wodą, zmniejszyć temperaturę do 175 stopni, przykryć i piec ok. 1,5 godziny.

wtorek, 18 czerwca 2013

płatki śniadaniowe z opcją bezglutenową


Granola jest super, ale małe ząbki wolą chrupać coś delikatniejszego. No dobra, to niech chrupią, byle nie przysmaki ogólnodostępne w sklepach. Powiem Wam, żem strachała się okrutnie, czy aby wyjdzie... Ale udało się - płatki wyszły pyszne, zdumiewająco chrupiące, delikatne. Do zrobienia sobie domowych neskłików można użyć zbóż bezglutenowych i ucieszyć małego (oraz dużego) bezglutka. Nawet w sklepie u nas na zadupiu jest pełen wybór "dmuchanych" zbóż, więc chyba nie ma się co martwić o dostępność składników.
Trzeba mieć:

3 szklanki dowolnych preparowanych zbóż (dałam ryż, orkisz i jagła)
kilka łyżek miodu z mniszka lub dowolnego syropu, słodu czy melasy - do smaku*
łyżkę karobu

Niedużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia (lub użyć blachy z powłoką nieprzywierającą). Na papier wysypać zboża, posypać je karobem i wymieszać, a następnie polać miodem i bardzo dokładnie wymieszać. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 150 stopni i piec, mieszając co 3-4 minuty, przez ok. 15 minut.

*dodając miód, używam 4 łyżek, syrop klonowy - 6 łyżek

poniedziałek, 17 czerwca 2013

ciasto z truskawkami


Smak dzieciństwa w antyalergicznej aranżacji - "biszkopt", truskawki z własnej grządki i galareta z prochu. Mniam! Kto nie wierzy, niech zrobi i sam się przekona.
Trzeba przygotować:

białe ciasto z tego przepisu (z połowy składników)
truskawki (nie zważyłam, ale ilość w zależności od wielkości ciasta, 20-30 sztuk)
paczkę truskawkowej galaretki w proszku

Owoce umyć, odszypułkować i dobrze osączyć. Galaretkę rozpuścić, używając nieco mniej wody niż podano w przepisie (ja zamiast 500 ml dałam 400 ml) i odstawić, by nieco stężała. Ciasto upiec w formie na tartę lub dużej tortownicy (gdyby urósł mu "czubek", to ściąć, by placek był płaski). Gdy ciasto wystygnie, posmarować je cienką warstwą tężejącej galaretki i poukładać truskawki. Owoce na cieście zalać tężejącą galaretką i odstawić do lodówki na godzinę lub dwie.

piątek, 14 czerwca 2013

ryż po kantońsku dla NieAlergika


Mam, proszę ja Was, taki wordowski dokumencik, w którym chowam linki do fajnych przepisów "do zrobienia". Nie przyznam się, ile ów dokumencik ma stron, bo mi wstyd. Na szczęście są takie dni, że nie bardzo jest okazja wybrać się do sklepu i kombinuje się z tego, co jest w domu. No, i dzięki temu, mogłam wreszcie zrobić ryż po kantońsku według Natalii. Niom! Starałam się niczego nie zmieniać, ale ciutas musiałam, robiąc danie z tego, co było pod ręką.
Przygotujmy:

szklankę ryżu
paczkę mixu chińskiego mrożonego
3 jajka
olej sezamowy
sos sojowy (miałam tylko ciemny, którego używa się w mniejszych ilościach niż jasny)
chilli, imbir, kurkumę, sól, ciemny cukier
cebulę
2 ząbki czosnku (przeciśnięte przez praskę)
olej do smażenia
prażony sezam do posypania

W garnku rozgrzać łyżkę oleju, wrzucić ryż, łyżeczkę kurkumy, sól i podsmażać razem chwilę. Zalać dwoma szklankami wody i ugotować. Odstawić. Jajka roztrzepać z łyżeczką sosu sojowego i usmażyć z nich na oleju omlet (z obu stron). Omlet pokroić w paski. Mocno rozgrzać kilka łyżek oleju w woku lub głębokiej, dużej patelni, wrzucić cebulę, chwilę podsmażać, następnie mrożone warzywa i podsmażać, aż nieco zmiękną. Dodać omlet, wymieszać, następnie ryż i smażyć chwilkę, często mieszając. Zrobić sos z 2 łyżek oleju sezamowego, łyżki sosu sojowego, 1/2 łyżeczki chilli, łyżeczki imbiru, 1/2 łyżeczki cukru i czosnku, dodać do potrawy i wymieszać. Ryż przed podaniem posypać prażonym sezamem.



czwartek, 13 czerwca 2013

wegański smoothie banan-karob


Nadejszła wiekopomna chwiła, że mamy goronc ;) Dzięki temu na śniadanie pijemy sobie różnego rodzaju koktajle, zwane po światowemu "smoothie", czy jakoś tak. Trudno na smoothie podać konkretny przepis, bo przecież wszystko można tam wrzucić i zblenderować. Wczoraj mieliśmy mango lassi na śmietance roślinnej, dziś zmiksowaliśmy sobie taki, jutro zrobimy z kiwi i mięty, a pojutrze z własnych truskawek i tak dalej...
Należy mieć:

dojrzały, duży banan (lub 2 małe)
ok. szklankę mleka roślinnego (dałam ryżowe waniliowe)
łyżkę karobu

Nieco mleka podgrzać w małym garnuszku, dodać karob, dobrze wymieszać i wlać do blendera razem z resztą składników. Zmiksować. Gdyby napój był za gęsty, dodać jeszcze mleka.

środa, 12 czerwca 2013

post rozpaczliwy


Jak się prowadzi bloga z przepisami dla alergików i podaje maila do kontaktów, to trzeba się liczyć z tym, że ktoś maila przyśle. I super! Mnie ktoś kiedyś pomógł, dzięki czemu mogłam wyprowadzić syna z koszmarnego stanu, teraz ja z wielką przyjemnością pomagam, jak umiem najlepiej. Ale do czego zmierzam. Otóż często
z maili od karmiących mam alergików dowiaduję się, że dieta tychże mam składa się
z kilku produktów. Ja też w niewiedzy zabrnęłam kiedyś w ten ślepy zaułek i skończyłam na 43 kilogramach. Straciłam włosy, zęby i celulitis ;) a dzieciak i tak był w opłakanym stanie. Dlatego piszę tego posta w rozpaczy i błagam:
dziewczyny, nie róbcie tak, nie tędy droga!
Proszę, przeczytajcie te kilka wskazówek, to nie zajmie wiele czasu, streszczałam się jak mogłam. I stosujcie się do nich, a nie pożałujecie :)
1. Nie ma tak, że "wszystko uczula" - szukajcie pasożytów lub innych przyczyn.
2. Im mniej różnorodna dieta, tym większe ryzyko uczulenia się na często podawany składnik.
3. Nie oczekujcie błyskawicznych efektów diety, organizm musi mieć czas na oczyszczenie się - gdy alergen jest już wyeliminowany, to nawet jeszcze przez kilka miesięcy zmiany na skórze (lub inne objawy) będą, oczywiście stopniowo coraz mniejsze.
4. Pamiętajcie, że nie ma stuprocentowo bezpiecznego produktu, można jeść tylko ryż, a on akuracik będzie uczulał. I co? Dlatego, zamiast się katować, jedzcie wszystko, na co macie ochotę, prócz oczywiście pokarmów uznanych za najcięższe alergeny.
5. Jedzcie rzeczy zdrowe, jak najmniej przetworzone, naturalne - owoce, warzywa, kasze, bogate w żelazo gatunki mięsa. Najlepiej sezonowe lub bio. Jedzcie RÓŻNORODNIE, najlepiej codziennie inny zestaw.
6. Obserwujcie siebie i dziecko, zaufajcie swej matczynej intuicji - matka zazwyczaj wyczuwa, że coś "jest nie tak", i jeśli poczujecie, że jakiś składnik szkodzi, to zapewne będzie to strzał w dziesiątkę.
Powodzenia! I głowa do góry, a ząbki w ruch, będzie dobrze!
Tutaj podpowiedź, co jeść :)

wtorek, 11 czerwca 2013

dziad


Czy dobrze kojarzę, że drożdżowe pieczone w formie wiadomego kształtu zwie się "babą", a w keksówce "dziadem"? No bo właśnie dokładnie to nie wiem... W każdym razie zachciało nam się najzwyklejszego "dziada" i takiegoż zatem upiekłam. Mocno maślany, naszpikowany bakaliami, fajny ze szklanką mleka, oczywiście dozwolonego.
Należy mieć:

2 szklanki mąki
3-4 łyżki cukru
ok. 1,5 szklanki letniego mleka roślinnego lub wody
miąższ z 1/2 laski wanilii
30 g świeżych drożdży
2/3 szklanki rozpuszczonego klarowanego masła*
szczyptę soli
3/4 szklanki rodzynków
łyżka posiekanej skórki pomarańczowej (opcjonalnie)

Z pół szklanki wody, drożdży, łyżeczki cukru i łyżeczki mąki zrobić rozczyn, a gdy "ruszy", dodać go do mąki wymieszanej z solą, cukrem i mlekiem (lub wodą). Dobrze wyrobić, dolewając tyle mleka, by ciasto miało dość lekką konsystencję. Dodać masło i wanilię, dalej wyrabiać. Gdy ciasto będzie gładkie i napowietrzone, dodać bakalie, dobrze wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce, by podwoiło objętość. Następnie przełożyć do natłuszczonej dużej keksówki i jeszcze raz odstawić do wyrośnięcia. Wyrośnięte ciasto wstawić do nagrzanego do 150 stopni piekarnika piec ok. 30 minut. Sprawdzić patyczkiem - jeśli jest suchy, ciasto jest upieczone.

*można zamiast masła użyć oleju (pół szklanki), ale ciasto trochę straci na smaku

piątek, 7 czerwca 2013

akcja prowokacja - ciasteczka maślane


Pamiętacie akcję z żółtkiem? Teraz czas na masło. I prowokacja, i ciasteczka wielce udane :)
Należy mieć:

150 g mąki
120 g masła
60 g cukru pudru
1/4 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

Bardzo miękkie masło utrzeć na puch z cukrem pudrem. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem oraz sodą i miksować, aż składniki dobrze się połączą. Ciasto przełożyć do wyciskarki do ciastek (lub specjalnej maszynki) i wyciskać ciasteczka na blachę. Można też odrywać po kawałku ciasta i toczyć z niego kuleczki wielkości małego orzecha włoskiego, lekko spłaszczać i układać na blasze. Blachę z ciastkami wstawić do nagrzanego do 175 stopni piekarnika i piec 5 minut, a następnie zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec jeszcze ok. 5-10 minut, aż ciastka się zrumienią.

czwartek, 6 czerwca 2013

środa, 5 czerwca 2013

tarta z prażonymi jabłkami


W trakcie sprzątania spotkała mnie miła niespodzianka - znalazłam słoik prażonych jabłek! To pewnie "ten ostatni com schowany" miała. Jabłuszka kwaśne, z własnego ogrodu, słowem: mniam. Zrobiłam je tak, jak lubię najbardziej, czyli na szybko, kruchutko i aromatycznie. Jeśli nie dysponujecie prażonymi jabłkami, to nie prażcie świeżych, tylko pokrójcie je w kawałki i rzućcie na ciasto - też będzie pycha, a może nawet bardziej pycha.
Należy mieć:

300 g krupczatki
150 g bezmlecznej margaryny
2 pełne łyżki cukru pudru
zimna woda
ok. 850 ml prażonych jabłek
pół łyżeczki cynamonu (niekoniecznie)
pół łyżeczki cukru z wanilią (też niekoniecznie)
ewentualnie cukier puder do posypania

Zagnieść składniki na ciasto, dodając tylko tyle wody, by składniki się skleiły. 2/3 ciasta rozwałkować cienko (ok. 5 mm), wylepić nim blachę do tarty. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i podpiekać ok. 10 minut - aż się zarumieni. Z reszty ciasta uformować kulkę i zamrozić. Jabłka dosłodzić do smaku, ewentualnie doprawić i wyłożyć na podpieczone ciasto. Na warstwę jabłek zetrzeć zamrożone ciasto. Tartę piec w 175 stopniach ok. 15 minut, do momentu, w którym ciasto na wierzchu się zrumieni. Po upieczeniu można posypać cukrem pudrem.

Follow my blog with Bloglovin

wtorek, 4 czerwca 2013

lubicie lukrecję?


To jest wpis reklamowy, choć nikt mnie o reklamę nie prosił i nikt mi za nią nie zapłaci. Zapytano mnie tylko, czy chciałabym spróbować czystej lukrecji, bo oprócz różnych walorów, ma ona działanie antyalergiczne. Chciałabym, a jakże, bardzo lubimy lukrecję. Do propozycji dołączono ten link. Co o tym myślicie? Bo to właśnie te informacje sprawiły, że napisałam tego posta.
Jeśli chodzi o czystą lukrecję, to bardzo mi smakuje. Słodko-gorzka, intensywna, odświeżająca i pobudzająca. Ta, którą dostałam do spróbowania, prezentowana jest na stronie Czarne Złoto. Już mi chodzą po głowie różne przepisy na jej wykorzystanie. Wiem, wiem, albo się lukrecję kocha, albo nienawidzi. Dla miłośników postaram się wymyślić coś fajnego.
Ok, no to teraz może minirecenzja dla ewentualnych zainteresowanych. Dostałam czystą lukrecję w pastylkach i kruszoną - pycha. I korzeń lukrecji do ssania lub żucia. Blee. Ale dla palaczy jak znalazł ;)



niedziela, 2 czerwca 2013

pieczone owoce


Łatwy, zdrowy i smakowity sposób na zbliżającą się wielkimi krokami, letnią obfitość owoców. Chociaż z mrożonek też wychodzi ;) Owoce po obróbce termicznej nabierają słodyczy, więc nie trzeba używać cukru. No chyba, że lubimy bardzo słodkie.
Weźmy:

różne, ulubione owoce: brzoskwinie, banany, gruszki, figi, wiśnie etc. - ok. 500 g*
20 ml aromatycznego alkoholu
łyżeczkę cukru z wanilią (opcjonalnie)

Owoce umyć, wypestkować, pokroić na kawałki podobnej wielkości. Wymieszać z alkoholem oraz ewentualnie cukrem i włożyć do naczynia do zapiekania. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piec ok. 10 minut. Najlepiej podawać na ciepło z lodami waniliowymi.

*ilość owoców nie jest szczególnie ważna, nie ma też większego znaczenia ich rodzaj - pieczcie takie, jakie lubicie (ja zrobiłam z tego, co miałam do zużycia - ze śliwek, malin, brzoskwiń, jabłek, bananów i gruszek)

Follow my blog with Bloglovin