sobota, 31 stycznia 2015

amaretti dla NieAlergika


No, wreszcie! Zawsze chciałam zrobić sobie prawdziwe amaretti. Raz wyszły mi makaroniki, raz zrobiłam kruche ciasteczka migdałowe, a teraz, tadam, do trzech razy sztuka i mam prawdziwe, domowe amaretti do maczania w kawie. Ha! Ta próba była pełna emocji, zupełnie jak na grzybach, bo miałam ostatnią porcyjkę własnoręcznie przygotowanej mąki z pestek moreli. Chyba nie muszę Wam mówić, że niniejszym kupne amaretti to już nie jest coś, co lubię najbardziej?
PS. Przepis ten jest wariacją na temat propozycji z gazetki pewnego popularnego dyskontu, ale nie biedry.
Weźmy:

200 g mielonych migdałów
170 g cukru pudru
30 g mąki pszennej
10 g mąki ziemniaczanej
2 pełne łyżki mielonych pestek moreli
2 białka

Wymieszać wszystkie suche składniki. Dodać białka i najpierw wymieszać łyżką, a następnie wyrobić ciasto rękami. Z ciasta formować kuleczki i układać je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zostawiając odstępy. Blachę z ciastkami wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (termoobieg) i piec amaretti przez ok. 20 minut.

czwartek, 29 stycznia 2015

kuchnia gruzińska


Dziś trzecia część relacji z imprezy Blogerzy w Batumi. Kulinarna, czyli dla większości z Was być może najciekawsza. Jeśli macie ochotę, to tutaj jest część I, a tutaj część II.
Kuchnia gruzińska jest tłuściutka, fajnie doprawiona i przygotowywana ze świeżych produktów, zazwyczaj bardzo bio, bo z przydomowych upraw. Zwierzątka też mają się nieźle, chodzą, gdzie chcą, jedzą, co lubią, i zapewne dlatego potem tak dobrze smakują he, he...
Jak się dowiedziałam, że jadę do Gruzji, to zapytałam moją na wpół gruzińską koleżankę o to, czego warto na miejscu spróbować i co przywieźć. Dostałam odpowiedź, że Gruzini są bardzo gościnni i zakarmią na śmierć, więc spróbuję tego, co trzeba. Dostałam też listę kulinarnych pamiątek do przywiezienia. Dyplomatycznie nie wspomniała, że zakarmianie zakarmianiem, a zapijanie zapijaniem. Bo jak tu odmówić kieliszeczka chachy, nawet jeśli to już piąty dzisiaj?
Kuchnia gruzińska jest pyszna, ale nieszczególnie nadaje się dla alergików, bo sporo w niej serów i orzechów. Najbardziej mordercze jest chaczpuri adżarskie, czyli drożdżowe ciasto z serowym nadzieniem, do którego tuż po upieczeniu dodaje się surowe jajko, które po wpływem gorąca i mieszania zamienia się w lekko ściętą jajecznicę.

Adżarskie chaczapuri zaraz wzbogaci się o jajo.

Tradycyjne gruzińskie przysmaki - pchali, chaczapuri, czyli a'la pizzę, lasagnię z serem, pieczarki zapieczone z serem, czy kurczaka w mleku (oszbosz, jakiż on pyszny!) musicie sobie darować, ale jest wiele innych, równie, a może nawet bardziej smakowitych, które możecie jeść. Na przykład szaszłyki, pieczone mięsiwa, potrawy warzywne, sałatki i pyszne, proste pieczywo puri, dojrzałe, słodkie owoce.

                 
                     Pchali - ogólnie smaczne, ale zawinięty bakłażan - boski!


                       Kurczak w mleku - największa strata kulinarna alergików.

Odniosłam wrażenie, że w Gruzji nie jada się prawie wcale słodyczy. Może dlatego, że tutejsza kuchnia jest dość tłusta, co jak wiadomo ogranicza chęć na słodkie, a może po prostu Gruzini za słodkim nie przepadają. Z regionalnych przysmaków odradzam czurczchelę, bo ma orzechy. No chyba, że nie macie alergii na orzechy. Ten bezglutenowy i bezcukrowy deser robi się oblewając syropem z winogron i mąki kukurydzianej nawleczone na nitkę orzechy. Polecam natomiast tklapi aka kwaśny lawasz - zupełnie bezpieczny, figurujący na Smakołykach pod nazwą owocowe skórki-rolki. Robiąc je jakiś czas temu, nie wiedziałam, że to tradycyjny gruziński przysmak. No cóż, jak mówi stare przysłowie, podróże kształcą...



Tklapi w ujęciu Reginy z Na Wschodzie. Dzięki Redżi!

Czurczchela, zwana przez nas pieszczotliwie dildem nabiera kształtu w fachowych 
dłoniach Natalii i Anity.
I się suszy...

No dobra, to cóż dla alergika znalazłam na stole podczas tradycyjnej supry?
Przepyszne i aromatyczne, moje ulubione lobiani, czyli chaczapuri z nadzieniem z czerwonej fasoli. Lobio, czyli gęstą zupę fasolową. Ajapsandali, w którym się po prostu zakochałam. Grillowane kebaby, jagnięcinę w aromatycznych sosach ziołowych, kurczaka i ryby w sosie z granatów, gruzińską odmianę znanych z greckiej kuchni dolmades (z tym, że nie są one zawijane w liście winogron, a miejscowej odmiany botwiny), sławne chinkali, sałatkę z pomidorów ze świeżym estragonem i bazylią, misy pełne dojrzałych w kaukaskim słońcu owoców, między innymi winogron i karalioki (odmiana kaki). Będą na niektóre z tych pyszności przepisy na Smakołykach, bo przywiozłam trochę przypraw. I przepisów.


                                  Lobiani, czyli chaczapuri z fasolą, mój ulubieniec.


       Chinkali dla miłośników pierożków - uwaga, chinkali je się w specjalny sposób!

Siekamy, kroimy, ajapsadali robimy!

Lubię lekką kuchnię, więc w gruzińskiej raczej nie zakocham bez pamięci, ale kilka przysmaków poznanych w tym kraju to rzeczy, za którymi tęsknię. Bakłażany zawijane
z sosem orzechowym, wędzony ser sulguni, ajapsandali, kurczak w aksamitce... Niom.
O gruzińskich winach nie będę pisać, bo wszem i wobec wiadomo, że są wyjątkowe. No ale jakie mają być wina z najstarszego regionu winiarskiego świata? Mnie najbardziej przypadło do gustu to ze szczepów Saperavi. Jest gdzieś w Warszawie sklep z gruzińskimi winami?
No i niezapomniana lemoniada estragonowa...


Mój faworyt - kurczak w aksamitce.

Kwevri - to w nich rodzi się wspaniały smak gruzińskich win.
A to są tradycyjne przyrządy do sprawdzania, czy wino podąża w dobrym kierunku.

No to jak, Moi Drodzy? Gotujemy po gruzińsku?

Bardzo dziękuję Natalii z Poezji Smaku za udostępnienie części zdjęć do tego wpisu.