środa, 26 listopada 2014

blogerzy w Gruzji - relacja, część I


Bloger to ma czasem ekstra i fajowo. Na przykład pojedzie sobie z innymi blogerami do Gruzji. Taką właśnie wycieczkę zorganizował nam Departament ds. Turystyki i Miejsc Wypoczynkowych Adżarii wraz z agencją Blomedia. Dziesięciu blogerów, siedem dni, niezliczona ilość atrakcji. To była cudowna podróż, jeszcze nie ochłonęłam. Jeden wpis to zdecydowanie za mało, by opisać to wszystko, co zobaczyliśmy, gdzie byliśmy... No ale od czegoś trzeba zacząć. Najlepiej od początku. No to zaczynamy...
Najpierw szybko, sprawnie i bezstresowo (pozdrowienia dla pilotów!) polecieliśmy Wizzair'em do Kuitisi. Przespaliśmy się w niesamowitym miejscu - hotelu Tskaltubo, czyli pałacu spa, w którym dygnitarze czasów socjalizmu (i nie tylko) zażywali leczniczych kąpieli w uzdrawiających, gorących źródłach. Następnego dnia poczęliśmy zwiedzać Tbilisi. Ale zanim opanowały mnie emocje związane z oglądaniem tego magicznego miasta, zdążyłam się spocić z zupełnie innego powodu. Wzrost ciśnienia spowodował... gruziński styl jazdy. Wyprzedzanie na trzeciego przed samym zakrętem, lawirowanie między próbującymi przebyć jezdnię pieszymi, zasada szybszego i większego. I co? I nic. Sporo jeździliśmy, a nie widziałam nawet stłuczki!
A Tbilisi... Tbilisi jest niezwykle malownicze, sami zobaczcie... Niestety, trafiliśmy na mglistą aurę, dlatego zdjęcia nie oddają w pełni kolorystyki tego barwnego miasta.



Odrobina twórczego chaosu...







Pięknie, prawda? Ale zdarzają się też takie widoczki:


Mam jeszcze trochę zdjęć, takich z "moim" Tbilisi. Dodać?

No i cudna Mtskheta, jedno z najstarszych miast Gruzji...




Sofi, nasza przewodniczka po Tbilisi oraz pop, który lubił przygwiazdorzyć:




No bo nie samą wiarą człowiek żyje...



Z Tbilisi pojechaliśmy do Batumi. Batumi, ech Batumi... Ale o tym w następnym poście. Będzie też oczywiście coś o gruzińskiej kuchni. Cieszycie się?

A z ciekawostek:

Przydrożna toaleta. Parasolka dla pań, oczywiście.


Sztuka znaleziona na straganie z ceramiką, WTF...???


Jest tak mało tekstu, bo oniemiałam i jeszcze mi nie przeszło. To może i dobrze. Gruzja jest po prostu niesamowita!

poniedziałek, 24 listopada 2014

mleko sezamowe


Kolejna z pokazywanych w DDTVN "bomb wapniowych" - smaczna, wydajna i do złudzenia przypominająca mleko krowie. Ale tylko z wyglądu. Niestety, sezam czasem potrafi uczulić. W takim przypadku możecie zrobić mleko ryżowe, na przykład. Ale nie będzie ono tak zdrowe, jak sezamowe, co zresztą jest mało ważne, ważne, żeby nie uczulało.
Należy mieć:


100 g sezamu (najlepiej niełuskanego)
przegotowana woda
ewentualnie do smaku: melasa z karobu, syrop z agawy etc.

Sezam dokładnie wypłukać pod bieżącą wodą, zalać przegotowaną wodą (tyle, by go przykryła) i odstawić na kilka godzin (4-5). Następnie dolać szklankę wody i dokładnie zblederować. Blenderując, dolewać stopniowo wodę – do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Przecedzić i ewentualnie dosłodzić melasą. Przechowywać w lodówce maksymalnie 4-5 dni.