czwartek, 11 lutego 2016

bezglutenowy groszek ptysiowy bez jajek


Kolejny skarb z archiwalnego kukbuka, zatem z fotą poglądową jeno. Powstawał przy okazji pieczenia bezglutenowego chleba i bardzo smakował, choć tak naprawdę wcale nie był groszkiem ptysiowym. Przyczyną jego podobieństwa była lekkość, "dziurawość", charakterystyczna dla ptysiowego ciasta. Jeremi się nim zajadał i wyobraźcie sobie, że dziś za normalnym groszkiem ptysiowym, choć może go jeść, nie przepada tak, jak przepadał za tamtym. Ten groszek to też fajny sposób na zupę krem, która z taką posypką od razu nie tylko lepiej wygląda, ale też smakuje. Z tego co pamiętam, naprawdę był pyszny.
Weźmy zatem:

150 g skrobi kukurydzianej*
50 g mąki kukurydzianej
ok. 250 ml wody
łyżkę oliwy
po łyżeczce soli i cukru
3 g suszonych drożdży (płaską łyżeczkę)

Wymieszać skrobię, mąkę z solą, a z wodą resztę składników. Wyrabiać mikserem z hakami ciasta przez 10 minut na najwyższch obrotach miksera, uformować natłuszczonymi palcami kuleczki wielkości małych orzechów laskowych, posmarować tłuszczem i wodą, odstawić na godzinę do wyrośnięcia (aż podwoją objętość). Wstawić do piekarnika z termoobiegiem nagrzanego do 200 stopni, po chwili zmniejszyć temperaturę do 170 stopni i piec ok. 10-15 minut.

*10 lat temu groszek ptysiowy powstawał z miksu, który z Węgier przywoziła ciocia Noemi, ale ten miks miał właśnie taki skład, jak podaję w przepisie

wtorek, 9 lutego 2016

domowe sposoby na przeziębienie vs alergia


Jak wszem i wobec wiadomo, ogólnie znane domowe sposoby radzenia sobie z infekcją w przypadku alergików sprawdzają się różnie. Miód i cytrusy zazwyczaj uczulają, ostre przyprawy nie nadają się dla dzieci, a tradycyjne tłustopicie, czyli mleko z miodem, masłem i czosnkiem może się dla alergika okazać wręcz mordercze. No to jak sobie radzić? Ano, jakoś trzeba, a jak trzeba - to poradzimy.
Po pierwsze - stary, dobry syrop z cebuli. Wystarczy posiekać cebulę, przesypać cukrem i podawać 2 razy dziennie powstały po kilku godzinach syropek. Po drugie - syrop z pędów sosny. To raczej dla matek karmiących, bo o ile się orientuję, ten syrop można chyba od 2 czy 3 roku życia. Po trzecie - paracetamol, pamiętajcie, by nigdy nie podawać aspiryny (i to się tyczy nie tylko alergików, i obowiązuje przynajmniej do 12 roku życia), a leki oparte na ibuprofenie też ostrożnie. To w miarę bezpieczna podstawa. Mamy też syrop z malin, no i środki ziołowe (lipa, jeżówka etc.), ale z tym już trzeba ostrożniej, zwłaszcza z ziołami. Ja podaję też wtedy większą dawkę witaminy D i, niestety, sztuczną witaminę C, choć staram się, by była ona ona jak najbardziej naturalna, czyli w postaci wyciągu z jakichś acai itp. Daję też pewne popularne lizaki, ale nie wiem, czemu to robię... Chyba po to, by osłodzić smutę choroby, choć może jestem niesprawiedliwa i do lizaków żadnych wątów mieć nie powinnam. Odważne mamy mogą spróbować naparu ze świeżego imbiru, ale raczej dla starszych alergików, bo imbir jest pikantny. Ja wiem, jak to zabrzmi, ale i tak to powiem: smarowanie klatki piersiowej i pleców gęsim smalcem. Wiem, "lek" z gatunku ludowych, ale stosowaliśmy i... no na pewno nie zaszkodził. A! Zapomniałabym, a sposób jest genialny. Dzieci czosnku nie tkną, ale jak zasną, warto im w okolicach klatki piersiowej i noska położyć czosnkową laleczkę, czyli zawinięty w gazę i ściśnięty recepturką, przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Dziecko z zatkanym noskiem może nawet nosić taką laleczkę jak naszyjnik, i tak nie poczuje smrodu. Fajna jest też maść majerankowa, o ile nie macie uczulenia na majeranek, rzecz jasna.
Przy infekcji z niezbyt wysoką gorączką warto dziecię "wypocić". Stara metoda zakłada wymoczenie stóp w bardzo ciepłej wodzie, wypicie naparu z lipy i szczelne schowanie się pod kołderkę. Przy wyższych temperaturach raczej musimy się ochładzać, dlatego nie przegrzewajmy dziecka, zmieńmy zimową kołderkę na kocyk, a przykładając mu zmoczone chłodne ściereczki pamiętajmy, by ich nie kłaść na czoło (nie chcemy zapalenia zatok, prawda?), ale tam, gdzie płynie krew - zgięcia łokci i pod kolanami. Postarajmy się znaleźć takie zabawy, które przytrzymają naszą pociechę w pozycji odpoczywającej, bo nawet jeśli chore dziecko dobrze się czuje i nie chce leżeć, to jednak powinno nie być zbyt aktywne.
Jeśli chodzi o dietę, to pamiętamy, że w czasie choroby nie wprowadzamy nowości. Poimy dziecko nadmiernie, niech się płucze, karmimy lekkostrawnie i delektujemy się tzw. żydowską penicyliną, czyli konkretnym rosołkiem. I spokojnie wracamy do zdrowia.